Paradygmat rozwoju

Paliwo znowu robi się drogie – czy można to zmienić?

 Paliwo znowu robi się drogie, a ropa generalnie co nam triumfalnie obwieszczano staniała. Gdzie logika takiego rozwiązania? Przecież mamy globalną nadpodaż na rynku ropy naftowej, jej ceny stale są poniżej cen rekordowych, obecnie Brent kosztuje 62-63 USD za baryłkę. Na Przełomie lipca i sierpnia 2014 roku ropa oscylowała w cenie około 100-102 USD za baryłkę. Początkowo rzeczywiście spadkowi cenny ropy naftowej, towarzyszył nawet odczuwalny spadek cen detalicznych paliw. Niestety jednak, kiedy po „dnie” z miesiąca lutego 2015 ceny ropy zaczęły znowu rosnąć, to nie da się powiedzieć że nieznacznie. Wzrost cen surowca – pomimo rosnącej podaży i niepokojów na Bliskim Wschodzie jest nową rzeczywistością.

Prawdopodobnym powodem, dla którego cena detaliczna paliw jest utrzymywana na stosunkowo wysokim poziomie i nie spada, jest suma kosztów stałych producentów i dystrybutorów, podatki i inne przymusowe składowe ceny. Cenami detalicznymi rządzi niestety nasilenie popytu. Jak zwiększa się popyt – ceny po przekroczeniu bariery podaży rosną, jak zmniejsza się niestety także. Tłumaczy to składowa kosztów, w cenie ostatecznej paliwa, która zakłada bardzo wąską marżę sprzedawcy detalicznego. Powoduje to oczywisty pościg za pieniądzem, WEDLE ZASADY – im dalej od szybu naftowego, tym detaliczne zyski ze sprzedaży paliw niższe, a koszty stałe rosną.

Niestety Unia Europejska wyznaje zasadę stosunkowo wysokiego opodatkowania paliw płynnych, zupełnie przeciwnie nić np. USA, dla których dostęp do paliw płynnych w zakresie indywidualnym mieszkańców, jest jednym z fundamentów nie tylko ustroju ekonomicznego, ale wręcz cywilizacyjnego stylu życia. Państwa Europejskie uparły się, żeby czerpać znaczne podatkowo-akcyzowe zyski z rynku nośników energii, a ponieważ tego typu transakcje, co do zasady wyjątkowo łatwo jest opodatkować, nie można się dziwić, że względna stabilność cen paliw, jest bardzo pożądana przez fiskusa, ponieważ zapewnia stały poziom dochodów.

Czy można ten stan spraw zmienić? Formalnie, tańsze paliwo spowodowałoby że popyt na nie by wzrósł, a w konsekwencji oznaczałoby to zmianę wzorców zachowań komunikacyjnych mieszkańców Europy. Co już niekoniecznie może być pożądane, albowiem wolność jednostki, w naszych warunkach ograniczonej przestrzeni musi być ograniczona przez koszty środowiskowe, jakie są związane z eksploatacją środków komunikacji. Wiadomo, że więcej samochodów, to większe koszty utrzymania infrastruktury, której zwłaszcza w miastach nie da się swobodnie rozbudowywać, a przynajmniej nie ma możliwości zapewnienia wzrostu efektywności jej funkcjonowania, jako wzrostu mobilności mieszkańców.

W tym kontekście widzimy, że ceny paliw są istotnym elementem polityki społecznej, albowiem ograniczają popyt na paliwo do warstwy osób, których z racji generalnie wyższych zarobków stać na korzystanie z transportu indywidualnego, a inni ograniczają swój popyt w tym zakresie do niezbędnego minimum.

W istocie bowiem ten model rynkowy, nie jest modelem rynkowym, tylko jest modelem pół regulowanym, albowiem państwo swoimi podatkami i akcyzą wyznacza stosunkowo wysoki poziom cen paliw, które nie maleją bo są naliczane kwotowo na określoną ilość sprzedawanego paliwa (obecnie akcyza dla benzyny silnikowej to 1.540,00 zł/1.000 l, oleju napędowego – 1.171,00 zł/1.000 l Źródło: Ministerstwo Finansów tutaj). Powoduje to zatem, że władze publiczne – istotnie ograniczają dostępność do paliw płynnych wśród uboższej części społeczeństwa, skazanej na transport publiczny. Mamy tu do czynienia z istotnym wykluczeniem komunikacyjnym znacznej części społeczeństwa. To nie jest sprawiedliwe, nie można tutaj mówić o tym, żeby państwo działało w sposób zgodny z konstytucją, nie ma bowiem równości wobec ustanowionego przez nie prawa – biedni mogą kupić mniej paliwa za swoje dochody. Gdzie tutaj jest równość?

