Polityka

Palikot, genialny manewr Tuska?

 Genotyp polityczny Janusza Palikota nikogo nie dziwi, antyklerykalny neoliberał, przedsiębiorca, „tupeciarz”, ale bardzo skuteczny, o czym świadczy zgromadzony majątek osobisty – plasujący go w czołówce najbogatszych Polaków. Poglądy polityczne pana Palikota nie raz zastanawiały, silna nuta antyklerykalna była w jego doktrynie obecna od zawsze, obecnie natomiast silnie ją zaakcentował.

Platforma Obywatelska pod rządami obecnego przewodniczącego pana Donalda Tuska, to partia rozmyta ideologicznie, mieszcząca w sobie skrajne skrajności, od Arłukowicza do Gowina i już chyba nie ma nic bardziej na prawo. W takiej Platformie nie ma miejsca na antyklerykalizm, a jest to jak widać nisza dająca około 7% poparcia! Jest to bardzo dużo.

Donald Tusk, jako doskonały strateg wyborczy, doskonale zdawał sobie sprawę z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji politycznej w kraju, wiedział, z co najmniej rocznym wyprzedzeniem, że działanie pana Kaczyńskiego, będzie ukierunkowane na pełną wyrazistość, którą można osiągnąć jedynie poprzez betonowanie elektoratu. Co pan Kaczyński uczynił, zwłaszcza po mistrzowskim odcięciu wszelkiego planktonu, bez względu na koszty. Kto dzisiaj pamięta o pani Joannie Kluzik-Rostkowskiej? Nie ma jej zniknęła w platformianym sosie. Podobny los czeka PJN, z czasem wróci wykruszając się do partii matki, na kolanach i ze łzami w oczach… tyle złamanych karier… To wszystko nic, pan Kaczyński ma swój cel, bezwzględnie do niego zmierza. Tu nie ma żartów. Walka toczy się o pełną stawkę, każdy, kto myślał inaczej, że PiS zgodzi się na przegranie wyborów ot tak… był politycznym chłystkiem, zwykłym konsumentem treści niezdolnym do jakiejkolwiek nawet spłaszczonej analizy. Donald Tusk doskonale to wiedział, miał także świadomość swojej bezsilności, albowiem do „radiomaryjnego” elektoratu nie ma żadnego przebicia. Dla pewnych kręgów osób nie istnieje, co przy demobilizacji elektoratu PO mogło oznaczać brak newralgicznych 2-5%!

Jest to oczywiście political fiction, jednakże „Ruch Poparcia Palikota”, to doskonała inicjatywa niszowa, mająca na celu skanalizowanie głosów spoza głównego nurtu, wcześniej dla partii matki – PO nieosiągalnego, ze względu na ostrze niszowej (w tym przypadku antyklerykalnej) retoryki. Pan Palikot ze swoją inicjatywą zgarnia szufelką to, co normalnie spożytkowałoby SLD (tak tak drodzy czytelnicy była kiedyś taka partia), Piotr Ikonowicz i inni celujący w kościół. Palikot mistrzowsko zabezpiecza ta niszę, w sposób dość elegancki, wiele mówiąc o potrzebie zmian, kreując się na partię antyestablishmentową, podlewając całość swojego przekazu sosem antyklerykalnym (opodatkowanie kleru)! To się znacznej części społeczeństwa podoba. Lansowanie przy okazji nieporadności lidera SLD, jego bezustannych wpadek, manifestacyjnej niewiedzy, kłótni na listach, odwrócenia się Kwaśniewskiego (operacja) i innych przekazów medialnych – ma na celu wskazać elektoratowi lewicy nowa gwiazdę – Palikota. Bezwzględnie ten zabieg ma sens i nie jest przypadkowy, zwłaszcza, gdy lider nowego ruchu mówi o rządzie fachowców i że wcale nie chce wchodzić do rządu. Co jest słuszne, bo przecież nie bierze odpowiedzialności za swoich ludzi, jest sprytnym politycznym harcownikiem. Co warto ponownie podkreślić – niezwykle skutecznym!

Wszystko pięknie się układa, Palikot nie zabiera głosów PO, a nawet, jeżeli to i tak wszystko zostanie w rodzinie. Retoryka antyestablishmentowa nie ma żadnej wartości, jeżeli po wyborach lider ruchu zamierza pozostawić władzę w rękach establishmentu. W ten oto sposób, pan Tusk będzie miał większość po wyborach osiągnie magiczne 231 siedzisk w izbie poselskiej! Nie będzie musiał się dogadywać z SLD, być może dla pewności z PSL, bo to sprawdzony i pewny koalicjant… Najważniejsze jest to, że głosując na antyestablishment, nadal go utrwalamy. No władza naprawdę zawsze sama się wyżywi.

Jeżeli Palikot chce być brany za realną siłę polityczną, niech nie pisze książek, ale niech złoży wyraźną publiczną deklarację, że nie będzie współpracy z PO po wyborach! Oczywiście po 9 października, jako wyborcy będziemy mogli go jedynie pocałować w stopę… nic mu nie zrobimy, on będzie rządził. Jednakże taka deklaracja bardzo wiele by znaczyła dla wyborców, byłaby to nowa, jakość w polityce.

3 komentarze

  1. Palikot jeszcze nas wszystkich zadziwi, fajnie że chce odebrać kościołowi kasę!

  2. Artykuł interesujący, ale interpunkcja leży i kwiczy…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.