Oddolna demokracja w Polsce to ściema

rys. prof. M. Matyja Copyrights

Większość Polek i Polaków uważa demokrację bezpośrednią za utopię, bez szans wprowadzenia w naszym kraju. Mowa tu o oddolnym rządzeniu państwem, a więc o systemie politycznym, w którym nie tzw. władza, ale obywatele/suweren mają decydujący głos w sprawach ważnych dla państwa. Opinie zapytanych na ten temat są w zasadzie jednoznaczne: „nie da się”, „ten numer u nas nie przejdzie”, „ludzie są zbyt głupi” albo „to my mamy za nich rządzić?” Mocna argumentacja, prawda?

Spróbujmy jednak obalić te, powiedzmy, uproszczone argumenty przeciwko wprowadzeniu magicznego trójkąta w Polsce, a więc instrumentów weta obywatelskiego, inicjatywy obywatelskiej i bezprogowego referendum.

Rządzący nie zgodzą się nigdy na „oddanie władzy społeczeństwu”

Rządzący nie muszą się godzić na „oddanie władzy” społeczeństwu, bo władza należy do suwerena czyli Narodu. Tzw. góra, która usiłuje kierować losami prawie 40 mln Polaków, musi jedynie zaakceptować zmianę formy rządzenia państwem z uwzględnieniem elementów oddolno-demokratycznych. Wprowadzenie instrumentów demokracji oddolnej w Polsce nie stawia całego systemu do góry nogami, tylko go uzupełnia, poprawia i sprawia, że system ten powinien stać się bardziej ludzki i demokratyczny. Poza tym, w prawdziwie demokratycznym systemie władzy się nie zawłaszcza, nie odbiera i nie dzieli.

Polskie społeczeństwo  nie dorosło do tego typu demokracji

Społeczeństwo polskie nie musi dorastać do żadnego typu demokracji. Akurat Polacy przeżyli w historii najprzeróżniejsze systemy ustrojowe. Społeczeństwo, które nie ma możliwości partycypacji we władzy, nie może się rozwinąć jako społeczeństwo obywatelskie. Ale i vice versa – rzeczywista demokracja nie ma szans powodzenia bez aktywnego udziału obywateli w podejmowaniu ważnych decyzji państwowych. Poza tym Polakom na pewno nie trzeba udzielać lekcji patriotyzmu ani lekcji etyki chrześcijańskiej.

Demokracja oddolna jest procesem długotrwałym

Proces decyzyjny w systemie demokracji bezpośredniej jest dłuższy, aniżeli w ramach demokracji parlamentarnej. Obserwujemy to na przykładzie Szwajcarii, która dzięki temu unika podejmowania pochopnych decyzji. Spowolniony proces decyzyjny ma swoje zalety: nie podejmuje się nieprzemyślanych decyzji, bowiem decyzje te filtrowane są przez całe społeczeństwo, a nie podejmowane w wąskim gronie elit politycznych lub w partyjnym parlamencie. Decyzje podjęte przy urnie przez elektorat mają większe poparcie społeczne i tym samym są demokratyczne i efektywne.

Funkcjonowanie demokracji oddolnej w Polsce będzie zbyt kosztowne

Pytając o koszty, myślimy z reguły o kosztach administracyjnych demokracji oddolnej. Chodzi tu o zorganizowanie inicjatywy, weta i referendum. Są to jednak znikome koszty w porównaniu ze społeczno-ekonomicznymi kosztami związanymi z podejmowaniem złych, chybionych decyzji w ramach aktualnej semidemokracji parlamentarnej. Przypomnijmy chociażby wyprzedaż polskiego majątku narodowego na początku lat 90-tych. Gdyby wtedy doszło do referendum na ten temat, Polska dzisiaj należałaby do Polaków, a nie do obcych koncernów.