Można to zmienić, jeżeli każdy obywatel miał prawo do zakupu określonej ilości paliwa w określonych jednostkach czasu z ograniczonym podatkiem, a nawet ograniczoną marżą – po prostu po cenie regulowanej, gwarantującej wszystkim równe prawo w dostępnie do udogodnienia cywilizacyjnego jakim jest silnik spalinowy i napędzane nim pojazdy. Byłoby to wówczas efektywne, gdyby osoby, nie korzystające z komunikacji indywidualnej, mogły wliczyć swoją obniżkę podatku, do ceny biletów w komunikacji publicznej, tak żeby ulga dotyczyła bezpośrednio przewoźników, a pośrednio osób fizycznych jako beneficjentów w cenie biletów. W ten sposób wszyscy by zyskali, a przemieszczanie się byłoby bardziej sprawiedliwe. Wybór pomiędzy gałęziami transportu byłby bardziej warunkowany wolą i wygodą niż przez czynniki ekonomiczne. Można to oczywiście krytykować, ale to kwestia podejścia do myślenia o państwie i o prawach człowieka w nim. Dla każdego, dla kogo istotny jest paradygmat socjalistyczny, uwzględniający konieczność niwelowania konsekwencji wynikających z podziałów klasowych, zaproponowane rozwiązanie powinno być zrozumiałe.

Tylko proszę nie mówić, że to „lewactwo” lub „komunizm”, bo i owszem, ale przecież ten system już dzisiaj istnieje, a jedynie niektóre z uprzywilejowanych grup społecznych korzystają z dobrodziejstwa uprawnień do tańszych przejazdów. Dlaczego to nie miałoby odnosić się do wszystkich, jeżeli może dotyczyć np. uprzywilejowanych ze względu na sprawowany zawód? Chodzi tylko o zmianę myślenia o zagadnieniu i wynikające z tego konsekwencje.

6 komentarzy

  1. Pomysł sam w sobie dobry, niby czemu nauczyciele mają mieć za pół darmo a sprzedawczynie w sklepach nie?

  2. wieczorynka

    Tak jak p_osły mają kilometrówki tak również prawo do kilometrówek powinien posiadać każdy obywatel. Już opisuję korzyści z takiego rozwiązania: trzeba będzie zwiększyć i to znacznie liczbę urzędników aby rozliczali te “kilometrówki” zatem spadnie bezrobocie. Przypuszczam też, że zabraknie biurowców dla rozliczających kilometrówki i trzeba je będzie wybudować do tego biurka, telefony, faxy itd.. wzrośnie PKB a to podtrzyma teorię zielonej wyspy.
    Najmniej proszę się przejmować emisją CO2, w morzach arktycznych topnieje zmarzlina i wydostaje się na powierzchnię coraz więcej metanu, ostatnie zdanie dotyczy badań naukowców z kilku krajów.

    • krolowa bona

      Voila ‘

      • wieczorynka

        Wszyscy narzekają na upały a… moja chata z kraja.
        Wokół chałupy rosną cztery stare drzewa 2 klony, Iwa i Świerk dając cień a tym samym w domu jest temperatura 21 stopni C, na dworze natomiast ponad 30 stopni C, zimą natomiast w chałupie jest co nieco za chłodno jednak coś za coś. W każdym bądź razie preferuję zieleń i naturalne środowisko. Serdecznie pozdrawiam.

      • krolowa bona

        Oj ! Z tym rozliczaniem kilometrowki to fantastyczny przyklad na istnienie PRAW PARKINSONA / koszty rozliczen kilometrowki przekrocza wartosc kilometrowki i to wielokrotnie liczac enerytury tych urzedasow z urzedow rozliczen …/, to by sie Prof. Parkinson ucieszyl, mogby rozszerzyc publikacje i zakres badan ….

  3. Bicie piany.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.