Paradygmat rozwoju

Od braku wizji romantycznej do potrzeby wizji pragmatycznej u Tuska

 Ostatnie przemówienie premiera w Sejmie zwane także przez jego propagandystów drugim expose to bardzo wdzięczny materiał do wszelkiego typu analiz politologicznych. Całość tekstu dostępna jest [tutaj], nas natomiast szczególnie zainteresował fragment pełniący funkcję podsumowania, gdzie pan premier odnosi się do oskarżania jego i jego ekipy o brak wizji rozwoju kraju, jak również pozwala sobie na przedstawienie i ocenę paradygmatu rozwoju kraju. Dla ścisłości tego, który obowiązuje tu i teraz.

Przejdźmy, zatem do przedstawienia tego, co pan premier powiedział – tekst na stronach 18 i 19 stenogramu expose, przeplatany naszym autorskim komentarzem:

„Chcę państwu powiedzieć na koniec, że często w tych latach i także w ostatnim roku słyszałem opinie, że naszym działaniom, naszym propozycjom brakuje wielkiej romantycznej wizji.”

 – super, to bardzo ważne, że pan premier uświadamia sobie fakt społecznej kontroli jego poczynań, a nawet docenia zdolność do abstrakcyjnych uogólnień. Jest tylko jeden problem, nie podnosimy od razu, że pan premier mija się z prawdą, czy też wybiórczo traktuje rzeczywistość, ale po prostu należy zwrócić uwagę na przymiotnik „romantycznej”, otóż chyba nikt poza niewielką częścią społeczeństwa w żadnej mierze nie jest zainteresowany wizją romantycznej – mesjanistycznej jak się pokaże Polski. Pan premier dokonał celowego nadużycia, aczkolwiek nie wiemy, co czyta, więc należy w dobrej wierze przyjąć, że tylko się myli, w każdym bądź razie nawet najbardziej prawicowi publicyści przez ostatnie lata nie apelowali o przedstawienie jakiejś romantycznej wizji – tylko wizji pragmatycznej, czyli skoncentrowanej na tym, co premier miał na myśli mówiąc „tu i teraz”. Niestety pan premier albo nie chce brać pod uwagę realiów, albo pozostał na zielonej wyspie i to niezwykle daleko od jej brzegów. Inaczej nie da się zinterpretować takiego zabiegu u inteligentnego człowieka, no chyba, że jest to zabieg celowy polegający na spłaszczaniu rzeczywistości i ucieczce od wyzwań i problemów. Zobaczmy, co powiedział dalej:

„I chcę powiedzieć, że w jakimś sensie mogę tę uwagę podzielić. Tak jest. Nie jestem specjalistą i nie będę specjalistą od wielkich romantycznych wizji, od wielkich ideologicznych uniesień.”

– premier brnie w romantyzm i ideologię, których naprawdę nikt od niego w ramach paradygmatu „tu i teraz” nie oczekiwał i nie oczekuje. Można zapytać – panie premierze – czy my, aby na pewno żyjemy w tym samym kraju? O czym pan mówi? Co to nas obchodzi? Następny akapit ujawni nam sprytny zabieg retoryczny premiera, który pod odrzuceniu apelu do abstraktu, który nikogo nie interesuje odwołuje się do realiów tzw. archetypu swojskości – zwykłych ludzi.:

„Tak naprawdę przez te 5 lat i także na najbliższe kilka lat, jeśli będę miał taką możliwość będę miał tak naprawdę jeden cel i jedno marzenie, bo mam wrażenie, że to są te cele i te marzenia, być może małe, być może przyziemne, które mają zwykli Polacy. Bo ani robotnik, ani sprzedawca, ani student, ani kucharka, ani nauczyciel, ani ja nie marzymy ani o wielkich zwycięskich wojnach, które w naszej historii częściej kojarzyły się i kończyły się porażkami. Nie jesteśmy nasyceni jakimś wielkim narodowym mesjanizmem. Nie szukamy na siłę okazji, żeby znowu składać jakieś wielkie ofiary. Nie chcemy niczego na siłę światu udowadniać. Tak jest.”

