• 16 marca 2023
    • Ekonomia

    Od 20 lat cena megawatogodziny energii elektrycznej oscylowała od ok. 100 do ok. 200 PLN

    • By krakauer
    • |
    • 18 stycznia 2022
    • |
    • 2 minuty czytania

    Od 20 lat cena megawatogodziny energii elektrycznej oscylowała od ok. 100 do ok. 200 PLN. W grudniu zeszłego roku, mieliśmy do czynienia z ceną około 2000 PLN za megawatogodzinę w Polsce, a w krajach zachodniej Europy – pokazywały się ceny dwa i trzy razy wyższe, czyli do ok. 6000 PLN za megawatogodzinę. Warto wiedzieć ile, to jest megawatogodzina. Można to sobie wyobrazić w sposób następujący – jeżeli Państwa czajnik na wodę – „grzany prądem” ma moc 2 kW (zużywa dwa kilowaty energii na godzinę – 2000 Watów). To 1 megawatogodzina, to praca 500 takich czajników przez godzinę (2000 W x 500 czajników – 1 mln Watów, czyli 1 Mega Watt). Straty, przesył, zaokrąglenia pomijamy – szczegóły nie mają znaczenia, chodzi o pokazanie tła zagadnienia.

    Przed pandemią cena przeliczeniowo megawatogodziny energii czerpanej z gazu ziemnego wynosiła od około 50 PLN do ok. 150 PLN. Pod koniec grudnia 2021 – tuż przed świętami, skoczyła do około 800 PLN, a obecnie waha się na poziomie około 400 PLN. To się nazywa wolny rynek prawda? Tego chcieliśmy! Wolny rynek cen energii, gdzie jej dostawcami są kartele o charakterze globalnym i nie do końca działające jawnie obce potęgi. Jednak oto wolny rynek w praktyce – wahanie cen o 1000% na rachunkach za gaz, to piękne przedstawienie jego działania w praktyce.

    Do tego elektrownie emitują mniej więcej jedną tonę CO2 na 1 megawatogodzinę produkowanej energii, elektrociepłownie nieco mniej (kogeneracja), jednak to i tak około 80 Euro za prawa do emisji (cena giełdowa), a to daje około 360-380 PLN ceny sztucznie dodanej, do ceny energii. Węgiel oczywiście też, nie jest za darmo. Trzeba około pół tony (w zależności od kaloryczności) węgla kamiennego na wyprodukowanie 1 megawatogodziny energii, co daje cenę około 150-200 PLN w zależności od kontraktu, po jakim elektrownia kupiła węgiel. Więc realnie koszt produkcji 1 Megawatogodziny to około 500-600 PLN. Do tego dochodzą opłaty przesyłowe, mniej więcej – drugie tyle, akcyza itd.

    To wszystko, to jednak dopiero preludium do „pełni szczęścia”, albowiem w styczniu 2024 roku, czyli za dwa lata – odejdziemy od cen regulowanych dla gospodarstw domowych! Jest jednak szansa, że to szaleństwo się zmieni, bo ryzyko polityczne związane z szokiem cenowym, który właśnie przeżywamy jest nie do zniesienia dla elit w całej Europie. Nawet Francja – mająca około 70% energii pochodzącej ze stabilnych źródeł jądrowych, nie uniknęła szoku cenowego!

    Zagrożeniem jest pomysł na „Fit for 55”, które Komisja Europejska ogłosiła w lipcu 2021 roku. Planowane zmiany mają doprowadzić do ograniczenia emisyjność gospodarki europejskiej o co najmniej 55% do 2030 roku, względem poziomu emisji z 1990 roku. Bruksela sugeruje zmiany w limitach emisji samochodów, sposobach ogrzewania domów, ograniczeniu tanich lotów, odnawialnych źródłach energii i jeszcze inne pomniejsze szaleństwa.

    Głównym problemem o którym się tutaj nie mówi jest skala odniesienia. Jest to bardzo ciekawe i chyba najważniejsze, o czym powinniśmy pamiętać w ocenie tego zjawiska. Otóż w 1990 roku – w Europie istniał PRZEMYSŁ CIĘŻKI, który generował bardzo dużo różnych zanieczyszczeń, a gospodarstwa domowe stanowiły niewielki procent tej emisji. Dzisiaj zaś, przemysłu prawie nie ma, a ten co jest boi się emitować cokolwiek, bo ma świadomość, że jak coś jest nieprzyjazne dla “misiów polarnych”, to Komisja Europejska tego nienawidzi i wypali to żywym ogniem. Dlatego, główne obciążenie zmian spada na gospodarstwa domowe, w tym przede wszystkim w krajach z zacofanym systemem elektroenergetycznym – opartym na tradycyjnych metodach łączenia atomów węgla z tlenem w procesach spalania. Proszę pamiętać – kiedyś były huty, koksownie, cementownie, zakłady produkcyjne – mające olbrzymie zapotrzebowanie na energię. Dzisiaj została tego garstka i zmieniła się technologia, tam gdzie procesy wytwórcze na to pozwalają na mniej energochłonną. Natomiast gospodarstwa domowe mają coraz więcej urządzeń niezbędnych do zachowania standardu cywilizacyjnego. Zmywarki, pralki, suszarki, klimatyzatory – to wszystko ma w sobie silniki, agregaty i zużywa naprawdę w sumie dużo energii. O czajnikach grzejących na zasadzie oporu nawet nie ma co wspominać, to prawdziwi zabójcy sieci energetycznej. W sieci można znaleźć ciekawe wyliczenia, ile kosztuje używanie tych urządzeń w gospodarstwie domowym przeciętnie rocznie.

