Wojskowość

Opcje strategicznej odpowiedzi na rosyjski atak jądrowy

 To nie jest prawda, że Polska nie ma możliwości udzielenia odpowiedzi zbrojnej o charakterze strategicznym na rosyjski atak jądrowy. Przypomnijmy, tego typu ataki na Warszawę (w jej rejon) były opcjonalnym elementem jednych z ostatnich ćwiczeń wojskowych Państwa Związkowego Rosji i Białorusi (przewidywał to scenariusz już ćwiczeń Zapad 2009). Scenariusz cyklicznych ćwiczeń zakłada zwrot obronny i przejście do kontrofensywy na Zachód, której elementem było uderzenie pociskiem jądrowym małej mocy przenoszonym przez rakietę, czyli środkiem rażenia, wobec którego dzisiaj Polska jest bezbronna. Byłby to akt jednoznacznie wrogi ze strony Federacji Rosyjskiej gdyby, – o czym trzeba pamiętać, nie było to ćwiczenie w odpowiedzi na atak ze strony państw zachodnich. Pomimo tego, jest to działanie asymetryczne, które należy uznać za rosyjską świadomość, co do słabości własnej obrony. Od czasu członkostwa polski w Sojuszu, nie było żadnych ćwiczeń wojskowych, których elementem byłoby ćwiczenie ataku jądrowego na np. Mińsk lub Moskwę. Białorusini popełnili bardzo poważny błąd godząc się na taki scenariusz ćwiczeń, albowiem symetryczna odpowiedź NATO sięgnie ich stolicy. Jednakże, to już jest wybór Białorusi, korzystają z opieki potężnej Rosji, jednak jak widać nie dość potężnej, żeby sprostać w razie konfliktu polskiej armii w polu, stąd pomysł w istocie terrorystyczny – ataku jądrowego na stolicę sąsiedniego kraju. To samo w sobie jest czymś niesamowitym.

Można się dziwić, że nasi rosyjscy partnerzy mają pretensje o zaangażowanie władz Polski w poparcie dla przemian na Ukrainie, niby czego się spodziewali po tych ćwiczeniach? Żadne państwo na poważnie myślące o swoim bezpieczeństwie nie może przemilczeć faktu, że termonuklearne supermocarstwo planuje zniszczenie jego stolicy w jądrowej kuli ognia. Można wiele powiedzieć o polskiej polityce wobec Ukrainy w ostatnich trzech latach, jednak dla każdego, kto umie czytać opcje strategiczne jest zrozumiałym, że to adekwatna odpowiedź Polski na rosyjsko-białoruskie plany obronno-zaczepne. Rosjanie ewidentnie przestrzelili demonstrując własną słabość, albowiem co, jak co, ale już ćwiczenie uderzenia jądrowego musiało poruszyć nawet zależnych polityków w Warszawie. Warto pamiętać, że fakt ćwiczenia przez Rosję jądrowego unicestwienia Warszawy, nie był naświetlany polskiej opinii publicznej, żeby nie szerzyć paniki. Jest to rozsądna strategia informacyjna, albowiem jeżeli czemuś nie da się przeciwdziałać, nie ma po co się tego czegoś bać. To rozumowanie w zupełności leżące w polskim charakterze.

Mamy, więc istotne wyjaśnienie dla pragmatyzmu polityki polskiej wobec narodowej opcji ukraińskiej, niestety Warszawa wybrała mniejsze zło, w jej mniemaniu, a ściślej zgodnie z linią polityczną mocodawców. Uwaga – nie tylko, że nie zgadzamy się z tą polityką i ją bez wytchnienia krytykujemy od kilku lat, ale po prostu nie może się z nią zgadzać nikt, kto rozumie mechanikę spraw w Europie Środkowej. W dużym uproszczeniu chodzi o to, że każdy rozsądny analityk rozumie, że Warszawy nie stać nawet na myślenie o możliwości wymiany ciosów z Moskwą. Nie można budować polityki na fikcji, niestety to się działo przez ostatnie lata – prawdopodobnie pod rządami obecnej opcji politycznej, będzie jeszcze bardziej afirmowane.

