Społeczeństwo

Orliki i autostrady prawie wszyscy mają wiadomo gdzie

 Dobrze, że ktoś z rządzących pokazał społeczeństwu, że establishment jeszcze nie stracił kontaktu z rzeczywistością. Ludzie naprawdę mają wiadomo gdzie, te wszystkie Orliki i autostrady także. Pierwsze ponieważ nie mają z nimi styczności, albo słyszą że są źle wykonano, a drugie ponieważ mało kogo stać na to, żeby korzystać z autostrad w Polsce, ponieważ te są tak drogie, że to wyzwanie przejechać się z Warszawy do Poznania lub nawet z Krakowa do Katowic.

Niestety nie udały się dwie kadencje rządu! Rząd nie zrobił tego do czego się zobowiązał. Gdzie jest gazoport? Gdzie są elektrownie atomowe? To sprawy strategiczne, które zostały opóźnione i zaprzepaszczone, co w kontekście utraty szansy na „łupki” powoduje, że z nieco większą pokorą powinniśmy pochylić się nad atomem. No chyba, że uśmiercenie idei polskiej energii jądrowej to ukłon w stronę naszego ekologicznego zachodniego sąsiada, który nie wytłumaczyłby własnej opinii publicznej, że elektrownie w Polsce są bezpieczne? Tylko w takim przypadku, jeżeli to nie jest ograniczona suwerenność, to co to miałoby być?

Tak samo jak Orliki i autostrady, większość Polaków ma gdzieś w ogóle polityków, politykę a w konsekwencji państwo i jest to wina tego establishmentu, ponieważ nie jest w stanie prowadzić poważnej dyskusji ze społeczeństwem o przyszłości państwa, woli albo udawać, że nie ma problemu (demografia), albo po prostu oszukiwać, że jest wspaniale (Irak, Afganistan), dopiero przyparty do muru – podejmuje decyzje, które musi podjąć z powodów systemowych, mając świadomość że nikt ich nie będzie kontestował. Brak dyskusji, należytego przedstawiania spraw, priorytetów, czegokolwiek, co powodowałoby, że obywatel chcąc otrzymać informację i napisać nawet na przysłowiowy „Berdyczów” swoje zdanie – mógłby zostać wysłuchany. Tego nie ma, dlatego Polacy nie czują się związani z tym państwem, które staje się przestrzenią wypełnioną przez markety, sklepy dyskontowe, multipleksy i strefy ekonomiczne, gdzie można traktować pracujących Polaków gorzej niż niewolników w starożytności – każąc im żyć w Polsce przy stawce 6,2 zł za godzinę pracy! W tym sensie rzeczywiście miał rację jeden z mówców, że istniejemy tylko na papierze.

Polska stała się kolonią gospodarczą ze słabym zarządem o ograniczonych kompetencjach, nie posiadającym możliwości skutecznego działania nawet na własnym podwórku. Jeżeli decyzje strategiczne o znaczeniu systemowym – zmieniającym realia nie są możliwe (elektrownie atomowe i inne), do tego bez emocji godzimy się na to, żeby prawo dla Polski ustalała bez naszego wpływu Bruksela (mamy za mało urzędników w Unii) jak również spijamy prawo z USA jako prawdę objawioną – to naprawdę nie nazywajmy tego tworu państwem, Polska nie jest na serio. To splot cudzych interesów i ograniczeń narzucanych ludności tubylczej przez sprytną kastę, która się załapała na stanowiska menadżerskie. Reszta jest po to, żeby ciemną masę trzymać w niewiedzy, nieświadomości, opóźnić reakcję, zapełnić świadomość konsumpcją głupiej i niepotrzebnej elektroniki, idiotycznego sportu (cudzego głównie), albo marzeniami o wyśnionym świecie (dla kobiet).

W czasach ostatniej niemieckiej okupacji naszego państwa – problem aprowizacyjny Generalnego Gubernatorstwa rozwiązywano poprzez eliminację ludności bezpośrednio niepracującej dla wielkiego dzieła Rzeszy. Najwięcej zabijano Żydów, ale również masowo likwidowano bezproduktywnych Polaków. Dzisiaj, bez okupacji dzieje się to samo – nie rodzą się kolejne pokolenia Polaków, ponieważ ich rodziców nie jest stać na to, żeby móc finansować koszty utrzymania swoich rodzin z dziećmi. Takie są nagie i gołe fakty – a to się bierze stąd, że mamy np. systemowo nieco droższy prąd od sąsiadów, gaz, ropę i inne nośniki energii, przez co musimy więcej tego co zarobimy (wyprodukujemy) przeznaczać na utrzymanie gospodarki w ruchu. W efekcie zostaje mniej dla nas na konsumpcję – jesteśmy mniej efektywni, niż moglibyśmy być.

Esencją problemu jest to, że ani Orliki, ani same autostrady nie służą do dokonania wielkiego skoku rozwojowego – przesunięcia naszego państwa w rozwoju do przodu. To się nie dzieje, nie działo i nie zostanie spowodowane nawet przez 1000 Orlików, do których w każdym przypadku byłby zjazd z autostrady. Wielka szkoda, że pan premier nie rozpoczął inwestycji od budowy dróg lokalnych, powiatowych, wojewódzkich – potem międzyregionalnych, a zamiast Orlików nie stawiał bibliotek, ponieważ tu o zmiany w percepcji chodzi i ułatwienie dostępu do wiedzy. W „gałę” można „haratać” na kawałku łąki, ale nie znajdzie się na niej dzieł Sofoklesa, nie mówiąc już o kursie podstaw programowania. Jednakże tylko na tyle starczyło wyobraźni, więc mamy to co mamy. Orliki i autostrady prawie wszyscy mają wiadomo gdzie, podobnie polityków i w konsekwencji państwo.

2 komentarze

  1. Autor trafił w dziesiątkę z tymi orlikami i autostradami, czasami chodzę do wiejskiego sklepiku po piwo, no i co słyszę od panów którzy piją piwo (zaznaczam nie na ławeczce przed sklepem, gdyż nie wolno a wszystko z powodu demokracji), tu cytaty: “a po ch*j te autostrady do nas do wsi nie dojeżdża żaden autobus, ostatnio asfalt położyli za Gierka a teraz to same wertepy, że trudno rowerem przejechać, kolejny tekst: czy orliki to to samo co sokoły?”
    Rządzący, takiej Polski jest bardzo dużo, Polska to nie tylko ulica Wiejska (nomen omen nazwa adekwatna) i wszelkie ministerstwa, zapomnieliście, że istnieje jeszcze społeczeństwo i ono wcale nie jest takie głupie.

  2. inicjator_wzrostu

    Orliki są świetne,a autostrady obniżają mleczność krów. Niech żyje inicjator ORLIKÓW!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.