Ekonomia

Państwo pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem nadal brnie w fikcję zadłużenia!

 Udało się uniknąć kolejnego obciachu z zamykaniem urzędów publicznych i administracji w państwie pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem. Kongres dogadał się z tamtejszym prezydentem, będzie zgoda na zwiększenie limitów zadłużenia – już nie ma znaczenia o ile, to są kwoty sięgające kilkunastu bilionów tamtejszej waluty, to już pełna abstrakcja. Liczy się to, że przerażony wyczynami tych oszustów świat, boi się nawet pisnąć, a zwłaszcza ich wierzyciele, ponieważ wartość posiadanych przez nich zobowiązań tegoż nieszczęsnego państwa – mogłaby drastycznie zmaleć a wartość waluty drukowanej tam z pełnym rozluźnieniem elektronicznych zapisów – paść na przysłowiowy ryj.

Wszyscy się tego boją, ponieważ stan nieustalony po upadku państwa pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem, rozkładu jego ekonomii i ujawnienia światu skali przeprowadzonego tam oszustwa – spowodowałby globalną wojnę, a przynajmniej koalicję wierzycieli żądających wydania adekwatnej wartości w dobrach mierzalnych – w stosunku do tego co sprzedali, żeby kupić nic nie warte papiery wartościowe tego zbankrutowanego kraju.

Dlatego wierzyciele przełkną kolejną fikcję o braku wpływu drukowania pieniądza i spłacania za jego pomocą zobowiązań na rynek, rynek z wielkim wdziękiem – błyskawicznie „zniknie” nowe zielone papierki – oczywiście w formie zapisu elektronicznego – tak, żeby przypadkiem nie pojawiła się presja inflacyjna, albowiem ona pozbawiłaby wszystkich wartości posiadanego kapitału, a tego jego posiadacze nie chcą. Nie mówiąc już o odsetkach, jakie zbankrutowany rząd tego nieszczęsnego państwa musiałby płacić swoim wierzycielom, a po nim na zasadzie domina inne rządy.

Stąd też, chociaż wszyscy wiedzą że mają do czynienia ze złodziejstwem i ze sztuczną ekonomią, gdzie pomimo drukowania pustego pieniądza, tak steruje się gospodarką w powiązaniu z podmiotami prywatnymi (wielki kapitał), żeby nie ujawnić skali zakłamania. Ponieważ wszystko jest czynione jawnie, można podtrzymywać fikcję zaufania no i się kręci. Jednakże gdyby dzisiaj doszło do realnej przeceny wartości waluty tego państwa, to należałoby się spodziewać relacji mniej więcej 3 jednostki za 1 Euro, prawdopodobnie to byłby kurs na jaki tą zieloną walutę wyceniłyby rynki, w tym oczywiście ich własny – grający na spadki.

Wszyscy by na tym stracili, a siła nabywcza tamtejszego społeczeństwa spadłaby na przysłowiowy łeb, być może wówczas, zwłaszcza gdyby byli zmuszeni zadłużać się w realnych pieniądzach, które nie są totalnie dodrukowywane, szybko ci ludzie przejrzeliby na oczy i zobaczyli w jak bezdennym, totalnym, neokolonialnym zakłamaniu żyją – na koszt całego świata, który bezwzględnie drenują w zamian za fikcję zielonych papierków.

Rozbudowa rynku usług finansowych to niewątpliwy sukces globalizacji i wolnego rynku. Na rozwiniętych rynkach – można z łatwością operować na walorach, które nie tylko przynoszą zysk jednostkowy, ale przede wszystkim mają wymiar systemowy – umożliwiają finansowanie gospodarki. Państwo między Atlantykiem i Pacyfikiem już musiało wyłożyć spore pieniądze na ratowanie bankrutujących przedsiębiorstw, w tym złodziejskich instytucji finansowych, ponieważ te przekręciły system ładując takie wały – przewymiarowujące gospodarkę o krotność jej wielkości, że zostały z długami po zamknięciu kontraktów, których nie były w stanie spłacić. To się nie może nigdy powtórzyć, a jeżeli mamy kalkulować takie ryzyko, że to jednak podatnicy są ostatecznym ubezpieczycielem systemu, to trzeba powrócić do paradygmatu socjalistycznego jako podstawy funkcjonowania i rozwoju gospodarki, albowiem wypada po prostu nazywać rzeczy po imieniu, bez kłamstw i udawania że neoliberalny kapitalizm nas wybawi, bo widać, że nie! Inwestowanie w fikcyjne, nieistniejące wartości musi być ograniczone.

