Polityka

Paraliż administracji federalnej w USA przez „Obamacare” stał się faktem!

 Reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych prezydenta Baracka Obamy nazywana przez Amerykanów „Obamacare” (Patient Protection and Affordable Care Act) nie znajduje poparcia wśród republikanów. w ogóle samo jego przegłosowanie skończyło się małym skandalem, ale to już chyba Obamie wybaczono. Dzisiaj “Obamacare” wywołuje liczne kontrowersje także wśród przyzwyczajonych do odpłatności za wszystko Amerykanów, nawet jeżeli codziennie media w tym kraju pokazują skalę patologii i wynaturzeń jakie dzieją się w opiece zdrowotnej w tym kraju.

W wielkim uproszczeniu idea reformy zakłada, że ci których nie stać na wykupienie ubezpieczenia zdrowotnego w prywatnych firmach tj. jakieś 50 mln ludzi! Będą objęci ubezpieczeniem państwowym. Szacunki mówią o objęciu około połowy z nieubezpieczonych, czyli około 20-25 mln ludzi tym systemem. Co więcej całość systemu będzie wprowadzona do Internetu na platformę dostarczającą informacji o różnych ubezpieczeniach oraz o tym co ludziom przysługuje od państwa. Ważną zmianą ma być zakaz odmawiania ubezpieczenia osobom przewlekle chorym. Całość podsumowuje podwyżka podatków dla osób zamożnych, które nie chcą się ubezpieczyć. Co ma służyć zdywersyfikowaniu polis dla ludzi chorych, poprzez rozłożenie ich kosztu na polisy ludzi zdrowych. Każdy rozumie, że ogólnie wzrosną ceny opieki zdrowotnej, ponieważ trzeba będzie finansować ze składek koszt leczenia osób chorych, które dotychczas po prostu umierały, ubiegały się o pomoc organizacji dobroczynnych lub wyprzedających się z majątku rodzin.

Dla republikanów to socjalizm. Po pierwsze przymus ubezpieczenia się to coś niesłychanego! Po drugie przymus sprzedaży ubezpieczeń każdemu kto się zgłosi to już szok! Reformy nie chce większa część ankietowanych Amerykanów, nie rozumiejących po prostu dlaczego nie dość, że mają płacić za siebie jak nie chcą to jeszcze muszą płacić za kogoś innego, kto nie jest ich krewnym?

Wielu kongresmenów miało wypisaną walkę z „Obamacare” na sztandarach wyborczych, pod hasłem sprzeciwu dla „United Socialist State of America”, czyli „USSA” zostali wybrani przez wyborców i mają pełną świadomość konsekwencji niedotrzymania zaufania swojego elektoratu. To przykład na piękne funkcjonowanie tam demokracji – większość osób nie chce, wybiera ludzi którzy są konsekwentni i się nie da czegoś przeprowadzić.

Niestety dla Demokratów „Obamacare” to sztandarowy przykład reformy systemowej jaką zobowiązali się przeprowadzić w wyborach w 2008 roku. Reforma jest przygotowana i częściowo i tak wejdzie w życie, o czym decydują prace administracji.

Republikanie torpedując budżet stawiają Prezydenta w trudnej sytuacji, drastycznie spada ich prestiż, gdyż de facto posługują się szantażem obstrukcyjnym. W USA nie ma pod tym względem żartów, rok budżetowy właśnie się skończył i nie ma pieniędzy dla administracji, ludzie masowo dostaną przymusowe urlopy oczywiście niepłatne. Nikogo nie interesuje to czy mają czym zapłacić za czynsz i inne rachunki – tak działa ich system. Jedynie kluczowe dla działania państwa jednostki administracji i armia – dostaną wynagrodzenia, cała reszta ma problem. Obama ma problem. Republikanie mają problem. Za dwa lub trzy dni takiego pata – świat będzie miał problem, albowiem albo to państwo upadnie – bo ktoś nie wytrzyma, albo Obama będzie musiał się złamać. To on ponosi odpowiedzialność za państwo, właśnie widzimy klasyczny przykład wojny z Kongresem. W starożytnym Rzymie w tym czasie – sprawę załatwiliby legioniści po prostu mordując senatorów lub Cesarza. Teraz są inne standardy, chociaż nie można wszystkiego wykluczyć – jednym z żądań kongresmenów było odroczenie reformy chociaż o rok.

Zobaczymy jak długo USA są w stanie funkcjonować bez administracji federalnej. Zgaszone oświetlenie Kapitolu wygląda smutno. To niczego dobrego nie wróży, warto pamiętać że podobny problem groził Barackowi Obamie rok wcześniej, ale wówczas udało się porozumieć z Kongresem – doskonale wiedział że w tym roku idzie na całość a zderzenie jest nieuniknione. Nie ma już tak dużego poparcia jak na początku rządów, oscyluje ono nieco powyżej 40% a to jak na szefa administracji naprawdę niewiele, zwłaszcza jeżeli chce się mieć jako wrogów nieomal cały zdominowany przez przeciwników politycznych Kongres.

Popularne stacje telewizyjne i portale internetowe w USA robią zakłady ile dni potrwa paraliż. Z perspektywy zewnętrznej jest to piękne ośmieszenie się Ameryki, która nie potrafi sobą sama zarządzać w sposób zapewniający ciągłość władzy państwowej.

Nawet Polacy mają coś takiego jak „prowizorium budżetowe”, no ale Ameryka… w sprytny sposób pokazuje – podobnie jak za prezydenta Clintona – ilu urzędników jest zbędnych!

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    USA dadzą sobie radę. Gorzej z resztą świata.
    Bo to cały świat zawsze płaci za błędy lub kryzysy w bogatych Stanach Zjednoczonych.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.