Państwo, mimo wszystko przedmiot wspólnej odpowiedzialności

Pewnym bardzo istotnym problemem naszej współczesności jest brak chętnych do ponoszenia odpowiedzialności za państwo. Nasze państwo ma wielu beneficjentów jednakże, jeżeli chodzi o dwie kwestie tj. płacenie jego rachunków oraz szersze ponoszenie odpowiedzialności w ogółach lub szczegółach – nie ma chętnych, wszyscy jak tylko mogą to unikają i odpowiedzialności i płacenia rachunków.

Problem polega jednak na tym, że rachunki trzeba płacić, w tym także te, za które się nic nie skonsumowało i oznaczają koszt utraconych korzyści. Prawdopodobnie, te są najtrudniejsze do przyjęcia i płacenia, ale niestety nie można ich pominąć w rozrachunku ogólnym.

Nasze elity, w tym niestety partie polityczne ustawiły naszą rzeczywistość w ten sposób, żeby z rzeczywistości mogli korzystać głównie przedstawiciele wąskiej elity, a za ich często słodkie życie płaci reszta społeczeństwa, niemająca ani czasu ani pieniędzy na cieszenie się życiem, ponieważ stale musi pracować, albo starać się o pracę. Praca w systemie stworzonym dla Polaków stała się przywilejem, o który trzeba starannie zabiegać i go pielęgnować nawet, jeżeli jest niewdzięczna, a uzyskiwane dochody nie pozwalają nawet na utrzymanie się pracującego. Oczywiście to nie interesuje uprzywilejowanych przez system, ponieważ nikt nie ma obowiązku interesować się drugim człowiekiem, chyba że chodzi o windykację.

W trakcie bieżącej kampanii wyborczej pojawił się problem prawnej i moralnej oceny publicznych twierdzeń jednego z kandydatów, który w pewien sposób wprost nawoływał do istotnej formy obywatelskiego nieposłuszeństwa, polegającej na odmowie udziału w obronie Ojczyzny w przypadku zagrożenia, poprzez odmowę przyjęcia obowiązku wypełnienia służby wojskowej. Sprawa została rozdmuchana i podniesiona w sposób pryncypialny, konkretnego kandydata zrugano na ile się tylko da, a nawet publicznie wyciszono jego komunikaty, powodując, że jego przekaz jest o wiele mniej rozpowszechniony w przestrzeni publicznej. Tymczasem w przypadku publicznych komunikatów trzeba zawsze zwracać uwagę, na co najmniej dwie, a właściwie trzy sprawy. Po pierwsze oczywiście, co jest mówione, czyli liczy się treść merytoryczna komunikatu. Po drugie ważny jest zawsze kontekst, tj. nie należy słów wypowiedzianych traktować, jako oderwanych od rzeczywistości stwierdzeń, może z wyjątkiem filozofów, ale tych nie ma dzisiaj zbyt wielu, a przynajmniej tych, na których warto zwrócić uwagę. Po trzecie wreszcie opcjonalnie, – jeżeli naprawdę chcemy zrozumieć przekaz w określonym kontekście, to trzeba także spróbować zwrócić uwagę na to, kto i do kogo mówi. Innymi słowy liczy się nadawca i adresat, to ta trzecia opcjonalna, ale niesłychanie ważna kwestia. Wiedząc, zatem kto to powiedział, w jakim kontekście i do kogo, można w ogóle tego komunikatu nie brać poważnie, przy czym rzeczywistym problemem w przypadku wszystkich komunikatów publicznych jest kwestia odbioru społecznego, tutaj rzeczywiście była to negatywna i szkodliwa wypowiedź. W tym znaczeniu jest to przykład braku współodpowiedzialności za państwo, albowiem bogatemu można więcej, nawet publicznie negować podstawowe obowiązki, zapisane w Konstytucji.

Niestety tego typu przypadków lekceważenia państwa jest o wiele więcej, w tym najgroźniejsze są te o charakterze systemowym, w których bary mleczne otrzymują milionowe grzywny itp., natomiast przestępcy, jeżeli nie baraszkują w więziennych pokojach mokrych widzeń, to mają się w najlepsze na wolności. Obywatele słysząc o niektórych negatywnych przykładach działania naszego państwa, zwłaszcza w zakresie sprawiedliwości, nie tylko czują się oszukani, ale przeważnie w ogóle nie są w stanie zrozumieć, dlaczego niektórym wolno więcej. Nie jest tajemnicą, że wystarczy mieć pieniądze na dobrych adwokatów i można zupełnie inaczej odpowiadać za to samo przestępstwo, nawet z winy umyślnej, w rodzaju spowodowania kolizji drogowej, ze skutkami wobec osób fizycznych. O takich przypadkach można przeczytać w gazetach, jedynie trzeba uważać na komunikaty, albowiem są dobierane tak, żeby sucho informować jedynie o samym fakcie, bez kontekstu. Czy takie przypadki to odpowiedzialne społecznie dziennikarstwo? Wiadomo, że praca reportera rządzi się swoimi prawami, jednakże pewne standardy zobowiązują.

Niestety jednak, jakby na to nie patrzeć, to wynik ostateczny funkcjonowania całości zależy od starań i przyczyniania się w sposób użyteczny i celowy przez wszystkich. Już kiedyś mieliśmy w historii taki okres, w którym elita w ogóle odcięła się od odpowiedzialności za ostateczny wynik całości, jako wspólnoty, traktując państwo i współobywateli, wówczas poddanych, jedynie jako pewien zasób z którego należało czerpać wedle woli i możliwości.