Rynek ma opierać się na handlu realnymi wartościami. Ilość pieniądza, trzeba sprowadzić do ilości odpowiadającej generalnej masie towarów, usług i oszczędności – jak trzeba brutalnie opodatkowując własność aktywów. Jednakże z pełną świadomością jakie będzie to miało konsekwencje dla rynków emerytalnych oraz rynków nieruchomości – ponieważ w jednym przypadku będziemy mieli załamanie a w drugim taką hossę – uciekających przed kasacją pieniędzy, że bańka na nieruchomościach hiszpańskich lub nawet chińskich to będzie niewinna banieczka mydlana.

Dlatego zmiany trzeba przeprowadzać stopniowo – zaczynając od podatku obrotowego na giełdach, którego skala powinna dynamicznie i progresywnie dostosowywać się do skali nadmuchiwania nierealnej gospodarki ponad realne wartości rzeczywiście możliwych do handlu i dystrybucji dóbr i usług oraz walorów. Docelowo dochodząc nawet do krotności obniżonej o jedną wartość wobec wartości „nadmuchanej”. Przynajmniej w przypadku kluczowych branż, spowodowałoby to, że spekulacja się nie opłaca, ponieważ jest opodatkowana prawie tak bardzo wysoko jak wyniesie licytacja. Co jest szczególnie ważne – podatek płaciliby kapitaliści handlujący fikcją, a nie ostateczni konsumenci lub usługobiorcy.

Jednakże na urealnienie fikcji jaką stworzyły rynki finansowe – kapitaliści w kraju pomiędzy Atlantykiem i Pacyfikiem oraz ich przydupasy z małej wyspy położonej niestety u wybrzeży pięknej Europy nigdy się nie zgodzą, ponieważ zdają sobie sprawę, że właśnie na kreowaniu tej fikcji opiera się ich materialny dobrobyt.

Kiedyś piraci, bandyci i złodzieje właśnie z tej małej nieszczęsnej wyspy u wybrzeży Europy oraz tego nieszczęsnego kraju pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem – zmuszali do handlu Chiny. Polegało to mniej więcej na tym, że Chińczycy w ogóle nie kwapili się do handlu z „dzikusami”, a jeżeli już to żądali zapłaty w srebrze. Ponieważ przodkowie tych dzisiejszych nacji nie dysponowali adekwatną do potrzeb ilością srebra w zamian za potrzebne dobra, na których zbijali bajeczne fortuny – widoczne do dzisiaj w zamkach, pałacach, w ogóle w uporządkowanej infrastrukturze zwłaszcza tego małego wyspiarskiego kraju – płacili albo kulami z armat, albo Opium. Dzisiaj kulami z armat się nie da płacić chińczykom za ich dobra i usługi, ponieważ są zbyt silni, jak również nie pozwolą sobie wcisnąć – wyniszczającego ich społeczeństwo Opium, a handelek narkotykami nawet w tych krajach generalnie jest zakazany, więc wciska się Chinom nic nie warte zapisy księgowe – dokumentujące kolejne obligacje, w zamian za statki pełne kontenerów z dobrami, których zblazowane społeczeństwo kraju pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem nie jest w stanie już produkować samo.

Im szybciej ta fikcja upadnie, tym będzie to mniej bolesne, to znaczy na pewno skończy się wojną, po której „jedyna i prawdziwa demokracja” uzna, że nie będzie niczego „komuchom” płacić. Ciekawe jak wyglądałby świat, gdyby Chiny chciały izolować się od największej demokracji i państw z nią sprzymierzonych – nakładając embargo handlowe? To raczej jeszcze nie jest możliwe dzisiaj, ani nie będzie możliwe zanim ich waluta nie osiągnie statusu waluty wymiany międzynarodowej. Jednakże w ciągu najbliższych 50 lat jest to jak najbardziej realne i prawdopodobne.

