Wojskowość

OT-2 ciąg dalszy rozważań o obronie terytorialnej

Kontynuując temat o poważnej reaktywacji Obrony Terytorialnej (OT), pragnę zwrócić uwagę na kilka aspektów.

Podstawowy wynika z oparcia struktur OT o samorządy, które okazały się jedynym w pełni udanym tworem transformacji minionego 20-lecia.

Panowie marszałkowie, starostowie, prezydenci, burmistrzowie i wójtowie muszą chcieć tej OT, jako bardzo dobrej lokalnej platformy do budowy, szkolenia, integracji i doskonalenia wszelakich służb ratowniczych i sił ochronnych na wypadek kryzysu czy klęski żywiołowej.

Muszą chcieć mieć te wszystkie ogniwa w jednym zintegrowanym środowisku i ośrodku szkoleniowo-mobilizacyjnym. Pozwoli to obniżyć koszty ich funkcjonowania oraz nadać im walor pewnej stabilności.

Kolejnym zagadnieniem jest powstanie bazy uzupełnieniowej  dla Sił Zbrojnych i pozostałych służb w tak pomyślanym systemie OT.

Zakładając stały napływ kandydatów do formacji OT, mielibyśmy również z niego odpływ wyselekcjonowanych dla ww. służb kandydatów.

Ta mimowolna akcja rekrutacyjna powinna być wzmocniona niewielkimi zachętami motywacyjnymi dla entuzjastów czynnego działania „pro publico bono”, bo nic tak nie wzmacnia np. zapału strażaków ochotników, jak wypłata swoistych „diet” za czas poświęcony ratowaniu innych.

Ochotniczy w dużej mierze sposób działania wszelakich pasjonatów ratownictwa i obronności, powinien znaleźć oparcie w infrastrukturze wojewódzkiej czy powiatowej Ośrodków Szkoleniowo-Mobilizacyjnych OT (OSMOT). Musi powstać lub być odtworzona (stare koszary, poligony, itp.) – niezbędna infrastruktura dla formacji OT.

Te ośrodki, jako miejsca spotkań, szkolenia i gromadzenia sprzętu specjalistycznego powinny dysponować niezbędnym poligonem, gdzie obok budynków i magazynów byłoby miejsce do ćwiczeń tych wszystkich służb i formacji OT. Przy większych ćwiczeniach np. międzywojewódzkich, korzystano by np. z poligonów wojskowych, których jeszcze kilka mamy.

Nazwa może być inna, ale Obrona Terytorialna oddaje istotę poczynań, czy to strażaków, harcerzy, ratowników medycznych czy też lokalnych „komandosów” z formacji ochronnych i uzbrojonych. Istota tkwi w terytorialności i jest bliska umiłowaniu „małych ojczyzn” oraz patriotyzmowi lokalnemu.

Tak zarysowana idea integracji wszystkich wymienionych entuzjastów obrony swego terytorium najlepsze oparcie znajdzie w samorządach, gdzie przy okazji jest lepsza kontrola wydatkowanych środków.

Szczebel wojewódzki samorządu, a najniżej powiatowy – są już w stanie znaleźć niezbędny teren i zbudować bądź odtworzyć te lokalne centra OT.

Na początek mogłyby powstać w 2-3 województwach, gdzie są bardziej światli i zapobiegliwi samorządowcy. Na integrację wszystkich służb pozwalają już obowiązujące przepisy, czym mogłyby zajmować się lokalne Centra Zarządzania Kryzysowego, ale nie papierowo – tylko już na serio. Należałoby je wzmocnić kadrowo o emerytowanych strażaków, wojskowych i policjantów, bo będzie taniej i obarczyć ich obowiązkami permanentnego szkolenia sił ratowniczych i ochronnych. Nadzór nad jego poziomem zapewniałyby zawodowe instytucje straży pożarnych, policji i wojska, które w tych ośrodkach mogłyby formować swoje Narodowe Siły Rezerwowe czy te prowadzić rekrutację i szukać kandydatów.

Tylko żeby to wszystko się udało, trzeba wyjść z opłotków „scentralizowanej Polski resortowej”, bo to ma być Obrona Terytorialna, przeznaczona do działań lokalnych i finansowana w większości przez samorządy.

Do takiego myślenia powinny nas przybliżyć scenariusze lokalnych zagrożeń.

