Ogólna, Technologia

Ochrona środowiska musi być priorytetem

 Ochrona środowiska musi być priorytetem w zakresie polityki państwa na poziomie krajowym i na wszystkich szczeblach samorządu. Istotną częścią tej polityki może być używanie elementów środowiskowych, jako stymulant gospodarczych.
W Polsce najlepszym sposobem na przeprowadzenie działań pro ekologicznych byłoby stworzenie systemu, który uwzględniałby powiązanie działań na rzecz ochrony środowiska z istotną modyfikacją zachowań ekonomicznych i zwyczajów bytowo-życiowych ludności.
Kluczem do budowy systemu na rzecz rozwiązań proekologicznych mogą być biopaliwa i generalnie pojmowana energetyka odnawialna, w tym w szczególności produkcja nośników energii przez branżę rolniczą tj. producentów i przetwórców rolno-spożywczych.
Nasz kraj bez żadnych istotnych strat dla produkcji rolnej, przeznaczonej na konsumpcję spożywczą i paszową, mógłby produkować do 40% potrzebnych paliw płynnych i około 20-30% potrzebnego wsadu do elektrowni i elektrociepłowni. Wystarczy tylko przekierować system dopłat bezpośrednich w taki sposób, żeby rolnicy byli zobligowani dostarczać z ugotowanych i nieużywanych gruntów, w ramach prowadzonego ugorowania i płodozmianu – odpowiednie surowce. Rzepak, wierzba energetyczna, to są skarby, które można przetworzyć. Podobnie jak ziemniaki, czy buraki cukrowe. Co się z tego robi, chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć?
Docelowo powinniśmy dążyć do modelu wspólnot lokalnych, które miałyby za cel stworzenie systemu, który ograniczałby ich energochłonność, a zarazem zapewniał generowanie dużej części potrzebnej energii na miejscu. Dotyczy to małych, średnich i bardzo dużych miast, jak i gmin wiejskich. Przykładowo w kilku dużych miastach mamy już bardzo wydajne i rozwinięte technologicznie spalarnie odpadów, których produktem ubocznym jest energia elektryczna. Na wsiach można instalować biogazownie, które są w stanie przetworzyć odpady z gospodarstw w gaz, który można potem przetworzyć lub po prostu spalić i otrzymać energię cieplną i elektryczną.
Planowane programy małej retencji, które już są koniecznością, można uzupełnić o budowę małych elektrowni wodnych, powiązanych z nimi elektrowni wiatrowych (tam, gdzie się to najbardziej opłaca) oraz słonecznych. W tym zakresie u nas produkcja prądu jest średnio lub mało opłacalna, jednak tzw. „solary” grzejące wodę użytkową działają doskonale przez większą część roku.
Co nam szkodzi zmienić prawo w taki sposób, żeby np. nowe biurowce musiały być neutralne energetycznie? Podobnie nowe osiedla mieszkaniowe – przynajmniej, żeby się do tego wyniku zbliżały i bezwzględnie pokrywały z własnych zasobów zapotrzebowanie na energię dla części współużytkowanych. W ostateczności, co nam szkodzi w zmianie prawa w taki sposób, żeby każdy nowo budowany lub remontowany dom, zakładał inwestycje w oszczędność energii i opcję z możliwością jej produkcji na miejscu na własne potrzeby? Jeżeli do tego dodamy odpowiedni poziom zachęt finansowych, to większość społeczeństwa będzie chciała z nich skorzystać.
Należy się cieszyć z planów, czy może jeszcze deklaracji Rządu RP – odnośnie budowy farm wiatrowych na Bałtyku. Mają je już chyba wszystkie kraje bałtyckie. Dlaczego Polska mająca tak niesłychanie rozbudowany przemysł produkujący komponenty do energetyki wiatrowej, nie wykorzystuje tego potencjału? To dotyczy wszystkich ekip rządzących, każda zaniedbywała interesy tego bardzo innowacyjnego i rosnącego sektora gospodarki.
Nie można jednak żyć eko złudzeniami. Nasz kraj wymaga budowy energetyki jądrowej. Powinniśmy ją już budować, a nie ciągle mówić o zamiarach, planach itd. To kwestia interesu strategicznego kraju, na kolejne pół wieku – jeżeli nie dłużej. W zasadzie jest to najważniejsza sprawa w kraju w ogóle, ponieważ odblokuje problemy społeczno-ekonomiczne na Śląsku, problemy ekologiczne w całym kraju oraz wspomoże obniżenie cen energii dla ostatecznych odbiorców w bilansie energetycznym kraju.
To wszystko jest osiągalne, co więcej mamy na to pieniądze, chociażby z kolejnych podwyżek cen za energię.Wdrożenie tych rozwiązań wymusza jednak na nas decyzji politycznych i po prostu planowania rozwoju na poważnie.Bez obniżenia cen energii dla przemysłu, nie mamy żadnych szans na sensowne inwestycje.

