Ograniczenie ilości kadencji w służbie samorządowej to zamach na demokrację!

Przy okazji obecnych wyborów samorządowych wrócił sztuczny problem ilości kadencji. To głównie dziennikarze podniecają się problemem, który raz dany samorządowiec startuje w wyborach itd. Nie ma, bowiem nic cenniejszego dla rozwoju naszego państwa niż dobrowolna kontynuacja władzy w układach lokalnych, jeżeli tylko mieszkańcy na to pozwolą. Kontynuacja sprawowania władzy jest w istocie, bowiem wartością samą w sobie, w której korzystamy z możliwości wzmocnienia państwa silnego tak, jak silne są jego struktury lokalne.

Polska jest ta, teraz i tutaj – w związku z powyższym liczy się umiejętność prawidłowego zarządzania posiadanym potencjałem. Budowa dobrze funkcjonującego lokalnego „układu” to zawsze koszt czasu i efektywności systemu. Jeżeli podnosi się zarzut oligarchizacji systemów lokalnych – trzeba nie rozumieć jak wygląda Polska lokalna, zwłaszcza na prowincji i w małych miasteczkach. Przepraszam naczelnik Policji się zmienia? Naczelnik Poczty także? Może ksiądz na parafii jest kadencyjny? Samorząd terytorialny jest elementem lokalnego układu władzy i to przedstawiciele lokalnej Wspólnoty decydują, czy powierzają mandat, czy nie. W ten właśnie sposób weryfikując efektywność i skuteczność rządzenia!

TO NIEUDOLNE PARTIE POLITYCZNE – BEZSILNE WOBEC BARDZO DOBRYCH SAMORZĄDOWCÓW podniosły tą sztuczną kwestię kadencyjności w samorządach, nie mogąc sobie poradzić z lokalnymi liderami – wolą pozbawić ich prawa do startu w kolejnych wyborach. To się nazywa psucie demokracji, to się nazywa psucie państwa.

Samorząd terytorialny ma swojej istocie na celu kontynuację władzy w celu sprawowania dobrego zarządu w państwie, w którym nie można być pewnym kondycji władzy centralnej! Nie oszukujmy się – to samorządy są sprawne, a państwo przeważnie dysfunkcyjne! Jeżeli więc grupa trzymająca władzę nad kształtowaniem list wyborczych – uzurpuje sobie prawo żeby z dalekiej Warszawy psuć lokalność – niech kadencyjność także dotyczy parlamentu. Dwie kadencje w Sejmie i obowiązek, co najmniej jednej kadencji przerwy. No, bo czy to nie jest tak, że te same zasady odnoszą się do każdej władzy? To mechanizmy rządzące ludzką psychiką, nic się nie da poradzić na naszą naturę, jak ktoś jest oszustem – będzie oszukiwał. Istotą samorządu jest jednak kolektywność, w małych Wspólnotach – Rada widzi, co robi Wójt!

Nasze państwo jest silne lokalnie – siłą lokalnych układów. To nie jest tak, że kliki uniemożliwiają kandydowanie, działanie opozycji itd. Oczywiście w mniejszych Wspólnotach – nazwanie kogoś „nieuczciwym” lub „nieudolnym” wymaga nieco odwagi i może spowodować, że rodziny nie będą już stały obok siebie w Kościele, a na dorocznym festynie panowie trzymając urazę nie podadzą sobie ostentacyjnie dłoni. Jednakże to nie jest tak, żeby chcącemu działa się krzywda. Każdy może się zarejestrować do wyborów, jeżeli ma poparcie sąsiadów. Właśnie o to tutaj chodzi, nie liczy się nic innego – po prostu ilość szabel. Masz poparcie – ludzie Ci zaufali – możesz działać! Jeżeli nie potrafisz rozmawiać z ludźmi, nie ufają Ci – nie masz poparcia – możesz tylko protestować we własnym imieniu! W czym jest problem? Partie z Warszawy chcą upartyjnić samorządy za wszelką cenę? Naprawdę nie da się tego inaczej uzasadnić. Przecież po przejęciu władzy przez nową ekipę – następuje wymiana „dworu” i budowa struktur, na jakich opiera się nowa władza.

