Państwo pozwala na nierówne traktowanie ludzi na rynku pracy

fot. red.

Realia rynku pracy w Polsce – wrzesień 2020 są trudne. Praca ciągle jest, jest jej dość sporo – zwłaszcza dla ludzi z bardzo wysokimi kwalifikacjami, jak i prawie bez kwalifikacji. Co ciekawe, rynek reguluje się sam w czasach pandemii, ciągle zgłaszając zapotrzebowanie – adresując je zgodnie z tym, jakie mechanizmy stwarza państwo przez prawo. Poniższe kwestie powinny być brane poważnie, jako argument za regulacją rynku pracy, zwłaszcza w zakresie płacy minimalnej i stawki minimalnej za godzinę pracy. Niestety w tym zakresie w naszym kraju nie dzieje się dobrze, doszło do wprowadzenia nierówności ludzi wobec prawa – ze względu na wiek i to jest skandal. Państwo pozwala na nierówne traktowanie ludzi równo na rynku pracy.

Proszę uważnie przeczytać fragment poniższego ogłoszenia o pracę, dotyczy ono możliwości zatrudnienia przy pakowaniu czegoś (to nie istotne) po produkcji w Krakowie: „Praca dorywcza, sezonowa, do końca roku. Umowa zlecenie. Stawka godzinowa 17,00 brutto tj. do wypłaty student do 26 r.ż pozostali między 13,34-13,72 zł (zależnie od statusu pracy). Praca w dni powszednie między godz 7.30-15.30 (…). Praca tylko na miejscu w Krakowie przy ul. XXXX – (…).

Co tutaj mamy, kluczową informacją jest stawka wynagrodzenia – wyższa dla osób młodych! W ten oto sposób nasz rząd stygmatyzuje ludzi starszych na rynku pracy. Tu nie ma żadnej promocji dla ludzi młodych, bo czy mają 13 z groszami, czy 17 zł brutto za godzinę, to nie zmienia w ogóle ich rzeczywistości, ale zdecydowanie zmienia stosunek społeczny pomiędzy ludźmi zwany umową społeczną, wielopokoleniową itd.

To powyżej, to perspektywa powszechna – praca dla młodych, starsi pracujący obok, robiący to samo, będą zgodnie z prawem otrzymywali mniej wynagrodzenia za ten sam czas pracy, ponieważ pracodawca jest zobowiązany płacić państwu więcej za to, że ich zatrudnia. Samo w sobie jako konstrukcja prawna, to że to przeszło przez nasz Parlament pokazuje jak niską jakość prawa tam się wytwarza.

Z perspektywy dużej części ludzi młodych jest analogicznie, bo również uważają że są krzywdzeni po przekroczeniu 26-tergo roku życia, jak tracą przywileje podatkowe! Nie można się temu dziwić, ponieważ w praktyce to oznacza, że ktoś nagle na urodziny – traci prawie 30% dochodów brutto! Jak można było to zrobić młodym ludziom? Czy ktoś przewidział jak to będzie demotywujące?

W skali makro zwolnienie młodzieży z podatku dochodowego ma również swoją wagę, także dla samorządów, które mają udział w podatku od osób fizycznych. Wszystko się liczy – każdy pojedynczy Złoty!

Stworzenie modelu w którym różnicuje się ludzi ze względu na subiektywne wyróżniki, jest sprzeczne z polskim prawem – Konstytucja wyraźnie stanowi, że wszyscy są równi wobec prawa. Jednym z elementów prawa jest prawo podatkowe. Jeżeli stosujemy preferencje podatkowe dla określonych grup ludzi, to musi mieć swoje podstawy prawne, w tym musi być wynikiem realnego problemu, który można w ten sposób rozwiązać. Opodatkowanie ludzi młodszych na preferencyjnej zerowej stawce, nie jest równym traktowaniem wszystkich ludzi. Przecież można było wprowadzić ulgę na studia, kursy i szeroko rozumianą edukację. Pracujesz – masz prawo do odpisu podatkowego na zasadach ogólnych – dla kosztów jakie poniosłeś na edukację. Czy to nie byłoby prostsze, lepsze i stymulowałoby zarazem chęć do nauki? Mniejsza z tym na ile efektowną, ale te pieniądze nie szłyby w powietrze, tylko były kierunkowane na cel społecznie słuszny, potrzebny i mający swoje znaczenie ekonomiczne. Nie jest tajemnicą, że uczelnie mają problem demograficzny i mogłyby na tym zyskać, podobnie jak wiele szkół, kursów itd.

