Ekonomia

Państwo powinno bardziej wspierać konsumentów! Obniżmy podatki!

 Działalność gospodarcza to w istocie przywilej bardzo głębokiego posunięcia wolności osobistej, w której człowiek – obywatel może realizować swoje aspiracje ekonomiczne, pracując na swój rachunek ma możliwość czerpać z tego korzyści jednakże musi liczyć się z ryzykiem niepowodzenia działalności – bankructwem.

Obywatel pracujący tym różni się od obywatela przedsiębiorcy, że nie ponosi ryzyka bankructwa z tytułu świadczonej pracy (no chyba, że podpisał stosowną umowę). W związku z tym, nie ma żadnego powodu, dla którego zbiorowo obywatele – mieliby ponosić zbiorową odpowiedzialność z tytułu ryzyka inwestycyjnego przedsiębiorców.

Jedyną dopuszczalną moralnie formą pomocy dla przedsiębiorców powinno być – tylko i wyłącznie stosowanie ulg i zwolnień podatkowych – zmniejszających okresowe obciążenia dla przedsiębiorców z tytułu ciężarów publicznych. Poza tym trudno jest uzasadnić jakąkolwiek pomoc, jak również nie do obrony są tezy o szczególnym wspieraniu przedsiębiorców zagranicznych, którzy decydują się zainwestować w tak przecież wyjątkowo egzotycznych warunkach jak polskie! Tutaj wsparcie można tłumaczyć głównie konkurencją międzynarodową z innymi rządami, również pałającymi chęcią wspierania zagranicznych przedsiębiorców z funduszy własnych podatników.

Nie oznacza to, że państwo dokonuje podziału obywateli na lepszych i gorszych ze względu na formułę ich aktywności zawodowej, liczy się tylko to, że obywatel jest kategorią pierwotną wobec przedsiębiorcy, który w momencie jak przestanie być przedsiębiorcom – jest ponownie jedynie obywatelem i może zwracać się o pomoc, albo wyjeżdża z kraju, jako obcy inwestor. Oczywiście obywatel też może wyjechać z kraju, co np. w naszym kraju się stosunkowo często zdarza, jednakże zawsze jest bliższa ciału koszula, a zwykły pracujący obywatel jest o wiele bardziej prawdopodobnie – ubogi niż obywatel przedsiębiorca.

Nie jest prawdą, że państwo wspierając przedsiębiorców – tworzy nowe miejsca pracy i zwiększa ich możliwości produkcyjne. Przedsiębiorcy są jedynie elementem całego procesu ekonomicznego, jaki zachodzi w społeczeństwie. Wsparcie udzielone przedsiębiorcom – jest jak najbardziej potrzebne, ale nie powinno mieć ono charakteru ogólnego, nie powinno należeć się wszystkim – a tylko i wyłącznie tym najzdolniejszym, którzy oferują na rynku coś, czego na nim nie było – jak nie było by przedsiębiorcy. Państwo powinno adresować swoje polityki wsparcia o szczebel niżej – do obywateli będących konsumentami, albowiem to tutaj – od odpowiedzi na ich postulaty popytowe zaczynają się wszelkie łańcuchy gospodarczej wartości dodanej, w których uczestniczą przedsiębiorcy. Wspierając konsumentów – państwo ułatwia im konsumowanie, czyli składanie na rynku postulatów popytowych, które odbierają przedsiębiorcy, odpowiednio inwestując i przedstawiając ofertę zgodną z zapotrzebowaniem rynku. Oznacza to, że wsparcie udzielone konsumentom uruchamia cały łańcuch kreowania wartości dodanej w sposób chyba najbardziej oddolny z możliwych.