Klęski żywiołowe: powodzie, pożary dużych obszarów leśnych, wielkie katastrofy komunikacyjne, zimowy paraliż komunikacji, energetyki i łączności, skażenia chemiczne i biologiczne, itp. nieszczęścia – powinny być pokonywane siłami lokalnych formacji OT, z niezbędnym wsparciem sił sąsiednich województw, głównie w postaci sił i sprzętu specjalistycznego, którego na miejscu może brakować.  Jednak rozpoznanie zagrożenia i decyzje co do działań ratunkowych muszą być lokalne, chociaż koordynowane ze szczebla centralnego – jakby co …

Zagrożenia bezpieczeństwa wewnętrznego lub napływające z zewnątrz działania terrorystyczne bądź tylko destabilizacyjne, czy też jako towarzyszące klęskom żywiołowym – powinny być każdorazowo i kompleksowo wspierane działaniem militarnych oddziałów OT, nawet tak specjalistycznych, jak np. obrona przed cyberatakiem i przeciwdziałanie  paraliżowi systemów teleinformatycznych kraju, województwa czy dużego miasta.

Takie skupianie lokalnych patriotów w wieloletnich procesach ich doskonalenia obronnego i ratowniczego, pozwoli również przygotować niezbędne struktury na czas „W”, w tym również na wypadek niepowodzeń wojennych, zakładając nawet czasową  utratę suwerenności na części terytorium.  Ten zakres przeznaczenia lokalnych formacji OT lub poszczególnych ich członków, trudno zawczasu opisywać i zadekretować. Lepiej nazwać go „specjalnym rodzajem działań” i zbytnio tego nie rozgłaszać. Wystarczy, że proponowany system OT przewiduje takie możliwości, choćby w postaci kontynuacji działań ochrony ludności w jawnie działających służbach Obrony Cywilnej (OC), uwzględnianych w konwencjach o prowadzeniu działań wojennych.

Historia ostatniej wojny pokazała, że Polskie Państwo Podziemne funkcjonowało w dużej mierze w oparciu o powiązania byłych wojskowych oraz policjantów, znanych lokalnie ze służby w poszczególnych miejscowościach i garnizonach.  Podstawą samoorganizacji takich struktur – oby nie trzeba było do nich wracać – obok patriotyzmu, było zawsze zaufanie do znanych osobiście osób.

Nie ma lepszego sposobu do integracji środowisk obywatelskich niż wspólna służba, czego zawodowe Siły Zbrojne już nie dostarczają w stopniu tak powszechnym, jak wówczas gdy obowiązywał powszechny pobór.

Niezbędną integrację tych środowisk patriotycznych i obywatelskich można będzie uzyskać poprzez wspólne szkolenia i wielokrotne ćwiczenia w ramach oddziałów OT (OC)  i to wszystko da się zrobić, tylko trzeba tego chcieć.

Są samorządy, są różnorodne ochotnicze siły ratownicze oraz entuzjaści militariów czy porządku publicznego. Trzeba to wszystko tylko rozsądnie zintegrować na szczeblu województw i powiatów w Ośrodkach Szkoleniowo-Mobilizacyjnych OT (odpowiednio: WOSMOT, POSMOT), gdzie w wielokierunkowych procesach szkolenia czy to wojsku, policji, czy też Państwowym Stażom Pożarnym byłoby łatwiej „wyłowić” swoich kandydatów, o zauważonych i pożądanych predyspozycjach.

Zaczyna obowiązywać oparcie naboru do zawodowej służby w WP poprzez szkolenie podstawowe w ramach Narodowych Sił Rezerwowych. Po połączeniu z powszechnym systemem OT mógłby powstać niezbędny fundament funkcjonowania Sił Zbrojnych RP, którego w tej chwili brak. Wszystko niby jest, ale poszczególne elementy funkcjonują oddzielnie, rozwiązując doraźne problemy etatowe – bo nie działa jako jednolity system. To samo dotyczy pozostałych służb mundurowych RP. Dlatego warto poważnie zastanowić się nad stworzeniem spójnego systemu OT w oparciu o samorządy. To się nam wszystkim opłaci.