Jeżeli rządząca koalicja w tak banalny sposób złamała obowiązującą umowę społeczną, to dowód na jej brak kontaktu z rzeczywistością. To jedna z kolejnych regulacji przeciwko rynkowi. Mamy zmniejszenie wieku emerytalnego, mamy zróżnicowanie wieku emerytalnego ze względu na płeć, mamy zakaz handlu w niektóre dni tygodnia i jeszcze – mamy stygmatyzację osób powyżej 26-tego roku życia na rynku pracy. Przecież to jest totalne nieporozumienie – jakie będą kolejne wyłączenia? Kto jeszcze może nie płacić podatku i ciężarów publicznych? Czy przypadkiem nie pewna grupa duchownych? Zasada powinna być jednoznaczna – tylko osoby niepełnosprawne powinny korzystać z ulg podatkowych, pozwalających na zmniejszenie obciążeń podatkowych, ale podatki CO DO ZASADY – powinni płacić wszyscy powszechnie. Ponieważ na nich opiera się państwo.

Nikt o tym nie mówi i nie pisze, ale za to słyszymy o dyskryminacji ze względu na płeć lub nieokreślenie płci. Tymczasem państwo pozwala na nierówne traktowanie ludzi na rynku pracy i to legalizuje.

11 thoughts on “Państwo pozwala na nierówne traktowanie ludzi na rynku pracy

  • 11 października 2020 o 08:46
    Permalink

    Autor się niepotrzebnie dziwi.

    Przecież od dawna wiadomo, że wszystkie siły w Naszym Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo dążą do eliminacji osób starszych – różnie to nazywając.

    Najbardziej brutalny termin tych DZIAŁAŃ – to utylizacja, no bo chodzi o ekologię …

    Starsi przeszkadzają, no bo pobierają emerytury, które mogłyby zwiększyć 500 + …

    Do tego jeszcze jakieś przywileje, leki za złotówkę czy wyłączność na obsługę w sklepach pomiędzy 10 a 12-tą, co zresztą Sam Pan Premier wczoraj ogłaszał.

    Dlatego, dla równowagi – proponuje im się niższe wynagrodzenia.

    W końcu mamy socjalistyczną władzę dobrej zmiany, ze “sprawiedliwością” w nazwie głównej Partii.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 11 października 2020 o 09:05
    Permalink

    Odrkryliście Amerykę? Nie wiecie że chodzi o depopulację Polski z Polaków? To ma działać tak – zamiast zatrudniać Polakapowiedzmy 30-to latka do pracy lub dwóch emerytów 60-ciop latków żeby sobie dorobili – pracodawca ma zatrudnić jednego młodego rezuna z poza Unii Europejskiej, zapłacić mu więcej niż Polakom żeby nie mieli pracy i byli klientami pomocy społecznej we własnym kraju.

    Odpowiedz
    • 11 października 2020 o 10:18
      Permalink

      Zgadzam się…jeno mam zastrzeżenia co do użytej formy “depopulację Polski z Polaków”, zabrzmiało
      niczym ‘puszka z Pandorą” – takiej swego czasu manipulacji użyli ‘oświeceni i demokratyczni” komuniści
      wobec wypowiedzi tow. ‘Wiesława”…

      Odpowiedz
      • 11 października 2020 o 20:10
        Permalink

        dlatego, że ktoś kiedyś coś powiedział, krzyk 58 już wytoczył swoje szufladki

        Odpowiedz
    • 11 października 2020 o 10:30
      Permalink

      To trochę inaczej działa – polscy przedsiębiorcy byli długo przyzwyczajeni do prawie darmowej i na wpół niewolniczej siły roboczej, ale to się skończyło gdy otwarła się na polskich pracowników UE. No i 500+ też swoje zrobiło, bo mając np trójkę dzieci, to nie bardzo się opłaca podejmować pracę za 1200 zeta minus koszty dojazdu. Stąd naciski naszych burżujów, aby koniecznie sprowadzić na stałe do Polski 4-5 milionów rezunów, może nie będą rezać?