Jednak soft power na Ukrainie to nie jest pełnia możliwości Warszawy, istnieją jeszcze i są obecnie rozwijane opcje militarne. Zakup pocisków samosterujących JASSM o średnim i dalekim zasięgu, to realna możliwość przeciwdziałania – atakiem na rozpoznane miejsca dyslokacji rosyjskich wyrzutni klasy Iskander. Jeżeli do tego dojdą jeszcze okręty podwodne zdolne do odpalania podobnej klasy pocisków manewrujących, będziemy w zupełnie innej sytuacji strategicznej. Uzyskamy możliwość symbolicznej odpowiedzi, być może unieszkodliwienia przy pomocy broni precyzyjnej części z bardzo ruchliwych wyrzutni rakiet Iskander. Jednakże to wszystko jest mało, jedynym sposobem na zmuszenie potencjalnego przeciwnika do rozważenia, czy opłaca mu się użyć broni masowego rażenia czy, nie? Jest własna opcja możliwości porażenia bronią masowego rażenia – adekwatnych obiektów, do obiektów zagrożonych. Logika narzuconej przez naszych rosyjskich partnerów symetrii, wymaga od nas ćwiczenia uderzenia bronią niekonwencjonalną na Mińsk, Moskwę lub Petersburg. Przy czym Mińsk wchodzi w grę jako cel, tylko wtedy kiedy atak rakietowy bronią jądrową nastąpi z wyrzutni lub z samolotu, który wystartuje z terytorium Białorusi.

Ponieważ nie mamy własnej broni jądrowej, jak również możliwość pozyskania amerykańskiej taktycznej broni jądrowej jest niepewna – nie mamy żadnej innej opcji, niż opracować (pomimo konwencji), własną broń biologiczną. Tylko ona jest w naszym zasięgu technologicznym, finansowym i czasowym.

Posiadamy stosunkowo duży potencjał w sektorze life science, a ze względu na szeroki zakres możliwych podwójnych zastosowań technologii w nowoczesnej farmaceutyce i szeroko rozumianej genetyce – opracowanie wirusa bojowego, zdolnego do samodzielnej replikacji ograniczonej czasowo nie jest dzisiaj wyzwaniem, którego średniej wielkości firma farmaceutyczna nie potrafiłaby się podjąć. W istocie to tylko kwestia pieniędzy i czasu na badania, jeżeli nie będziemy mieli czasu, zawsze można zdecydować się na broń ostateczną, czyli np. wirus z błędem. Jednakże taki byłby w ogóle poza wszelką kontrolą, uwaga mówimy o broni ostatecznego odwetu – końca świata w odpowiedzi za spalenie w kuli ognia Warszawy.

Z bronią biologiczną problem jest głównie polityczny, wejście w jej posiadanie, mogłoby oznaczać dla nas szereg problemów z zachodnimi sojusznikami. Proszę sobie wyobrazić miny naszych sojuszników, jakby obecny minister obrony pokazał ampułkę z wirusem na konferencji prasowej? Uwaga – proszę pamiętać, że to jest broń ostateczna, której można nie być w stanie kontrolować, pomimo największych starań. Jednakże jest to jedyna broń, która jest w naszym zasięgu tu i teraz. Na broń jądrową nie mamy szans, a broń chemiczna ma zawsze lokalne zastosowanie. Mówimy tutaj o porażeniu celu – miasta wielkiej populacji z przyległościami i możliwości uśmiercenia – miasta za miasto, w odpowiedzi za zamordowanie mieszkańców Warszawy. Tę rolę może z powodzeniem wypełnić właśnie nowoczesny, zmodyfikowany genetycznie wirus.

Broń biologiczna jest bardzo łatwa do przenoszenia, ale trudna do zastosowania. Generalnie, żeby odpowiedzieć na atak na Warszawę, analogicznym atakiem na Moskwę, wystarczy dostarczyć mniej więcej nad jej obszar pojemnik wielkości puszki 0,33 l, dla pewności w kilku egzemplarzach. Do tego najlepsze są drony bojowe, w szczególności małe drony, zdolne do przetransportowania w rejon celu – jeszcze mniejszego drona nosiciela. Dron wielkości małego samolotu (albo pocisk typu JASSM) może przenieść drona nosiciela wielkości dużego ptaka – w technologii niewykrywalnej dla radarów. Praktycznie jest to nie do wyłapania przez współczesne systemy obrony przeciwlotniczej, zwłaszcza jeżeli atak nie miałby charakteru liniowego – z terytorium Polski lub z jej terytorium, ale z zadaną drogą okrężną. Problemem byłoby odpowiednie rozpylenie substancji lub wrzucenie jej np. do wody, gdzie wirus mógłby mutować i się replikować – jednakże tutaj prawdopodobieństwo porażenia można zwiększyć poprzez większą ilość dronów nosicieli. Wówczas wirus się rozwija, do momentu, aż staje się groźny dla populacji – po pierwszej infekcji – przenosi się na kolejnych ludzi, po okresie inkubacji, przechodzi w fazę ujawnienia się i atakuje w sposób ostateczny. W ostateczności to samo może wykonać agent, jeżeli nie udałby się atak. Oczywiście wcześniej zaszczepiony na konkretnego wirusa. Więc nie byłaby to misja samobójcza, tylko sam przeprowadzający atak, byłby najbardziej poszukiwanym człowiekiem (i nietykalnym) przez nieprzyjaciela. Z tego względu użycie „zielonego ludzika” to ostateczność.