15 komentarzy

  1. Ochrona środowiska w naszym kraju nie istnieje

  2. Autor ma rację, ale to są pobożne życzenia, na co przykładem jest AUDYT ENERGETYCZNY budynków.

    Niby przepisy i normy są, ale nikt tego nie egzekwuje.

    Biednych na to nie stać, a bogaci dadzą sobie radę bez kosztownych zabiegów termoizolacyjnych.

    Tak to działa w Nadwiślańskim Macondo.

    Amen.

  3. Rodzi się smutna refleksja, bo przecież ongiś opozycja na usługach zachodnich imperialistów punktowała PRL, za brak technologii w przemyśle do ochrony środowiska. Pamiętam, pamiętam, jak nam wmawiano, że musimy wprowadzić kapitalizm, aby dostać technologię do ochrony środowiska przed wyziewami z fabryk. , ale nie dano szansy w czasie transformacji na normalny rozwój technologiczny kraju. Zniszczono nakłady poniesione na budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu. A ogólnie rzecz biorąc politycy ze styropianu likwidując polski przemysł zadbali wystarczająco o ochronę środowiska w przedmiotowym zakresie.

    Niestety w wyniku zniszczenia transformacją społeczeństwa i wprowadzenia permanentnej biedy, w efekcie transformacji staliśmy się śmietniskiem Europy, od starych samochodów poczynając, po upadek obrotu materiałami wtórnymi (kto pamięta skup butelek i makulatury?) i na imporcie odpadów kończąc. Za to wprowadzono królowanie plastiku na modę zachodnią i mamy skutek w postaci jeszcze gorszego zatrucia środowiska niż miało to miejsce w Polsce Ludowej.

    Problemu ochrony środowiska nie da się rozwiązać doraźnymi akcjami i inwestycjami, a w dodatku obliczonymi na zrobienie biznesu, czy dofinansowanie banków. Chcesz uzyskać dopłaty do kolektorów słonecznych przykładowo, musisz wziąć kredyt, bo dopłat bezpośrednich do kieszeni konsumenta nie było. Tak było kilka lat temu, gdy chciałem skorzystać z jakichś tam dopłat. Nie wiem jak jest teraz, nie sprawdzałem.

    Tylko bogaty kraj może sobie pozwolić na faktyczną ochronę środowiska. My się do tego segmentu nie zaliczamy, więc nie widzę na horyzoncie skutecznych rozwiązań. Może czas najwyższy zlikwidować fundusz kościelny, kapelanów i lekcje religii w szkołach, a pieniądze z tego tytułu przekierować na inwestycje w ochronę środowiska. Od czegoś trzeba zacząć. Modlitwy nie zmniejszają emisji szkodliwych substancji i żaden mityczny bóg nie ochroni naszej planety, jeżeli sami tego nie zrobimy. Z tej ziemi nie ma ucieczki, o czym należy pamiętać.
    https://pl.sputniknews.com/nauka-i-tech/2019101111172459-Sputnik-nagroda-nobla-michel-mayor-ludzie-nie-opuszcza-ukladu-slonecznego/

  4. Do Polski sprowadza się rocznie około miliona starych rzęch z Zachodniej Europy. W tym połowę najbardziej trujących Diesli. W sumie po naszych drogach jeździ ponad 15 milionów trucicieli. Każdy Diesel wyrzuca najbardziej trujących gazów typu benzopirenu i innych tyle, ile tysiąc tzw kopciuchów opalanych węglem lub drewnem. Kraków jest miastem totalnie zablokowanym tysiącami stojących w korkach staroci, dymiących ludziom wprost pod nos. Bez żądnych szans ani inicjatyw na poprawę. Tymczasem pozorując walkę o czystość powietrza zakazano palenia drewnem w kominkach. Jest ich w sumie bardzo niewiele, służą bardziej dla nastroju, niż do ogrzewania i spalają najbardziej czyste i suche drewno liściaste.
    Przy okazji warto pamiętać, że USA posiadając tylko około 5 procent światowej populacji, zużywają ponad 30 procent energii. I tu nie ma żadnego ruchu. Wręcz torpedują wysiłki innych. To już bardziej Chiny bardziej skutecznie zabierają się do walki o czyste powietrze. Wystarczy przytoczyć przykład zadymionego do niedawna Pekinu.

