Paradygmat rozwoju

Odpuścić czy walczyć?

 Często wiele osób zadaje sobie pytanie, – jaki ma wpływ na bieg spraw publicznych? Chodzi oczywiście o dysonans pomiędzy postrzeganiem spraw przez jednostkę, jej osobistymi dążeniami i sposobem postrzegania rzeczywistości a tym jak wygląda postrzeganie tych samych spraw w skali makro, przez społeczeństwo.

Niestety prawie nikt nie zdaje sobie sprawy z tego faktu, że jest poddawany sprytnej manipulacji przez media, albowiem postrzeganie spraw w skali makro, które jest utożsamiane z wolą większości ma tylko tyle z nią wspólnego ile pozwolą massmedia mainstreamowe, albowiem to one w przekazie głównego nurtu decydują o tym, co społeczeństwo wyraża i co uważa za pożądane. Stopień sterowalności społeczeństwa jest jedynie funkcją jego ubezwłasnowolnienia i upodlenia. W społeczeństwach bardziej demokratycznych, gdzie obywatele mają możliwość wymiany opinii poza pośrednictwem mediów głównego przekazu – manipulacja jest o wiele mniejsza, może dotyczyć jedynie kierunków i głównych postaw, jednakże w społeczeństwach odartych z wartości i wyjałowionych przez dysonans systemów – media robią, co chcą – wybielają ludziom mózgi i spuszczają je w toaletach. Dlatego tak szybko postępuje zwątpienie i marazm – ostatnia linia obrony ludzi myślących przed ogłupieniem.

Jednakże jak można walczyć samemu przeciwko całemu systemowi, jeżeli doskonale się wie i się rozumie, że samemu nie zmieni się świata? Skąd czerpać motywację do wytrwania przy swoich postanowieniach, jeżeli rzeczywistość rzuca człowiekowi kłody pod nogi, a na sprawy wielkie nie ma się żadnego przełożenia?

To odwieczny dylemat partycypacji w demokracji, której naczelną zasadą jest odsuwanie głosów skrajnych, a za głos skrajny z zasady jest uznawany każdy nowy głos, ponieważ społeczeństwo w swojej masie jest najbardziej skłonne do wyrażania postaw zachowawczych.

Warto brać przykład z historii – podobne rozterki przeżywali najwięksi rewolucjoniści i to w czasach, kiedy nie było Internetu, telewizji i telefonów komórkowych. Jeżeli wówczas się udawały rewolucje i to skierowane przeciwko rzeczywiście krwawym tyraniom to, dlaczego podobne działania o wiele mniej radykalne – nie miałyby się powieść dzisiaj? Jeżeli każdy może z własnego domu brać udział w dyskusji publicznej za pomocą Internetu, ewentualnie nawet zdecydować się na samodzielną krucjatę? Ewentualnie przynajmniej taką popierać okresowym datkiem albo, chociaż „zalajkowaniem” na Facebooku? Właśnie z takich małych kroków składają się wielkie rzeczy i rewolucyjne działania. Ziarno wzrusza ziarno, dwa ziarna wzruszają kamyk, kamyk wzrusza żwir, potem mamy do czynienia z niestabilnym podłożem, lawiną, w końcu parcie ludzi jest nie do powstrzymania, a wyraża się prawie zawsze poprzez zachowania skrajne – jak strajk generalny, bunt społeczny, obywatelskie nieposłuszeństwo. Wszystko to jest jednak możliwe, jeżeli ma się zdrowy dystans wobec komunikatów nadawanych w mainstreamowych mediach, gdyż przekaz medialny to pierwsza smycz niewolnicza, jaką system nakłada na nasze umysły.

Podstawową motywacją do walki – prawdziwym polem jej poszukiwań musi być ochrona własnego interesu, tylko to może zmotywować ludzi, albowiem zamiast ryzyka wybiorą zawsze status quo, jeżeli tylko ten będzie w miarę znośny. Zatem tylko poprzez pobudzenie poczucia zagrożenia można skłonić ludzi do walki, poprzez interes własny o interes wspólny. Innego rozumienia ludzie nigdy nie przyjmą, albowiem nikt nie patrzy interesem ogółu na interes własny, tylko z perspektywy własnej optyki postrzega otoczenie.