Porażenie Mińska lub Petersburga przy posiadaniu takich technologii jest dziecinnie łatwe i może nastąpić w zasadzie ze 100% pewnością. Mińsk leży bardzo blisko, a Petersburg można zaatakować od strony morza. Oznacza to możliwość wykorzystania np. drona pływającego i samojezdnego (miasto od otwartego morza oddzielają zapory).

Warto dodać, że Polska posiada zaawansowane prace nad odrzutowymi dronami, linia rozwojowa takich aparatów latających jest otwarta. Od determinacji rządu zależy, w jakim kierunku pójdą dalej prace. Jak również czy zdecydowałby się np. na utajnione prace nad bronią biologiczną i logistyką ataku za jej pomocą. Uwaga – nie mamy innej alternatywy, chyba, że chcemy patrzeć bezsilnie na parującą w kuli ognia Warszawę. To kwestia strategicznego wyboru odpowiedzi, jako opcji na zapowiadany na ćwiczeniach rosyjski atak jądrowy. Uwaga – to są fakty, nie chcemy tego, jesteśmy temu absolutnie przeciwni, w ogóle nie zgadzamy się z linią polityczną Warszawy, jednakże – to nie my ćwiczymy atak jądrowy na Moskwę, tylko Rosja na Warszawę. Tym faktom nie da się zaprzeczyć, nie możemy być bezbronni, jak również nie mamy, co liczyć na Zachód. Zawsze można się porozumieć z każdym politycznie i właśnie o rozwiązania polityczne chodzi, jednak – ze względu na zapowiedź, a nawet ćwiczenie ataku, musimy mieć możliwość, chociaż w opcji – zastosowania względnie symetrycznej odpowiedzi.

Wniosek tylko od decyzji politycznych zależy to, czy chcemy być nadal bezbronni, czy też chcemy mieć chociaż możliwość zastosowania opcji strategicznej odpowiedzi. Wybór zależy do rządzących.

15 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    Świetne! Po prostu jedno słowo – świetne! Szanujmy się Rosją, ale z zabezpieczeniem. Dokładnie w ten sposób.

  2. AUTOR:,,To nie jest prawda, że Polska nie ma możliwości udzielenia odpowiedzi zbrojnej o charakterze strategicznym na rosyjski atak jądrowy.”
    I TU MA PAN RACJE.ANALIZUJĄC NA DZIEŃ DZISIEJSZY SIŁY I ŚRODKI POSIADANE PRZEZ POLSKĘ TWIERDZĘ Z PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ,ŻE POLSKA MA TAKIE MOŻLIWOŚCI.
    — PO PIERWSZE SIŁY:świetnie wyszkolona rzesza kapelanów
    wojskowych.
    — PO DRUGIE ŚRODKI:woda święcona i kropidła.
    DRŻYJ FEDERACJO !!!
    AUTORZE KĄPIEL W ZIMNEJ WODZIE PANU ZALECAM…

  3. Ciągoty militarystyczne Krakauera,to rzecz znana,a ja ciągle pytam.Po co i imię czego ? Jedyne grupy które głoszą pretensje wobec Polski to neobanderowcy z hasłem Ukraina od Rzeszowa i Przemyśla. I tu akurat cisza,jak i tragedii Wołyńskiej!

