Polityka

Oddaj dziecko premierowi, czyli akcje społeczne!

 W związku z oficjalną linią państwa polskiego, które nie wysyła karetek do małoletnich poniżej lat trzech oraz poprzez system podatkowy znacząco uniemożliwia ich utrzymanie przez ubogich rodziców – należy rozważyć akcję dobrowolnego oddawania dzieci poniżej lat siedmiu premierowi – poprzez osobiste przyprowadzenie dziecka pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Dziecko polskie z tabliczką na szyi – pozostawione na Alejach Ujazdowskich nie będzie tam nowym widokiem, albowiem starsi mieszkańcy Warszawy z pewnością doskonale pamiętają czasy, kiedy matki sprzedawały tam dzieci jak również swoje ciała z głodu. Właśnie poprzez nawiązanie do tej świeckiej tradycji można dzisiaj odstawiać dzieci panu premierowi z hasłem – nie stać nas na utrzymanie dziecka – proszę je sobie wziąć! Trudno o bardziej skrajny i desperacki sposób zwrócenia uwagi rządzących na beznadziejność panującej sytuacji i stosunków społeczno-gospodarczych w naszym kraju.

Z pewnością postulowana akcja nie spotka się z masowym odzewem, jednakże, co zrobić z dzieckiem starszym – już nie noworodkiem? Do domu dziecka go nie przyjmą, jeżeli nie jesteśmy z rodziny patologicznej – przechodzenie procedur sądowych to gehenna i koszty – nic przyjemnego ani dla rodzica ani dla dziecka. Stąd pozostawienie dziecka z tabliczką na szyi przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów może być rozwiązaniem akuratnym. Zwłaszcza, że ciepło się robi a obok jest piękny park, w którym dzieci mogą spędzić całą wiosnę i lato – dokarmiane przez ludność Warszawy, jeżeli pan premier i jego służby nie dostrzegłyby narastającego problemu porzucania dzieci w Alejach Ujazdowskich.

Może być wiele technik podrzucania dzieci – najskuteczniejsza wydaje się – wysadzenie z samochodu na początku kompleksu rządowego – gdzie oczywiście należy uważać na znaki. Krótkie zatrzymanie się, otwarcie drzwi i delikatne wypchnięcie oraz nałożenie tabliczki z napisem (małe dziecko nie umie czytać, więc się nie domyśli) – dla zmyłki wyposażenie w jakąś piłkę lub coś podobnego. W przypadku masowości postępowania rodziców, którzy nie dają sobie rady z utrzymaniem dzieci z powodów finansowych – mielibyśmy powrót do pięknej świeckiej tradycji.

Oceniając powyższą propozycję pod względem moralnym i prawnym – należy uznać, że jest w pełni naganna i absolutnie nie zasługuje na naśladowanie, jednakże w akcie desperacji jest to na pewno lepsze niż wysyłanie dziecka jak nieco podrośnie do pracy na zachodzie, albowiem pan premier i inni wysocy urzędnicy – tak bardzo upominają się o dzieci, więc na pewno mieliby wiele pomysłów jak naszych podarowanych im malców można wykorzystać.

Dla tych rodziców, którzy nie mają serca w tak karygodny i niegodziwy sposób postąpić – warto zalecić w ramach desperacji pisanie do premiera! Przed reformą jego strony internetowej mającej na celu dostosowanie formy wyświetlania do potrzeb tabletów – istniała możliwość zadania pytania bezpośrednio premierowi – emailem. Był specjalny formularz, można było się podpisać i oczekiwać odpowiedzi przekazanej do specjalnego departamentu. Obecnie pozostaje jedynie Biuletyn Informacji Publicznej i poszukiwanie kontaktu. Jednakże można tam znaleźć właściwy adres – umożliwiający korespondencje z szefem rządu. Proszę się nie spodziewać, że komuś osobiście odpisze, aczkolwiek z pewnością byłby to wielki zaszczyt, jednakże administracja ma obowiązek sprawy oficjalnie zgłoszone rozpatrzyć.

Tego władza boi się najbardziej – akcji, happeningów, korespondencji, publicznych apeli. Warto przypomnieć sobie bunt w sprawie ACTA! Jak szybko, jak sprawie, jak zdecydowanie zadziałała wówczas administracja. Podobnie może być w każdej sprawie, w której Naród się zjednoczy – domagając się od władzy działania, akcji interakcji.

Najwartościowszą formułą społecznej aktywności jest gromadzenie podpisów pod projektem ustawy – zmuszającym parlament do pochylenia się nad postawionym problemem, jednakże w praktyce funkcjonowania naszej demokracji jest to niesłychanie trudne do osiągnięcia, poza ugruntowanymi podmiotami społecznymi jest to prawie nie do osiągnięcia. Nie da się przeskoczyć progów organizacyjnych a także samo przygotowanie dokumentów wymaga odpowiedniej wiedzy i analiz, które należy wykonać na odpowiednim poziomie profesjonalizmu.

Pozostaje, zatem pisanie do premiera – koszt “e-maila”, dzięki czemu dostarczymy pracy wielu urzędnikom, albowiem ktoś będzie musiał korespondencję porządkować, segregować, przydzielać i rozsyłać po dekretacji. Być może wówczas nie będzie potrzeby oddawać dziecka premierowi, gdyż jest to przykład abstrakcyjnej wręcz desperacji, jednakże znając nasze społeczeństwo i biedę, jaką cierpi – należy się spodziewać, że wszystko jest możliwe w tym także tak skrajnie desperackie sposoby zwrócenia uwagi rządzących na beznadziejność panującej sytuacji i stosunków społeczno-gospodarczych.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Oddajcie Krakauera premierowi niech go karmi!

  2. @Krakauer przesadził, ale też pobudził do refleksji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

11 − one =