      A odnośnie niepłacenia podatków przez młodych do 26 roku życia, to faktycznie idiotyzm, aby nie powiedzieć sabotaż. Ale w tym przypadku chodziło o wybory, czyli o odebranie PO głosów młodych ludzi. No cóż, trochę jak w tym stwierdzeniu “Paryż wart jest mszy”…

      Odpowiedz
  • 11 października 2020 o 12:08
    Permalink

    “Zasada powinna być jednoznaczna – tylko osoby niepełnosprawne powinny korzystać z ulg podatkowych”

    Ja myślę, że to jest stygmatyzowanie niepełnosprawnych i psucie ich. W PRL-u musieli pracować. Użalanie niech sobie będzie zarezerwowane dla osób tragicznie pokrzywdzonych w konkretnej chwili, ale już od doświadczonych należy wymagać pracy. Temat jest wprawdzie trudny ale przecież do rozwiązania.
    Bez ręki można pracować. Wśród pokrzywdzonych przez los mamy również, podobnie jak wśród zdrowych, tych leniwych i tych pracowitych. Natomiast wszelkie ulgi rodzą patologie. Na parkingach dla niepełnosprawnych parkują dumnie z plakietką na podszybiu osoby “niepełnosprawne” wysiadające z samochodu w stylu kompletnie nie różnym od zdrowych.

    W tym przypadku skupiłbym się raczej na krzewieniu w młodych ludziach podstaw pomocy niepełnosprawnym w trudnych sytuacjach.

    pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 11 października 2020 o 18:00
    Permalink

    System prawny jest budowany pod interesy klasy rządzącej.
    Czy będzie to polska, czy zagraniczna.
    W jakim kierunku te legislacyjne regulacje zmierzają?
    Czyje INTERESY uwzględniają?
    Co jest powodem tej “sraczki legislacyjnej” produkującej 30 000 stron aktów normatywnych rocznie?

    Fundamentalnym pytaniem jest zawsze:
    “cui bono”?

    Moim zdaniem, zawsze jest podział na tych, którymi się rządzi, i tymi zarządzającymi- stojącymi PONAD prawem ustalonym dla plebsu.
    Szlachetnie urodzeni mają inny kodeks karny niż “mierzwa ludzka”.
    Od zarania dziejów.
    Obecnie, sytuacja sie po raz kolejny powtarza.

    Pozostają wnioski.
    Po raz kolejny MUSI dojść do wymiany elit- na jakiś czas to wystarczy….

    I po raz kolejny wrócimy do Pareto, Michelsa i ich teorii.
    I po raz kolejny bedziemy wyważać już dawno otwarte drzwi.

    Odpowiedz
    • 12 października 2020 o 00:26
      Permalink

      @wmw
      “Po raz kolejny MUSI dojść do wymiany elit- na jakiś czas to wystarczy….”

      I prawdopodobnie byliśmy już bardzo blisko rozpoczęcia tego procesu-rewolucji (szczególnie wydarzenia ostatniego okresu we Francji, Hiszpanii, Włoszech)…
      – wymyślono więc “coronę”….

      Odpowiedz
  • 11 października 2020 o 21:39
    Permalink

    Kierunek Wschód odc.24 “KARABACH, Poligon doświadczalny” 04.10.2020 A. Jabłonowski, M. Poręba NPTVPL https://www.youtube.com/watch?v=TeZgTzyQsxY&t=5s

    Sygnalizuję niektóre poruszane tematy przez rozmówców, o których wspominałem albo linkowałem,
    Np: – komuna, zachodnia Bolszewia w USA,
    – pogięte (moralnie i mentalnie) WHO,
    – N.Michałkow “Besogon”,
    – niedawny wywiad WWP dla rosyjskiej TV.
    – it. dalyj…
    – 🙂

    Odpowiedz
  • 11 października 2020 o 21:54
    Permalink

    Sam Francis: Historia słowa “rasizm”

