Paradygmat rozwoju

Odwołanie się do umowy społecznej!

 Kto pierwszy z polityków będzie na tyle odważny, że odwoła się do potrzeby redefiniowania umowy społecznej, na jakiej opiera się nasze państwo? Dodajmy od razu, że jej elementem jest umowa międzypokoleniowa, która została w znacznej mierze zdeptana przez decyzje o „67”.

Jest, o co walczyć, ponieważ to właśnie na umowie społecznej opiera się nasze państwo i nasz ład społeczny. Bez przestrzegania jej postanowień daleko nie zajedziemy, czego najlepszym dowodem są te miliony naszych współobywateli, którzy podziękowali naszemu państwu – wyrażając dezaprobatę dla warunków, na jakich mają w nim funkcjonować i wyemigrowali. Można się jedynie cieszyć, że ludzie mają wybór w tym znaczeniu, że mogą wyjechać z kraju, jednakże to, co jest rozwiązaniem w sumie optymalnym dla pojedynczego człowieka w statystykach państwowych wywołuje przerażenie.

Partia, która jako pierwsza odwoła się do społeczeństwa poprzez wskazanie potrzeby redefiniowania umowy społecznej – wygra kolejne wybory, a nawet, jeżeli nie to zmieni charakter kampanii wyborczej na tyle, że zagwarantuje sobie dobre miejsca w Sejmie. Jednakże czy znajdzie się polityk na tyle odważny, że zdecyduje się podjąć tak ryzykowny temat? Przecież to jest samo sedno niewidzialnej pięści rynku i podstaw wyzysku w rozumieniu naszego współczesnego feudalnego-kapitalizmu. Nie da się dyskutować o podstawach porządku społecznego bez wyznaczenia aspiracji przez ludzi i skonfrontowania ich z możliwościami tworzonymi przez system w celu ich osiągnięcia. Jednakże warto zapytać młodych – czy zechcą finansować emerytury swoim rodzicom, przy pełnej świadomości, że ich świadczenia będą głodowe no i nie stać ich na dzieci – gwarantujące w ogóle przetrwanie systemu, nie mówiąc już o jakimkolwiek rozumieniu sensu w życiu.

Oczywiście pytania można mnożyć w nieskończoność, jednakże najważniejszych i tak wszyscy będą chcieli uniknąć, aczkolwiek ze względu na skandal z reformą emerytalną chyba nie uda się w pełni uniknąć już odpowiedzi, ponieważ społeczeństwo wymusi na politykach, czy też inaczej – da kredyt zaufania właśnie takim politykom, którzy będą dostarczać adekwatnych odpowiedzi. Może to oznaczać pojawienie się na naszej scenie politycznej nowej partii – partii protestu, która spowoduje klincz na szczytach władzy i będzie antysystemowa w znaczeniu przeciwstawienia się obecnemu establishmentowi i zasadom przez niego ustanowionym. Był by to bardzo ciekawy nowy twór polityczny – z nurtu lewicowy, jednakże nieobciążony żadnym starym logotypem, jak również bez zbędnej łatki oszołoma zmieniającego poglądy szybciej niż kameleon kolory.

Społeczeństwo ma prawo domagać się odwołania do umowy społecznej, ponieważ w jego interesie jest usłyszenie prawdy – nawet najgorszej i wymuszenie na tej podstawie zmian systemowych powodujących, że politycy będą musieli rozmawiać o faktach i reformach zamiast o pierdołach i Smoleńsku.

Trzeba się jednak przygotować na skutki dowiedzenia się prawdy przez społeczeństwo – prawdopodobnie skończyłoby się na niezłych rozruchach ulicznych i powieszeniu kilkuset przedstawicieli klasy rządzącej za ich wątpliwe zasługi, ponieważ skala dramatu jest taka, że uświadomienie jej musi prowadzić do buntu, gdyż takiego złodziejstwa jak np. przy okazji systemu emerytalnego nikt rozsądny nie zaakceptuje! To się po prostu prosi o zemstę z bezsilności! Niestety takich przypadków jest i będzie więcej.

Gdyby nawet znalazła się władza, która chciałaby rozliczyć siebie samą z dokonań, zaniechań, porażek i nieudolności – to układ trzymający władzę nie pozwoli politykowi na uczciwość, ponieważ na uczciwości i prawdzie nie da się w kraju idioto-mediów przekazujących od lat konsekwentnie debilną sraczkę do mózgów odbiorców niczego zbudować. Zderzenie społeczeństwa z nagą rzeczywistością, przekazywaną nawet w sposób lekko humorystyczny, spowodowałoby nie tylko bunt społeczny, ale i apatię, rezygnację oraz potrzebę totalnej rewindykacji systemu, – co w praktyce oznaczałoby odejście od demokracji. Ponieważ jedynym znanym jednostce autorytetem jest autorytet autorytarny, w szczególności po złych doświadczeniach z demokracją.

Wniosek? Prawdy do końca społeczeństwu też nie można powiedzieć, jednakże władza musi uważać, żeby nie pokazał jej jakiś zewnętrzny demiurg podobnie jak w 1939 roku! Wówczas już byśmy się nie podnieśli, to znaczy w przypadku ziszczenia się takich czynników i okoliczności jak we wrześniu 1939 roku – nasze państwo i Naród upadną, przepadną w niebyt. Może zresztą całkiem słusznie, ponieważ dlaczego ludzie mają ciągle poświęcać swoje życie dla nieudolnej i słabej elity? O alternatywę nawet nie pytajmy, możliwe warianty odpowiedzi są aż nadto kuszące.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

seventeen − fourteen =