  5. Tym razem mój komentarz będzie nie na temat. Idzie mi o zapomnianą dzisiejszą rocznicę Bitwy pod Lenino, święta Ludowego Wojska Polskiego. Zwracam się głównie do rezerwistów LWP, do podwładnych Generała który jako chorąży dowodził plutonem zwiadu i szedł z armią naszych ojców i dziadów, forsował Wisłę i Odrę, Wał Pomorski, wyzwalał z nimi miasta polskie i zdobywał niemieckie. Dzisiaj przypada święto naszych przodków i tych poległych i tych którzy przeżyli przepędzając hitlerowskich oprawców. Dzisiaj zapomnianych, spoczywających w mogiłach bezczeszczonych przez współczesnych nikczemników, którzy spóźnili się na tamte barykady. Podarujmy im dzisiaj chwilę refleksji, dobrej pamięci, szacunku i wdzięczności za to, że w trudach i znojach kładli swoje życie na szali zwycięstwa. Zwycięstwa bez którego polski naród by nie przetrwał a nas nie miał by kto urodzić.

    • Pozorovatel, ponieważ trochę historii czytałam, zatem doskonale wiem dzięki komu w dalszym ciągu istnieje Polska.

    • No właśnie, w tym zabieganiu o utrzymanie się na powierzchni w “kapitalistycznym raju”, jaki nam zgotowano, zapominamy o tej rocznicy. Dzięki za przypomnienie.
      Cześć pamięci bohaterom bitwy spod Lenino i pokłony dla LWP.

      OP powinien wprowadzić, jakiś kalendarz rocznic, o których Polacy nigdy nie powinni zapomnieć.

      PROSZĘ PANA PROSZĘ PAMIĘTAĆ O TYM ŻE ŻYJE PAN W KRAJU, GDZIE PEWNE ASPEKTY HISTORYCZNE SĄ UWAŻANE ZA NIELEGALNE, A TO IMPLIKUJE ŻE POCHWAŁA ÓWCZESNYCH ZACHOWAŃ WSPÓŁCZEŚNIE W CELU UPAMIĘTNIAJĄCYM MOŻE BYĆ UZNANA ZA 1) POCHWAŁĘ PRZESTĘPSTWA, 2) PROMOWANIE ZAKAZANYCH IDEOLOGII. WIĘC TO NIE JEST TAKIE PROSTE, ACZKOLWIEK ZGADZAMY SIĘ TRZEBA O TYM POMYŚLEĆ. POZDRAWIAM WEB J.

      • Ośmielam się nie zgadzać z OP. Tak rozumując całe moje życie w Polsce Ludowej, sukcesy, porażki, cała moja biografia jest zakazana, jest przestępstwem. Przestępstwem w pojęciu rządzących dziś kreatur jest los dwóch powojennych pokoleń Polaków. Lenino to była Polska krew przelana na drodze do ojczyzny. O wiele bardziej cenna niż krew wylana na San Domingo, pod Samosierrą i wielu innych obcych nam miejscach. Czy to nie czysty oportunizm Panie OP?

        PROSZĘ PANA NO I CO Z TEGO ŻE MA PAN RACJĘ I SIĘ Z PANEM ZGADZAM? WIE PAN KTO MOŻE PRZYJŚĆ I O KTÓREJ RANO I ANI JA ANI PAN TYM NIE STERUJEMY. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

  6. Zamiast wycinać lasy, sadzić drzewa i nie betonować. Widocznie większość miast już zabetonowali, zatem wzięli się za betonowanie wsi.

  7. Artykuł porusza pewien aspekt spraw związanych z ochroną środowiska, a konkretnie chodzi o biopaliwa.
    Z jednej strony wskazuje na potrzebę “stworzenia systemu”, co jak zwykle ma ogólnikowy wydźwięk, a z drugiej strony przekonuje do produkcji “surowców energetycznych” przez rolnictwo. Jakoś jednak nie za bardzo to mnie przekonuje, i poniżej spróbuję to wyjaśnić.