    Powyższe ceny – ich poziom i nagłe wahania, mają realne przełożenie na naszą rzeczywistość. Otóż na początku stycznia br., mąka w hurcie dla piekarni była droższa o ok. 80% w stosunku do cen średnich z 2021 roku, a obecnie w połowie stycznia jest to już droższa o ponad 100%. Ceny gazu to szok dla piekarzy i pizzerni w całej Polsce. Wzrost cen gazu o 400%, który jest realny na rachunkach odbiorców tego typu oznacza wzrost cen chleba do średnio 40 PLN za kilogram. W ten oto sposób, rozwiązujemy problem otyłości! Pizza staje się luksusem! To jest naprawdę niesamowite i dzieje się na naszych oczach niesłychanie szybko, w zasadzie w ciągu roku!

    W każdym szaleństwie jest metoda. Unia Europejska przegrywa w globalnej rywalizacji o źródła surowców energetycznych i w ogóle przegrywa, jest silnie uzależniona od Rosji, krajów arabskich i USA. W przyszłości będzie jeszcze gorzej, nie będzie łatwych i tanich źródeł, pozwalających na utrzymanie dotychczasowego stylu i poziomu życia. Dlatego wymuszenie przekształceń systemowych jest rozsądne – co do celu – nie ma wątpliwości. Lepiej jest mieć gospodarkę, wytwarzającą N dóbr, z 20 TW energii, niż z 200 TW. Ponieważ, koszty ogólnego funkcjonowania będą niższe. Problem polega jednak na tym, że nie wszystkie europejskie kraje mają „efektywny” wiatr, nie mówiąc już o słońcu. Energetyka wodna, w związku ze zmianami klimatycznymi – ma problemy nawet w pięknej Norwegii. Dlatego potrzebujemy rozwiązań, które nie tylko gwarantują nam stałe zasilanie po przewidywalnych cenach, ale jeszcze brak zakłóceń. Nie ma lepszej opcji na dzisiaj, niż energetyka jądrowa. Ponieważ jest ona w zasadzie głównie kosztem finansowym, przy znanym ryzyku technologicznym i środowiskowym. Jeżeli uda się je zminimalizować i nie dopuścić do „zdarzenia” jest się wygranym. Ponieważ kupuje się technologię, reaktory i urządzenia towarzyszące – wraz z paliwem, na wiele lat. Tego potrzebujemy, ale niestety już jesteśmy spóźnieni. Tak, oczywiście problemem są odpady i urządzenia wyeksploatowane (z obiegu wewnętrznego), ale to umiemy rozwiązywać. Coś – za – coś, to tak działa.

    Na pewno pomostem musi być spalanie gazu i być może ropy naftowej, a także biopaliw. Trzeba mieć jednak świadomość, że kraje dostarczające paliwa kopalne wiedząc, jaką mamy politykę i że jeszcze CERN nie wymyślił „fuzji”, będą na nas budowały dobrobyt swoich dzieci i wnuków! Ponieważ nie mamy własnych źródeł, które pozwoliłyby Europie na neutralność w imporcie energii. To nie jest możliwe, chyba żeby na poważnie potraktować biopaliwa i skłonić rolników finansowo do produkcji dużej ilości przetwarzalnych nośników bio-energii. Jednak i to by było za mało, ponieważ – nie da się oszukać natury, a więcej upraw „na paliwo”, oznacza mniej upraw żywności i paszy. Droga żywność jednak zawsze będzie pochodną cen paliw, bo rolnictwo bez ropy naftowej i nawozów azotowych (w gigantycznych ilościach) jest dzisiaj praktycznie niemożliwe. To nie są lata 90-te, kiedy koń z wozem drabiniastym był opcją i nieefektywnie, ale się to wszystko utrzymywało.

    Jako kraj powinniśmy się zgodzić na masową energetykę prosumencką – pomimo kosztów społecznych i środowiskowych. Oznacza to, masowe wspieranie produkowania energii cieplnej i elektrycznej na dachach naszych domów i bloków. Do tego jest potrzebny rozwój sieci energetycznej, bo ta co jest już sobie nie radzi. Dodatkowo, trzeba pozwolić na budowę wiatraków na lądzie. W naszych realiach oznacza to, głównie Pomorze Zachodnie, jednak – w wielu miejscach, można postawić bardzo wysokie wiatraki, które będą efektywne przy obecnej technologii. Rząd powinien to wspierać, co roku z funduszy, jakie ma z naszych opłat za emisje – a nie rozdawać je swojemu elektoratowi w ramach kolejnych plusów. Chodzi o to, że jeżeli przez rok, będziemy w stanie dodać do miksu energetycznego 2-3% zapotrzebowania, ze źródeł odnawialnych, to przez dziesięć lat – dodamy około 25-30% więcej, niż mamy obecnie. To jest realny potencjał wiatru i słońca w Polsce, do tego biomasa i biopaliwa i naprawdę, można myśleć o względnej niezależności energetycznej. Uwaga, nie ma argumentu, że wiatraki nie kręcą się zawsze, a panele nie działają w nocy. To jest oczywiste. Jednak, jak wieje i jak świeci – można zużywać mniej węgla i gazu, które można składować o w oczekiwaniu na to, jak będą potrzebne.