„Oddanie władzy” społeczeństwu oznacza roztrwonienie majątku narodowego

To jest uproszczone rozumowanie. Wydawać się może, że demokracja oddolna daje możliwość obywatelom wysuwania najbardziej nierealnych inicjatyw i wetowania wszelkich ustaw. Po pierwsze, zebranie podpisów w sprawie inicjatywy czy weta nie jest wcale łatwe. Po drugie, decyzje rozstrzygają się w referendum, gdzie decyduje cały elektorat, po uprzedniej kampanii przedreferendalnej, w której biorą udział wszystkie ważne siły społeczne i polityczne w kraju. Nie należy też zapominać o tym, że społeczeństwo świadome współuczestniczenia w procesie polityczno-decyzyjnym, przejmuje w pełnym sensie automatycznie odpowiedzialność za losy państwa. Po trzecie, można by argumentować ironicznie: czy naród jest w stanie roztrwonić majątek narodowy bardziej niż „jego wybrańcy” zrobili to w ciągu ostatnich 30 lat?

W systemie oddolno-demokratycznym wyższość prawa unijnego nad prawem krajowym jest nie do pogodzenia

Polska należy do Unii Europejskiej i dlatego prawo unijne stoi ponad prawem krajowym. Wszelkie działania inicjujące zmianę Konstytucji czy ustawy muszą być formułowane w zgodzie z tym prawem. Kancelaria rządu powinna sprawdzać zgodność treści inicjatywy obywatelskiej i weta obywatelskiego z prawem unijnym, zanim w ogóle dojdzie do zbierania podpisów. Ta procedura dotyczy nie tylko prawa unijnego, ale również wszelkiego rodzaju prawa międzynarodowego, które Polska zobowiązała się przestrzegać, podpisując międzynarodowe konwencje (np. prawa człowieka i obywatela).

W Polsce jest stanowczo za wcześnie na wprowadzenie elementów demokracji bezpośredniej

Za wcześnie na pewno nie. Spójrzmy na polską semidemokrację ostatnich 30 lat. Dokąd nas zawiodła? Elementy demokracji oddolnej są szansa na uzdrowienie polskiego systemu społeczno-politycznego i ekonomicznego. Im wcześniej rozpocząć ten proces, tym lepiej dla wszystkich uczestników tego procesu.

Rola instytucji państwowych i partii politycznych zostanie osłabiona przez wprowadzenie instrumentów oddolno-demokratycznych

Trudno tu mówić o osłabieniu partii politycznych i instytucji państwowych. Instytucje te staną się bardziej demokratyczne i będą musiały się liczyć ze społeczeństwem. Jeśli mamy na myśli autorytarny sposób rządzenia państwem polskim przez elity polityczne, to raczej dominacja tych elit zostanie osłabiona, a nie instytucje państwowe. W przypadku partii politycznych nastąpi przewartościowanie ich roli – przestaną być jedynym pomostem między instytucjami państwowymi i społeczeństwem. Nie będą też postrzegane jako „jedyna szansa” na poprawę sytuacji społeczno-politycznej i ekonomicznej w kraju.

Bezprogowe referendum nie odzwierciedla poglądów wszystkich obywateli

Idea referendum progowego jest nieuzasadnionym wymysłem polskiego establishmentu i nie odpowiada założeniom demokracji. Jeśli ktoś nie idzie do urny, głosuje również, tylko że pasywnie. Poza tym, w ramach demokracji oddolnej w różnych rzeczowych referendach nastąpi tasowanie się głosujących, którzy raz są zainteresowani jakąś sprawą, poddaną pod głosowanie, innym razem przegłosowywana kwestia jest im obojętna. Frekwencja w referendum nie odgrywa tu roli. Poza tym nawet znikomy udział elektoratu w głosowaniu ogólnokrajowym to znacznie więcej niż ilość posłów w Sejmie. Poza tym, prawdziwa demokracja broni się skutecznie sama. I to do niej należy przyszłość.

