Ogólna, Technologia

Odwieczny dylemat: wydać pieniądze na zbrojenia czy na badania naukowe?

 Program modernizacji technicznej polskich sił zbrojnych obliczony na około 130 mld złotych to jeden z największych wyzwań przed jakim stoi nasze państwo, a zarazem jeden z rzeczywistych bonusów – nie ujawnionych w programach unijnych. Jest oczywistym, że fundusze unijne nie mogą być wydawane na uzbrojenie, jednakże jeżeli dany kraj w tym samym czasie wydaje fundusze unijne na infrastrukturę i znajduje jeszcze pieniądze na uzbrojenie – to można się zapytać skąd ta górka? Podczas, gdy na co dzień budżet jest tak biedny, że nawet mysz polna by się nim nie najadła, a tutaj nagle 130 mld zł na uzbrojenie – fenomen prawda? Więc w wielkim uproszczeniu i w pewnym nadużyciu możemy przypuszczać, że będą to środki, jakich nie będziemy musieli wydać na rozwój, dzięki zagranicznym subwencjom.

W tym momencie rodzi się pewno pytanie – wynikające z odwiecznego dylematu, czy lepiej wydać pieniądze na zbrojenia czy też, może lepiej jest je wydać na badania naukowe, szeroko rozumiane inwestycje, które gwarantują stopę zwrotu i wzrost dochodów w przyszłości?

My wybraliśmy wariant pierwszy, przy czym okrakiem jak to zawsze w Polsce bywa – wydamy górę (dosłownie) pieniędzy na inwestycje rozwojowe, przy czym warto pamiętać, że w naszym smutnym kraju – zamiana skrzyżowania w rondo to też inwestycja rozwojowa. Dodatkowo wyasygnujemy też niezły wzgórek pieniędzy na uzbrojenie. To prawdziwy cud wolnej Polski i funduszy unijnych!

Kraje bogate, uprzemysłowione i posiadające ambicje do samofinansowania się wymyśliły bardzo sprytne połącznie tych dwóch dziedzin – mianowicie istnieją sprawdzone dowody, że przez lata wiele państw rozwijało się, głównie w aspekcie technologicznym dzięki zbrojeniom i programom ze zbrojeniami związanym. Co innego bowiem zrobiły Niemcy, za czasów Kanclerza Adolfa Hitlera w latach 1933-1939? Zbrojenia napędzały gospodarkę, a zainicjowany na potrzeby wojny przemysł i poszukiwanie innowacji zaowocowało wieloma korzyściami, w tym także takimi jak amerykański program lotów kosmicznych! Podobnie właśnie USA – kraj bezustannie od początku wojny do dzisiaj stymuluje swój postęp technologiczny poprzez wydatki na zbrojenia i badania kosmiczne, które doszły już do tego poziomu, że udało się część przemysłu kosmicznego w tym kraju sprywatyzować! Trzecim krajem był ZSRR, gdzie od czasów industrializacji – w głębokim leninowskim NEP-ie do przynajmniej wczesnych lat 80-tych trwał stały rozwój zbrojeń i trwały postęp nauki, przynajmniej do czasów, kiedy połowa radzieckich naukowców wyjechała do Izraela a równie duża część na zachód.

Dlaczego my nie możemy powielić tych dróg? Powodów jest kilka, po pierwsze należy zacząć od tego, że w naszym kraju nie ma czegoś takiego jak tradycja biur projektowych i skojarzonego z nimi przemysłu, które to instytucje mogłyby „coś” opracować, przerobić, dopracować i przedstawić jako prototyp możliwy do wdrożenia i produkcji. Resztki tego typu instytucji utrzymujących specyficzną kadrę – dogorywają, większość zlikwidowano na fali balcerowiczowskich reform i likwidacji nierentownego przemysłu – nieliczne przetrwały w postaci radzących sobie prywatnych firm. Dlatego licząc się z koniecznością odbudowy tego typu instytucji, chociażby w samym aspekcie projektowo-wdrożeniowym, musielibyśmy liczyć się z dramatycznym wzrostem kosztów ogólnych, albowiem odtworzenie, czy też raczej stworzenie instytucji zdolnych do tworzenia innowacji jest czymś bardzo kosztownym i niekoniecznie musi być uwieńczone sukcesem. Innymi słowy – w koszcie uzyskanego sprzętu wojskowego musielibyśmy uwzględnić koszt poniesionych nakładów na prace badawczo-rozwojowe. W efekcie byłoby mniej luf, ale być może istniałaby szansa, że byłyby to lufy lepsze niż konkurencji i jeszcze moglibyśmy w przyszłości zarobić na ich sprzedaży komuś innemu.

Oczywiście w tym wszystkim wraca pytanie postawione przez pana premiera w jego expose, mianowicie ile czasu mamy jeszcze dane przez „historię”, zanim ta znowu pokaże nam swoje szkaradne oblicze. Jest to pytanie kluczowe dla oceny tego procesu.

Biorąc pod uwagę powyższe optymalnym scenariuszem dla nas byłoby takie wydanie posiadanych środków, żeby przynajmniej mieć kontrolę nad tym co uzyskamy w znaczeniu reżimów technologicznych, napraw, modernizacji. Było by to bardzo dużo, naprawdę dużo – ponieważ na naszym bezrybiu i rak ryba, a już sama wiedza o tym jak działają „magiczne” czarne skrzynki zawierające komponenty uzbrojenia montowanego pod pancerzami lub w skrzydłach to bardzo wiele – to pierwszy krok, przynajmniej umożliwiający skopiowanie podobnego urządzenia – sztuki uzbrojenia w oparciu o podobne komponenty. Na więcej, poza jakąś niszową produkcją nie ma co liczyć, nie oszukujmy się bowiem – 130 mld zł, to zbyt mało na samodzielne opracowanie technologii np. przeciwrakietowej, wdrożenie i jej masową produkcję. A technologii nikt nam nie da za darmo, co najwyżej prawo do licencji, a to i tak już będzie sukcesem.

One Comment

  1. Trzeba mieć PLAN, co się chce osiągnąć w zakresie obronności.
    Z tego planu wyniknie podział środków: ile na bieżące zakupy u sojuszników a ile na badania, które powinny dać efekt w postaci sprzedaży NASZYCH wyrobów tymże sojusznikom.
    Oczywiście myślę o wyrobach HI-TECH, bo tylko takie się opłaca robić i tu badania są niezbędne.
    Przykład: Szwecja.
    Ale oni to robią stale od 100 lat!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.