  4. Z bronią biologiczną jest pewien problem. Działa nieco podobnie jak pożar w puszczy w której mieszkamy. Jej użycie jest wyzwoleniem procesów biologicznych o nieprzewidywalnym kierunku, zasięgu i czasowym zakresie działania. Może się okazywać równie zabójcza zarówno dla atakującego jak i atakowanego. Ponadto jej tworzenie, wytwarzanie i posiadanie stwarza poważne ryzyko wywołania pandemii o zasięgu HIV czy (prawdopodobnie) ZIKAV. Natomiast rosyjskie ćwiczenia jądrowego odparowania Warszawy (a w planach zapewne i innych polskich miast) jest pokłosiem naszych polskich snów o potędze. Rosja bowiem nie ma i nie będzie miała żadnego interesu w podboju Polski. Natomiast “rosyjskie zagrożenie” to zagrożenie odwetem na wypadek NATO-wskiego ataku na Rosję. A tu istnieje strategiczny kierunek jego neutralizacji. Jest nim rozmieszczenie na naszym terytorium nie i montowni i magazynów wojskowych, lecz istotnych elementów gospodarki USA i zachodnioeuropejskich członków NATO. Gdyby na polskiej ziemi funkcjonowały istotne instalacje przemysłowe i ośrodki badawczo-rozwojowe USA i Niemiec, koszty ataku z polskiego kierunku podważyły by jej opłacalność wojny. To było by najskuteczniejszym środkiem ochrony przed rosyjskim uderzeniem odwetowym. Niestety nasza polityka zmierza akurat w przeciwnym kierunku, co nakazuje raczej odbudować (zdewastowane po zakończeniu zimnej wojny) schrony dla ludności cywilnej. Bowiem założyciele NATO budują swoje plany w oparciu o koncepcje strefy zgniotu czyli “nasze łupy polskie straty”. A to daje nam mandat do stawiania żądań warunkowanych nawet wystąpieniem z NATO i przesunięciem strefy buforowej o 500 kilometrów na zachód. Jeżeli tego nie osiągniemy, to nasze wydatki zbrojenie ofensywne będą tylko marnowaniem środków które można by efektywniej wykorzystać na budowę środków umożliwiających przetrwanie jak największego odsetka ludności.

  5. Wladyk, tu się z tobą zgadzam, a Jerzyjj też. Pozdrawiam.

  6. ja cycki

  7. Dobrze że OP potrafi rozważać na takie tematy.

    Żyjemy w niepoważnym świecie plotek i bełkotu polityków.

    Takie rzeczy się robi i ma, wraz ze sposobem ich przenoszenia i szczepionkami dla swoich.

    Tylko że w naszym kraju, gdzie się ujawnia aktywa wywiadu i to sprzed paru lat – zachowanie czegokolwiek w tajemnicy – nie uda się.

    Zatem wcale nie należy poruszać tego tematu.

    Nawet jako HIPOTEZY.

    Amen!

  8. Szanowni Państwo. Od kilku już lat próbowałam uzyskać odpowiedź na temat następujący. Broń jądrowa wybucha w Warszawie, czy w innym miejscu (miejscach) w Polsce i co dalej? Jaki interes mieliby Rosjanie lub inne państwa (potencjalni agresorzy) w takim scenariuszu. Dla Niemiec to tragedia – na obszarze Polski chaos, skażony teren (skażenie dotarłoby także rykoszetem do Niemców i innych krajów. Centrum Europy na dziesiątki lat jest nie do zamieszkania, a poza tym szkodzi szalenie innym państwom. Mówiąc brutalnie ofiary są nie tylko w Polsce ale we wszystkich ościennych państwach. Czy zatem Niemcy nie zrobią wszystkiego, aby po prostu siebie ratować. Z drugiej strony podobnie jest dla Rosjan – wbrew pozorom jakieś tam interesy Rosja realizowałaby w Polsce zajętej przez siebie – w przypadku skażenie sa jedynie straty “na zawsze” Jaki interes miałyby jakiekolwiek państwa w unicestwieniu terytorium Polski. Nikt nie mógłby robić tu żadnych interesów. Jeżeli popatrzymy na Polskę jako obszar do zdobycia przez któregokolwiej sąsiada to napewno chodzi o zdrowym środowisku i dużej liczbie konsumentów. Kto w takim razie w takiej sytuacji byłby takim idiotą. Pan Putin nie jest idiotą, Pani Merkel – sory, ale jeśli Niemcy część naszego terytorium uważaliby za swoje, to zrobią wszystko aby nic takiego tu się nie zdarzyło. Czy mam rozumieć, że rozważania o atomie nad Polską to jesdynie straszanie nas Polaków, czy realane jednak zagrożenie. Jeżeli są potencjalni chętni na atom nad Polską – to co oni zyskują…
    Proste pytanie..