Niestety każda zmiana systemu kosztuje, rachunek płacą uczestnicy zmiany, co powoduje ich gwałtowny sprzeciw przeciwko przemianom, jedynie wyjątkowo perfidnie skonstruowane przemiany powodują, że koszty płacą uczestnicy zmian i ich następcy. Właśnie z taką zmianą mamy obecnie do czynienia w Polsce, płacimy rachunki zaciągnięte przez naszych rodziców nie mając żadnego – podkreślmy absolutnie żadnego wyboru, poza oczywiście emigracją. Dalsza walka w naszych realiach wymaga wykazania słabości i pozorności dotychczasowej przemiany, za którą nie stoi nic innego jak powrót do systemu wyzysku feudalno-kapitalistycznego, jaki był znany w tym kraju przed wojną.

Rolą postępowej elity w procesie przygotowania nowej rewolucji jest wyznaczenie celów ogólnych – umożliwiających pomieszczenie celów prywatnych w ogólnym powszechnym dążeniu do poprawy stosunków ogólnych. Jednakże to nigdy nie będzie już rewolucja w znaczeniu dialektycznym, będzie to rewolucja nowego typu – pełzająca przemiana, w której jedni ciągną w swoim kierunku a inni nacierają z zupełnie innego, wypadkową tych procesów może być zupełne przewrócenie naszego społeczeństwa i porządku społeczno-gospodarczego do góry nogami, gdyż rzeczywistość nie znosi próżni. Nie ma na nią miejsca tam, gdzie ścierają się ludzkie dążenia i emocje.

6 komentarzy

  1. Stach Głąbiński

    Dużo w tym artykule jest racji, ale sporo też nieporozumień i sądów dyktowanych nie przez rozum, a przez emocje. Do tych pierwszych zaliczę mętne wyobrażenie o tym, jak w teorii winna funkcjonować demokracja przedstawicielska, by spełnić swoje cele, do drugich – przesadnie krytyczny, wręcz diaboliczny obraz mediów i ich wpływu na społeczeństwo.
    Co do demokracji, to polecam książkę Piotra Uziębło “Demokracja partycypacyjna”, zaś w kwestii mediów – zainteresowanie się dziennikarstwem obywatelskim, nazywanym też niezależnym. Idea dz. ob. ma przed sobą obiecujące perspektywy (demokracja partycypacyjna też je ma, ale razem o obydwu pisać, to za dużo na jeden post), a przeszkody, na które natrafia, to w pierwszej kolejności kwestie finansowe i skłonność do działań partyzanckich, widoczna np. u krakauera. Otóż krakauer, którego przypuszczalnie do tego nurtu można zaliczyć, nie tylko nie podejmuje żadnych prób nawiązania kontaktu z podobnymi sobie, ale w ogóle nie przyjmuje do wiadomości faktu, że podobni do niego istnieją. Nb. ta sama, moim zdaniem chorobliwa, nnieumiejętność działania w zespole rujnuje nasze życie polityczne i bardzo utrudnia efektywną działalność gospodarczą. W konkluzji zaapeluję o zastanowienie się nad tą naszą wadą narodową i nad tym, jak każdy z nas może przyczynić się do jej opanowania.

  2. Umiejętność pracy w zespole.
    Tego nie uczą w szkołach.
    A przydałoby się mieć tę umiejętność.
    Niski poziom kapitału społecznego, głównie z powodu NIEUFNOŚCI do drugiego człowieka w Polsce.
    I tu jest główna przyczyna.
    Czyli @Marceliński ma sporo racji.
    Pozdrawiam

  3. Marceliński

    Czcigodny Oświecony,
    zwykłem odpowiadać na pozdrowienia, zwłaszcza te wyrażone publicznie, i z prawdziwą przyjemnością, nieskażoną żadną podejrzliwością, je odwzajemniam.

    • Również Wielce Szanownego Pana serdecznie pozdrawiam.
      Lubię Pana czytać.
      Dobrze że jest ten portal.

      Dobranoc!

      • Marceliński

        Miły Panie,
        za gest sympatii, pozdrowienia i dobranoc
        dziękuję i równie serdecznie pozdrawiam…

        Lektura felietonów i komentarzy na tym forum również sprawia mi frajdę i uczy…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.