– ten fragment zasługuje na powielenie na murze Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – od strony alej, wielkimi literami – nie dość, że premier brnie już, bo uszy w abstrakcie bełkocząc o wielkich zwycięskich wojnach kończących się porażkami, nasyceniu mesjanizmem i okazjach do składania wielkich ofiar, żeby cokolwiek światu udowodnić, to jeszcze utożsamia się z odczuciami społecznymi tylko przeciętnych przedstawicieli społeczeństwa. To bardzo smutny fragment, jeżeli ten pan naprawdę tak myśli, gdyż to nic innego jak zwykłe bełkotanie, gdyż inaczej nie da się nazwać wkładania w usta ludziom słów, które nie padły, albowiem proszę mi pokazać kogoś, kto mówił przez ostatnie 22 lata w Polsce o jakieś wojnie zaczepnej? Ofiarach i udowadnianiu czegokolwiek całemu światu? O co chodzi w tym szkodliwym i nie bójmy się tego powiedzieć – kłamliwym bełkocie Tuska? Czy nie potrafi odnieść się do codziennych problemów przeciętnych ludzi, których rzekomo reprezentuje? Czy musi mówić o rzeczach niemających miejsca? Poza tym, jeżeli już mówimy o romantycznej wojnie, to on ją właśnie prowadzi w górach Afganistanu! Takie są fakty – tak jest panie premierze! Więc proszę nie opowiadać takich bzdur ludziom z trybuny sejmowej! Kłamstwo zawsze ma krótkie nóżki! Pan premier pominął w ogóle fakt, że te wielkie romantyczne wojny to jedyny sposób na wytłumaczenie społeczeństwu potrzeby złożenia kolejnej daniny krwi, gdyż przez ostatnie 300 lat prowadziliśmy je głównie w obronie własnego kraju. A ostatnią operacją zaczepną naszego wojska był udział komandosów w ataku na Irak (w czasie I-szej wojny w Zatoce). Wróćmy jednak do słów premiera:

„Ta moja wizja składa się naprawdę z małych codziennych marzeń i chciałbym bardzo przekonać wszystkich, że każdy następny dzień będzie próbą odbudowy wiary i nadziei u tych, którzy ją tracą w czasach kryzysu, że możliwe jest wspólne działanie, że Polska dalej rozwijała się tak bezpiecznie jak do tej pory, bo ja wierzę, że z tych małych marzeń, z tych pozornie małych celów tworzy się tak naprawdę największa wizja, największa i najwspanialsza idea.”

– jest to niezwykle ciekawy fragment, kończący zabieg erystyczny premiera – odwołanie do potrzeb i pól percepcyjnych zwykłych ludzi – archetyp małych marzeń, jako najbardziej pożądany wyróżnik do wytyczenia paradygmatu rozwoju poprzez zagregowanie takowych. Wspaniała sprawa – miliony spragnionych mieszkań, wakacji, dobrej opieki zdrowotnej, dobrej komunikacji, godnych pensji, edukacji, ogrzewania zimą, a także coraz częściej pełnych śmietników, – na których przecież się stołują – to są właśnie małe codzienne marzenia Polaków, taki reprezentatywny wycinek, a nasz premier stworzy z nich największą wizję – mega agregat nadrzeczywistości, w którym biedni i najbiedniejsi płacą na utrzymanie państwa gwarantującego doskonałe warunki życia i kręcenia wałów takim ludziom jak krajanie pana premiera od złotego gdańskiego interesu. Nic tylko pogratulować. Naprawdę na tak prymitywną retorykę już chyba nikt w tym kraju się nie nabierze, włącznie z tymi, co pożywiają się na śmietnikach. Czytajmy jednak premiera dalej:

„Chcę państwu powiedzieć, bo chyba wszyscy mamy tę świadomość historyczną w głowach i w sercach, bo ja mam ją w sposób niezwykle intensywny i ja mam ją każdego dnia, że my od lat, mniej więcej od lat dwudziestu, ścigamy się z historią. Ścigamy się o kolejne lata pokoju i spokoju, dobrych relacji z sąsiadami, możliwości rozwoju, korzystania z pieniędzy europejskich i umacniania się w tej kulturze zachodu.”

– jak widać pan premier jest jednak rozsądnym człowiekiem i ma pełną świadomość, że fikcja, którą tworzy może być za jakiś czas poddana geopolitycznemu sprawdzaniu. Proszę zwrócić uwagę na słowa – „w sposób niezwykle intensywny”, oznacza to, że premier ma pełną świadomość tego, co twierdzi historiografia niemiecka – a co w skrócie można określić nazywając Polskę państwem sezonowym. Dlaczego? Ponieważ 22 lata naszej udanej transformacji pan premier nazywa „ściganiem się z historią”, czyżby, więc nad Polską wisiało jakieś nieuchronne fatum? No przecież powiedział pan premier, że ścigamy się z historią o kolejne lata uwaga POKOJU, MOŻLIWOŚCI ROZWOJU I UMACNIANIA SIĘ W KULTURZE ZACHODU – no nic nie bije tak w świadomość jak to odwołanie do pokoju! To mówi premier wcześniej posługujący się przez 4 lata retoryką zielonej wyspy? Nagle odkrywa karty i przepraszam – w najlepszym tonie Kaczyńskich a nawet, co tu dużo ukrywać Dmowskiego – mówi wprost o naszym wyścigu z historią o pokój? Skala niesamowitości tej wypowiedzi rozkłada wszelkie emocje, dziwne, że społeczeństwo nie stoi tam gdzie ta wypowiedź je zastała z rozdziawionymi paszczami i nie dziwi się nowej – starej rzeczywistości. Czytajmy, zatem dalej:

„Od dwudziestu lat ścigamy się z czasem, bo historia rzadko, kiedy dawała nam tyle czasu, ale naprawdę może być tak, że nie za rok, może za pięć, ale kiedyś ta historia swoje szpetne oblicze może znowu pokazać tu w tej części świata, bo zawsze tak się działo.”