    Samuel T. Francis
    Oxfordzki słownik języka angielskiego [The Oxford English Dictionary] to wielotomowe dzieło informacyjne będące imponującym przykładem ducha nauki Zachodu – standard jeśli chodzi o tzw. pryncypia historyczne języka angielskiego. W odróżnieniu od większości słowników podaje on także informację o pierwszym chronologicznie pojawieniu się i użyciu słów. Zakres erudycyjny tej pracy jest często zdumiewający; w naszym wypadku jedno z najbardziej interesujących haseł dotyczy słowa “rasizm”.
    Według drugiej edycji Słownika (1989), pierwsze znane użycie słowa “rasizm” w języku angielskim miało miejsce w wydanej w 1936 r. książce Lawrence’a Dennisa [>>] Nadchodzący faszyzm amerykański. Drugie chronologicznie użycie Słownik odnotowuje w tytule książki Rasizm Magnusa Hirschfelda, napisanej w latach 1933-1934 oryginalnie w języku niemieckim, ale po raz pierwszy wydanej po angielsku w 1938 r. Ponieważ książka Dennisa ukazała się rok po śmierci Hirchfelda w 1935 r., zaś Hirschfeld szeroko już używał słowa “rasizm” w tekście, i tytule, swojej książki, wydaje się słuszne uznać raczej Hirschfelda, nie Dennisa, za twórcę słowa “rasizm”. W przypadku użycia słowa “rasizm” w formie przymiotnikowej, Słownik przyznaje pierwszeństwo Hirschfeldowi.
    Kto to był Magnus Hirschfeld i co miał nam do powiedzenia o “rasizmie”?
    Magnus Hirschfeld (1868-1935) był niemiecko-żydowskim badaczem w dziedzinie medycyny, którego głównym przedmiotem zainteresowań było coś co z czasem przyjęło się nazywać “seksuologią” – naukowe studiowanie seksu. Jak Havelock Ellis w Anglii i Alfred Kinsey w Ameryce, Hirschfeld był nie tylko jednym z pierwszych, który zgromadził systematyczne dane o seksualności, ale był także apostołem seksualnego “wyzwolenia”. Głównym polem jego badań był homoseksualizm, ale opublikował on także szereg innych książek, monografii i artykułów na temat seksu. Napisał pięciotomowy traktat o “seksuologii”, jak również około 150 innych prac i wziął udział w napisaniu i wyprodukowaniu na ten temat pięciu filmów.
    Sprawiedliwie można powiedzieć, że prace jego miały za cel wysyłanie sygnału że: tradycyjna chrześcijańska i mieszczańska moralność seksualna jest represyjna, irracjonalna i hipokrytyczna, i że emancypacja będzie wielkim krokiem naprzód. Zachwyceni tłumacze Eden i Cedar Paulowie we wstępie do angielskiego wydania Rasizmu piszą o jego “niestrudzonym podejmowaniu sprawy osób, które ze względu na nietypowe seksualne procesy hormonalne, są prześladowane przez ich bardziej fortunnych współ-śmiertelników”. Na długo przed “seksualną rewolucją” lat 1960., Magnus Hirschfeld prowadził krucjatę na rzecz “normalizacji” homoseksualizmu i innych anormalnych zachowań seksualnych.
    Hirschfeld był założycielem Instytutu Nauk Seksualnych w Berlinie i wspierał organizowanie “seksuologii” w skali międzynarodowej. W 1922 r. został fizycznie zaatakowany i niemal zamordowany przez antysemitów w Monachium. W maju 1933 r. naziści zamknęli “Instytut Nauki o Seksie” i Hirschfeld uciekł do Francji, gdzie mieszkał do śmierci w 1935 r.
    Rasizm zasadniczo jest intensywną polemiką nastawioną na “obalenie” pewnych głównych ideologii i teorii rasowych XIX i XX wieku. Autorzy, których Hirschfeld krytykuje (poza jego standardowym obiektem, Narodowymi Socjalistami), to postaci takie jak Arthur de Gobineau, Vacher de La-Pouge, Houston Stewart Chamberlain i inni, dziś generalnie potępiani jako “pseudo-naukowcy”. W rzeczywistości, określenie to jest niewłaściwe, gdyż jedni z nich nie próbowali pisać jako naukowcy, tylko raczej jako teoretycy polityczni, podczas gdy innych lepiej określić jako pisarzy podejmujących problematykę rasową w stadium wiedzy o niej przed-naukowym, i w związku z tym zmuszonych pracować z niedostateczną informacją, bazą konceptualną, metodologią i terminologią. Podczas gdy Hirschfeld miałby rację odrzucając ich bardziej radykalne błędy, jego szydzenie z nich z powodu tych błędów jest raczej jak wyśmiewanie Kopernika czy Keplera, ponieważ w dalszym ciągu akceptowali oni niektóre błędne idee średniowiecznej astronomii.