Obecnie nie jest dobrze, głównie z tego powodu, że ideologie narodową, a nawet ideologie państwową praktycznie w pełni zastąpił wąsko pojmowany konsumpcjonizm, w którym państwo jest traktowane ponownie, jako zasób, a obywatele często, jako problem jak tylko przestaną być wliczani w skład zasobu, oczywiście użytecznego.

Niestety nawet, jeżeli społeczeństwo chciałoby współpracować z elitą, czy też raczej działać pod nadzorem elity na rzecz „wspólnego dobra”, to i tak oznacza to głównie podporządkowanie się i wspieranie systemu, no i ponoszenie koniecznych ofiar.

Czy „mimo wszystko” Polacy będą skłonni – jak będzie taka potrzeba – te kolejne ofiary ponosić?

3 thoughts on “Państwo, mimo wszystko przedmiot wspólnej odpowiedzialności

  • 7 kwietnia 2015 o 08:46
    Permalink

    Dzień Dobry
    “Problem polega jednak na tym, że rachunki trzeba płacić”. Nie. To nie jest problem. To całkiem normalne bo tak działa wszystko. Coś za coś. Jeśli już mamy zdefiniować problem to “za co te rachunki są”. Dlaczego każdy ma płacić za kredyty których nie chciał i nie zaciągnął? Dlaczego mam płacić za wodę skoro płaci za ścieki (a więc ich oczyszczanie)? Dlaczego mam płacić za finansowanie prywatnego życia rodzin beneficjentów owoców pracy?
    Problemem jest to kto wymyśla przedmiot rachunków. Problemem jest przedmiot rachunków. Brakuje nam jeszcze rachunków za oddychanie (choć już miejscowo istnieją opłaty “klimatyczne”), opłaty za pogodę (choć już za “deszczówkę” się zbiera) oraz opłaty od czyiś zbrodni (choć płacimy za utrzymanie morderców i złodziei którzy nie robią nic by choćby odpracować to “utrzymanie”).
    Państwo jest i naszym prawem i obowiązkiem ale trwanie w narzuconym przez kogoś, wirtualnym świecie finansowych należności, danin to jak gra fabularna dla pensjonariuszy domu wariatów. W imię nie działającej ekonomii niszczymy nie tylko Państwo, Polskę, Nas, Polaków, ale życie w jakiejkolwiek postaci. Wierząc w wydumane i irracjonalne zasady którymi garść morderców (dla których pieniądz jest niczym broń) sfałszowała prawdziwą twarz ekonomii, bliżej jesteśmy szaleństwa niż normalności, bliżej zagłady niż przetrwania.
    Państwo to obowiązek, nie zbiorowy, tylko obowiązek każdego z osobna. Rzeczy zbiorowe nie działają. Działa zbiorowość samodzielnych rzeczy, świadomych decyzji, praw i obowiązków, zbiorowość odpowiedzialności i konsekwencji. Państwo to My (choć nie takie jakieś próżne i patetyczne “my”). To My tworzymy Państwo, jego prawa, to My narzucamy sobie obowiązki. To Polacy tworzą Polskę, nie Polska tworzy Polaków, bo “Jeszcze Polska nie zginęła, Kiedy my żyjemy.”. Warto również pamiętać o dwóch następnych wersach.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 7 kwietnia 2015 o 16:57
    Permalink

    Zamiast komentarza przytoczę opowiastkę przeczytaną wiele lat temu: w cieniu ogromnego, zielonego drzewa leży sobie piękny, świetnie zbudowany i co najważniejsze zrelaksowany Indianin. Podchodzi do niego biznesmen i woła, hej Indianin jak popracujesz u mnie 10-lat to będziesz mógł już do końca życia nic nie robić i tylko sobie leżeć. Na co Indianin – nie bardzo rozumiem o co ci chodzi biznesmen, przecież ja już teraz leżę sobie i nic nie muszę…
    Uważam, że podejście Indianina to właściwa filozofia życia.

    Odpowiedz
    • 7 kwietnia 2015 o 18:23
      Permalink

      Jako uzupełnienie, w czasach PRL było takie czasopismo jak “Przegląd Techniczny”, które namiętnie czytałam, mimo cenzury było tam wiele bardzo ciekawych artykułów. I m.in. artykuł dotyczący osób żyjących w ZSRR w dużych miejskich ośrodkach i zajmujących eksponowane stanowiska, którzy w pewnym okresie życia mieli dość propagandy, dość nacisku władz na poprawne zachowanie i przenieśli się do tajgi, żyjąc tam zgodnie z naturą, nazywano ich “BICZ”, czyli bywszy inteligentny człowiek.
      Ostatnio jestem po lekturze “Zew natury” Guy Grieve , gdzie z kolei Szkot mając dość pracy w wydawnictwie przeniósł się na Alaskę żyjąc zgodnie z naturalnymi i bardzo surowymi warunkami. Jest mi blisko do tych osób i potrafię zrozumieć ich podejście do życia, natomiast nie potrafię zrozumieć tych co muszą mieć najnowszy model smartfona. Wiem, że mój wpis nie jest na temat przekazany przez Autora, może jednak warto zacząć pisać takie artykuły w odpowiedzi na papkę tak zwanych wiodących mediów.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.