Polityka

Opcje zachowania się w przypadku konfliktu kraju bałtyckiego z mniejszością narodową?

 Ponieważ jak wiadomo jesteśmy regionalnym mocarstwem, w którym pośredni doradca premiera może łajać w mediach premiera innego kraju akurat goszczącego w Warszawie, a wiele mówi się o wojnie hybrydowej to czas się zastanowić, jakie mamy opcje zachowania się w przypadku konfliktu jakiegoś kraju bałtyckiego z mniejszością narodową?

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że w niektórych krajach bałtyckich dzieje się źle, nie są przestrzegane prawa człowieka i obywatela, ponieważ część ludności odrębnej etnicznie, językowo i w części religijnie od dominujących w tych krajach narodowości jest stale pozbawiona części praw i w różnym stopniu prześladowana ekonomicznie, politycznie i środowiskowo.

Przypadki państwowej ksenofobii dotyczą w największym stopniu dużych mniejszości narodowych na terenach zajmowanych przez te państwa, w przypadku Estonii i Łotwy jest to ludność rosyjskojęzyczna, w tym w znacznej mierze Rosjanie, a w przypadku Litwy są to przeważnie Polacy, z pewnym zauważalnym dodatkiem mniejszości rosyjskiej.

Problem polega na tym, że te państwa zostały przyjęte do Unii Europejskiej i do NATO, z nadzieją, że poprawią standardy odnoszenia się do mniejszości narodowych, a tymczasem w tych krajach owszem doszło do afirmacji praw mniejszości, ale seksualnych, lub mniejszości napływowych w okresie ostatnich 20-kilu lat, natomiast mniejszości narodowe obecne w tych krajach od pokoleń zdarza się, że są systemowo dyskryminowane i prześladowane, ewentualnie traktowane ambiwalentnie – co również jest jakąś formą dyskryminacji.

Trudno jest ocenić jaki jest realny stan świadomości lokalnych społeczności, jednakże należy się przygotować na najgorsze, albowiem właśnie dorasta pokolenie kolejnych ludzi – z rodziców już narodzonych w „wolnych” krajach. Jest to tak naprawdę drugie pokolenie prześladowanych mniejszości narodowych, które już w ogóle nie pamięta jak to było – nie być obywatelem II-giej kategorii w swoim własnym kraju. Bunt młodych może zaistnieć, może mieć charakter narodowo-wyzwoleńczy, ponieważ dzieci mniejszości – zdarza się, że są na przegranej pozycji wobec swoich prawidłowych-etnicznie rówieśników i rówieśniczek. Ich jedyną winą jest to, że rodzice mówili do nich w języku rosyjskim lub polskim. To okazuje się być dyskwalifikujące w podziale miejsc na studia, możliwości otrzymania pracy w urzędach państwowych, karierze w wojsku itd. O kwestiach kulturowych, jak próby niszczenia pamięci historycznej przez usuwanie pomników dziadków tych ludzi, przez władze państw które w mniejszym lub większym stopniu kolaborowały z hitlerowskimi Niemcami, a ich obywatele masowo służyli w faszystowskich formacjach wojskowych to prawdziwy skandal i wielka próba zakłamania historii, przy której nawet nasz minister spraw zagranicznych ze swoimi wypowiedziami jest wyjątkowo delikatny i jedynie subiektywny.

Generalnie jeżeli doszłoby tam do słusznego powstania przeciwko dyskryminacji, wykluczeniu i prześladowaniu z powodów narodowych, to powinniśmy jako kraj demokraczyny, inkluzywny, genderowy i popierający afirmację mniejszości – takie powstania ze wszelkich sił, włącznie z użyciem sił zbrojnych (po uzyskaniu mandatu międzynarodowego) – jeżeli doszłoby do masakry ludzi poprzeć. Nie można pozwolić na odradzanie się systemu faszystowskiego w tych krajach, które kłaniały się Hitlerowi, a czymże jak nie dążeniem do faszyzmu jest polityka apartheidu niektórych z tych państw wobec mniejszości? Zło trzeba wytępić w zarodku, nie można pozwolić mu się rozwinąć, ponieważ tylko zginie więcej ludzi i będzie więcej zniszczeń. Jeżeli któreś z państw bałtyckich zdecyduje się na wojnę z własnym narodem, a właściwie z tą jego częścią, którą wyklucza politycznie z życia we wspólnocie, to należy działać – oczywiście w ramach NATO, Unii Europejskiej, OBWE i ONZ.