– przyznaję, że osobiście zbaraniałem i zjeżyły mi się włosy, jak to się pięknie komponuje z faktem, że nasi politycy w tym pewien minister kombinują jak załatwić zieloną kartę do USA, a może po prostu wszyscy wyjedziemy? Czy w historii światowych przemówień politycznych, jakikolwiek mąż stanu zapowiadał otwarcie cykliczne problemy z zachowaniem niepodległości? No, bo jak inaczej rozumieć fragment o szpetnym obliczu historii? Przecież ścigamy się z czasem, a jeszcze bardziej konkretyzując – ścigamy się z sąsiadami o siłę i potencjał państwowy, decydujący o możliwości ewentualnego zdominowania sytuacji w regionie. Nie za rok, nie za pięć lat, ale kiedyś ponownie czeka nas konfrontacja, bo zawsze tak się działo. Można mieć wrażenie po przeczytaniu tego fragmentu, że pan premier jest namiętnym czytelnikiem Obserwatora politycznego. Czytajmy, zatem dalej ten punkt kulminacyjny:

„I chcę powiedzieć, że wtedy musimy być gotowi, musimy być przygotowani. Tego czasu musimy wygrać jak najwięcej, i w tym wygranym czasie musimy jak najwięcej zbudować, jak najwięcej pieniędzy zainwestować w dzieci, w drogi, w rodzinę, w miejsca pracy.”

– czyli mamy po prostu stworzyć na tyle potencjału ile się da, ale chyba nie jest dobrze, jeżeli z 300 mld pożądanych dotacji z Unii Europejskiej w kolejnej perspektywie finansowej, około 100 mld złotych, czyli jedną trzecią – mamy wydać na zbrojenia. Czytając te słowa, nie można nie mieć wrażenia, że pan premier czegoś więcej nie wie, tylko o tym nie mówi, żeby nie budzić paniki. Jednakże premier finiszuje pompatycznie:

„Dzisiaj Polska cieszy się, czy wam się to podoba czy nie, szczególną estymą i reputacją, bo gdzieś świat wreszcie zauważył, że tutaj miliony normalnych ludzi wzięło się kilka lat temu do ciężkiej roboty i nagle się okazało, że Polska może być wzorem postępowania a nie chłopcem do bicia. I tę wizję, tę wielką ideę chcielibyśmy realizować. Chcielibyśmy to wielkie zadanie dokończyć bez zbędnego zadęcia, być może z błędami.”

– nie wiem czy te miliony ludzi nie zostały postawione przed wyborem – głód albo niewolnicze tyranie, pomijając już te miliony ludzi, które stąd musiały wyjechać, ponieważ nie było dla nich miejsc pracy w kraju. Jakim jesteśmy wzorem i dla kogo i w czym? Może w porozumieniach gazowych typu Nord Stream? Tam akurat jesteśmy nadal, a może znowu chłopcem do bicia! Tu nie ma żadnej wielkiej idei, którą pan premier może i chce realizować, to zwykłe zarządzanie sprawami codziennymi i pasożytowanie na umęczonym warunkami życia narodzie!