    Nawet kiedy Hirschfeld ma rację w jego krytyce wczesnych teoretyków zróżnicowania ewolucyjnego człowieka, dzieje się tak często dlatego, że wybiera on łatwe obiekty ataku. Jego “obalanie” w dużym stopniu ogniskuje się na nieistotnych ogólnikach, z którymi nawet ekstremalni głosiciele różnic rasowych mogliby się chętnie zgodzić. Np. że wszyscy ludzie należą do tego samego gatunku i mogą mieć płodne potomstwo; że można dokonywać między nimi transfuzji krwi; że “nie ma czegoś takiego jak czysta rasa”; że członkowie różnych ras są identyczni jeśli chodzi o ogromną większość charakterystyk fizycznych; że cephalic index (proporcja, w procentach, maksymalnej szerokości czaszki do maksymalnej długości czaszki) nie jest wiarygodną miarą inteligencji czy charakteru, itd. Jednak jego “naukowe” dowody często są po prostu anegdotyczne lub są jego własną opinią wyrażaną jako niepodważalna prawda.
    W innej części książki Hirschfeld wylicza 70 najwybitniejszych według niego postaci w historii świata i oznajmia, że “wszystkie takie listy, o ile ułożone bez uprzedzeń, poświadczą, że geniusz ludzki, osoby nadzwyczaj utalentowane, nie są wydzielone z tłumu ze względu na jakikolwiek kolor oczu, szczególny kształt czaszki czy nosa, czy jakąkolwiek ‘etnologiczną’ cechę. W człowieku decydujące znaczenie ma indywidualność, nie rasa”. Wygląda, że jakoś nie przebiło do Hirschfeldowej jaźni, że wszystkie, z wyjątkiem ośmiu czy dziewięciu, wybitne postaci światowych dziejów na jego liście to Europejczycy [“biali”]. Nie ma żadnego Negroida i są tylko dwaj Azjaci (Konfucjusz i Sun Jat-sen).
    Interesujące, że przy całej jego pogardzie dla “rasizmu”, nie znajdzie się nawet jednej wzmianki u Hirschfelda na temat badań IQ [ilorazu inteligencji], oraz danych o znacznej psychometrycznej zależności między inteligencją a rasą, zgromadzonych nawet już wtedy, w latach 1930. Większość polemik Hirschfelda kieruje się przeciwko zwolennikom grupowych różnic etnicznych Europejczyków (zróżnicowania na typy nordyckie, alpejskie, śródziemnomorskie, dynarskie, itd.), a nie różnic między Europejczykami a innymi rasami – choć niedomiennie zaprzecza on i takim różnicom. Osobliwe, że nigdy nie cytuje Hirschfeld prac Franza Boasa i jego uczniów w jego atakach na “rasizm”, choć były one dostępne w Europie w tym czasie, ani nie przywołuje idei Szkoły Frankfurckiej, choć jego własne twierdzenie, że “rasizm” ma korzenie w lęku, utracie poczucia własnej godności i innych socjalnych i psychologicznych patologiach przypomina idee formułowane przez Szkołę Frankfurcką.
    Ani też, mimo własnego żydowskiego pochodzenia i zagrożenia dla Żydów ze strony nazistów, wydaje się być Hirschfeld przejęty antysemityzmem; w jednej czy dwóch wypowiedziach krytykuje on samych Żydów za ich własny etnocentryzm i obwinia syjonizm za stworzenie nowej “nienawiści rasowej” między Arabami i Żydami. Ponadto, jest Hirschfeld oddanym obrońcą eugeniki – choć nie w płaszczyźnie rasowej – i poświęca w Rasizmie nawet krótki rozdział analizie różnicy między “gobinizmem i galtonizmem” – tj. atakując idee francuskiego “rasisty” Arthura de Gobineau i broniąc idei Francisa Galtona, twórcy terminu “eugenika” i jej pioniera. Dziś większość krytyków “rasizmu” wrzuciłaby raczej Galtona i Gobineau do jednego worka, niż rozróżniała między nimi.
    Jako poważna krytyka stanowiska, że między rasami istnieją różnice naturalne mające poważne znaczenie społeczne, książka Hirschfelda jest fiaskiem. Nawet jako polemika z niektórymi bardziej upolitycznionymi i niezweryfikowanymi twierdzeniami o rzeczywistości rasowej człowieka sformułowanymi przed wiekiem, czy jeszcze wcześniej, jest ona słaba. Ta książka jest ważna nie tyle ze względu na treść jako taką, ale na to, że dostarcza nam wiedzy o słowie “rasizm” i o tym jak wrogowie tożsamości i świadomości etnicznej przede wszystkim Europejczyków rozwinęli to pojęcie i zastosowali dla własnych celów.