Te wszystkie organizacje przecież tak wiele mówią o równouprawnieniu i zakazie dyskryminacji Z JAKIEGOKOLWIEK POWODU! Więc nie mogą być głuche na prześladowanie ludzi.

Jest oczywistym, że stale jesteśmy w jakimś okresie przejściowym, w którym te kraje ciągle mają jeszcze czas dany im przez Komisję Europejską i partnerów z NATO, na odpowiednie dostosowanie swojej polityki, a ponieważ są to sprawy wyjątkowo delikatne – to może trwać jedno pokolenie, gdyż taka jest natura tych relacji, że trzeba szanować prawa wszystkich, w tym także większości. Jednakże już jest najwyższy czas, żeby te kraje rozliczyć z praktycznego stosowania polityki równościowej i włączającej – mniejszości narodowe w życie społeczeństwa i gospodarki swoich krajów.

Natomiast jeżeli doszłoby do tłumienia pokojowych demonstracji zwykłych spokojnych ludzi, którzy po prostu chcieliby mieć prawo mówić w języku swoich Ojców i Matek, już o takich ekstrawagancjach jak np. podwójna pisownia nazwisk w dokumentach urzędowych nie wspominając! To wówczas będzie trzeba coś zrobić – żeby powstrzymać nacjonalizujące się reżimy w tych państwach na ich drodze do pełni ksenofobii i faszyzmu, który sądząc po rokrocznych zjazdach weteranów dywizji SS w niektórych z tych krajów – nie w pełni przeszedł do historii.

Chodzi w tym wszystkim przecież o dobro tych krajów i ich ludności, Europa musi wziąć odpowiedzialność za ich funkcjonowanie, jeżeli instytucje polityczne, jak wiadomo – nie w pełni demokratycznie wyłonione (część mieszkańców z mniejszości narodowych w niektórych krajach nie ma praw wyborczych bo nie może dostać paszportu kraju bałtyckiego, bo warunkiem jest znajomość języka narodowego, z których każdy jest niepowtarzalnym unikatem na skalę globalną) – posuną się do rozwiązań siłowych. Ponieważ jeżeli tego wysiłku przywrócenia na tych terenach demokracji, bezpieczeństwa, porządku i wprowadzenia rządów prawa – nie podejmie Europa i oczywiście NATO, to może się zdarzyć, że jakiś inny czynnik z zewnątrz – będzie zmuszony do interwencji jak rodacy jego obywateli będą zabijani na ulicach miast w tych państwach, albo zaczną znikać w niewyjaśnionych okolicznościach, co już nie raz miało miejsce, ale zachodnie media o tym nie piszą.

Wówczas – z powodu polityki apartheidu i niedoleczenia faszystowskiej choroby w tych państwach, może dojść do globalnego konfliktu, a może nawet i do wojny najpotężniejszych sojuszów wojskowych na naszej planecie. Proszę się zastanowić co jest ważniejsze pokój, czy naciąganie prawa międzynarodowego przez niektóre państwa prześladujące mniejszości i dlaczego mamy być pociągani do odpowiedzialności wojskowej z powodu czyjejś błędnej, złej i wrogiej wartościom europejskim polityki? Sojusz wojskowy w którym jesteśmy zobowiązuje nas do wsparcia tych państw w przypadku zagrożenia, jednakże nie wchodzą w grę przypadki, jeżeli to zagrożenie będzie wywołane agresywną, wieloletnią i konsekwentnie realizowaną polityką apartheidu przez te kraje.

