Oddaj moje cenne zbiory!

Losy nieprzewidziane

Książek losy bywają nieprzewidywalne. Bywało, że ginęły w pożodze historii jak owa biblioteka aleksandryjska. Bywały palone na stosach jako książki zakazane i bluźniercze. Czasem rzeczywiście, a czasem cenne. Wiele książek trafia obecnie zwyczajnie na śmietnik. Nawet nie na skup makulatury. Makulaturą nikt nie chce dziś sobie głowy zawracać. Nikomu się po te parę groszy chodzić już nie chce. Są po prostu wyrzucane. Tak jest prościej. Są niechciane. Czasem słusznie, czasem nie. Wszystko zależy, jakie są to książki. Zresztą na śmietniskach i w skupach makulatury nawet i cenne wyśmienite i ciekawe pozycje znaleźć można.

Książka książce nierówna jest. Są książki wartościowe. Są książki bezcenne. Są i sentymentalne. Kolekcjonerskie, zabytkowe. Nie brak jednak i książek bezwartościowych. Książek-śmieci. Których nie chcą trzymać nawet biblioteki czyszcząc z nich półki całkiem zresztą słusznie. Inna sprawa, że zwolnione po nich miejsce często zajmuje literatura pseudonaukowa i pseudoduchowa z szeroko pojętego śmieciowego nurtu New Age. Cóż, każda epoka ma swój własny zbiór książek szkodliwych… Tak czy siak, książek niecennych trzymać nie warto. Książek, za którymi dziś już nikt nie tęskni. Czy jednak na pewno? Otóż…

Na początku była…

…klatka schodowa. Wspólna. Klatką tą było można dojść do pomieszczeń na piętrze. Zwyczajna rzecz. Klatka, jak to klatka, niczym specjalnie się nie wyróżniała. Nie była to obszerna, betonowo-zimna klatka w jakimś blokowisku. Nie była to wysoka ponura i obdrapana klatka w jakiejś starej kamienicy. Była to zwykła maleńka klateczka schodowa w niewielkim domu. Efekt rozrostu owego budynku. Na piętro prowadziły wąskie kręte schody. Niewygodne. Niezbyt bezpieczne. Ale były. Prowadziły i przez wiele lat służyły każdemu, kto chadzał tam na górę.

Czasy się zmieniły. Nowe czasy przyniosły nowe pomysły na pomieszczenia z piętra. Powstało nowe wejście. Schody zewnętrzne prowadzące wprost do owych pokoi na górze sprawiły, że klatka wewnętrzna i owe niewygodne kręte przestały być potrzebne. Przynajmniej jako schody wspólne do wspólnej klatki schodowej.

A książki? Jak dotąd o nich ani słowa. Były sobie książki. Właśnie tu były. W kącie pokrywał je kurz.  Nie za wiele było ich. Na piętrze. Na owej klatce. Stały sobie na od lat porzucone na regale. Nikt nigdy tam nie zaglądał. Przynajmniej od bardzo dawna. Nikt nie sięgał po żadną ze zgromadzonych tam książek i ich nie czytał. Po prawdzie niespecjalnie było po co sięgać. Ot po prostu upchnięto je gdzieś, aby nikomu nie zawadzały.

Ściana niezgody

Na klatce powstała ścianka działowa. Wydawało się to prostym i sensownym rozwiązaniem. Klatka dotąd wspólna w prosty sposób oddzielała się od pomieszczeń, do których prowadziły nowo powstałe wspaniałe schody zewnętrzne. każdy miał swoją część i nikt nikomu na pokoje nie zaglądał. Nikt nikomu nie wadził. taki był zamysł.

A schody? A schody były niezwykłe. Już w dniu, w którym się pojawiły i były montowane, przyciągały uwagę. Każdy, kto przechodził w pobliży jeśli nawet się nie zatrzymywał, to przynajmniej przyglądał im w zadziwieniu. Zadzierał głowę oniemiały. Odwracał ją i wgapiał się w nie. Nikt nie potrafił przejść obojętnie obok tej metalowej błyszczącej i bardzo eleganckiej i nowoczesnej konstrukcji. Słowem: schody robiły oszałamiające wrażenie. Prezentowały się wspaniale. Błyszczały w słońcu.