Dlaczego dopiero teraz zaczyna się dyskutować możliwości demokracji oddolnej w Polsce?

Powodów ku temu jest kilka. Po pierwsze, nie ma tradycji oddolnego kierowania państwem w najnowszej historii Polski. Społeczeństwo polskie było i jest rządzone od dziesięcioleci autorytarnie i egoistycznie. Zmieniały się tylko metody i styl rządzenia. Obywatelom trudno sobie wyobrazić inna sytuacje, jak tylko ta, w której „jest się rządzonym”. Po drugie, formy demokracji oddolnej ograniczają możliwości „zdobywania władzy”, tworzenia się elit i celebrytów. Na porządku dziennym jest „praca od podstaw”, a nie patos, powoływanie się na tradycje, chore wizje i przede wszystkim szerokie możliwości korupcji. Tzw. władza, a więc proces dominacji jednostek nad masą, zostaje w demokracji oddolnej zredukowana – a to przecież nie wszystkim pasuje. Politycy nie chcą „dzielić się władzą” z szarymi obywatelami. Po trzecie, młoda polska demokracja w ostatnich 30 latach rozwinęła się od początku w kierunku parlamentarno-elitarnym. 30 lat temu każda forma demokracji wydawała się dobra, byle nie „ludowa”. Doświadczenia ostatnich lat pokazały jednak, że polska semidemokracja nie spełnia demokratycznych oczekiwań społeczeństwa polskiego. Po czwarte, demokracja o charakterze komplementarnym z uwzględnieniem instrumentów oddolnego współrządzenia państwem jest tak banalna w jej prostocie, że – paradoksalnie rzecz biorąc – przerasta horyzonty pojmowania politycznej rzeczywistości przez rządzących polityków.

Czy potrzebny jest jeszcze komentarz do powyższego tekstu? Chyba nie, bo każdy komentarz byłby tu zwykłą ściemą.

Prof. Mirosław Matyja

Więcej informacji na ten temat:

https://www.facebook.com/profesormatyja/

https://profesormatyja.pl/blog/

13 thoughts on “Oddolna demokracja w Polsce to ściema

  • 6 czerwca 2020 o 07:59
    Permalink

    Autor to chyba jakieś studia na politologii i skończył i szczerze wierzy w to co pisze.
    Szkoda, że nie wie jak naprawdę wygląda system 🙁

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 10:41
    Permalink

    To sa bzdury. Decyzje w rękach podzielonego, skłóconego i już niezbyt mądrego społeczeństwa (patrz m.in. youttube: Matura to bzdura) mielibyśmy oddawać ludziom?

    To się uśmiałem

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 12:18
    Permalink

    Autor patrzy na Świat poprzez doświadczenia szwajcarskie.

    W Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo jesteśmy jeszcze przed Reformacją, jeśli możemy odnieść się do PRAKTYKI Szwajcarii.

    Wniosek:

    Artykuł jest słuszny, tylko o 400 lat za wcześnie.

    Napisałem 500, ale poprawiłem na 400, no bo Internet i koronawirus mogą ten okres przemian ku ŚWIADOMEMU SPOŁECZEŃSTWU OBYWATELSKIEMU – skrócić o te około 100 lat.

    Czyli do zobaczenia w 2420 roku!

    Amen!

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 12:35
    Permalink

    Problem w tym, że my nie mamy tradycji “oddolnej demokracji”, ale mamy tradycję anarchii albo zamordyzmu i prywaty. To pierwsze przerabiałem w 1981 roku jako styropianowiec, ale wtedy nie zdawałem sobie jeszcze z tego sprawy. To drugie funkcjonuje obecnie w najlepsze na poziomie gminy i pewnie wyżej. Bo jak ta oddolna demokracja tam wygląda? Ano tak – mamy Wójta, który “daje pracę” podległym mu urzędnikom i dodatkowo jeszcze zleca różne roboty zaprzyjaźnionemu biznesmenowi, który też “daje pracę” miejscowym. Wystarczy jeszcze zasponsorować komendanta miejscowej OSP, Koło Gospodyń Wiejskich, miejscowy Klub Piłkarski, a do tego mieć dobre układy z Proboszczem, no i nie spowodować groźnego wypadku po pijaku, a dożywotnia władza jest “oddolnie” pewna aż do emerytury.
    Ale czy o taką oddolną władzę chodziło autorowi?