    Może zatem zacznę od surowców roślinnych na potrzeby produkcji energii, głównie energii elektrycznej.
    Proszę zauważyć, że surowce kopalniane (węgiel, ropa, gaz), to w gruncie rzeczy też surowce pochodzenia roślinnego. Charakteryzują się jednak tym, że cykl ich powstawania liczy się w tysiącach lat, podczas gdy cykl produkcyjny surowców roślinnych wymienionych przez Autora (rzepak, wierzba, ziemniaki, buraki) jest roczny lub kilkuletni. Niemniej w obu przypadkach materiałem wyjściowym są rośliny, a więc formalnie to te same źródła, które jednak czymś się różnią.

    Otóż, dla wytworzenia węgla, ropy czy gazu nie były potrzebne żadne celowe inwestycje i nie były ponoszone żadne koszty – natura zrobiła to sama, za “friko”. Inaczej jest przy współczesnej produkcji roślinnej – potrzebne są inwestycje (fabryki nawozów, maszyn rolniczych i pojazdów, narzędzi do uprawy i środków pielęgnacji, itd.) oraz generowane są koszty, w tym m.in. związane z pracą na roli i jej obsługą.
    Ostatecznie mamy np. gaz ziemny pod ziemią (właścicielem jego jest państwo lub właściciel ziemi nad złożem, w zależności od stosunków własnościowych w danym państwie) – za darmo, lub za cenę koncesji (lub podatku kopalnianego), oraz produkty roślinne, których wytworzenie kosztowało, i których właścicielem jest rolnik (w ogólności).

    Następnym krokiem jest wydobycie (np. gazu) i odpowiednio, zebranie plonów z pola. W obu przypadkach generuje to koszty, które mogą kształtować się bardzo różnie. Ostatecznym etapem jest przetworzenie tych surowców (pochodzenia roślinnego) na stosowną formę wsadu do przeprowadzenia procesu spalania (szybkiego utleniania) w elektrowniach lub różnego rodzaju silnikach spalinowych. Efektem będzie uzyskanie energii, np. w postaci energii elektrycznej.

    I teraz dochodzimy do zanieczyszczenia atmosfery (w całym procesie produkcyjnym) i ochrony środowiska naturalnego.
    Czynników zanieczyszczających, powstających w procesach spalania, jest wiele. Ja odniosę się w tym wpisie do modnego ostatnio (w kontekście walki z globalnym ociepleniem) dwutlenku węgla.
    Emisja CO2 na jednostkę energii elektrycznej zależy w elektrowniach od rodzaju paliwa i sprawności procesu.
    Dla węgla i dla technologii: kocioł + turbina parowa, emisja wynosi około (w kg/MWh):
    – węgiel brunatny: 1300,
    – węgiel kamienny: 1000.
    W przypadku biomasy stałej emisja jest na ogół większa niż w przypadku węgla brunatnego! Biomasa ma jednak tę zaletę, że nie dotyczą jej koszty uprawnień do emisji CO2, ale to żadna ochrona środowiska. Jedyny sens to właściwie byłoby wykorzystanie odpadów, a nie specjalne uprawianie roślin dla przyszłego spalania. Korzystniejsze byłyby techniki przetwarzające odpady np. na etanol, i napędzanie nim komunikacji miejskiej, lub coś podobnego. A ponadto, specjalne uprawy pod roślinność energetyczną odpowiadają po części za braki pożywienia w Trzecim świecie.

    Dla porównania, podam jeszcze informacje o spalaniu gazu ziemnego – emisja wynosi około (w kg/MWh):
    – kocioł gazowy + turbina parowa: 580,
    – turbina gazowa: 500,
    – turbina gazowa i parowa: 340.

    Na koniec wrócę jeszcze do kwestii potrzeby “stworzenia systemu”. To tworzenie systemu to (dla mnie) niezawodny sposób na “utopienie” każdej (często sensownej) sprawy. Za tworzenie systemów biorą się zwykle Komisje, które właśnie żyją z tego, że obradują i debatują, bez żadnej odpowiedzialności za efekty końcowe. Po prostu, egzystują dla samej siebie. Brak konkretnej, jednoosobowej odpowiedzialności jest w stanie pogrążyć praktyczne każdą sprawę. Tak właśnie to wyglądało z wprowadzoną przed kilku laty segregacją śmieci i odpadów – “stworzono system” ułomny, który zastąpił wcześniejsze, lepsze rozwiązania. Samo życie.

    • Dziękuję za podniesienie konkretnych zarzutów. Zbyt wiele mamy słyszymy wypowiedzi “ekologów” prezentujących bardziej swoje uczucia niżeli wiedzę i umiejętność liczenia.

