Soft Power

Pan Minister sobie na baseniku fiki fiki a sowieckie tanki pędzą przez kraj?!

 Jest pewien fascynujący kraj, który niestety nadal jest chyba kupą kamieni i istnieje tylko teoretycznie. Nic się nie zmieniło, a miał wstać z kolan! Miał być suwerenny i niepodległy! Incydent z sowieckimi czołgami, które w sposób niekontrolowany przejechały autostradami do na początku maja, to skandal, który powinien kosztować dymisję pana Ministra.
Jak to jest możliwe, że sowieckie czołgi na lawetach sobie po prostu wjeżdżają do kraju z Ukrainy i jadą niekontrolowane do Niemiec? Jak to jest możliwe, żeby sowieckie czołgi po prostu sobie wjechały? Czy pan Minister był zajęty ćwiczeniami na basenie?  Fiki fiki? Co robiło Wojsko? Czy po prostu można wjeżdżać z czołgami na lawetach do kraju? Sowieckimi – wyprodukowanymi w czasach ZSRR? czy jak kto woli ZSRS – tak ostatnio panuje moda na nazewnictwo w dokumentach oficjalnych.
Sprawa jest w istocie trywialna, ponieważ kwestię przemieszczania obcych wojsk przez terytorium państw trzecich regulują umowy międzynarodowe i procedury wewnętrzne, a wszelkie tego typu przewozy są/powinny być monitorowane przez odpowiednie służby. Powstaje jednak szereg pytań w związku z rewelacjami prasowymi w tym temacie. Jeżeli rzeczywiście to tak działa, że nikt tego nie kontroluje, co więcej – nikogo nie dziwi to, że do kraju nagle wjeżdża kilka czołgów cudzej armii – to znaczy się, że nie jest normalnie. Po prostu struktury odpowiedzialne za bezpieczeństwo, w tym przewóz ładunków specjalnych nie działają. Na marginesie powstaje pytanie – co z amunicją? Czy można sobie po prostu jeździć po kraju z czołgiem na lawecie, wypełnionym po brzegi amunicją, czy musi być przewożona w pojazdach obok? Prawda, że ciekawe?
Zdarzenie chociaż humorystyczne, to jednak pokazuje jak niesłychanie mobilny jest sprzęt pancerny, zwłaszcza z wykorzystaniem sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu. Wedle ujawnionych informacji, zanim ktokolwiek się zorientował – lawety ze sprzętem, były już daleko w głębi kraju. Powinno to dać do myślenia decydentom, jak również wywołać przegląd wszelkich procedur.
Może rzeczywiście jest tak, że jesteśmy bezbronni i nikt, po prostu nikt – nie pilnuje wschodniej granicy? W sumie to jeździ po nas sporo wojska z kilku krajów. Mamy „rajdy” amerykańskich dragonów. Mamy przemieszczanie się grup batalionowych państw NATO. Mamy już bazujące wojska amerykańskie. Co komu przeszkadza kilka sowieckich czołgów w barwach Ukrainy? Jak widać, najwyraźniej – nic!
Tymczasem sytuacja jest wielokrotnie skomplikowana. Trzeba bowiem pamiętać, że mówimy o kraju, który prowadzi wojnę domową, co więcej który oskarża sąsiednie termonuklearne supermocarstwo o to, że to prowadzi z nim wojnę. Nie trzeba chyba jakieś szczególnie rozwiniętej wyobraźni, żeby usiłować zrozumieć, że mamy do czynienia z sytuacją, w której ktoś – mniejsza już z tym kto! Mógł dopuścić się jakiejś prowokacji. Co wówczas w takiej sytuacji? Przecież nie wszystkim obywatelom musi się podobać to, że czołgi kraju, który z nich strzela do własnego narodu, bez żadnej kontroli przemieszczają się po drogach publicznych! Wszystko się mogło zdarzyć, nawet jakiś wypadek, lub wspomniana prowokacja – co wówczas? Goście obróciliby wieże czołgów i broniąc się przed ich przejęciem – strzelaliby do “nieustalonych napastników”. Czy potraficie sobie państwo wyobrazić jakich szkód może narobić pięć czołgów po prostu jadąc, nawet bez strzelania? Nie ma znaczenia, że kolumna miała wszystkie wymagane prawem pozwolenia, nasz sprzęt wojskowy również przejeżdżał wiele razy przez ten kraj – w Odessie (miejsce ludobójstwa 2 maja 2014r., – PAMIĘTAMY) – rozładowywano sprzęt wojskowy wracający z misji zagranicznych. Po prostu z tego portu jest bliżej, a bliżej, to znaczy że spali się mniej ropy w transporcie, co w konsekwencji ma istotne znaczenie finansowe.
Ta sprawa może być czubkiem góry lodowej, widać jak na dłoni, że coś takiego jak rzeczywisty nadzór nad terytorium kraju nie działa. Jest tyle krzyku o zagrożenia w internecie i inne, wszelkiego rodzaju cuda – przeważnie wymyślane. Tymczasem okazuje się, że nie ma żadnych przeszkód, żeby wjechać kolumną sowieckich czołgów na lawetach i szybko się przemieścić.
Sprawa tak na prawdę nie ma żadnego znaczenia, jakieś czołgi po prostu jako ładunek cargo sobie przejechały i po sprawie. Nikogo to nie interesuje, nic się nie wydarzyło. Więc nie ma problemu? Można się zgodzić z tą interpretacją, pod jednym prostym warunkiem – kraj jest na niby, nie ma w nim żadnych zasad? Smutne. Co prawda, nikt nie postuluje, żeby taki transport konwojować innymi czołgami, jednak to wydarzenie wiele nam mówi o sposobie reagowania naszych służb. Nie ma chyba już żadnej efektywnej koordynacji wymiany informacji i kogoś, kto nadzoruje wszystko. Jeżeli bowiem, to nie jest problem, że z kraju gdzie jest wojna domowa wjeżdża się kilkoma czołgami – to naprawdę to nie jest błaha sprawa.
Teraz ostatnie pytanie – a co by było, jakby wjechało pięć czołgów, a granicę zachodnią przekroczyły tylko np. trzy? Czy dwa „zgubione” po drodze w ogóle ktoś by zauważył?

6 komentarzy

  1. Totalny skandal ukraińskie czołgi wybuudowane w ZSRS hańbią polskie autostrady przebiegające obok miejsc kaźni żołnierzy niezłomnych! Hańba ministrze! Minister fiki fiki

  2. Co racja to racja ,władza nasza lekce sobie waży przepisy. ale bardziej przejmowałbym się wypowiedziami A.Merkel, która chce a nawet rząda od Polski przekazania opuszczonych koszar na ziemiach zachodnich dla Bundeswehry. To jest chyba wieksze zagrożenie naszej niepodległości.

  3. 1. To był transport CYWILNY
    2. Odbywała się na zasadach CYWILNYCH
    3. Posiadał wszystkie wymagane zezwolenia
    4. To był TRANZYT bez możliwości rozładunku w Polsce

    • Zapomniał pan dodać clou – to był transport ‘naszego”, tzn.rządzących Polską – sojuźnika . A ‘przyjacielowi”
      nie odmawia się….zwłaszcza takiemu przyjacielowi….

      ” Nocne Wilki” pomimo szczytnych celów i spełnienia wszystkich
      wymogów nie miały aż tyle szczęścia… Amen.

  4. Po prostu ktoś sprawdza naszą reakcję.

  5. A gdzie jest agent Tomek?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.