8 komentarzy

  1. “(…) więc wciska się Chinom nic nie warte zapisy księgowe (…)”

    Jak dotychczas nikt nie wykręca Chińczykom rąk i sami ochoczo kupują obligacje długu USA płacące ułamki procenta odsetek rocznie. Tandetne wyroby za tandetne pieniądze.

    Zgadzam się z autorem, że USA żyją kosztem reszty świata, ale nie na zasadach, które usiłuje nam wmówić. Nikt przecież nie zmusza ludzi o najtęższych mózgach z całego świata do emigracji do USA i pracy w tamtejszych placówkach naukowych, laboratoriach i działach postępu technicznego amerykańskich przedsiębiorstw. Przecież ponad połowa amerykańskich laureatów Nobla w różnych dziedzinach nauki i techniki nie urodziła się ani nie zdobyła wykształcenia w USA. Jeśli autor potrafi racjonalnie wyjaśnić ten fenomen, możemy kontynuować polemikę.

    Co do banksterów, to też nie zostali ocaleni za darmo. Do tej pory pospłacali z nawiązką wszystko, co rząd (podatnicy) USA wyłożyli na ich wykupienie, a teraz spełniają rolę zbieraka nawisu inflacyjnego. Skoro autor zapędził się w dziedzinę transakcji na globalnych rynkach kapitałowych powinien on(a) wiedzieć, że 95% spekulantów traci pieniądze, a banksterzy mają obowiązek płacić słone podatki od tych zysków.

    System finansowy USA jest najbardziej przejrzystym i wydajnym systemem finansowym na świecie, czego nie da się niestety powiedzieć o systemach brytyjskim i kanadyjskim, które to systemy są nieefektywne i drogie, podobnie jak systemy europejskie. Nie przez przypadek ponad 60% globalnych instrumentów współwłasności i 75% globalnych instrumentów długu (rynek trzy razy większy od rynku instrumentów współwłasności) zmienia ręce na rynkach USA, choć rynki brytyjskie są na drugim miejscu globalnie.

    Dlaczego KGHM Polska Miedź nie szuka finansowania w wysokości ponad miliarda dolarów na giełdach europejskich, tylko na giełdzie nowojorskiej? Jeśli szanowny autor potrafi odpowiedzieć na to pytanie, możemy kontynuować polemikę.

    • Nie będziesz wystawiał autora swego na próbę! Czymże ty jesteś puchu marny? Autor prosił jednak żeby w drodze wyjątku odpowiedzieć, że prawdopodobnie dlatego bo tam jest tańszy dostęp do kapitału, a tamtejsze władze koncesyjne przychylniej patrzą na spółki zakorzenione w sieci licznych powiązań tego rynku. Proszę jednak nie mieć złudzeń, jak pewna opcja dojdzie do władzy to się takie fanaberie skończą… WJ.

      • Całkowicie fałszywa diagnoza.

        1. Rynki kapitałowe, czyli giełdy USA są niesamowicie ostro regulowane i za wykroczenie, za które n.p. makler w Kanadzie nie dostanie nawet opr od szefa, amerykański makler idzie do więzienia. Kilku menadżerów funduszy hedgingowych, jeden nawet miliarder, poszło za kratki na długie lata (od trzech do siedmiu);
        2. Po opłaceniu kosztów finansowania kapitał może być natychmiast przetransferowany do dowolnego kraju na kuli ziemskiej bez żadnych tłumaczeń i poodatków;
        3. Wolumen transakcji giełdowych w USA jest tak astronomiczny, że różnice między ofertami kupna i sprzedaży akcji często wynoszą poniżej jednego centa USA (w Kanadzie pięć centów to mały “spread”);
        4. Jeśli firma ma akcje dopuszczone do obrotu na giełdach USA, ma ona automatycznie globalną widzialność i łatwy dostęp do dalszego finansowania.

        Mieszkam w Kanadzie, ale handluję WYŁĄCZNIE na giełdach USA, bo oferują mi najlepszą przejrzystość i najniższe koszty transakcji. Przy okazji dodam, że jestem pod wrażeniem gwałtownej ewolucji giełdy warszawskiej, która z niemal XIX-wiecznej bursy w latach 1990. przekształciła się w nowoczesny rynek kapitałowy. Wydaje mi się, że jej ranga wzrośnie jeszcze bardziej po połączeniu z wiedeńską bursą.