Z chwilą, gdy powstała ścianka działowa, wspomniana biblioteczka z wątpliwej jakości nieużywanymi od lat książkami uległa likwidacji. No i zaczęła się awantura. Kolejna zresztą. I nie jedyna. Wybuchł konflikt. Całe naręcze konfliktów.

Po pierwsze kością niezgody stała się tym razem owa ścianka działowa. Pojawił się nawet nadzór budowlany. Nie pierwszy zresztą raz. I nie pierwsza nasłana tutaj komisja. Nie pierwszy donos. Nadzór sprawę zbadał, obejrzał i uznał, że nie ma ona, ta ścianka,  większego znaczenia. Że w żaden istotny sposób nie narusza wspólnej przestrzeni. Że jest logicznym i dopuszczalnym rozwiązaniem. I że z ich strony nie ma co do niej żadnych zastrzeżeń. Zasugerowano jedynie konieczność naniesienia zmian projektowych w dokumentacji pomieszczeń.

Co najwyżej sprawa może latami ciągnąć się po sądach. W nieskończoność, jeśli strony nie ustąpią.

Cegłą go! cegłą!

Jedna ze stron okazała się rozsądniejszą i dla świętego spokoju mimo wszystko postanowiła ustąpić. Ścianka została rozebrana, a wyjścia prowadzące na wspólną klatkę zamurowane. Żeby wzajemnie sobie nie przeszkadzać. Żeby się wzajemnie odizolować, oddzielić. Pozornie proste to zdarzenie stało się kolejnym zarzewiem agresji i przemocy.

Młody lump, chamidło i pener, narkoman i łajza, menel niewychowany zamieszkujący jedną z części budynku, tę, od której ścianka miała oddzielać, zaatakował jednego z murarzy. Uderzył go w głowę cegła. Na szczęście niegroźnie. Na szczęście. Bowiem sprawa mogła skończyć się poważnie. Mocniejszy atak nie tylko mógł zaowocować poważnym uszkodzeniem głowy, ale i upadkiem owego murarza nie tylko z drabiny, ale i z piętra przez lichej jakości balustradkę kończą podest. Mogło skończyć się rozbiciem głowy. Mogło skończyć się upadkiem z drabiny i połamaniem rąk i nóg. Mogło skończyć się upadkiem z wysokości i skręceniem karku na poniższych schodach. Szczęściem tak się nie stało. Niewiele brakowało.

Wezwano policję. Normalna sprawa. Ktoś kogoś atakuje, ktoś komuś wali cegła po głowie – wzywa się do pomocy policjantów., Dla ochrony. Dla ujęcia sprawcy i wymierzenia kary.

Wezwanie policjantów okazało się to totalną porażką. Przyjechało dwóch przemądrzałych gburowatych i niewychowanych wyrostków, którzy nijak nie potrafili odnaleźć się w zaistniałej sytuacji i nijak nie załatwili sprawy. Tym bardziej, że sprawca agresji zwyczajnie się ulotnił. Zwiał z miejsca zdarzenia. Ulotnił się w pośpiechu. Policjanci więc skupili się na poszkodowanych i właścicielu mieszkania. Pomylili prześladowanych z prześladowanymi. W końcu napsuwszy krwi i nerwów swym beznadziejnym zachowaniem i niegrzecznością wobec stron zostali przegonieni. Przykre to zdarzenie potwierdza niestety tezę, że rzadko kiedy można uczciwie liczyć na pomoc policji w obliczu przemocy.

Cenne książki moje oddaj mi!

A co z książkami? Ano zaczęła się awantura. Po prawdzie książki były wspólne. Przynależały do obu stron konfliktowej ścianki. Nie, żeby było tam coś niezwykle cennego. Co to to nie. Zaczęły się nagabywania, pokrzykiwania i dopominanie się. Że ukradziono cenne pozycje. Żeby oddać. Nie poprzestano na słowach. Książek dopominano się kolejnymi SMS-ami. Grożono policją. Zostały podzielone co nie było trudne, bo zdecydowana większość z nich była oznakowana bądź opisana na stronie tytułowej pod względem przynależności. Część z nich spakowane w worki wystawiono pod drzwi. Masz co twoje i zamknij dziób. Nażryj się swoimi śmieciami.

