Panie ministrze Nowak – pluskwy nas żrą a w klopach igloo!

Pan Sławomir Nowak Minister Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej nie ma łatwego życia. Straszne psikusy robią mu budowlańcy, albo czegoś w terminie nie skończą, albo skończą a to się nie nadaje do odbioru, do tego nie wywiązują się jak trzeba ze zobowiązań wobec podwykonawców, żeby tego było mało – niektóre autostrady jak np. nowy fragment A4 w Małopolsce – okazuje się typowym polskim idiotyzmem, albowiem nie wybudowano obwodnicy i ciężki ruch kołowy nie jest mile widziany przez samorządy w centrum miasta! Co oczywiście implikuje także „nie zarabianie” na nim przez wspaniale działający system poboru opłat, którego nazwy nie wymienimy z szacunku dla cierpiących nonsensy kierowców. Na domiar złego zaborcy, II-ga Rzeczpospolita i PRL – wybudowali na ziemiach polskich kolej, do której ludność tubylcza nie wiedzieć czemu się przyzwyczaiła – zamiast jeździć busami (wolny rynek). No i z tą koleją nasz pan minister także ma przeważnie kłopoty, bo albo jakiś wstręty obywatel sfotografuje zamarznięty sedes w pociągu i wrzuci na fejsa, z czego się śmieje dzień później pół świata, albo znowuż ci paskudni pasażerowie śmią bezczelnie podnosić ręce na swoją matkę PKP i twierdzić, że gryzą ich pluskwy!

I jak tu być spokojnie ministrem? Kolej, drogi – z tego korzystają wszyscy i to jeszcze w przeświadczeniu, że płacą i się im należy. Oczywiście z punktu widzenia bycia ministrem trudno jest sobie wyobrazić bardziej niewdzięczne pole do popisu – no, bo jak się tu pochwalić sukcesem? Państwo olbrzymim wysiłkiem finansowym buduje najdroższe drogi w znanym wszechświecie, których koszt w stosunku do PKB można porównywać chyba już tylko z wielkim chińskim murem – a tutaj paskudni niewdzięcznicy biegną do mediów – albo z zamarzniętym klopem albo pogryzieniem przez pluskwy! Załamać ręce! Naprawdę pan minister to człowiek wielkiego serca, który okazuje społeczeństwu wielką łaskę – albowiem pięknie skrytykował władze województwa śląskiego, którym się wydawało, że uda się im pokonać kolej i wejść na tory! Straszny koszt polityczny zapłacił bardzo dobry – prawdopodobnie jeden z najlepszych marszałków województw za zaufanie niewłaściwym ludziom!

Jednakże zarówno klop-igloo i pluskwy są niestety jak najbardziej realne. Przyjrzyjmy się tym dwóm fascynującym zjawiskom. Klop-igloo zafascynował niezły kawałek świata, w tym kontekście warto coś takiego bliżej poznać zwłaszcza, że zdaniem wiadomo, kogo – jest to zapewne wina – wiadomo, kogo, oszczędzimy mu wymieniania nazwiska, albowiem i tak jest już uważany za „wielkiego szatana”. Nasze toalety w standardowych wagonach są grawitacyjne, co powoduje, że nigdy nie są szczelne a to, co do nich wpada – oszczędzając obrazowości – zgodnie z grawitacją (o ile się nie przyklei, – bo i to się zdarza) z nich wypada prosto na tory. W przedziałach toaletowych są okna, a okna jak wiadomo w naszych warunkach zna tylko jedno właściwe położenie – zamknięcie lub otwarcie, nie można się dziwić pasażerom, że te okna otwierają – jak cuchnie. Co więcej toalety są zawsze na końcach wagonów koło drzwi, które się czasami otwierają. Jeżeli dojdzie do otwarcia tych wszystkich nieszczęsnych otworów, to w toalecie ma szansę wytworzyć się rzadkie zjawisko dyfuzji, – kiedy to olbrzymia ilość zimnego powietrza próbuje w ramach przeciągu przepchać się przez zwężający się otwór. Ponieważ przynajmniej na początkach trasy w toaletach pociągów bywa woda – następuje najnormalniej w świecie oszronienie, jeżeli do tego dobrze zawieje śniegiem przez okno to sprawa gotowa. Wielkie mi cudo – oszroniony i pokryty śniegiem klop! Przynajmniej jest i widać, że działa – w tym sensie, że lepiej jest sikać na śnieg niż narażać się na umazanie w ekskrementach! No, ale pasażerom w Polsce się nie dogodzi!

Natomiast pluskwy to już problem poważniejszy, albowiem ma związek ze stratyfikacjami społecznymi w naszej pięknej ojczyźnie. Otóż wagony kolejowe, jeżeli nie są w użyciu, to przeważnie stoją na bocznicach. To takie miejsca, gdzie stoi dużo wagonów i czasami są myte. Niestety ze względu na szczupłość sił służb ochrony kolei, często zdarza się, że nasi pozbawieni jakiejkolwiek własności i nadziei – luźni obywatele skorzystają sobie za darmo z dobrodziejstw i wygód narodowego przewoźnika kolejowego no, bo wygodniej się śpi i zimą jest przynajmniej troszkę cieplej nawet w nieogrzewanym wagonie niż pod chmurką. No i oczywiście można się wylegiwać w pierwszej klasie! W tym kontekście, kwestię skąd się biorą pluskwy można uznać za wyjaśnioną. Po prostu to konsekwencja stratyfikacji społecznych!

Jak widać te dwa problemy – pierwszy czysto fizyczny a drugi natury społecznej konsekwencji panujących w kraju stosunków ekonomicznych – nie są w zakresie i tak szerokiego przedmiotu działania ministerstwa sympatycznego pana Sławomira Nowaka! Dlatego wielkim nietaktem jest go o cokolwiek upominać, a zresztą kto to widział, żeby ktoś płakał z powodu szrony na toalecie lub kilku sympatycznych stworzonej, które w bardzo wyrafinowany sposób przypominają o bolącym problemie osób bezdomnych!

One thought on “Panie ministrze Nowak – pluskwy nas żrą a w klopach igloo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.