Paradygmat polskiej polityki zagranicznej od numerowania Rzeczpospolitych do San Escobar

Po wydarzeniach w Brukseli trzeba zupełnie na poważnie zapytać, czy rząd w Polsce działa w interesie państwa? Jeżeli tak, to uzupełnić to pytanie – o magiczne wskazanie „którego?”. Może nie chodzi o Polskę? Może to San Escobar? Jak inaczej tłumaczyć sugestie pana ministra od spraw zagranicznych, który wypowiada się w tonie potrzeby obniżenia poziomu zaufania wobec Unii Europejskiej? Podwójnych standardów? Oszukiwania? Do czego wszystkiego mamy dopasować nasza politykę! Przy pełnej aberracji tych faktów, trzeba przyznać że jeżeli chodzi o podwójne standardy to ma rację. Najlepiej świadczy o tym polityka wschodnia Unii. Jednak czy mamy powody się dziwić? Czy my przypadkiem nie jesteśmy na Wschodzie? Chyba zawsze byliśmy. Geopolitycznie ten szczyt, na pewno przesunął nasz wizerunek zdecydowanie na Wschód. Ponieważ większość ludzi na Zachodzie, w tym nawet doświadczeni komentatorzy nie rozumieją o co rządowi z Warszawy chodzi!

Problem polega na tym, że my również przestajemy rozumieć o co tym ludziom chodzi? Do póki dominowało myślenie w kategoriach numerowanych Rzeczpospolitych, to jednak obowiązywał paradygmat nadążania za Zachodem. Od czasów San Escobar, mamy do czynienia z nową rzeczywistością. Im się chyba naprawdę może wydawać, że są partnerami polityków na Zachodzie?

Bezwzględnie rządzący przenoszą schematy z polityki krajowej na politykę zagraniczną, nawet obniżając standardy. Jednakże prawdopodobnie ze zdziwieniem nie mogą odnaleźć Sali Kolumnowej, do której mogliby przenieść obrady! Nawet jednoosobowo, ewentualnie doprosić np. roznosiciela pizzy i ochroniarzy, żeby mieć quorum! No co za tragedia! Europa nas oszukała, Orban nas zawiódł, Wielka Brytania jak zawsze po prostu nas olała – ośmieszono Polskę i jeszcze do tego próbuje się dorabiać ideologię męczeństwa. Polska wiadomo kim narodów! Co za przekleństwo! Żadne Gloria Victis! Hołd na lotnisku, jaki przygotowano dla wracającej pani premier przypominał powitania delegacji rządowych wracających z Moskwy po Bierucie, bo jak temu się raz wróciło wszyscy pamiętamy. Mało kto pamięta, że bardzo wielu się z takiego powrotu nie smuciło.

W obecnej sytuacji to naprawdę nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać? Po co była ta cała heca? Jaki był cel? Zrobienie smrodu? No, to się chyba udało. Uniemożliwienie kontynuowania kadencji panu Tuskowi? No, to się nie udało. Nic, nigdy tak nie wzmocniło pana Donalda Tuska jako polityka, niż to głosowanie. Chcieli osłabić, a wzmocnili – pan prezes, sam hoduje i to już na sterydach swojego grabarza. Obecnie to pan Tusk będzie najważniejszym polskim politykiem, najbardziej znanym na świecie i mającym największe znaczenie. Możemy się z nim nie zgadzać, możemy uważać, że jego polityka to pasma porażek i nieudolności, jednak nie możemy udawać, że nie uznajmy jego supremacji. Zdeklasował pana prezesa, nie mówiąc już nawet o ludziach, których wysłano do Brukseli.

Jest jednak problem, bowiem z zapowiedzi pana ministra wynika, że możemy zacząć zachowywać się w sposób trudny, z punktu widzenia dążenia do konsensusu przez kompromisy w Unii. Oznacza to, że możemy zacząć sabotować unijne polityki lub nawet zgodnie z sugestiami pani premier Szydło, nie uznawać mandatu pana Przewodniczącego Tuska. Co sprowadzi na nas tylko śmieszność i ostracyzm.

Można sobie wyobrazić sytuację, w której pan Tuska podczas wizyty w Polsce zostanie zatrzymany i aresztowany. Przecież jeżeli nie uznajemy jego mandatu, to kwestie immunitetu również możemy przedyskutować. Jak wiadomo Trybunał działa u nas znakomicie, więc można tak ustawić zapytania, że nie będzie problemu z żadną interpretacją. Byłby skandal? Oczywiście, że byłby! Jednak, kto zabroni naszej władzy? Przecież jest suwerenna na swoim terytorium i tą suwerenność rozumie w sposób bardzo zasadniczy. Nie można wykluczyć żadnego scenariusza.

