• 17 marca 2023
    • Ekonomia

    Odejście od wzrostu opartego na kredycie jest obecnie niemożliwe i nieopłacalne

    • By krakauer
    • |
    • 21 kwietnia 2016
    • |
    • 2 minuty czytania

    Pan minister Morawiecki mówił ostatnio w Krakowie na temat tworzenia Gospodarki Opartej na Wiedzy, w której wartość dodana będzie istotną składową ceny wyrobów naszej gospodarki, ponieważ nie da się już dłużej finansować wzrostu gospodarczego długiem. To mądre słowa, nie można się z tym co do zasady nie zgodzić, jednak trzeba jeść!

    To genialna myśl, modelowo słuszna, nawet bez znaczenia na ile udało się nam przekręcić cytat, liczy się kierunek myślenia, ten jest słuszny i celowy. Rzeczywiście jeżeli udałoby się nam zbudować Gospodarkę Opartą na Wiedzy, to bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji niż obecnie. Przede wszystkim bowiem trzeba sobie zadać pytanie z czego dzisiaj w Polsce generowany jest przepływ gotówki, uwaga nie mówimy o żadnym zysku, tylko o strumieniach wymiany gospodarczej? Dopiero jak zbadamy, to na czym opierają się strumienie wymiany – to możemy próbować mówić o tym, jaka jest rola kredytu w gospodarce.

    Polska ze względu na prywatyzację i internacjonalizację sektora bankowego, wykształciła niesłychanie interesujący model gospodarki napędzanej długiem. Jest to w odróżnieniu od wielu gospodarek kapitalistycznych, model napędzany długiem publicznym. Ponieważ co by się u nas nie wydarzyło, na końcu państwo i tak będzie potrzebowało pożyczyć pieniędzy i wszyscy uczestnicy rynku o tym doskonale wiedzą. Wcześniej gospodarka składająca się na wynik sektora publicznego, musiała sobie jakoś poradzić (co roku musi od wielu lat) PRAKTYCZNIE BEZ DOSTĘPU DO KREDYTU. W normalnych gospodarkach, to sektor bankowo-finansowy bierze na siebie ryzyko kredytowania gospodarki, kalkulując, czy opłaca mu się inwestować w propozycje przedkładane przez przedsiębiorców i albo traci pieniądze, albo je z sukcesem zwielokrotnia, natomiast na poziomie zagregowanym praktycznie zawsze zyskuje, ponieważ system jest zabezpieczony na agregacie ogólnej masy uczestników przez narzędzia prawne itd. U nas jest inaczej, w Polsce kredyt jest udzielany pod zastaw czegoś, co ma jakąś wartość, instytucja ryzyka kredytowego jest ograniczona do minimum pod wskazane zabezpieczenie. W ten sposób także powinien być ograniczony mechanizm kreacji pieniądza, ale nie jest – ponieważ nasze banki generalnie wolą zyski od ryzyka i nie można się im dziwić, a państwo jest słabe i na to pozwala. Kreacja pieniądza idzie pełną parą, głównie kredytując sektor publiczny.

    Oparcie zachodniego modelu wzrostu gospodarczego na kredycie było doskonałym pomysłem, do póki kredyt szedł na inwestycje zwiększające produktywność, zmniejszające koszty funkcjonowania w przestrzeni, poprawiające jakość życia – generalnie innowacyjność. W Polsce przez lata udało się nam kontynuować ten model, niestety pogłębiający się deficyt sektora finansów publicznych, w tym w szczególności wydatki socjalne powoduje, że w Polsce od pewnego czasu zadłużamy się na socjal, czyli przyrost długu jest przejadany. Jest to spirala zaciskająca się na naszym państwie, albowiem w momencie przecięcia się krzywej zadłużenia z produktywnością pęknie bańka fikcji. Rozpoczną się prawdziwe problemy.