    Hirschfeld określa swoje własne polityczne ideały jako “panhumanizm”, rodzaj politycznego, kulturowego i rasowego uniwersalizmu. Eden i Cedar Paulowie, wspomniani tłumacze Rasizmu na angielski, sami zauważają: “myślimy, że czytelnicy Rasizmu dostrzegą bardzo zdecydowaną orientację na lewo. … [Hirschfeld] sam w pełni zdawał sobie sprawę, że reforma seksualna nie jest możliwa bez poprzedzającej ją ekonomicznej i politycznej rewolucji”.
    W Rasizmie Hirschfeld oferuje coś, co zasadniczo przyjąć można za definicję “panhumanizmu”: “Poszczególny człowiek, jakiekolwiek będą jego więzy sąsiedzkie, towarzyskie, rodzinne, wspólnota losu, języka, wykształcenia, środowiska narodowego i państwowego, ma do wyboru tylko jedną niezawodną wspólność, w której odnaleźć może trwałe pokrewieństwo duchowe – człowieczeństwo jako takie, ludzką rasę w całości”. Hirschfeld nie oszczędza się w potępianiu etnocentrycznych lojalności rasowych, narodowych i kulturowych – z jednym wyjątkiem: “Zawsze i wszędzie, z wyjątkiem Rosji Radzieckiej, ksenofobia, ksenofobia, ksenofobia”. Dalej w tekście informuje nas: “Może za wcześnie o tym mówić, ale być może problem narodowości i ras został już rozwiązany na jednej szóstej powierzchni globu [tj. w Rosji Stalina].”
    “Rasizm” jest zatem słowem stworzonym na lewicy, zdefiniowanym i obciążonym do tego stopnia znaczeniem o jakie lewicy chodzi, że nie może być ono dziś używane przez zwolenników tożsamości i świadomości etnoeuropejskiej w jakimkolwiek celu konstruktywnym. Każdy kto używa tego terminu dla określenia siebie lub swoich poglądów pozwolił się już wciągnąć na teren przeciwnika i przegrał debatę. Może on spróbować zdefiniować termin w inny sposób, ale będzie musiał spędzić większość czasu na wyjaśnianie, że rozumie go inaczej niż wszyscy inni. Jako termin do przekazywania idei jakie poważni zwolennicy tożsamości i świadomości etnoeuropejskiej [ludzi “białych”] chcieliby komunikować, jest on bezużyteczny. I taka też była intencja tych, co go stworzyli i wprowadzili do powszechnego użytku: aby był on bezużyteczny w tym celu.
    Ale zrozumienie genezy słowa “rasizm” w polemicznym przedsięwzięciu Hirschfelda uzmysławia bezużyteczność tego terminu w jakimkolwiek innym również celu. Nie wydaje się, by ktoś użył kiedykolwiek to słowo do opisania swoich własnych idei, czy idei z którymi się zgadza; jest ono jedynie stosowane przez wrogów idei, jakie rzekomo określa, i nie ma zatem obiektywnego znaczenia poza swoim zastosowaniem polemicznym. Jeśli nikt nie nazywa swoich idei “rasizmem”, a słowo to stosuje się jedynie do ogółu idei uważanych za nieprawdę i zło, to nie jest ono użyteczne w jakimkolwiek innym celu jak tylko jako swego rodzaju wyszukane przekleństwo, którego zadaniem jest po prostu zdemonizowanie kogokolwiek, kto jest wyrazicielem tych idei.
    Jest oczywiście widoczne, że Magnus Hirschfeld żywił głęboką ideologiczną, profesjonalną i osobistą niechęć i urazę do tych, do których to słowo odnosił. I ta animozja mogła zostać przeniesiona na całe społeczeństwo, któremu w toku jego zawodowej kariery przypisywał seksualną represję, i które chciał zastąpić rodzajem globalnego komunizmu pod etykietą “panhumanizm”.
    Jakie by nie były wady czy zalety jego polemiki z “rasizmem”, własna opozycja Hirschfelda przeciwko rzeczywistości rasowej grup ludzkich nie była ani całkowicie racjonalna, ani bezinteresowna. Czas, aby wrogowie świadomości rasowej, narodowej i kulturowej tacy jak Hirschfeld i Szkoła Frankfurcka nie mieli już monopolu na racjonalność i normalność psychiczną, i aby obsesje i motywacje, które wydają się kształtować ich własną ideologię i polityczne zachowania, były poddane takiej samej analizie, jaką oni aplikują społeczeństwom i narodom, które ich myślenie mogłoby zniszczyć.