5 komentarzy

  1. Panie Luzak!
    Przeczytałem Pana dwa teksty o OT i jestem pod wrażeniem.
    Trudności widzę w jednoczesnej próbie integracji wszystkich służb pod sztandarem OT z ich podporządkowaniem samorządom. Rozomiem to jako łożenie gminy na utrzymanie formacji typu drużyna, powiatu – kompanii, a województwa – batalionu OT. Gdy do tych formacji zmilitaryzowanych OT dojdą służby ratownicze (OSP, w tym wyspecjalizowane jednostki do ratownictwa drogowego, paramedycy, ratownictwo chemiczne, GOPR, WOPR, i inni Wszyscy Święci), można mówić o strukturach o rząd wielkości większych.
    Całe ratownictwo to w zasadzie stara Obrona Cywilna, a i stare przepisy w zasadzie obowiązują plus utrzymywane lokalne Centra Zarządzania Kryzysowego i ogólnodostępny telefoniczny numer ratowniczy. Czyli jest się na czym oprzeć.
    Połączenie formacji zmilitaryzowanych, których pisze Pan OCHRONNE z ratowniczymi (typu OC) jest zasadne, bo zmniejsza koszty.
    Do tego cenny jest pomysł tych OŚRODKÓW SZKOLENIOWO-MOBILIZACYJNYCH.
    Tylko sprawa rozbije się o pieniądze.
    Pomysł zatrudnienia w tych strukturach emerytowanych: strażaków (ratownictwo), policjantów (działania porządkowe i ochronne) i żołnierzy (do działań obronnych) jest genialny, bo znając trochę te sodowiska, wiem że jest w nich wiele potencjału.
    Są to niekiedy relatywnie młodzi ludzie około 50-tki, posiadający już podstawowe źródło utrzymania w postaci częściowej lub pełnej emerytury mundurowej.
    Mają wiedzę, niezbędne doświadczenie i stan zdrowia, pozwalający zaangażować się w tę reaktywowaną OT na kilka lat i to za mniejsze pieniądze, niż ktoś kto musiałby iśc do niej na pełny etat.
    Co mogłoby ich zachęcić, poza doraźnym dorobieniem i zajęciem wolnego czasu?
    Według mnie wystarczy niewielka zmiana w zapisach ustaw emerytalnych służb mundurowych, że za przepracowanie w formacjach OT kilku lat – doliczy im się to odpowiednio do emerytury, po ponownym jej przeliczeniu.
    Jednak główny impuls w kierunku rozpoczęcia rozpatrywania realnej reaktywacji OT musi przyjść z Centrali, czyli od wiodących sił politycznych w naszym kraju. Do tego pomoc z Unii Europejskiej.
    Unia, czyli głównie nasz Wielki Sąsiad z Zachodu powinien okazać zainteresowane tą inicjatywą. Dalczego?
    Bo wzmacnia potencjał obronny ich sąsiada ze wschodu, opierając to wzmocnienie na ZDECENTALIZOWANYCH strukturach proponowanej przez Pana OT. W Unii mocno popierają wszelką decentralizację. Popierają REGIONALIZMY i miłość do małych ojczyzn. Jednym z powodów tego popierania jest oczekiwanie na wzmacnianie fundamentów społeczeństwa obywatelskiego, czemu Pana idea bardzo dobrze odpowiada. Tego społeczeństwa obywatelskiego nie da się zadekretować ani utworzyć na szczeblu Państwa, to musi zacząć się na samym dole. Idea lokalnych formacji OT służy takiej integracji i działaniom zwiększającym poziom kapitału społecznego.
    Te dwa elementy budują i wzmacniają wzajemne zaufanie, co jest podstawowym warunkiem budowy społeczeństwa obywatelskiego.
    Serdecznie Pana pozdrawiam, dziękując za zajęcie się ciekawym tematem.

  2. Panie 16 patriota, zgadzać się można ale kto to uznaje za ważne ? my 3 ej ?

  3. Już widzę, jak trepy oddadzą kawałek tortu. Poczują się niepotrzebni! Będzie jak z cywilną kontrolą nad armią na początku lat 90.

  4. Organizacja obrony państwa powinna opierać się na pospolitym ruszeniu, wykorzystanie samorządowców to bardzo dobry pomysł

  5. Jako uzbrojenie proponuje widły, cepy, sekatory i piły łańcuchowe (te od strażaków). To oczywiście na czołgi atakujące gminy, bo w powiatach będzie cięższy sprzęt: glebogryzarki, pługi śnieżne, śmieciarki (po lekkim opancerzeniu) i traktory z roztrząsarkami gnoju. Wróg zalany gnojem rychło sie wycofa i opuści teren waszego powiatu. Pan Zenek ze starostwa (ten co bierze w łapę od firmy ogrodniczej tylko 10%) stanie na czele oporu zbrojnego jako marszałek polny. No chyba że wróg zapłaci mu za kolaborację 11%, wtedy powiat ogłosi niepodległość. Autorowi proponuję na początek poszukać odpowiednio dużej pałki i stuknięcie się solidnie w głowę na otrzeźwienie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.