Chodzi o rotację? Być może to jest rzeczywiście argument zasadny, albowiem zwiększenie ilości osób biorących udział w sprawowaniu władzy samorządowej w czasie – to wspaniały postulat afirmujący samą istotę samorządności! Naprawdę byłoby super, jeżeli w sprawowaniu władzy – brałaby częściej – większa ilość mieszkańców, to sama esencja samorządu! Jest tylko jeden problem – chodzi, o jakość kadr i okres kształtowania autorytetów. Widać to doskonale na przykładzie Radnych, którzy są przecież emanacją lokalnej Wspólnoty. Proszę państwa właśnie takie mamy społeczeństwo – lokalne elity mogą być od średniej nieco na wyższym poziomie lub mogą być przypadkowe. Zwiększenie częstotliwości rotacji przez sztuczne ograniczanie demokracji rodzi niebezpieczeństwo, że do samorządów będą dostawać się osoby z przypadku, które po prostu zgłosiły się na głosowanie. To jest bardzo prawdopodobne w małych Wspólnotach, gdzie o wyborze decyduje kilkaset głosów, które kandydat może „wychodzić” samodzielnie wśród sąsiadów. No, a przecież dokładnie o to w tym chodzi, żeby swojskość i sąsiedzkość przekładały się w lokalność.

Samorządy terytorialne na poziomie lokalnym – gminy – to jest jedyna cześć reform od 8 marca 1990 roku, co do której następstw można mówić tylko same superlatywy. Samorządy lokalne naprawdę się nam udały! Jednakże proszę pamiętać, że za tymi sukcesami stoją konkretni ludzie, którzy często poświęcili życie w budowie lokalnego rozwoju! Ci wspaniali ludzie, w pełni oddani służbie lokalnej i zasłużeni zarówno dla swoich Wspólnot jak i Rzeczpospolitej, albowiem przecież ją stanowią – to najlepsza część naszego społeczeństwa. Nie można pozbawić naszego kraju tego potencjału, to byłby zamach na samorządność! Zamach dokonany przez chciwe władzy lokalnej partie polityczne! Lepiej Wspólnotę budować na zaufaniu i żeby decydowali mieszkańcy – niż na partyjnych logotypach, gdzie stanowiska obsadzają baronowie partyjni!

3 thoughts on “Ograniczenie ilości kadencji w służbie samorządowej to zamach na demokrację!

  • 17 października 2014 o 10:52
    Permalink

    Popieram’ czemu warszawka ma mi mowic na kogo glosuje w przemyslu?

    Odpowiedz
  • 17 października 2014 o 17:20
    Permalink

    Zacznijmy od tego, komu potrzebne są powiaty?, kto marzy o tym aby w Sejmie zasiadało 460 osób a w Senacie 100, a prawo jakie mamy każdy widzi i odczuwa na własnej skórze.

    Jak chodzi o wybory to przypomniał mi się przeczytany/były też zdjęcia fakt, ze średniej wielkości miasta w Polsce, nazwy miasta nie pamiętam. Dzień po wyborach samorządowych na słupach ogłoszeń pojawiły się wywieszki ” A teraz kochani wyborcy pocałujcie mnie w d*ę”.

    W ostatnim czasie nie ma dnia aby do skrzynki nie wrzucono mi ulotki kolejnego kandydata na wójta lub radnego, wszyscy kochają żonę, dzieci, zwierzęta i będą czynili tylko i wyłączne dobrze mieszkańcom gminy i powiatu. Kochani samorządowcy dawałam się na wasze obietnice nabierać 25 lat i wystarczy.

    Odpowiedz
  • 18 października 2014 o 10:05
    Permalink

    W zasadzie to teza zawarta w tytule jest słuszna.
    Jednak dopuściłbym niewielkie modyfikacje.
    Ubiegający się o 3-cią i kolejne kadencje Prezydent lub inny samorządowiec powinien osiągnąć wynik wyższy, niż poprzedni, przy co najmniej takiej samej frekwencji wyborców.
    To oznaczałby, że PREZYDENT TYSIĄCLECIA np. Miasta Poznania – musiałby starać się zaspokajać potrzeby ZWYKŁYCH mieszkańców, nie tylko ELIT.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.