Paradygmat rozwoju

Pan Emmanuel Macron opisał rzeczywistość Europy (cz.2)

graf. red.

Z naszej perspektywy ma to wszystko szereg niesłychanie istotnych konsekwencji, których uświadomienie sobie, może pomóc antycypować skutki mechaniki otaczającej nas rzeczywistości.

Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że jakikolwiek konflikt, jaki sięgnie naszych granic, skończy się wielką tragedią. Młodsze pokolenie niech sobie wyobrazi, że nie będzie internetu. To starsze, że nie będzie wody i energii elektrycznej. Najważniejszym zadaniem dla naszego państwa jest wzmocnienie struktur społecznych na tyle, żebyśmy byli w stanie zminimalizować wszelkie straty. Nie ma niczego ważniejszego.

Drugim istotnym aspektem, jest uzyskanie istotnych zdolności do zewnętrznej projekcji stabilności. Mówimy o działaniach opartych o własną logistykę w promieniu do 1500 km od naszych granic. Chodzi o to, żebyśmy byli w stanie zabezpieczyć fragment sąsiedniego państwa, które upada, jak również być istotnie obecni w różnych miejscach otaczających Europę, gdzie będzie to potrzebne dla naszego bezpieczeństwa. Mowa głównie o flance południowej, która wymaga stabilizacji np. w północnej Afryce. Należy mieć świadomość, że jak stabilności nie zapewnimy sami, to ktoś inny tą przestrzeń zagospodaruje.

Będąc krajem zdolnym do samodzielnego zapewnienia bezpieczeństwa na poziomie operacyjnym, nasze znaczenie istotnie wzrośnie. Dla nas ma to znaczenie strategiczne, ponieważ lepiej odsunąć chaos od własnych granic, niż mieć go na własnym podwórku. Tylko, żeby to zrobić trzeba przekierować pieniądze europejskie z rozdawnictwa dla rolników i na różne gender-fikcje – na armię. Co więcej, to co rozdajemy z krajowych na socjal, trzeba przekierować na wydatki inwestycyjne. Hasło armaty zamiast masła ma znaczenie.

W ujęciu strategicznym, wszystko co możemy to zdać się na porozumienia i sojusze. Na pewno dobrze, że zależy nam na pozytywnych relacjach z USA. Jednak trzeba sobie uświadomić prostą okoliczność, bez porozumienia z Rosją, dla Europy, w tym dla Niemiec będziemy amerykańskim klinem, “osłem trojańskim” w Europie. To przekleństwo naszego położenia. Na które strategicznie jesteśmy skazani. Nie możemy powielić błędu z sytuacją konstelacji międzynarodowej, która doprowadziła nas do Września. Wówczas Niemcy byli pewni, że uderzymy od tyłu jak będą prowadzili wojnę z Francją, bo mieliśmy zobowiązania sojusznicze. Dzisiaj Niemcy widzą, że stajemy okoniem wobec relacji z Rosją, z którą pomimo Stalingradu nadal chcą z wzajemnością handlować. To samo przeświadczenie ma reszta Europy, czego dowodzą słowa pana Prezydenta Macrona.

Co trzeba zrobić, żeby nasi politycy zrozumieli, że zamiast być barierą, powinniśmy być wielką szeroką autostradą, łączącą wszystkich, ze wszystkimi – i w tym jest nasza siła, nasz potencjał i nasze korzyści? Niestety wymaga to pozbycia się fobii i przełknięcia śliny, a także robienia dobrej miny do złej gry. Jednak, to jest lepsze, niż kolejne 63 dni chwały – raz jeszcze… Co trzeba zrobić, żeby politycy, a także większość społeczeństwa chcieli to zrozumieć?

Sprawa jest prosta, banalna i łatwa do zrozumienia. Abstrahując od geografii. Mamy kraj A, kraj B i kraj C. B sąsiaduje z A i C i jest naturalną, najdogodniejszą trasą łączącą oba te kraje (jest w środku). Jeżeli B zachowuje się w sposób utrudniający im komunikację, to jest czymś naturalnym, że te kraje szukają alternatywnych tras, umożliwiających wymianę. Postęp technologiczny pozwala im, na np. takie akcje jak ominięcie kraju B dzięki podmorskiemu gazociągowi. Jeżeli jednak kraj B ściąga na swoje terytorium wojsko i broń potężnego kraju Z, to podnosi stawkę relacji. Wówczas zaczyna się klasyczna spirala kto – kogo… To jest tak proste jak otwieranie lodówki i sięganie po piwko (oczywiście bezalkoholowe).