  8. “Nie można jednak żyć eko złudzeniami. Nasz kraj wymaga budowy energetyki jądrowej.”
    Niemcy “podobnież” , przynajmniej tak twierdzi autorytet w dziedzinie energetyki i zasobów nat. prof.Kozłowski,
    wychodzą z tematu – oczywiście z bólami, ponieważ temat utylizacji uranu nie jest zbyt prosty, powodem ‘kończenia projektu” są m.in. ograniczone zasoby uranu przynajmniej na naszej planecie . Przypominam sobie ze temat
    już był “wałkowany’ na forum OP.

    Zasoby naturalne szansą dla Polski. Konferencja, Walbrzych 2019.
    https://www.youtube.com/watch?v=kJkZEB6wftM&t=29s

    Odważne wystąpienie profesora R. Kozłowskiego – OZE – Wielka Lechia – narodowe interesy https://www.youtube.com/watch?v=N2bDyALGVfA

    • Francja ma 58 elektrowni atomowych. Polska od 10 lat wybiera lokalizację dla JEDNEJ…
      W dobie rosnących cen za uprawnienia do emisji CO2, które w przypadku krajów takich jak Polska windują ceny energii do absurdalnych poziomów, zupełnie naturalnym procesem powinien być rozwój sektora energetyki jądrowej (który nie generuje żadnych emisji). Od blisko dekady nasz kraj chce wybudować swoją pierwszą elektrownie atomową. Niestety, póki co, tylko na intencjach się skończyło. Pomimo wydania miliarda złotych nie udało się nawet wskazać lokalizacji, w której budowa miałby się rozpocząć.
      Koszt wytworzenia 1MWh w elektrowni węglowej to ok. 154 USD (zakładając, że cena za emisję 1 tony CO2 wyniesie 30 USD). Dla elektrowni wiatrowej to ok. 177 USD. Dla paneli słonecznych – 222 USD. Tymczasem koszt wytworzenia 1MWh w elektrowni jądrowej to zaledwie ok. 85 USD.
      Co bardziej się opłaca widać, gdy porównamy ceny prądu dla gospodarstw indywidualnych we Francji oraz w Niemczech. We Francji dominuje sektor energetyki jądrowej. Kraj ten na swoim terytorium ma obecnie 58 czynnych reaktorów atomowych. W efekcie za 1 kWh przeciętne gospodarstwo domowe musi płacić 0,17 euro. W Niemczech, gdzie ponad 1/3 wyprodukowanej energii pochodzi z OZE (głównie farmy wiatrowe), a drugie tyle z wysokoemisyjnych elektrowni węglowych, cena jaką za 1 kWh musi zapłacić przeciętne gospodarstwo domowe to 0,29 euro.
      Polska chce dołączyć do krajów posiadających swoją własną elektrownie atomową. Wszystko zaczęło się dokładnie 13 stycznia 2009 roku. Wówczas to rząd Tuska przyjął uchwałę, zgodnie z którą do 2020 roku wybuduje pierwszą polską elektrownie atomową. Lata jednak mijały, specjalne “atomowe” spółki pobierały kasę w najlepsze, podpisywano kolejne umowy na “konsulting i doradztwo”, ale elektrowni jak nie było tak nie ma. Dojście do władzy ekipy PiS niewiele tutaj zmieniło. Pieniądze płyną nadal (do końca III kwartału 2017 roku program atomowy pochłonął już 958 mln zł), ale decyzja w sprawie budowy jest wciąż przekładana.
      W efekcie narażamy się jako państwo na ryzyko ponoszenia coraz większych kosztów produkcji energii ze źródeł wysokoemisyjnych oraz ryzyko uzależnienia się od dostaw prądu z krajów ościennych. Nawet Najwyższa Izba Kontroli (NIK) w swoim raporcie dotyczącym realizacji programu polskiej energetyki jądrowej wskazała, że w latach 2024 – 2030 dodatkowe koszty z tytułu braku elektrowni jądrowej, a w konsekwencji wyższych kosztów produkcji prądu ze źródeł konwencjonalnych, będą się kształtowały w przedziale od 1,5 mld zł do nawet 2,6 mld zł rocznie!
      Powstaje pytanie – dlaczego Francji udało się wybudować na swoim terytorium aż 58 reaktorów atomowych, a w Polsce gigantycznym problemem jest postawienie 1 tylko siłowni jądrowej? Czy rzeczywiście blokerem są tutaj pieniądze, czy też może jakieś lobby, które zachęca do tego, aby polska energetyka opierała się nadal na węglu, co w perspektywie kilku lat ograniczy konkurencyjność naszej gospodarki (wyższe ceny prądu) oraz uzależni nas od innych państw w zakresie dostaw energii elektrycznej (głównie z Niemiec, Szwecji, Litwy i Czech)?
      ps…
      Polska mogłaby importować z Białorusi energię elektryczną. Mińsk uważa, że to rynek, a nie polityka ureguluje kwestie ewentualnego eksportu nadwyżek z Białoruskiej Elektrowni Atomowej pod Ostrowcem – mówił wiceminister energetyki Michaił Michadiuk.
      Białoruska elektrownia atomowa powstaje w obwodzie grodzieńskim, około 20 km od miejscowości Ostrowiec według rosyjskiego projektu AES-2006.
      Elektrownia będzie się składać z dwóch bloków energetycznych, z których każdy ma reaktor o mocy do 1200 megawatów.
      Według obecnych planów pierwszy blok ma zostać uruchomiony do końca 2019 r., drugi – w 2020 r.