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 14:59
    Permalink

    Artykuł z dziedziny science fiction, dlatego moje uwagi będą również w tej konwencji.
    Cytat: “Rządzący nie muszą się godzić na “oddanie władzy” społeczeństwu, bo władza należy do suwerena czyli Narodu”.
    To slogan, bo prawo póki co uchwalają posłowie, a przeciętny obywatel posłem zostać nie może, nawet gdyby miał ogromne poparcie.
    Dlaczego tak jest? Bo kodeks wyborczy nie przewiduje możliwości indywidualnego ubiegania się o mandat posła (to z oficjalnego pisma wiceprzewodniczący PKW, Wiesława Kozielewicza).
    Tak więc kodeks wyborczy uniemożliwiający obywatelowi ubieganie się o mandat posła jest ewidentnie sprzeczny z Konstytucją (chodzi o bierne prawo wyborcze, zapisane np. w art. 32, art. 60 czy art. 96).
    Więcej o tej sprawie na stronie:
    https://sanocki.neon24.pl/post/149684,list-otwarty-do-prezesa-pis-jaroslawa-kaczynskiego

    Czy Autor uważa, że z taką demokracją możliwe jest “oddanie władzy” społeczeństwu, suwerenowi?
    Tu o wszystkim decyduje szef szefów, zwykły obywatel (nie ponoszący oficjalnie żadnej odpowiedzialności za nic), który wyznacza kto będzie prezydentem, premierem, marszałkiem, a wkrótce również, kto będzie w SN (tak jak w TK).
    Czy w takiej sytuacji reklamowanie i liczenie na demokrację oddolną to tak na poważnie?

    Ponadto, stwierdzenie Autora: “Idea referendum progowego jest nieuzasadnionym wymysłem polskiego establishmentu i nie odpowiada założeniom demokracji” świetnie się wpasowuje w naszą rzeczywistość. Naród jest suwerenem – to się powtarza w mediach, ale czy to dowodzi czegokolwiek, poza tym, że daje się zapamiętać i powtarzać, czyli wbić sobie do głowy. I co z tego wynika? Mamy demokrację na jaką zasługujemy, bo jej nie można wprowadzić wszędzie, ani tu, ani w wielu innych państwach świata. Należymy do swoistego kręgu cywilizacyjnego i jesteśmy przekonani, że demokrację mamy – to wystarcza.

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 16:45
    Permalink

    https://wolnemedia.net/premier-polski-oficjalnie-zapowiedzial-nwo/

    W którym miejscu jesteśmy i co dalej – komentarz Janusza Zagórskiego cz.1
    https://www.youtube.com/watch?v=NTlNDLt0w-A

    Premier Morawiecki ogłosił wdrażanie NWO. Przejdźmy do ofensywy – Komentarz Janusza Zagórskiego cz.2 https://www.youtube.com/watch?v=VLo-jv-3cCc

    —————————————————————————

    Pisze Inicjator: “W Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo jesteśmy jeszcze przed Reformacją..
    Dobre i to że uchowaliśmy się jako naród wybitnie katolicki.. tak po prawdzie w tamtym czasie Prawosławny (prawowierny) w tym morzu pierwszych rewolucyi (heretyckich).

