Wojskowość

Okręty podwodne dla Polski jako narzędzie odpowiedzi strategicznej

Celem tego artykułu nie jest przekonywanie do wyboru dowolnej z konstrukcji współczesnych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej, szczegóły techniczne jak również parametry jednostek, czy też oferta ich licencyjnego montażu i offset nie mają w poniższej prezentacji – siłą rzeczy subiektywnej – żadnego znaczenia. Liczy się natomiast kwestia kluczowa, to do czego okręt podwodny może być dzisiaj użyty, tj. do zadania podstępnego pierwszego ciosu, czy też może bardziej odpowiednio jest powiedzieć – do zadania ciosu w ramach odpowiedzi strategicznej na napaść.

Wiele się mówi o planowanych zbrojeniach MON-u, często wypowiadają się naiwniacy, fascynacji, doktrynerzy, zwykli leszcze jak również agentura – podważająca w sposób świadomy, częściowo uświadomiony lub zupełnie głupi potrzebę posiadania przez Polskę kilku ultranowoczesnych okrętów podwodnych. Jednakże nie będziemy tutaj rozbijać mitów o rzekomej nieprzydatności Bałtyku do operowania okrętów podwodnych, jak również nie będziemy powoływać się na wypadki historyczne. Jeżeli ktoś bowiem nie uważa dzisiaj w 2013 roku – okrętu podwodnego za najbardziej przerażający, najbardziej wysublimowany i najbardziej śmiercionośny rodzaj nosiciela uzbrojenia jaki tylko wymyślił człowiek, ten po prostu nie nadaje się nawet do polemiki, a co dopiero do „nawracania”. Potęga współczesnych jednostek podwodnych to wynik ponad 100 lat ewolucji, ciągłego udoskonalania i postępu technologicznego w wielu dziedzinach wiedzy, która czyni okręty podwodne jeszcze groźniejszą, jeszcze bardziej dominującą i jeszcze bardziej przerażającą bronią – o jakiej można w ogóle myśleć. Współczesne okręty podwodne to cicha, brutalna i nie zdradzająca miejsca swojego położenia – śmierć dla wszystkiego co pływa w wodzie, lata nad nią lub jest w zasięgu ich rakiet.

Właśnie o zdolność do rażenia celów naziemnych za pomocą rakiet wystrzeliwanych z okrętów podwodnych tutaj chodzi. Jest to coś porażającego, albowiem łączy olbrzymi zasięg okrętu podwodnego, tajność jego przemieszczania się z precyzją ataku, zasięgiem i siłą rażenia głowic bojowych współczesnych pocisków – siłą rzeczy manewrujących, bo o takich tutaj myślimy. Na okręty z pociskami balistycznymi stać tylko najbogatszych, to nie nasza liga, niestety, albowiem kilka takich pływających narzędzi przedłużających instrumentarium naszej odpowiedzi obronnej to byłoby coś, zmieniającego sytuację strategiczną w regionie i naszą pozycję w NATO. Tymczasem jednak możemy się zaopatrzyć jedynie w okręty posiadające możliwość odpalania pocisków manewrujących lub nie. To bardzo ważna opcja, wręcz o znaczeniu strategicznym, której nie możemy zaprzepaścić. Jeżeli tylko możemy mieć potencjalną możliwość korzystania z tak zaawansowanego uzbrojenia – trzeba z tego skorzystać.

Gra toczy się o możliwość porażenia celów w głębi terytorium każdego przeciwnika, do którego można się zbliżyć morzem lub oceanem. Jeżeli chodzi o państwo stanowiące dla nas potencjalnie największe zagrożenie w razie konfliktu na linii wschód – zachód, mielibyśmy możliwość porażenia jego głównego portu, a nawet stolicy. Oczywiście trzy polskie okręty podwodne, z tego każdy przenoszący po dwie rakiety samosterujące – bo więcej się może nie zmieścić w małych kadłubach okrętów – to mało, to żadna siła rażenia, ale to potężna broń psychologiczna, zmuszająca potencjalnego przeciwnika do – po pierwsze liczenia się z takim atakiem, a po drugie skoro już – to także do konieczności zorganizowania obrony. W końcu nikt poza nami nie będzie wiedział do momentu wybuchu – jaką nasze pociski będą miały głowicę, a jaka to powinna być to wiadomo.

Problem polega jednak na tym, że zintegrowanie okrętu podwodnego z pociskiem manewrującym jest najdelikatniej mówiąc trudne. Niewiele krajów opanowało tą technologię, a niektóre przodujące w budowie okrętów podwodnych – z niewiadomych powodów ją zaniedbały. Należy pamiętać, że możliwość przenoszenia pocisków manewrujących to jedynie dodatek do wielu funkcji okrętu podwodnego, ale jest to dodatek nas najbardziej interesujący.

Okręty podwodne w rękach polskich marynarzy mogą stanowić bardzo istotne narzędzie odpowiedzi strategicznej, zdolne do porażenia głębi terytorium nieprzyjaciela. To bardzo ważna, naprawdę kluczowa okoliczność przemawiająca za ich zakupem. Właśnie tego potrzebujemy, przynajmniej w dobie gróźb wycelowania w Warszawę rakiet średniego zasięgu z głowicami jądrowymi.

Dzisiaj jesteśmy przed takim zagrożeniem bezbronni – nie możemy takich rakiet przechwycić, ani nie możemy na taki atak odpowiedzieć. Okręty podwodne z pociskami samosterującymi – byłyby adekwatną odpowiedzią na to zagrożenie.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Kto nam sprzeda pociski manewrujące?
    Z jakimi głowicami?
    Czy dla wysłania kilkunastu głowic z 200 – 300 kg trotylu na potencjalne cele, warto wydawać kilka miliardów złotych? Mylimy pozbycie się starych Harpoonów i Tomahawków przez mocarstwa, które mają ich po kilka tysięcy w konfliktach asymetrycznych. Mijał ich resurs używalności, więc wywołano wojnę o wyzwolenie Libii od Kadafiego.
    To wszystko.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.