    Samuel T. Francis

    Artykuł ukazał się w nr 5/1999 miesięcznika American Renaissance (tyt. oryg. The Origins of “Racism” >>).

    Tłumaczenie Tadeusz Korzeniewski

    Od tłumacza: American Renaissance jest miesięcznikiem organizacji o tej samej nazwie, założonej w 1989 r. przez Jareda Taylora (>>). Celem American Renaissance jest ochrona dziedzictwa kulturowego, politycznego i biologicznego Europejczyków w Ameryce. Należy od razu powiedzieć, że choć American Renaissance skupia szereg świetnych umysłów, bywa brutalny – w sensie niepohamowanej bezpośredniości intelektualnej – w stosunku do łatwiejszych obiektów jego analiz, jak Murzyni i Metysi. My w tym wypadku nie podpisujemy się generalnie pod niczym, zaganiamy tylko z amerykańskiej prerii intelektualnej dzikie konie energii do naszego dyliżansu.

    Odpowiedz
  • 11 października 2020 o 22:39
    Permalink

    No przecież katolicy polscy chcieli zmiany systemu i postanowili zlikwidować socjalizm Polski Ludowej, bo chcieli rzekomej wolności, ale w pakiecie otrzymali pseudo-wolność oraz przyzwolenie na okradanie bliźniego, więc czemu Sz. Krakauer się dziwi i wnioskuje o nierównościach wobec prawa. One są normalne w systemie kapitalistycznym. Prawo jest stanowione tak, aby chronić interesy klas posiadających i ich politycznych lokai, a nie tworzyć równość wobec prawa. Na gruncie prawa cywilnego, gospodarczego i pracy już dawno zapomniano o równości wobec prawa. No może procedury dają jeszcze równe szanse w dochodzeniu swoich roszczeń, ale reszta prawa jest sprawą umowną i praktycznie silniejszy, czyli biznes narzuca warunki umów. Jak do tego dorzucimy jeszcze polityczne manipulacje prawem dla zysków wyborczych i nie tylko, to wychodzi taki galimatias. Słabszy ma prawo zginąć, takie są skutki wprowadzenia liberalnego kapitalizmu. No i pytanie czy aby na pewno styropian o to walczył pod ochroną i z inspiracją Kościoła na czele z JP II?

    A co do osób niepełnosprawnych, cytuję wywiad z panią Ochojską, jest ona doskonałym przykładem jak dla porównania dbano o niepełnosprawnych w PRL. Rzecz znamienna, jak wcześniejsi opozycjoniści (ona do nich należała) teraz płaczą nad rozlanym mlekiem. Trzeba było myśleć kiedyś, teraz jest już za późno, ale warto przeczytać, bo nigdy prawdy nie jest za dużo w obiegu publicznym.
    Cyt. z Dziennik Gazeta Prawna:

    „Społeczeństwo odizolowanych kalek”

    „Pani Janko, ale to nie jest tak, że to się wydarzyło teraz, że to tylko państwo rządzone przez PiS niepełnosprawnymi się nie zajmuje.
    Oczywiście, że nie. Bo nie zajmowało się też to rządzone przez PO i PSL, przez SLD i AWS. Od 1989 r. nasze demokratyczne państwo nie zajmowało się i nadal się nie zajmuje. Czy w związku z tym taki kraj można nazywać demokratycznym? Przecież w państwie demokratycznym ludzie niepełnosprawni mają prawo żyć w pełni w społeczeństwie. A żaden rząd na przestrzeni tych prawie 30 lat wolności nie zajął się na poważnie sprawami niepełnosprawnych. Zresztą nie zajął się też sprawami bezdomnych, uchodźców, mniejszości. Najwyraźniej dla państwa ci ludzie to obywatele drugiej kategorii, gorszy sort. Widać to na każdym kroku. Wydawałoby się, że teraz przynajmniej budować się powinno tak, by człowiek niepełnosprawny mógł się dostać do instytucji publicznej. Nie mam nóg na kółkach i nie podjadę podjazdem, mogę pokonać co najwyżej trzy schody, więc potrzebuję podnośnika. W naszym kraju nie uwzględnia się potrzeb ludzi niepełnosprawnych. Nie widać troski o nas.