    Kto steruje kapitalizmem? https://www.youtube.com/watch?v=aYzKpBQzgLY

    Duch kapitalizmu wg Maksa Webera https://www.youtube.com/watch?v=Sh9ZB_WHqbs&t=22s

    http://sredniowieczny.pl/8-powodow-by-obejrzec-film-luter-rewolucja-protestancka-grzegorza-brauna/

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 17:50
    Permalink

    Postulaty słuszne, jak już kiedyś pisałem do podobnego felietonu profesora. Ale wykonanie niemożliwe póki co z wielu powodów:

    Po pierwsze – „Większość Polek i Polaków uważa demokrację bezpośrednią za utopię, bez szans wprowadzenia w naszym kraju. Itd”. „Polskie społeczeństwo nie dorosło do tego typu demokracji”.
    Otóż wyjaśniam skąd to się bierze. Brak reformacji o której pisze @Inicjator jest faktem.
    Ale większym problemem jest wielowiekowa niewola ludu polskiego po okupacją ekonomiczną szlachty i Kościoła oraz zniewolenie religijne. Jest to utrwalona w genach niemoc działania i brak wiary we własne możliwości podejmowania decyzji. Polacy masowo na skutek tej genetycznej przypadłości utrwalonej wielowiekową niewolą uciekają od odpowiedzialności za własny los. Wolą słuchać księdza, czy zarządcy polityka, bo jakby co, mogą winę za niepowodzenia zwalić na boga (bóga tak chciał, taki los) lub takiego czy innego polityka (no bo kombinator) i jakoś się los kręci. Byle samemu nie podejmować decyzji i nie brać za nie odpowiedzialności wobec ogółu. Przerabiałem to osobiście w różnych organizacjach i inicjatywach w latach 80-tych i na początku lat 90-tych, gdy usiłowałem prowadzić demokratycznie różne inicjatywy polityczne i związkowe. Wtedy okazało się, jak potrafią nawet koledzy za plecami kombinować, aby się gdzieś tam nie narazić, bo może od tego zależeć, np. jakieś stanowisko albo też różne zależności i zobowiązania, których nie mogą naruszyć kosztem interesu własnego a w interesie wszystkich, liczył się tylko interes własny. Po takich doświadczeniach dałem sobie spokój z demokracją bezpośrednią w ramach organizacji i porzuciłem działaność, bo nie mogłem sobie pozwolić, aby na moich plecach i za moimi plecami inni robili na tym interes moim kosztem. Gdy przychodzili następnie z prośbą o pomoc i inicjatywę proponowałem, żeby zaczęli sami coś robić a potem do nich dołączę. Nigdy nie przyszli ponownie i żadnej inicjatywy nie podjęli. Podobnie dzieje się na poziomie polityki krajowej. Do demokracji bepośredniej trzeba dorosnąć i mieć odwagę cywilną, bydź odpowiedzialnym. U nas nadal liczy się to, a co ksiądz powie na to, czy czasami nie wytknie z ambony? Albo czy nie narażę się jakiejś tam partii, która aktualnie ma dominujące znaczenie w obsadzie stanowisk.
    Takie są fakty, smutne ale prawdziwe.