W przypadku konsumentów nie ma bardziej efektywnej formuły wsparcia niż przez obniżenie podatków, jakie są zobowiązani płacić. Mamy tu do czynienia z podatkami pośrednimi, jakie są doliczane przez niemądre państwa do wartości produktów i usług oferowanych na rynku przez przedsiębiorców, jak również innymi rodzajami podatków, w tym tymi nakładanymi bezpośrednio na dochody obywateli. Zmniejszenie tych obciążeń powoduje, że dochód rozporządzalny – rośnie, a obywatele mogą odrobinę więcej kupować, co w sumie zagregowanej powoduje najmocniejsze z możliwych bodźców dla gospodarki – popyt wewnętrzny. Równolegle nic nie stoi na przeszkodzie zwyczajne rozdawnictwo pieniędzy, czyli wspieranie przez państwo wszystkich konsumentów lub tylko niektórych na podstawie wybranych kryteriów. Państwo może, bowiem wspierać osoby niepełnosprawne, uczniów, osoby samotnie wychowujące dzieci itp., kryteriów w ubogim społeczeństwie nigdy nie zabraknie, jak również adresatów pomocy. W ten sposób państwo może bezpośrednio stymulować dochody rozporządzalne – dając wprost zasiłki osobom uprawnionym. Jednakże jest to metoda o wiele mniej znacząca od powszechnej obniżki podatków, która dotyka wszystkich.

Tymczasem nasz rząd założył w ustawie budżetowej na rok 2013 wpływy do budżetu z tytułu PIT w kwocie 42,9 mld zł, co ma stanowić wzrost o ponad 6% w stosunku do roku poprzedniego! Warto pamiętać, że są to dochody z dwóch progów podatkowych przy śmiesznie niskiej kwocie wolnej od podatku oraz systemie ulg, systemie przywilejów dla zamożniejszych obywateli. Wzrost kwoty opodatkowania to głównie efekt zmniejszania ilości ulg i wzrostu płac. Nie są to, zatem wielkie pieniądze, jednakże, jeżeli uprzytomnimy sobie, że to jedynie jeden z wielu ciężarów publicznych, które rząd od nas pobiera – to wówczas zaczyna liczyć się każdy procent i każdy miliard, albowiem ze względu na funkcjonowanie licznych mniejszych lub większych świętych krów polskiego sektora finansów publicznych, jak również sztywnych reguł wydatkowych i procentów wprost zapisanych na dane dziedziny – nie ma zbyt szerokiego pola manewru. Dlatego nawet, jeżeli rząd zmniejszyłby gwałtownie podatki od osób fizycznych to i tak nie odniesie to oszałamiającego sukcesu, w tym znaczeniu, że nie odzwierciedli się to wyraźnie na gospodarce, gdyż skala uwolnionych pieniędzy nie będzie nadzwyczajna (np. w porównaniu z pomocą publiczną udzielaną LOT-owi).

Jednakże, jeżeli to możliwe obniżmy podatki, ewentualnie zwiększmy kwotę wolną od podatku – w taki sposób, żeby społeczeństwo otrzymało odrobinę wolnej gotówki do rozporządzania, spowoduje to lekki impuls dla przedsiębiorców, albowiem pieniądz uwolniony na samym dole procesów gospodarczych – przebywa najdłuższą drogę zaspokajając cały szereg różnego rodzaju zobowiązań – udrażniających przepływy w gospodarce. To jest chyba najważniejsza rzecz, jaką można zrobić w przeddzień realnego kryzysu. Bo jak ludzie przestaną kupować, to…

4 komentarze

  1. Zdecydowanie stawiam 100:1 na podwyższenie podatków w tym zwłaszcza pośrednich!

  2. Nie mam opinii w tej sprawie.

  3. Chyba p.krakauer nigdy nie wykonywał działalności gospodarczej na własny rachunek. Wolność gospodarcza to była za ministrowania p. Wilczka, teraz to jest niewolnictwo.Jest się ubezwłasnowolnionym, bez prawa do ośmiogodzinnego dnia pracy, urlopu, wolnych sobót i świąt, przedłużonego weekendu, “dojonym” i poniewieranym przez wszystkie możliwe urzędy i instytucje publiczne. Proszę popatrzeć, ile w każdym mieście jest lokali do wynajęcia i jakoś niewielu jest chętnych do tej niewoli, a jeśli już sie znajdzie desperat, to i tak długo nie jest w stanie się utrzymać na rynku.

    • Ban-krut ma 100% racji.
      Zmierzamy w stronę południowo amerykańskich republik, gdzie urzędnicy zawsze maja się dobrze, a Wielki Brat (USA) się cieszy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.