        Co do “Proszę jednak nie mieć złudzeń, jak pewna opcja dojdzie do władzy to się takie fanaberie skończą…” odpowiadam, że jest to marzenie ściętej głowy. Giełda nowojorska ewoluowała z giełdy amsterdamskiej jeszcze przed rewolucją przeciwko kolonialistom brytyjskim, a Nowy Jork nazywał się kiedyś Nowy Amsterdam i założyli go Holendrzy.

        System finansowy USA (który jest w zasadzie systemem globalnym) mogłaby tylko obalić globalna katastrofa nuklearna, ale to by było bez większego znaczenia. Ci, co by przeżyli wróciliby do jaskiń i z powrotem walczyli na maczugi.

        • Tak, oczywiście 🙂 a najlepszym przykładem regulacji tamtejszych rynków jest kryzys subprime i jego konsekwencje po 2008 roku… Panie kończ waść i wstydu oszczędź. pozdrawiam WJ.

    • 50-parolatek

      Tak na marginesie, ciekawy jestem ile Panu płacą za te wypociny…?
      A druga sprawa, to nie masz Pan przynajmniej jakichś ilości śladowych jakiegoś własnego honoru…?
      – fakty PLUJą PANU PROSTO W TWARZ, A PAN CIęGLE TWIERDZISZ, Iż TO DESZCZ PADA…

      • … bo deszcz kwaśny pada gdy “50-parolatek”, forumowy pierdziel swoje brednie rozmnaża.

        Płacą nieźle 100 baksów za wpis plus premia gdy jakiś kretyn “poruszony”, w reakcji puści, pawia.
        Miesięcznie niezła sumka, można policzyć. A to przecież tylko dodatki – na piwo…

  2. @Redakcja

    Kryzys był spowodowany zmianami regulacyjnymi sektora bankowego przez administrację GW Busha pozwalającymi na mieszanie pod jednym dachem bankowości tradycyjnej z inwestycyjną, a nie złą regulacją rynków kapitałowych.

    Kryzysy ekonomiczne są zresztą integralną częścią każdej gospodarki wolnorynkowej, ale niestety nikt do tej pory nie wymyślił lepszego systemu, który działa na dłuższą metę. Jest to system na pewno lepszy od systemów centralnie sterowanych.

    Tak na marginesie, to nasz rodak profesor Michał Kalecki wniósł poważny wkład w dziedzinie nauk ekonomicznych m.in. na polu badania i wyjaśniania przyczyn cykliczności i kryzysów w gospodarkach wolnorynkowych. Wyjaśnił on m.in. przed i powyborcze cykle ekonomiczne (nihil novi). Ekonomia i finanse nie są, nigdy nie były i nigdy nie będą naukami ścisłymi.

    Nie wydaje mi się również, abym miał jakikolwiek powód do wstydu, czy zażenowania w od różnieniu od osobników mających gotowe, najczęściej proste i radykalne recepty na wszystko podobnie, jak najbliższy doradca Gomółki Szydlak, który wszystkie problemy ekonomiczne rozwiązywał na poczekaniu przy użyciu suwaka logarytmicznego, z którym się nigdy nie rozstawał.

  3. Lubię taką merytoryczną szermierkę słowną z suwakiem logarytmicznym Szydlaka w point’cie.
    I absolutnie się zgadzam z opinią, że dzisiejsi harcownicy “rewolucji” nie biorą pod uwagę wariantu powrotu do jaskiń i usilnego poszukiwania papieru toaletowego w sklepach zamiast liścia.

    “Wenezuelski rząd nakazał przejęcie przez odpowiednie państwowe urzędy kontroli nad produkcją papieru toaletowego w kraju. Ma to na celu zapewnienie dostatecznej ilości tego produktu na rynku.

    Kilka miesięcy temu wenezuelski parlament przegłosował projekt importu 39 milionów rolek papieru toaletowego, a także takich produktów higienicznych jak pasta do zębów i mydło, których brak w sprzedaży dotkliwie odczuwali obywatele”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.