    Po drugie – taką namiastkę demokracji bezpośredniej mieliśmy, czy usiłowano stworzyć po wojnie w Polsce Ludowej w ramach Rad Narodowych. Dlaczego nie wyszło i nie poszerzono władzy ludu? Ano z tych samych powodów co w pkt. 1. Lud wolał słuchać miejscowego księdza niż coś dobrego tworzyć i zawsze byli tacy, którzy na poziomie lokalnym wręcz atakowali inicjatywy komunistów z PZPR, bo nie były na rękę miejscowemu plebanowi, czy jakiemuś dawnemu układowi, a lokaje donosili tam gdzie było trzeba. Bywało że nocą płonęły wtedy stogi czy obejścia gospodarcze tych ambitnych chcących coś dobrego dla wspólnoty zrobić. Takie były trudne początki Polski Ludowej. W końcu Rady Narodowe zlikwidowano, bo nie można było realizować celów polityki krajowej, a lokalna też kulała przez ciemnotę ludu. Jako dzieciak chodziłem z ojcem na zebrania partyjne i wiece wioskowe, gdzie mogłem obserwować jaki zachowawczy był naród. Z jednej strony ziemię z reformy przyjęli, ale do Kościółka biegali i pierwsze co to nasłuchiwali, czy proboszcz nie będzie miał nic przeciwko jakiejś tam partyjnej inicjatywie. Jak ksiądz wypowiedział się negatywnie, to nawet ci co należeli do partii, negowali potrzebę działania, przeciwdziałali temu. Bano się, że nie pochowa na cmentarzu (nota bene te obawy nadal można usłyszeć na wioskach), wyklnie z ambony, nie przyjdzie po kolędzie i będzie wstyd, albo dzieciaka do komunii nie dopuści itd. Na tym polega władza plebanów, na zastraszaniu. Przykład z mojej gminy – inicjatywa aby w czynie społecznym wybudować stadion gminny. Proboszcz miał za złe, że to zbyt blisko kościoła, więc będzie zakłócana cisza miejsca świętego (nawet w prostej linii było to daleko, ale pleban sobie nie życzył bo młodzież zamiast do Kościoła, będzie w piłkę grała w niedzielę) i rolnik ziemi na stadion nie oddał w dogodnym miejscu, ale wcześniej się zgadzał. Dopiero 10 lat później zabrano tę ziemię, a ja już jako uczeń szkoły podstawowej w czynie społecznym brałem udział w budowie tego stadionu. Trzeba było jednego pokolenia wyzwolonego spod władzy proboszcza, aby można było wybudować stadion.

    Po trzecie – „Rządzący nie zgodzą się nigdy na „oddanie władzy społeczeństwu” – i taka jest prawda. Bo kto ma podjąć inicjatywę zmiany przepisów i ją uchwalić, aby te szczytne postulaty znalazły się w Konstytucji? Kto ma przekonać oligarchię zachodnią, naszego okupanta ekonomicznego pod unijnym szyldem, że ich interesy nad Wisłą nie będą zagrożone? No kto!!! Jest taka partia? A rewolucji nikt nie będzie na ulicach robił, bo i po co, kiedy Polakom respirator ekonomiczny w zupełności wystarcza.

    Po czwarte – „Przypomnijmy chociażby wyprzedaż polskiego majątku narodowego na początku lat 90-tych. Gdyby wtedy doszło do referendum na ten temat, Polska dzisiaj należałaby do Polaków, a nie do obcych koncernów.” – nie wiem co profesor robił w latach 80-90-tych, ale lekcji nie odrobił. Takie referenda były i w każdym nie było zgody społecznej na prywatyzację majątku. Co z tego wynikło, wiadomo. Prawo nie zezwalało, to prawo zmieniono tak aby zezwalało, albo w ogóle nie brano wyników referendów pod uwagę i majątek rozprzedano zgodnie z zapotrzebowaniem zachodnich mocodawców.

    Przypominam więc:
    Referendum 1987
    “Według oficjalnych danych w referendum wzięło udział 67,3% uprawnionych i była to najniższa frekwencja w historii PRL. Na pierwsze pytanie “tak” odpowiedziało 66,04% głosujących, a na drugie – 69,03%[2]. Ustawa o referendum wprowadzała wymóg uzyskania ponad 50%, ale nie spośród głosujących, tylko ze wszystkich osób uprawnionych do głosowania. Powyższe wyniki należy zatem odnieść do ogółu uprawnionych i po takim przeliczeniu okazało się, że na pierwsze pytanie “tak” odpowiedziało 44,28% uprawnionych, a na drugie – 46,29%. Oznacza to, że referendum nie było wiążące.”
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Referendum_1987