Wnioski są trywialne. W uogólnieniu zawsze bliższa ciału koszula. W naszej sytuacji, nie ma co liczyć na nikogo. Będziemy w stanie otrzymać tylko takie wsparcie, jakie będziemy w stanie wyegzekwować. Dlatego musimy mieć możliwie najsilniejszą armię jaką jesteśmy w stanie i trzeba w polityce zagranicznej grać na dwóch fortepianach i jeszcze bić w bęben, to może być amerykański bęben. Jednak nie ma żadnego powodu, żeby obrażać się na kogokolwiek! Róbmy biznes, handlujmy, kupujmy, sprzedajmy, bądźmy wszędzie i zapraszajmy każdego, kto chce coś pozytywnego. Bez względu na wszystko, nawet jak byśmy mieli śmiać się jak głupi do sera, to się zbroimy. Bo to już jest czas, kiedy trzeba kupować armaty zamiast masła.

14 komentarzy

  1. Słusznie Autor pisze, ale “znaj proporcje Mocium Panie”.

    Fraza “samodzielne zapewnienia bezpieczeństwa na poziomie operacyjnym” w promieniu 1500 km od granic kraju, to ma np. Francja, czego przykładem są operacje zabezpieczenia dostaw rudy uranu z Czadu, poprzez “interwencje” w Republice Środkowo-Afrykańskiej.

    Oczywiście przy symbolicznym udziale kilkuset sojuszników z UE – w tym oczywiscie polskie Rosomaki z załogami , no bo to jest UNIJNE RATOWANIE POKOJU w RŚA …

    Ale reszcie dajmy sobie spokój.

    Nic nie zwojujemy mając nad Wisłą Banasiowe Macondo.

    Kolejna istotna fraza: “Będziemy w stanie otrzymać tylko takie wsparcie, jakie będziemy w stanie wyegzekwować.”

    To są wszystko dobre rady dla innych krajów, nie dla nas, gdzie KROPIDŁO jest NAJWAŻNIEJSZYM elementem wyposażenia WP.

    Armię należy wzmacniać, szczególnie dobrze szkolić, zwiekszając ilość Indian w stosunku do liczby Wodzów.

    A Wodzami zaczynają teraz być pułkownicy, co oficerskie szlify zdobywali w 2 tygodnie (syn generała, kuzyn ministra) lub w 3 miesiące (syn “zaledwie” pułkownika” lub “kuzyn posła).

    Oczywiście poprzez praktykę dowódczą na stanowisku dowócy kompanii od grudnia do stycznia mogli w swoim CV podawać, że w latach np. 1999-2000 – BYŁ DOWÓDCĄ PODODZIAŁU.

    Potem już tylko BIURO (sztab, jakieś dowództwo, Centrum, itp.)

    I tu jest problem, bo według zapewnień zaczynamy posiadać coraz efektywniejsze środki bojowe, tylko dowodzący nimi są nauczeni głównie walczyć poprzez prezentacje w Power Point.

    A prowadzić wymianę handlową i kulturalną należy zawsze i ze wszystkimi.

    Juz widzę te setki tysięcy Rosjan, co w Moskwie stoją godzinami przed kinami , żeby zobaczyć jakiś polski film o “wyklętych” lub “siostrze Faustynie” – zajadając się polskimi jabłkami …

    Amen.

    Bo Banasiowe Nadwiślańskie Macondo ma się nadal dobrze.

  2. Myślę że nie jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa jednej własnej granicy… swoją drogą to ciekawe, bo mamy budżet MON wielkości Belgii czy Szwecji a oni mają wielki przemysł zbrojeniowy i silną armię. Czemu my mamy mniej niż oni?