  9. Dziwaczne spekulacje . Rosja ma uderzyć na nas ? Wolne żarty !
    Nie uderzyli nawet na Upadlinę by zapobiec mordowaniu Rosjan . Wolę znacznie bardziej trafne spekulacje – jak obronić się przed uderzeniami głupoty politycznej rządzacych nami ???

  10. Rozpoczecie cwiczen z uzyciem broni niekonwencjonalnej przez Polske postawi wszystkie zwiazane z nia centra badawcze razem z cala infrastruktura wspomagajaca na liste priorytetowych celow dla rosyjskiego ataku prewentywnego.

    Nie mowiac juz o centrach produkcji, obslugi lub bazowania jakichkolwiek dronow. Nawet zabawkowych.

    Tak wiec zamiast Warszawy z okolicami warstwa szkla pokryje sie minimum pol Polski. Drugie pol zamieni sie w popiol w momencie kiedy wirus zacznie grasowac w Moskwie lub/i Petersburgu. Wszak rakiety dotra do Polski szybciej niz wirus do wyrzutni w syberyjskiej tajdze.

    Jednak nie moge nie docenic rozmachu marzen o samobojstwie narodowym p. Krakauera – jest on istotnie na poziomie 21-go wieku. Respekt!

  11. Szanowny redaktorze Krakauer jadąc na tym swoim militarystycznym “koniku” naciągnął Pan trochę fakty pisząc, ze Polska nie ćwiczyła uderzeń jądrowych na Moskwę.
    Nie tak dawno w ramach ćwiczeń NATO-wskich nasze słynne “jaszczembie” trenowały wespół z ich pilotami uderzenia na npla ze wschodu pociskami jądrowymi. Nawiasem mówiąc spotkałem się z wypowiedziami, że byłyby to loty polskich kamikadze, tylko w jedną stronę, bo nie mieliby już gdzie powrócić.
    TAKIE ĆWICZENIE JUŻ JEST WYSTARCZAJĄCYM POWODEM DO PRZEĆWICZENIA JĄDROWEJ ODPOWIEDZI. A UDERZENIE NA WARSZAWĘ WSKAZUJE NA RACJONALIZM ROSJAN ELIMINUJĄCYCH JUŻ NA POCZĄTKU KONFLIKTU IDIOTÓW BĘDĄCYCH U STERU WŁADZY, OGRANICZAJĄC TYM SAMYM STRATY LUDZKIE NARODU, KTÓRY BY ONI WYPYCHALI NA RZEŹ.
    Jak nie będziemy prowokować to nie dostaniemy po łbie. I w tym jest całe sedno, że nawet zdawałoby się najbardziej racjonalny felietonista ulega czarom (???) i włącza się w prowokację przeciw FR nieprzymierzając jak pewien były minister SZ w Kijowie na Ukrainie.
    Przyłączam się do @jerzyjj, redaktorze Krakauer koniecznie trzeba wziąć zimny prysznic i to zacząć od głowy.

  12. Ludzie złej woli i ślepi do tego sami weźcie sobie prysznic… ale najlepiej deszczówką, bo zmiękcza może zmiękczy wasze zatwardziałe z nienawiści serca, po pierwsze nadal nie dorośliście do poziomu chociaż czytania na drugim planie tego, co pisze autor, a w tym tekście jest plan pierwszy, drugi i dla naprawdę inteligentnych trzeci… Po drugie, nawet to co jest na pierwszym planie w pełni sie formalnie broni – mówimy o broni ostatecznej… Polskie F16 ćwiczyły zrzut bomb na terytorium Polski, nie symulowano ataku głowicami jądrowymi stolicy innego państwa. Był o tym artykuł. Zresztą szeroko komentowany w Rosji. Ten plan co go autor lansuje nie po raz pierwszy można wcielić w życie, wówczas nikt nas nie zaatakuje. Oczywiście o ile Niemcy i Amerykanie na to pozwolą. Bez ich chociaż milczenia to jest niemożliwe