Reasumując i szukając wniosków, nie można mieć złudzeń. Nasza elita doskonale wie, że historia – a nie nasze własne starania – sprawiła nam przyjemność 23 lat formalnej niezależności, czyli okresu, kiedy to nie jesteśmy jak to bywało przez ostatnie 300 lat niewolnikami i sługami swoich sąsiadów, ani też nie gipsują nam gardeł w celu cichego mordowania w katowniach zlokalizowanych w pobliskich piwnicach, jak również nie wywożą nas do krematoriów, czy też na daleką północ lub dalekie stepy w jakimś miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Tak, premier ma rację – te 23 lata to fenomen niepodległości, która spadła nam z nieba, a przy okazji nie zaczęliśmy od wyzerowania potencjału – normalnym w naszej romantycznej historii powstaniem tylko – wszystko osiągnęliśmy w drodze negocjacji. Faktem jest, że rosnąca mimo licznych błędów, szkodnictwa i często jawnej głupoty – siła naszego państwa nie podoba się wszystkim sąsiadom. Co więcej faktem jest, że nasz strategiczny przyjaciel a zarazem historyczny wróg – Niemcy, zabezpieczył kręgosłup swoich ekonomicznych interesów w kontaktach z drugim historycznie nieprzyjaznym nam krajem – Rosją, na wypadek nadzwyczajnej zmiany strategicznych relacji w regionie. Musimy być na nią gotowi, dokładnie tak jak powiedział pan premier, zwiększając dzietność i bogacąc się, albowiem to są jedyne warunki przetrwania narodu w warunku takiego posadowienia geograficznego jak nasze. Proszę zwrócić uwagę – w wyniku postępu technologicznego tracimy na korzyściach z lokalizacji tranzytowej nawet w okresie pokoju! Oznacza to tylko i wyłącznie jedną rzecz – należy nasze państwo przygotowywać do wojny, absolutnej, totalnej, wyniszczającej i ludobójczej wojny, jaką w dającej się dostrzec z dzisiejszej perspektywy przyszłości – przyjdzie nam ponownie stoczyć w obronie naszych domów i prawa do bycia tym, kim jesteśmy, – czyli Polakami i Polkami. To jest wniosek z przemówienia pana premiera – przygotowujmy się do wojny! To jest dla naszego państwa zadanie najważniejsze, z którym ścigamy się już 23 lata!

Warto jest dopowiedzieć, to, czego premier nie powiedział, – bo przecież jak sam twierdzi – nie jest zdolny do wyrażenia jakieś abstrakcyjnej wizji – opartej na przesłankach wynikających z wnioskowania. Jedynym gwarantem naszej niepodległości w średnio i długookresowej perspektywie jest własna silna armia! Wzorem dla nas musi być państwo Izrael pod względem organizacji obronności. Ostatecznym argumentem przemawiającym do naszych sąsiadów, a zarazem konsekwencją potraktowania nas tak jak się do tego przyzwyczaili może być i musi – tylko i wyłącznie broń masowego rażenia, którą jako państwo powinniśmy osiągnąć i wprowadzić ZA WSZELKĄ CENĘ na wyposażenie naszej armii wraz ze środkami jej przenoszenia. Nasi sąsiedzi, których naprawdę bez ceregieli – możemy się chociażby z samych powodów historycznych obawiać – muszą zrozumieć, że próba potraktowania Polski zbrojnie, skończy się odwetem nuklearnym, biologicznym i chemicznym – bez względu na konsekwencje, albowiem mamy tylko i wyłącznie tą ziemię tutaj pomiędzy Odrą a Bugiem, Tatrami i Bałtykiem i NIGDY już nie zgodzimy się ani sami być, ani na to, żeby nasze dzieci miały być ich niewolnikami.

Tak mniej więcej swoje przemówienie powinien zakończyć premier, albo powinien tak myśleć i to najlepiej po cichu realizować. No, ale niestety… jest jak jest, dlatego chyba warto poszukać możliwości emigracji, jeżeli nie chce się podzielić klasycznych polskich losów…, dlatego właśnie potrzeba odrobiny zdolności do wizji pragmatycznej a nie romantycznej. Przy czym, w naszych realiach pragmatyzm oznacza konieczność uwzględnienia jako możliwy najczarniejszego scenariusza w wyścigu historycznym, w jakim bierzemy udział. A to oznacza nadrzędny imperatyw uzbrojenia się po zęby – podkreślmy, czy to się komuś podoba czy nie. No chyba, że godzi się na bycie niewolnikiem. Wybór należy do was szanowni czytelnicy.

W artykule wykorzystano fragment wystąpienia pana Premiera Donalda Tuska w Sejmie „Drugie Exposé” 12 października 2012 r., w wersji udostępnionej na stronach internetowych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod adresem: www.premier.gov.pl/download/38/c5/16b8bdb6541cd68df1a55d2d15c45d795855.doc – data dostępu 15.10.2012r.

One Comment

  1. Najwyraźniej premier, jak i rownież cześć elit zdała sobie sprawę iż administracja Obamy skreslila Polskę, no i pewnie wiedza wiecej niż mówią, bo straszenie wojna przez Rostowskiego, Tuska, prośby Sikorskiego w UK o przejęcie przywództwa militarnego w UE cieżko mi uznać za zwykły przypadek. Ja jestem ciekaw co dostali Amerykanie w zamian, czego pewnie kiedyś sie dowiemy. Coraz wiecej jest sygnałów wskazujących na taki scenariusz, a przez zaniedbania wojska przez ostatnie 23 lata jak zawsze zostajemy sami i z ręka w nocniku.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.