    Do póki inflacja jest ujemna lub około zera, rząd powinien zrobić wszystko, żeby akcja kredytowa banków była jak największa – po jak najmniejszej kwocie kosztów kredytu. W naszym interesie jest jak największe pobudzenie akcji kredytowej. Oczywiście w rozsądnych granicach, jednakże im więcej tym lepiej, na pewno potrzeba o wiele więcej kredytów niż jest dostępnych obecnie. Ponieważ nie można drukować pieniędzy, rząd mógłby drukować więcej obligacji – nadając im bardzo wysoką płynność, nadzwyczajnie nisko oprocentowanych. Tak, żeby w praktyce służyły w obrocie jak gotówka w transakcjach dużych wartości. Na tą chwilę nie ma innej możliwości zwiększania płynności sektora finansów publicznych, a szkoda zmarnować szansy na pobudzenie gospodarki tanim kredytem.

    Ponieważ jesteśmy uzależnieni od finansowania zewnętrznego, odejście od modelu wzrostu napędzanego kredytem w ogóle jest niemożliwe. Przy czym w okresie dekoniunktury, to nie będzie wzrost ale przetrwanie. Wówczas będziemy płacić o wiele wyższe odsetki od zaciągniętych wcześniej zobowiązań. W normalnie działającej gospodarce – bez inflacji, w interesie systemowym jest istnienie taniego powszechnego kredytu, który mógłby przyczynić się do istotnego napędzania gospodarki, zwłaszcza jeżeli byłby udzielany głównie podmiotom gospodarczym z przeznaczeniem na działalność inwestycyjną.

    Gdybyśmy byli sprytni, to obecny okres niezwykle taniego pieniądza, wykorzystywalibyśmy od co najmniej roku, a nawet więcej, do dokonania konwersji jak największej ilości zadłużenia w walutach innych niż waluta własna, właśnie na tą walutę. Nie ma znaczenia, że jest to nieco droższe finansowanie, obecnie wchodzimy w okres nieco wyższego oprocentowania, więc różnice nie będą tak odczuwalne. Natomiast skala uzależnienia naszej gospodarki od bodźców zewnętrznych byłaby o wiele mniejsza. To jest wartością samą w sobie.

    Niestety jest tak jak jest i jeszcze długo będziemy uzależnieni od długu i jego oprocentowania, to spadek po okresie transformacji gospodarczej, gdzie jak wiadomo na samym początku, pierwszy milion – gdzieś trzeba było ukraść.

    Ze względów konstytucyjnych nie można finansować deficytu Skarbu Państwa z emisji pieniądza. Ponieważ art. 220 ust. 2 Konstytucji stanowi: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”. Jednakże w ustawie o NBP nie ma zakazu emisji znaków pieniężnych przez Bank, co więcej nie ma zakazu emisji papierów dłużnych, które mogą posłużyć bankom komercyjnym jako główne zabezpieczenie kredytu dla podmiotów prywatnych. W pozytywnym scenariuszu mielibyśmy nieco wyższą inflację, wraz ze wzrostem PKB, a w negatywnym scenariuszu, też mielibyśmy nieco większą inflację, nieco większy wzrost PKB a NBP musiałby wyemitować nieco „znaków pieniężnych”, na wykupienie tych instrumentów dłużnych, które stanowiłyby pokrycie kredytów, które nie zostałyby spłacone w terminie. Inżyniera finansowa? Jak najbardziej! Etyka? Co nas obchodzi etyka? Przecież wszyscy pompują swoje gospodarki – od Ameryki po Japonię, z Europejskim Bankiem Centralnym włącznie, który kolejne transze pieniądza wlewa na rynek z nadzieją na inflację. Nie da się wręcz zrozumieć powodów, dla których państwo nie przeprowadza takich działań. Oczywiście najlepiej byłoby wszystko oprzeć o bank komercyjny kontrolowany przez państwo, tak żeby mieć pełną kontrolę nad rynkiem i po prostu zmusić konkurencję innych banków komercyjnych do zwiększenia akcji kredytowej i zmniejszenia oprocentowania, albo do wycofania się z rynku, jednak to już jest inna kwestia. Jedna uwaga – na pewno odbiłoby się to średniookresowo na kursie Złotego, jednak przewidywalność i transparentność działań powinna wykluczyć działania oparte o panikę.