Ponieważ jesteśmy krajem, którego autochtoniczni obywatele wraz z częścią terytorium przeszli pod władanie administracyjne innego państwa, powinniśmy w NATO i w Unii Europejskiej – wykluczyć się i swoje terytorium ze stosowania artykułu 5 Traktatu, ponieważ mamy prawo zachować neutralność, właśnie w interesie nie prześladowania naszej mniejszości na terytorium administrowanym przez to państwo. Będzie to optymalne rozwiązanie, które wskaże wszystkim graczom w pobliżu, że Polska nie chce się angażować w żaden konflikt, ponieważ ma wyraźne interesy narodowe na tym terytorium i najbardziej interesuje nas zachowanie status quo, który może nie jest sprawiedliwy i na pewno jest daleki od optimum możliwych stanów rzeczy, ale nie będziemy podważać porządku międzynarodowego. Bo to nie jest w naszym interesie. Takie stanowisko powinno być jednoznacznie zakomunikowane państwom bałtyckim i sojusznikom z NATO, żeby nikt nie miał wątpliwości co do naszych intencji. Kraje NATO posiadają potężną flotę i silne lotnictwo, na pewno sobie poradzą, jeżeli będą chciały wejść w jakąkolwiek awanturę na tym terytorium, ale nam najlepiej byłoby właśnie przez wzgląd na kwestię naszych mniejszości narodowych w tych krajach – zachować dystans. Wówczas nikt nam nie zarzuci, że przykładowo zastosowaliśmy politykę faktów dokonanych, a przede wszystkim nie będziemy wciągnięci do wojny.

Takie nastawienie to wyraz głębokiego pragmatyzmu, który leży jak nigdy w naszym interesie. Po awanturze na Ukrainie, gdzie wedle dostępnych sondaży 65% Polaków jest przeciwne wspieraniu militarnemu tego kraju! Nie można pozwolić na wmieszanie się w kolejną ksenofobiczną rozprawę z mniejszościami narodowymi. Jest bowiem oczywiste, że to wszystko jeżeli się wydarzy, to będzie inspirowane przez pewne państwo, które uparło się, żeby jednocześnie osłabić Rosję, a równolegle rozbić Unię Europejską i pozbawić ją strategicznych związków z Rosją.

Jeżeli postawimy sprawę odpowiednio wcześnie – jasno i konsekwentnie, to w przypadku zagrożenia, będziemy grali w otwarte karty. Oczywiście nasze niezaangażowanie się militarne nie może wykluczać przypadku np. misji humanitarnej lub logistycznego wsparcia wojsk ONZ lub misji policyjnej innej organizacji międzynarodowej, która pilnowałaby terenów zamieszkałych przez mniejszość narodową w tych państwach przed przypadkami najazdów i prześladowań przedstawicieli większości wspieranych tajnie przez ich państwa (casus tzw. Kosowa – siłą oderwanej Serbii Prowincji Autonomicznej Kosowo i Metochia).

Rząd w Polsce musi jasno i głośno argumentować na forum międzynarodowym, że nie damy się wciągnąć w żadną prowokację, ze strony niektórych sił politycznych tychże państw, inspirowanych przez czynniki zewnętrzne skupione w pewnej byłej brytyjskiej kolonii pomiędzy dwoma ocenami. W naszym interesie jest pokój w regionie i nie mamy zamiaru dać się sprowokować i wykorzystać do uczestniczenia w awanturze politycznej, wynikającej z błędnej polityki tych państw. Ponieważ mamy w tym interes ze względu na własną mniejszość narodową, wiele krajów w Organizacji Narodów Zjednoczonych na pewno nas zrozumie, a nawet pochwali za antycypacyjną politykę pokoju i zrozumienia w regionie, który Polska powinna właśnie w ten sposób stabilizować, a nie nawet biernie przyczyniać się do polityki apartheidu jakiej hołdują w tych państwach.

W przeciwnym wypadku grozi nam wejście bez własnej woli – jako terytorium – do wojny regionalnej, która może wyczerpać nasze zasoby i doprowadzić do resetu państwowości. Na czym oczywiście najbardziej zyskaliby pewni nasi zachodni sąsiedzi, po prostu powielając naszą złą politykę – zabezpieczenia polskiej mniejszości na Litwie, poprzez zabezpieczenie własnej mniejszości w Polsce – pogrążonej w wojnie lub po wojnie jako państwie upadłym.