      Dwa interkonektory o napięciu 110 kV z Białorusi do Polski nie działają obecnie z powodu pewnych decyzji podjętych przez stronę polską, ale biznes jest gotowy, by z nami współpracować – powiedział w Ostrowcu dziennikarzom Michadiuk.

      Jego zdaniem obie linie są “sprawne technicznie” i mogłyby zostać uruchomione. “Jeśli będzie taka wola, to moglibyśmy eksportować energię przez dwa interkonektory o napięciu 110 kV i trzeci o większym napięciu 220 kV” – oświadczył Michadiuk. Jak powiedział, przez każdy z mniejszych interkonektorów można w ciągu roku przesłać 150 MW energii.

      Wiceminister odniósł się w ten sposób do działań Litwy na rzecz zablokowania możliwych przyszłych zakupów przez kraje UE energii pochodzącej z białoruskiej elektrowni atomowej budowanej przez rosyjski Rosatom. Litwa twierdzi, że elektrownia, znajdująca się niecałe 50 km od Wilna jest “projektem geopolitycznym Moskwy” i nie spełnia wymogów bezpieczeństwa.

      W marcu 2017 r. pełnomocnik ,,rządu w Polsce” do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski oświadczył, że Polska nie będzie kupować energii pochodzącej z Ostrowca,
      a interkonektor zostanie rozmontowany.

      Wychodzimy z założenia, że kwestie te ureguluje nie polityka, ale rynek, czyli konkurencyjna cena – mówił Michadiuk. Dodał, że dzięki modernizacji białoruskich systemów energetycznych w ciągu ostatnich dziesięciu lat są one obecnie “najbardziej efektywne na terenie byłego ZSRR”.

      Michadiuk wyraził przekonanie, że również Litwa i Polska może z czasem zmienić stanowisko w sprawie zakupu białoruskiej energii.

  9. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    Powinnismy prowadzić zrównoważoną politykę energetyczną, a nie skupiać się na wiatrakach, których wydajność jest dość wątpliwa. A jak słyszę o dopłatach do biopaliw, to aż mnie trzęsie.

    Zrównoważona to taka, której założeniem jest równy podział zużycia pomiędzy wszelkimi dystępnymi źródłami energii. Proszę mieć na uwadze, że z chwilą przesiadki z węgla na gaz, zużyjemy go 2 razy szybciej. Potem zostanie już tylko węgiel.

    W kwestii ropy, no cóż auta elektryczne miały być wybawieniem. Jakoś nie widzę na stacjach paliw gniazdek do ładowania, mimo iż instalacja takich punktów jest stosunkowo prosta. No…, chyba, że strach przed budową jest równy temu po ujrzeniu rachunku za tankowanie(?)

    • @Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej. Jak słyszę (czytam) słowo-wytrych “zrównoważony”, to aże” mną trzęsie. 🙂 Nieważne czy dotyczy rozwoju czy mieści się w pojęciu “polityki energetycznej, tzw. dywersyfikacji dostaw
      i źródeł…

      @jerzyjj. “Polska od 10 lat wybiera lokalizację dla JEDNEJ…”Moim zdaniem byłoby o jedną za dużo…. więc trwajmy jak najdłużej w ‘stanie wybierania”. Za ‘pare lat” będzie jak znalazł… co wcale nie znaczy że należy siedzieć z “założonymi ręcami”. Mamy interesujące alternatywy, wystarczy tylko chcieć…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.