  3. Realnie jakby kasę na 500 plus i resztę socjalu inwestować np w korwetę samoloty okręty podwodne tak co roku na co s 30 mld zł ekstra, to plan autora byłby możliwy do realizacji. Wystarczy zdolność wysłania 10 brygad rotacyjnie że wsparciem i już gramy poważnie. Pomyśl popieeam

  4. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    To tak, jakby półżywej myszce w paszczy kociej powiedzieć:

    MYSZKO! Otrząśnij się! Zębów tego kota nie umyjesz, ale masz wybór! Przestań piszczeć i weź się za siebie!

  5. Konstatacje o armatach zamiast masła są rzeczywiste ale tu ani masła ani armat ani nawet chleba nie bedOe

  6. Gniewinie R.K.

    Zobaczymy co zrobi PIS po czasach PO zlikwidowano wiele infrastruktury wojskowej. a jej odtwarzanie dzisiaj dla potrzeć OT płacimy miliony zamiast kupować broń. Szkodliwość PO dla tego kraju ma wymiar okupacji niemieckiej

  7. Sytuacja jest skomplikowana. Macron powiedział prawdę, jak na wielbiciela zabytkowych zawieszeń jest to nadzwyczajnie mądre

  8. Oglądałem ostatnio na you tube amerykańską symulację pierwszej fazy nadchodzącej, ostatniej już wojny. Zmasowany atak jądrowy obydwu stron skierowany jest na środkową Europę i szacują na zabicie dokładnie 91,5 miliona ludzi. Tu właśnie leży Polska. Czyli zostanie spalana, promieniująca ziemia. Jaki sens więc mają dywagacje autora o kosztownych przygotowaniach i zbrojeniach, gdy i tak wszystko zależy od agresywnego mocodawcy z za oceanu? A nawiasem mówiąc, w pierwszej fazie wyłączą nie tylko internet, zabraknie prądu, gazu, żywności i co najważniejsze wody. W osiedlu w którym mieszkam nie ma ani jednej studni, z której cierpiący mogliby skorzystać z ostatniego łyka. Dziś natomiast agencje przyniosły radosną wiadomość, że polski koncern gazowy nadzorowany przez obce tajne służby, zawiadomił Gazprom o zaprzestaniu importu rosyjskiego gazu i nie odnowi kontraktu. W tym samym czasie Gazprom wspólnie z Niemcami kończy budowę wielkich rurociągów pod Bałtykiem dla gazu do całej Europy. Ja także się raduje.

  9. Od 300 lat nie wygraliśmy żadnej wojny (nawet Powstanie Wielkopolskie udało się dzięki rewolucjom w Berlinie i Bawarii, oraz stanowisku Francji). Świętowana wojna polsko-bolszewicka nie dała nic, bo zaczęła się i skończyła praktycznie w tych samych granicach.
    A teraz myślimy pewnie, że jesteśmy wielcy i silni jak kiedyś, przed kilku wiekami, w regionalnej skali.
    Chciejstwo bije zdrowy rozsądek, historyczne marzenia traktujemy jak rzeczywistość. Myślimy, że łaszenie się do hegemona coś nam zapewni. To pomyłka, takich klientów traktuje się jak zwykle, czyli jak popychadło do brudnej roboty. Ale zasłużyliśmy na to, bo właśnie tacy jesteśmy – gotowi na każde skinienie pryncypała, sądzący że w swej łasce pryncypał (nawet za grubą zapłatą) cokolwiek nam zapewni – idealiści i mitomani.

    Wszystkie formy państwowości w ostatnich wiekach (Księstwo Warszawskie, Królestwo Polskie, druga RP, PRL) to prezenty – efekt konfliktów pomiędzy większymi, silniejszymi i lepiej zorganizowanymi. Chyba jednak nigdy nie zrozumiemy tych lekcji, bo od podstawówki jesteśmy uczeni jak z poświęceniem przegrywać, bo liczą się idee, a nie rzeczywistość i ludzie. Pozostają więc tylko bohaterowie, groby, znicze, apele itd.