Paradygmat polskiej polityki zagranicznej od numerowania Rzeczpospolitych do San Escobar, to już nie ewolucja, to rewolucja w kierunku opcji zerowej, resetu i nowego rozdania. Ponieważ, osiągnęlibyśmy to samo – milcząc i wstrzymując się od głosu, a nie byłoby skandalu. Jeżeli ktoś nie rozumie różnicy, nawet przyjmując że pan Tusk jest wcieleniem złego – w ogóle nie rozumie polityki. Zwłaszcza w europejskim wydaniu. Można nawet powiedzieć, że straciliśmy twarz.

Jednak postrzegając sytuację zgodnie z logiką San Escobar, nie można wykluczyć, że to być może ma jakiś głębszy sens? Niezwykle ciekawe będą dalsze losy pana kontrkandydata, ciekawe czy duszę sprzedał i Rubelka nie zarobił?

9 myśli na temat “Paradygmat polskiej polityki zagranicznej od numerowania Rzeczpospolitych do San Escobar

  • 12 marca 2017 o 05:39
    Permalink

    Mocne, dobre i prawdziwe – wyjątkowo prawdopodobne. Przeszliśmy do retoryki san escobar co jest jakąś paranoidalną porażką

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 07:58
    Permalink

    W “Wiadomościach” same sukcesy i głos “Wodza”,nie ustąpimy! reszta to albo zdrajcy albo złodzieje? Zła EUROPA i to cała , o Rosji wypowie się Antoni, już dowody ma! To się dopiero zacznie!

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 08:38
    Permalink

    Doskonały tekst.

    Nie usiłuję się po jego przeczytaniu komentować.

    Gratulacje!

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 09:31
    Permalink

    Właśnie wstajemy z kolan w ten sposób, że robimy to zbyt gwałtownie i bez przemyślenia i w efekcie potkniemy się i upadniemy jeszcze niżej niż gdy klęczeliśmy na tych kolanach. Nie po raz pierwszy w historii…

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 09:50
    Permalink

    Tusk jest mizerną postacią o zerowej wartości. Typowa postać elementów solidarnościowych, wyzbytych ze wszelkich cech przyzwoitości, odpowiedzialności i talentów. Konflikty z Unią są pozorowanymi grami mających na celu ukrycie błędów rządzenia i ciemnej przyszłości. Prawdziwa gra toczy się gdzie indziej. Oto czytam, że polski minister obrony /dla przyzwoitości nie wymieniam nazwiska/ przerzucił czołgi na wschodnia granicę, z lufami skierowanymi na Moskwę. Zanosi się wiec na wojnę z Rosją, w której nie oddamy ani guzika. Tymczasem Moskwa przejęła światową inicjatywę dyplomatyczną i szykuje jakaś wielka grę. Po wyjeździe Erdogana, Moskwa oczekuje Netanjachu, Ministrów Anglii, Niemiec i Iranu. Czyli najważniejszych dziś graczy w światowej polityce, pomijając zachowanie amerykańskich szaleńców.

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 10:13
    Permalink

    Z okazji 8 Marca wykonałem kilka telefonów do Rosji i Irlandii.Co wy wyrabiacie ?Zarówno Rosjanie jak i Irlandczycy z rożnych powodów pytają czy wiemy że to grozi samotnością i niezrozumieniem! Ksenofobia to nie sposób na sukces.Zobaczymy jak zachowuje się Orban on nie żyje 1956 r,on żyje w 2017 r.I Węgry mają sukces na Wschodzie i Zachodzie,a my mamy sukces w San Escobar.

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 20:26
    Permalink

    Świetna analiza, bardzo dziękuję że działacie. Gratuluje też nowego layoutu. Rozumiem że go doskonalicie. Boczne panele ze starymi wpisami (losowymi) są super. łezka się w oku kręci.

    Odpowiedz
  • 12 marca 2017 o 20:47
    Permalink

    Naprawde świetny tekst!!!! Serdecznie gratuluje autorowi. Wesprę was w tym miesiącu po 24 tym. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 16 marca 2017 o 07:17
    Permalink

    Myślę e ten punkt widzenia jest bardzo rzeczywisty

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.