    A za komuny ta troska była?
    Jestem jak najdalsza od wychwalania tamtego systemu, mówienia, że za komuny było lepiej, bo walczyłam z komuną, działałam w opozycji, współtworzyłam Solidarność w Toruniu. Jednak prawda jest taka, że jako niepełnosprawne dziecko i nastolatka miałam pełen dostęp do rehabilitacji, sprzętu ortopedycznego, leczenia szpitalnego, opieki sanatoryjnej. Dostęp do wszystkiego, co pozwoliło mi osiągnąć sprawność pozwalającą na samodzielność, na skończenie studiów, na stworzenie Polskiej Akcji Humanitarnej. Poza tym, przed 1989 r., z jednej strony była opieka leczniczo-rehabilitacyjna, z drugiej wychowawcza. Sukces polskiej rehabilitacji polegał na tym, że opierał się również na wychowywaniu do samodzielności takich dzieci jak ja, dotkniętych epidemią polio. Jako nastolatka byłam przekonana, że muszę się uczyć, muszę być samodzielna, muszę pracować, muszę coś osiągnąć.

    To raczej pani charakter.
    Charakter też się kształtuje. Nas nikt nie wychowywał na osoby niepełnosprawne, którym się wszystko należy, które mają żyć na koszt państwa, choć teoretycznie oczywiście bym mogła w ten sposób funkcjonować. Wie pani, nam wpajano, że mamy osiągnąć coś więcej niż osoby sprawne.

    Kto wpajał?
    Większość dzieciństwa i młodego życia spędziłam w szpitalach i sanatoriach, więc większy wpływ na mnie mieli lekarze i rehabilitanci niż rodzice. Wychowywano mnie w przekonaniu, że moja niepełnosprawność jest darem, z którego – jeśli będę potrafiła skorzystać – to będę coś mogła zrobić dla innych. I okazuje się, że wychowawcy mieli rację. Nikt o mnie nie mówił: o, jaka biedna niepełnosprawna. Tylko ciągle czegoś ode mnie wymagano. I to wcale nie było łatwe. To była szkoła życia, która nie pozwala mi się poddawać, mimo że jest oczywiście coraz trudniej, bo i wiek robi swoje, i polio nie jest chorobą objawiającą się tylko raz. Jest coś, co nazywa się postpolio i wciąż odczuwam tego skutki. I między innymi dlatego nieustająco muszę się rehabilitować.

    Teraz też są ośrodki rehabilitacyjne dla dzieci, oddziały rehabilitacyjne w szpitalach, są sanatoria.
    To dlaczego rodzice organizują prywatne zbiórki, zbierają na rehabilitację, na specjalne obozy, na leki, na dodatkowe leczenie pooperacyjne? Pochodzę z bardzo biednej rodziny, która by mi nie mogła tego zapewnić. Zapewniało państwo. A teraz rodziny za wszystko muszą same płacić.

    Przywykliśmy do tego, rodzice przywykli.
    Przyzwyczailiśmy się do tego, że tzw. pożytek publiczny, pieniądze z jednego procenta podatku, zostały skierowane nie na pożytek publiczny, tylko na leczenie prywatnie Krzysia czy Zosi. Przy całym szacunku dla walki o zdrowie dzieci, uważam, że tak nie powinno być. Zapełnianie dziury w systemie opieki, ochrony zdrowia, ratowania życia prywatnymi pieniędzmi obywateli to nie jest pożytek publiczny, tylko pożytek prywatny. Jeśli rząd uważa, że nie ma pieniędzy na opiekę, na leczenie, na ratowanie życia, to na co ma? Przecież życie ludzkie to podstawowa wartość. Najważniejsza. Proszę bardzo, jeśli nie ma, to niech nas opodatkuje jeszcze bardziej, ale niech nie uprawia fikcji, że jeden procent jest przeznaczany na pożytek publiczny. Pamiętam, jak w latach 80. marzyliśmy o demokracji. I teraz po prawie 30 latach myślę, że wciąż nie jesteśmy do niej wystarczająco przygotowani. Używamy jej czasem jako narzędzia do załatwiania prywatnych interesów. Trudno mi o tym mówić, bo ja to wszystko rozumiem inaczej, żyję trochę w innym świecie.
    Janina Ochojska szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej.”

    Wywiad ukazał się na gazecie prawnej, więc linkować nie można, ale proszę wyguglać sobie całość po tytule.

    Z tego wywiadu jasno wynika, że niepełnosprawni stracili kolosalnie na zmianie systemu, podobnie jak większość społeczeństwa.
    O równości wobec prawa proszę już zapomnieć. To komunistyczny przeżytek. 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.