Cóż tam było zatem cennego, skoro tak się o nie głośno dopominano? Można było tam znaleźć nieco starej daty albo i bardzo starej nawet, podręczników. Nikomu do niczego już nieprzydatnych, dawno przeterminowanych. Pożółkłych i zdezaktualizowanych. No, ale się ich dopominano. Bo moje. Bo oddaj.

Coś jeszcze? A owszem. Lata pięćdziesiąte chlubią się bardzo niechlubnie zresztą literaturą realizmu socjalistycznego. Takich pozycji też tam nieco znaleźć można było. Może oto o nie chodziło? Tęsknota? Skrzywienie moralno-historyczne? Demencja starcza? Raczej zawiść i nienawiść.

Najcenniejsze z tego były lektury szkolne. Te aktualne. Te jednak nie podlegały zwrotowi, gdyż nie były własnością upominającego się.

Wciąż za dużo

2010-04-09
Poznań

słów
które niepotrzebne przecież
wiec tylko
zasłaniają
i nie widać jaki
sens
rozmywa się
treścią przegadaną

wciąż za dużo
słów
które znaczą
nic lub niewiele
które nie mówią
wcale
milczą
czekają
aż wzrok twój
przesunie się dalej

wciąż za dużo
słów
one i tak umkną
niezapamiętane
niezauważone
nieusłyszane
nie zapadną w pamięć
nie osiądą w sercu
nie dadzą odpowiedzi

wciąż za dużo
słów
które ranią
niszczą dookoła co tylko na drodze
słów które bolą
bardziej niż cokolwiek na świecie

przestań mówić
do mnie złe rzeczy
przestań milczeniem krzyczeć
przestań z tą wzgardą i poniżeniem
moje serce dłużej nie może tego znosić
jak mam kochać
skoro Stach budzisz i nienawiść
jak mam być twój
skoro ty
nie jesteś moja

zamilknij
pokochaj
od nowa
może zdołam ponownie
tobie zaufać
może jeszcze
nie jest za późno
abyśmy we dwoje
stali się jedną miłością

Adam Gabriel Grzelązka

Bój o książkowe śmieci zakończył się. Zarzewie konfliktu przycichło. Czy wygasło? Wątpliwe. Całkiem możliwe, że znów wybuchnie nową falą nienawiści w całkiem nowych nieoczekiwanych okolicznościach. Niestety.

Poznań, 2013.10.03
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

6 thoughts on “Oddaj moje cenne zbiory!

  • 17 listopada 2013 o 17:54
    Permalink

    Piękne, wspaniałe, jakie cudowne oderwanie od codzienności naszej medialnej papki! Gratuluję panu talentu!

    Odpowiedz
  • 17 listopada 2013 o 18:08
    Permalink

    Niestety my ludzie jesteśmy nieprzewidywalnie i kompletnie nielogiczni. Często w długotrwałych sporach nikt już nie pamięta zarzewia, będącego przyczyną nieporozumienia… Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • 17 listopada 2013 o 18:32
      Permalink

      Piękny komentarz do wspaniałego tekstu – webmaster Józef

      Odpowiedz
  • 17 listopada 2013 o 18:16
    Permalink

    Książka trafiającą na makulaturę niezmiennie rani moje serce… Książki są święte…

    dziękuję,
    Red.Nacz.

    Odpowiedz
    • 17 listopada 2013 o 20:16
      Permalink

      Książki są święte, to zdanie odpowiada mi najbardziej.

      Odpowiedz
  • 20 listopada 2013 o 00:24
    Permalink

    Są książki i książki. Są i takie, które budują serce. Niestety człowiek w swej ułomności powołał do istnienia również książki zakłamane, niszczące, książki zakłamujące prawdę, książki niszczące człowieka. Czytać należy i to dużo, ale czytać mądrze, a jeszcze mądrzej książki dobierać na lekturę. Bo prawdy trzeba szukać, prawdę pielęgnować i prawdy bronić.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.