Oczywiście, że w mediach powinno rozmawiać się z narodowcami!

Mainstream ma kolejny problem zastępczy, rozważa czy powinien rozmawiać z „narodowcami”, „faszystami”, „bandytami”, różni dziennikarze i dziennikarki, czy też „media workerzy” wałkują nieistniejący problem unosząc się „honorem”, zgodnie z którym deklarują, że nie zaproszą „ścierwa”, że „nie ma wolności (słowa) dla wrogów wolności” itd.

Wszystko wspaniale, tylko tak się składa, że środowiska narodowo-radykalne i ksenofobiczne nie potrzebują mediów głównego nurtu, co więcej można powiedzieć, że podobnie jak my ich nienawidzą, jednakże co jest oczywiste z nieco innych pobudek. Tutaj nie ma zatem problemu braku przestrzeni na dialog, żaden szanujący się przedstawiciel rosnących w siłę nowych/starych nurtów politycznych i społecznych nie pozwoli sobie na marnowanie czasu w jakimś szmatławcu lub podejrzanym portalu.

Zatem to nie jest problemem dziennikarzy, oni nie decydują o tym, czy środowiska skrajne – rosnące w siłę, znajdą swoje miejsce w mediach. O tym zadecydują same środowiska, właśnie m.in. taką aktywnością jak niedawno obserwowana, ewentualnie dla „swoich” i osób o zbliżonych poglądach mają własne media niszowe, które wbrew powszedniej opinii – przeważnie są bardzo profesjonalnie wykonywanymi serwisami informacyjnymi, czy też forami wymiany dyskusji. Ci ludzie zwyczajnie nie potrzebują mediów, które zawłaszczają mediosferę i uważają, że jak o czymś nie napiszą to tego zjawiska nie ma. Właśnie po to był marsz 11 listopada, żeby zadać kłam tego typu myśleniu – każdy mógł się bowiem przekonać, że środowiska skrajne – są, że są liczne, że potrafią zaakcentować swoją obecność i mają jakichś liderów.

Z powyższych względów – media głównego nurtu powinny przyjąć taktykę odwrotną, jak najszerzej relacjonować – o wszystkim i o wszystkich. Nie można tolerować sytuacji, w której koledzy z różnych redakcji zamkną się informacyjnie na jakiś sektor polskiej sceny politycznej – pozbawiając ludzi prawa do informacji. Przecież to jest oszustwo i cynizm, sprzeczne z ideą dziennikarstwa wolnego i niezaangażowanego! Naprawdę trzeba pisać o wszystkim i wszystkich, którzy stanowią istotny punkt na mapie społeczno-politycznej kraju, ponieważ takie tematy i ci ludzie zwyczajnie interesują społeczeństwo. Dziennikarze nie mogą być w 1000% filtrem zaporowym, odsiewającym te informacje, które ich zdaniem nie „łapią się do mainstreamu”. Oczywiście odrzuca się przemoc, ksenofobię, wulgaryzmy, – ale od tego są dzwoni, gwiazdki, zasłanianie paskami – nikt nie zmusi redakcji do opublikowania czegoś, czego nie chce.

W sztuce dziennikarstwa rozchodzi się bowiem przede wszystkim o prawdę, o przedstawianie prawdy w sposób prawdziwy, jednoznaczny i nie zaburzający kontekstu przekazu. Dziennikarz nie może być demiurgiem, kreującym fakty, nawet przez przejaskrawianie, zasłanianie, czy też krzykliwy tytuł. Rolą dziennikarza jest zdanie relacji, ewentualnie opatrzenie jej komentarzem. Felietonista może sobie pozwolić na przejaskrawienie, wyostrzyć obiektywizm, zatracić się w subiektywizmie – wszystko jest zgodne z regułami sztuki i warsztatem. Felieton nie okłamuje ludzi, zawsze mogą przestać czytać – zwyzywać w myślach autora, za to że ten nieudolnie próbuje im narzucić swój punkt widzenia. Jednakże tu nie ma naruszenia dogmatu prawdy. Ponieważ czytelnik wie, z czym ma do czynienia – nie ma obowiązku czytania! I nie będzie! Tego nie wymyślił żaden totalitaryzm, wręcz przeciwnie, wszelkie –izmy z zasady bały się książek i wszelkiego słowa pisanego. Między innymi dlatego tak niebezpieczne są dźwięk i obraz, a zwłaszcza ich połączenie pod postacią filmów. Jednakże to już temat na inną dyskusję, w innym felietonie.

Reasumując – w mediach powinno się rozmawiać z każdym, kto liczy się na scenie publicznej. Co więcej – osobiście marzeniem autora, jest przeprowadzanie wywiadów ze zwykłymi losowo wybranymi – całkowicie przypadkowymi ludźmi. To dopiero byłoby ciekawe! Jednakże to też, pozostawmy na marginesie. Trzeba rozmawiać z każdym, kto chce rozmawiać. Zresztą już samo skłonienie przedstawicieli elementów skrajnych do rozmowy – stwarza nową jakość i jest wielkim zwycięstwem demokracji oraz świętem pluralizmu! Przecież o to w tym wszystkim chodzi! Z pewnością są w naszym kraju ludzie, którzy mają poglądy narodowe, może nawet ksenofobiczne, – jeżeli tylko chcą, to mamy obowiązek z nimi rozmawiać i prowadzić dialog. Nawet za cenę, bycia mimowolną tubą propagandową. Wszystko w ostateczności można opatrzyć komentarzem, a tak naprawdę to decyduje czytelnik/widz, – który jest ostatecznym i najwyższym autorytetem w państwie demokratycznym, albowiem może, co cztery lata skorzystać ze swojego prawa wyborczego i zachować się nad urną brutalnie lub afirmacyjnie.

Nie ograniczajmy nikomu prawa do informacji. Ludzie są mądrzejsi niż się „media workerom” wydaje!

2 myśli na temat “Oczywiście, że w mediach powinno rozmawiać się z narodowcami!

  • 14 listopada 2013 o 17:32
    Permalink

    Rozmawiać z narodowcami?
    Po co?

    Odpowiedz
    • 15 listopada 2013 o 13:42
      Permalink

      Najkorzystniej jest, jak “sami swoi ” upajają się własnymi dokonaniami w temacie demokracji, wolnosci, praw człowieka. W jakiejs “fundacji” np. ładnie brzmiącej, np Batorego.Mający “odmienne poglądy” są niepotrzebni, psują “ustalony ład polityczny”.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.