    Podobnie było w Referendum 1996
    “Frekwencja wyniosła niewiele ponad 32%; wyniki obu referendów nie były zatem wiążące. Był to drugi taki przypadek w historii Polski, po referendum z 1987 roku.”
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Referendum_1996

    Mam nadzieję, że pan profesor rozumie czym są wiążące wyniki referendum przy większości zwykłej uprawnionych do głosowania. Bo tylko wtedy możemy mówić o prawdziwej demokracji bezpośredniej, i takie przepisy obowiązywały w demokracji ludowej, tak niesławnej zdaniem profesora.
    Na podstawie wyników tych dwóch referendów należy przyjąć, że prywatyzacja majątku narodowego Polski była nielegalna. Nas okradziono po prostu, bo nie było do tego podstawy prawnej. Jeżeli oczywiście uznamy, że obowiązuje zasada Dura lex sed lex.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Dura_lex,_sed_lex

    Odpowiedz
    • 7 czerwca 2020 o 10:01
      Permalink

      “Po czwarte..’ Czy ty uważasz że treść pytania brzmiałaby mniej więcej tak: “czy wyrażasz zgodę na pozbycie się w sumie za darmo (niektórzy szacują – 10 % wartości) dorobku paru pokoleń, czy chcesz stać się “już od zaraz”, bezrobotnym i bezdomnym dziadem”? … Na garnuszku ‘różnych Kuroniów” rozdających jakieś nędzne ochłapy i lejących krokodyle łzy, postkomunistów (różowi i czerwoni), tenże w pijanym widzie były bolszewik, jakieś rok -dwa wcześniej walił pięścią w stół i krzyczał że rozumie program nakreślonej transformacji że TAKIE zmiany są niezbędne….czerwone i różowe hieny… !!
      Job ich ma’t!! 😃 Niewielu było wówczas w proroków jak śp. A. Siwak, a nomenklatura komunistyczna
      z niecierpliwością czekała “na ten moment”, kiedy będzie już można ujawnić się z “nagrablonnym”,
      w drugiej połowie lat 80 ( spółki nomenklaturowe z kapitałem zagranicznym, “socjalizowanie’ i przekształcanie majątku państwowego itp. ) https://pl.wikipedia.org/wiki/Uw%C5%82aszczenie_nomenklatury
      A, treść pytania tak by sformułowano że osobiście ( w tamtym czasie) byłbyś ZA, byleby ‘stać się
      zachodem”, w okolicach ‘rodzin wolnych narodów” – BO EWG, to były jeszcze za wysokie progi na nasze, chudopachołków i ignorantów nogi.

      Czeremch i bez https://www.youtube.com/watch?v=-vVmeXZdkyI

      Czeremcha – śpiewa Janusz Gniatkowski https://www.youtube.com/watch?v=ASV5cvTf1Us

      Odpowiedz
      • 7 czerwca 2020 o 18:41
        Permalink

        @krzyk58

        A ty sądziłeś, że “jaśnie państwo” wreszcie odzyska utracone mienie? Naiwniak. 🙂
        U nas w gminie takie drobne “jaśnie państwo” jak poczuło wiatr w żagle po 4 czerwca 1989 r., to byli tacy co kazali już chłopom na wsiach zwijać żagle i do czworaków wracać, jak dwóch takich kułaczków chłopi popędzili to im się odechciało myśleć o restauracji folwarków. Na ich widok na ulicy chłopi spluwali i praktycznie życia nie mieli, chociaż się odgrażali, że miejsce potomków parobków jest na ich polu, jako siły najemnej bo oni ziemię z powrotem zabierają. Taka ci to była mentalność i poronione nadzieje tych, którzy niszczyli PRL, bo dali się szczególnie wykorzystać Kościołowi i zachodnim mocodawcom.