Musimy mieć świadomość faktu, że w przypadku straty państwowości, warunkiem niektórych sojuszników i sąsiadów na uznanie odnowionego rządu w Polsce, może być postulat powrotu do stanów administracyjnych z 1938 roku. Dlatego wszelkie działania w przedmiocie popierania apartheidu państw winnych prześladowania mniejszości muszą być przez nas nazywane po imieniu i należy się im przeciwstawić. Polska od lat stosuje własne, jedne z najwyższych w Europie standardy traktowania mniejszości narodowych. Nie straćmy tego dziedzictwa! Problem krajów bałtyckich jest widoczny od lat, te kraje z pełną świadomością i premedytacją prowadzą określoną politykę narodowościową, wobec mniejszości sięgających około 40% populacji w przypadku niektórych z nich! Niech same ponoszą konsekwencje w przypadku eskalacji prowadzonej przez nich polityki, którą można porównać do apartheidu w Republice Południowej Afryki, a nie standardów demokratycznych państw Unii Europejskiej i NATO, w których dokonuje się oficjalnej afirmacji „gender”, a co dopiero kwestii mniejszości narodowych i etnicznych! Jeżeli przez tyle lat, te państwa nie były w stanie ułożyć swojej polityki wewnętrznej i czekają na to, aż ci ludzie wymrą lub wyjadą, to nie może być mowy o tolerowaniu takiej polityki, ponieważ zaprzeczylibyśmy własnym standardom. Nie stać nas na taką hipokryzję w tym stanie Unii.

3 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Nikt nie zaatakuje krajów nadbałtyckich oraz Finlandii.
    To są odwieczni sąsiedzi Rosjan i to sąsiedztwo jest obopólnie korzystne.
    Rządy mijają, sankcje przestaną obowiązywać, wzrośnie wymiana handlowa Rosji z Finlandią, wszystko wróci do normy.
    Protestanckie i pracowite społeczeństwa Finlandii, Estonii I Łotwy powrócą do normalności, gdy zauważą że są INSTRUMENTEM sił Zachodu przeciwko Rosji.
    Nikomu nie opłaci się wojna, jak pokazuje ostatnia DOMOWA na wschodzie Ukrainy.
    Pozostają po niej trupy, ruiny i zgliszcza oraz nie wypłacane renty i emerytury.
    Pozostaje nienawiść albo co najmniej NIECHĘĆ do sąsiada.
    Jest tyle jeszcze do zrobienia i modernizacji w omawianych krajach, że dodatkowy wysiłek w ewentualną odbudowę powojenną – nie ma najmniejszego sensu.
    Utraty państwowości nie należy się obawiać, czego przykładem jest np. Polska.
    Na obecnych terenach nadal będzie powiewała flaga polska, obok unijnej.
    Tylko że właścicielami wszystkiego – nie będą już na niej Polacy.
    Co więcej, nie tylko że przestaną być właścicielami, to staną się niewolnikami własnych DOŻYWOTNICH zadłużeń.
    I wówczas mogą sobie śpiewać ROTĘ do woli, w dowolnej tonacji i z dowolnym zakończeniem.

  2. xxxxxx nienawidzą POlaków, genetycznie, uczą się od rodziców i w państwowej szkole że Polska to ich wróg a Polacy to dzikusy. żadnej współpracy z tymi ludźmi.

  3. Na Litwie Polacy i Rosjanie razem.

    http://www.mysl-polska.pl/node/364

    I ten właśnie sojusz jest tak niestrawny hochsztaplerom
    politycznym w Warszawie i Wilnie.

    Nie – obywatele łotwy.

    https://prawda2.info/viewtopic.php?t=23161

    Jak widać Pribałtyka ma sporo brudu za uszami,może dlatego, że jest członkiem UE?
    Taki stan nie może ciągnąć się
    poprzez dziesięciolecia i jednocześnie gloryfikować
    własnych bandytów z europejskich formacji SS.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.