Ostatnie tchnienie

Nie wiem, gdzie jestem

Ani jak się tutaj znalazłem

Ale strasznie ciemno

I ciasno tu jest

I bardzo się boje

Z każdej strony otaczają mnie

Inne przerażone konie

Lecz ten tłok i ścisk nie pomagają

Przezwyciężyć poczucia samotności

 

Pustki…

 

Moje ciało wyczerpane

Jest trudami ciężkiej podróży

Nie mam już sił

By stać na własnych nogach

Cały drżę z wysiłku

Wzrok zachodzi mi mgłą

Nie chcę dłużej walczyć

 

Upadam…

 

Nie czuję bólu

Cierpienie się ulotniło

A ja znów galopuje z moimi braćmi po wiecznie zielonych łąkach…

6 myśli na temat “Ostatnie tchnienie

  • 9 czerwca 2014 o 16:24
    Permalink

    Bardzo dobrze ujęty temat, życie niestety składa się też z tej niechcianej strony i należy tylko żałować ale również pisać.

    Odpowiedz
    • 9 czerwca 2014 o 18:57
      Permalink

      Wiele osób unika trudnych tematów po prostu odwracając głowę. Ja tego nie robię…

      Odpowiedz
  • 9 czerwca 2014 o 21:12
    Permalink

    Jak zawsze przeczytałem z przyjemnością…
    Kiedyś napisałem troche podobny wiersz…
    Poswiecony naszym mniejszym braciom…

    Odpowiedz
    • 10 czerwca 2014 o 20:14
      Permalink

      Mniejsi Bracia zasługują na uwagę, a przede wszystkim na naszą miłość.

      Odpowiedz
  • 9 czerwca 2014 o 21:25
    Permalink

    Moje, bardzo stare:

    Na specjalną prośbę Joasi o jakieś Wspomnienie o Jej Togusiu
    (I dla wszystkich którzy kogoś Tam mają…)

    Na zielonych łąkach za tęczowym mostem
    Za Ostatnim Mostem – są łąki pachnące

    Kocham się wytarzać na tej rajskiej łące…
    Nie brak nam niczego za tęczowym mostem…

    Chmury jak lodowce w lazurowym niebie…
    I wszystko tak piękne… Tylko brak mi Ciebie!

    a kiedys… później napisalem o kolejnym odchodzącym Bracie naszym:

    Gdzieś odchodzą, odpływają
    Iskra w oku jeszcze żywa
    Kiedy z troską się pochylasz
    Ogonami nie merdają
    Kiedy z życiem się przegrywa…

    Odpływają po cichutku
    Na swe łąki tak zielone
    Tak pachnące, tak wesołe
    By zapomnieć o Twym smutku…
    Twej rozpaczy w każdym słowie…

    Gdzieś odeszły, nie są z nami
    Nie merdają ogonami
    Już swym wzrokiem Cię nie śledzą
    Już są tam, hen – za niebieską miedzą….

    Odpowiedz
    • 9 czerwca 2014 o 21:53
      Permalink

      Jak bardzo ładnie opisane, mam wiele takich wspomnień moich braci mniejszych co odeszli do krainy wiecznych łowów, zaznaczam przygarniam tylko te, które pojawiły się przed chałupą i oczami powiedziały, że nie mają dokąd pójść.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.