    Ponieważ w artykule wspomniano o gazociągach, to dodam, że byliśmy przeciwni Jamał 2 a potem “peremyczce” (przez Polskę na Słowację). Nie dla polskiego interesu, lecz dla ukraińskiego (zapewne według wskazań hegemona). No to powstał NS, a teraz powstaje NS2. Nie chcieliśmy łączyć (od tego miała być Ukraina), ani zyskiwać na tym, a to były najlepsze gwarancje pokoju i większej roli w UE. Powoli też rezygnujemy z gazu z Jamału, bo wolimy droższy LNG. Najważniejsze jest idea (dywersyfikacja), gdy tylko połowę gazu kupujemy w Rosji, a według podpisanych umów, za kilka lat będzie tylko LNG i Baltic Pipe (jeśli powstanie do Norwegii, bo do Danii może powstać). Jednak przy zakupach uzbrojenia to pojęcie (dywersyfikacja) już nie istnieje.

  10. https://www.veteranstoday.com/2019/11/10/geopolitics-in-middle-east-what-is-the-intention-of-russia/

    Trochę geopolityki…….

    Generałowie i politycy, zwykle szykują się do wojny która już była.
    Te pancerne zagony, naloty dywanowe, milionowe armie, tysiące dział.
    Kilka ostatnich konfliktów daje inny obraz.
    Mobilne ciężko uzbrojone pododdziały w sile batalionu, precyzyjne ataki rakietowe, drony, przydrożne miny, snajperzy, bomby odpalane przez samobójców w tłumie.
    Nie widać i nie słychać, byśmy się do takich właśnie asymetrycznych zdarzeń przygotowywali, szkolili naszą armię.

    Wracając do Macrona.
    Francja kontroluje 16 państw afrykańskich i ich zasoby, system finansowy.
    Czerpie zyski z rabunku, nie własnego przemysłu.
    Jej armia jest dostosowana do takich właśnie działań.

    Polskie oddziały ekspedycyjne, również były do tego szkolone i wyposażone.
    Czas by wyszkolić je do obrony własnych granic i likwidacji zagrożeń wewnętrznych.

  11. “Co trzeba zrobić, żeby nasi politycy zrozumieli, że zamiast być barierą, powinniśmy być wielką szeroką autostradą, łączącą wszystkich, ze wszystkimi – i w tym jest nasza siła, nasz potencjał i nasze korzyści?” – trudne pytanie, a jakie wrażliwe!!!
    Opierając się na tym co mówił Kossecki:
    “Józef Kossecki o sponsorowaniu Solidarnosci,o JKM,PO,PiS” – https://www.youtube.com/watch?v=FV3n2Ravdgw
    – to gdyby na ich temat usunąć informacje z archiwów zachodnich służb, to może by ich oświeciło, gdyby mieli pewność, że ……..siajej nic na nich nie ma; ale innym to już nawet lobotomia nie pomoże.

    Młodym pokoleniom radzę zacząć myśleć, zamiast się modlić oraz zalecam odbudować słowiańską tożsamość kulturową. Tylko to może nas uchronić przed unicestwieniem.

  12. Obszarem współpracy Orbána z Putinem stała się także… wiara. Węgry od lat pomagają prześladowanym chrześcijanom na całym świecie. Rosja prowadzi podobną politykę, choć na dużo większą skalę. I podczas wizyty w Budapeszcie obaj politycy spotkali się z hierarchami kościołów chrześcijańskich Bliskiego Wschodu.

    W czasie tego spotkania Rosja została uhonorowana tak przez Orbána, który docenił pokojową misję Rosji na Bliskim Wschodzie. A w imieniu kościołów tego regionu przez melchickiego arcybiskupa Jean-Clement Jeanbarta, który powiedział: „interwencja Rosji w Syrii daje nadzieję chrześcijanom”.

    Putin w odpowiedzi wydaje się że głęboko się wzruszył, mówiąc: „Patrzymy ze łzami w oczach na to, co się dzieje z chrześcijanami Bliskiego Wschodu. To kolebka chrześcijaństwa i teraz jest zagrożona, a chrześcijanie są mordowani, prześladowani, rabowani i gwałceni. Rosja zrobi wszystko, co w jej mocy dla ochrony chrześcijaństwa, odbudowy jej świątyń i kongregacji”. Moskwa nie wierzy łzom, ale można zapytać czy dzisiaj tacy politycy jak Orbán i Putin, nie zasługują na miano Fidei Defensor? “Orbán Putin dwa bratanki” http://www.mysl-polska.pl/2095

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.