    • TOBIE DrQ+ PROPONUJĘ RÓWNIEŻ KURACJE ALE NA NOGI BO NA GŁOWĘ JEST JUŻ ZBYT PÓZNO…
      Poniższy artykuł dedykuję imbecylom, którzy są zwolennikami udziału Polski w neo-trockistowskiej krucjacie przeciw putinowskiej Rosji, aby z góry poznali skutki tejże. Stanowi ona adaptację opracowania, które w 2004 roku ukazało się w Bulletin of the Atomic Scientists. Opisuje ona hipotetyczne skutki eksplozji 800 kilotonowego ładunku nuklearnego nad Manhattanem (dzielnica Nowego Jorku).
      Rosyjskie wojska strategiczne posiadają na wyposażeniu tysiąc rakiet z głowicami nuklearnymi, które w pół godziny mogą dotrzeć do granic Stanów Zjednoczonych, w tym 700 z nich zaopatrzona jest w 800 kilotonowe ładunki nuklearne.
      W przypadku omawianej detonacji, w ułamku sekundy głowica osiągnęłaby temperaturę 100 milionów stopni Celsjusza, czyli pięciokrotnie wyższą od temperatury jądra słonecznego.
      Wytworzona w jej rezultacie fala uderzeniowa rozprzestrzeniałaby się z szybkością kilku milionów kilometrów na godzinę. Wytworzona kula ogniowa w sekundę po wybuchu osiągnęłaby około dwu kilometrów średnicy. W ciągu kilkunastu minut, wywołany przez nią gigantyczny pożar wyzwoliłby energię 50 razy większą niż sama detonacja.
      W centrum, detonacja spowodowałaby wyparowanie Manhattanu. Wiatr wywołany różnicami ciśnienia osiągnąłby prędkość 1000 km/godzinę, przewracając wieżowce w dalszej odległości. W odleglejszych dzielnicach takich jak Brooklyn, czy Greenpoint (centrum polonijne), odzież spontanicznie zapalałaby się na przechodniach.
      Ogień zniszczyłby życie i wszystko inne na przestrzeni dziesiątek mil po nawietrznej.. Radioaktywne opady zaczęłyby się w kilka godzin po eksplozji. Ich efekt byłby jeszcze koszmarniejszy i trwał na przestrzeni wieków.
      Imbecylom, którym dedykowałem powyższy artykuł, pragnę dodatkowo wyjaśnić, że skutki wybuchu nuklearnego ładunku są niezależne od położenia geograficznego i nad Warszawą efekt ten były identyczny. Poza tym większość z nich ginęłaby w tak potwornych męczarniach, że świadomość faktu zamienienia Rosji, w odwecie, w radioaktywną pustynie nie byłaby wystarczająca do osłodzenia tych cierpień.

  13. Po prostu głupie i śmieszne propozycje, gdyż w przypadku takiego zagrożenia dla Rosji ogniste kule pokryją całe wschodnie terytorium ojczyzny takich fantastów i wszystkie lotniska i place lotnicze, nawet podwórka. Po prostu koniec Polski będzie jeszcze straszniejszy niż koniec 3ej Rzeszy.

  14. to, że polskie “jaszczębie” (F-16) mają tzw. zamki do przenoszenia broni nuklearnej to jeszcze załatwił “Sikorski” jako min. spraw zagranicznych. To, że polskie “jaszczębie” dzisiaj ćwiczą w Izraelu razem z USA, Grecją (!!!) i USA to w ramach jakiego “paktu”?? I co ćwiczą? Izrael ma broń jądrową a zrzucania takich “zabawek” jest jak bułka z masłem.
    Polskie siły “zbrojne” są w DYSPOZYCJI NATO i Polska nie ma tu nic do gadania (a zestrzelenia ruskiego Miga-24 przez tureckiego F-16 chyba, coś mówi).
    Chcieliśmy NATO, to mamy NATO i cała nadzieja w mądrości Ruskich i……tych za Odrą. Rozpierdzielić Warsiawę przy dzisiejszych możliwościach “technicznych” ruskich, to pikuś. A ponieważ Ruskie głupie nie są to…….palcem nie kiwną bo wiedzą, że Polacy tak się zakiwają się na śmierć na swoim klepisku.
    Całuję rączki – padam do nóżek.
    PS. Chciałbym zwrócić uwagę na jedną drobną okoliczność: Ruski “się bronią” w odróżnieniu od szerzycieli wolności i demokracji. A “bronić się” jest znacznie łatwiej i skuteczniej o czym się np. przekonali Amerykanie w Wietnamie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.