        Rozwój sytuacji znamy i podział tortu po PRL także. Gdzieś czytałem wypowiedź z wiarygodnego źródła, że uwłaszczona nomenklatura to 60% majątku, a 40% to elity styropianu i Kościół.
        W sumie to chyba Kościół jest największym beneficjentem uwłaszczenia, bo zachował Fundusz Kościelny ustanowiony w PRL w zamian za zabraną ziemię i jeszcze odzyskał tę ziemię.
        https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1509032,1,przeswietlamy-majatek-kosciola.read
        https://wolnemedia.net/fundusz-koscielny-kosztuje-nas-coraz-wiecej/
        https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1509302,1,kosciol-w-liczbach.read
        https://www.domiporta.pl/poradnik/7,126866,25978051,kosciol-dostal-grunt-na-warmii-za-ok-56-mln-zl-i-wybuduje-tam.html#s=BoxOpImg13

        Kler nawet gdyby ludzie przestali masowo chodzić do Kościoła swobodnie z tego co odzyskał wyżyje i nawet nowych kleryków jako świeży towar do uciech cielesnych może przyjmować, bo z tym majątkiem który już posiadają dadzą sobie radę. Mogą żyć nawet z dzierżawy i najmu nie robiąc nic, albo udając charytatywne działania.
        https://wolnemedia.net/defraudacja-w-szlachetnej-paczce/

        WIERSZ O RZEPLIŃSKIM I TK W SPRAWACH KOŚCIOŁA
        Piotr Kolec
        Rzecz to raczej niepojęta
        Strzelać sobie w stopę
        Ujawnił swego agenta
        Oddział na Europę

        Watykański wywiad sprawnie
        Miękczy wszelki opór
        Dawniej skrycie, teraz jawnie
        Wznosi święty topór

        To możliwe tylko w kraju
        Klęczącym przed klerem
        Gdzie ludziska biedę mają
        Są dla kleru zerem

        Szczytem hucpy honorować
        I wręczać medale
        Tym, co mają sąd sprawować
        W ważnym Trybunale

        „Za zasługi dla Kościoła”
        Cóż to za zasługi?
        Od wyroków się odwołać
        Ma jeden i drugi?

        Czyś prezesie wyrokował
        Na gardle z Jezusem
        Gdzieś swą niezawisłość schował
        Czyś kleru sługusem?

        Czy ojczysta Konstytucja
        Świstkiem jest papieru
        Czy jest celem nowych krucjat
        Zachłannego kleru?

        Mają swoich w parlamencie
        W rządzie jest ich nawał
        Teraz w trybunałach będzie
        Czart karty rozdawał…

        Źródło: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,17311923,Trzy_powody__dla_ktorych_prezes_TK_faktycznie_zasluzyl.html#Czolka3Img

        Odpowiedz
  • 7 czerwca 2020 o 13:46
    Permalink

    Wygląda na to, że „głos” Pana Profesora doleciał do najdzikszych zakątków globu i
    1-go lipca postanowiono przeprowadzić referendum w sprawie zmian do Konstytucji Federacji Rosyjskiej.
    Nie wiem, jaki jest stosunek Autora do definiowania Instytutu rodziny jako “związku mężczyzny i kobiety”, ale wydaje mi się, że tego rodzaju demokracja bezpośrednia mu się nie podoba.
    Кесарю – кесарево, а
    Слесарю – слесарево🙂

    A tak naprawdę, nie chodzi nawet o to, że doświadczenie Szwajcarii (pięknego, ale małego i bardzo specyficznego kraju) nie będzie działało w “dużych systemach”.
    Faktem jest, że liberalna demokracja Zachodnia nie tylko nigdy nie była uniwersalnym rozwiązaniem wszystkich problemów społecznych, ale sam system nie wydaje się tak naturalny.
    Przejście do niego związane z przemocą nad naturalnym procesem historycznym, ignorując tradycje, charakter ludowy, wypracowany przez wieki system wartości.
    „Chcesz mieć dobre prawo?
    Spal swoje i napisz nowe”.
    Wolter

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.