Paradygmat rozwoju

Ochrona środowiska a energia

 Nie ulega wątpliwości, że człowiek swoimi działaniami oddziałuje na środowisko naturalne. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że to oddziaływanie jest szkodliwe, w tym znaczeniu, że wywołuje lub wzmacnia zjawiska niekorzystne, które mają tragiczny wpływ na życie człowieka w środowisku. Bez względu na fakt, czy człowiek szkodzi mniej lub bardziej środowisku, nie podlega dyskusji, że obecność człowieka w nim – powoduje zmiany, a najlepiej dla człowieka i środowiska, gdyby te zmiany ograniczyć a najlepiej wyeliminować, jednakże nie da się zaprzestać interakcji, głównie dlatego, że (prawdopodobnie) ludzi jest za dużo i z natury są chciwi (to prawie pewne).

Państwa uprzemysłowione przez długie lata przyczyniały się do zmiany środowiska naturalnego, oddziałując swoim przemysłem, a ściślej powodowaną przez jego funkcjonowanie emisją zanieczyszczeń i innych substancji – zmiany w środowisku. Zmiany te dotyczyły najpierw najbliższego rejonu terenów uprzemysłowionych, a z czasem zaczęły się przenosić na inne okolice – docelowo odzwierciedlając swój wpływ globalny.

Topnieją zatem lodowce, wymierają lasy tropikalne, wszystko co może pustynnieje, morza i oceany są pełne śmieci i szaleją na nich huragany, w lasach wymierają zwierzęta, o ile w ogóle są jeszcze gdzieś prawdziwe lasy – ten fenomen to rzadkość w krajach uprzemysłowionych.

O nasilenie się tych procesów oskarża się człowieka, a ściślej jego styl życia, który poprzez nieograniczoną konsumpcję negatywnie wpływa na otoczenie, czerpiąc nadmiarowo z zasobów środowiskowych.

Kraje zamożne pragną rozwiązać problem poprzez gospodarkę niskoemisyjną, której organizacja stała się sama w sobie doskonale rozwijającą się gałęzią tzw. nowej gospodarki. Posiadając odpowiednie technologie, duże zasoby finansowe i czas – można było rozwinąć przemysły ułatwiające funkcjonowanie nawet w najgorszym klimacie północnej Europy. Ocieplanie domów, budowa budynków uniezależnionych od pobierania energii z zewnątrz lub potrzebujących jej bardzo mało, nowoczesne technologie komunikacji – samochód elektryczny, czy też wysokosprawne silniki spalinowe – spełniające drastyczne europejskie normy emisji spalin itd. To wszystko doskonale się sprawdza i działa, jednakże ma jedną wadę – kosztuje. Trzeba zainwestować duże pieniądze, żeby móc mieszkać w naprawdę ekologicznym domu, a najlepiej na osiedlu takich domów i budynków – wymieniających się produkowaną energią. Na zachodzie mówi się o całych systemach sterowanych inteligentnie, stopniowo nowe technologie się upowszechniają.

W skali makro przejawia się to różnym podejściem do problemów zaopatrzenia w kluczową dla gospodarek energię elektryczną. Mamy w Europie kraje, które rozwinęły prawie do doskonałości (fuzji) technologię jądrową. Na szczęście w Europie, pomimo użytkowania olbrzymiej ilości reaktorów udało się uniknąć tragedii na miarę Czarnobyla lub Fukushimy. Ze względów ekologicznych i ekonomicznych – rozwinięto także przemysł energetyki odnawialnej, w czym przodują głównie Niemcy i kraje nordyckie – Dania, Szwecja, Norwegia – to potęgi energetyki wiatrowej i wodnej. Prowadzone są badania nad generowaniem energii elektrycznej z oddziaływania fal wodnych. Pierwsze takie elektrownie – wykorzystujące lokalne warunki i pływy wód już funkcjonują. Szczególnie Niemcy zdecydowały się przejść na tyle na ile się da na energię odnawialną. Ich osiągnięcia w zakresie budowy elektrowni wiatrowych są imponujące. Całość działa jako system, odpowiednio zarządzany, w oparciu o giełdy energii – swobodę wyboru dostawcy na rynku energii itd. W efekcie, ceny prądu w Niemczech są nieco wyższe dla odbiorców ostatecznych niż w Polsce! Różnica jest taka, że miliardy inwestowane w kopanie węgla – tam są wydawane na konserwację urządzeń i produkcję nowych. Jest oczywistym, że ich model ma większy sens – bo pozwala na większą efektywność, jednakże musi być ona rozłożona w czasie, tutaj nic się nie zdarzy z roku na rok – wszystko musi trwać w czasie zanim się upowszechni.

Polska znajduje się w trudnej sytuacji. Z jednej strony posiadamy złoża węgla pozwalające na 200-300 lat swobodnego funkcjonowania, jednakże przy pełnej świadomości, że jest to skarb, który marnujemy. Z drugiej strony – tkwiąc w subkulturze węglowej jesteśmy skazani nie tylko na międzynarodową krytykę, ale przede wszystkim unikamy postępu, który może wygenerować pójście ścieżką niemiecką lub francuską, które jednakże są krytykowane i jest oczywistym, że nie są w pełni opłacalne ekonomicznie.

Elektrownie atomowe buduje wiele krajów, a wszystkie, które je mają poza Niemcami – nie myślą o ich zamykaniu. Atom to źródło stabilnych dostaw energii po stałej cenie. To bardzo ważne dla gospodarki, w której nie da się dzisiaj funkcjonować bez energii. Elektrownia atomowa dużej mocy jest doskonałym zabezpieczeniem energetycznym dla państwa. W naszych realiach optymalnym byłoby wybudować z trzy takie obiekty – zapewniające łącznie do około 45% (w świetle różnych badań, analiz i prognoz to wartości graniczne dla opłacalności) zapotrzebowania na energię elektryczną w kraju. W ten sposób moglibyśmy nie modernizować większości szybko zużywających się elektrowni węglowych i stopniowo je wygaszać, wraz z nierentownymi kopalniami. Wykorzystując potencjał wód śródlądowych, biomasy i wiatru oraz w opłacalnym segmencie energii słonecznej – możemy zapewnić dodatkowe 25%-35% (to bardzo optymistyczna wielkość) zapotrzebowania. Reszta to węgiel, może w przyszłości atom, ewentualnie wydarzy się cud i jedna elektrownia oparta na fuzji , gdzieś w centrum Europy rozwiąże nasze problemy energetyczne na zawsze.

Póki co jesteśmy uzależnieni od węgla. I nie możemy pozwolić sobie na to, żeby cała nasza gospodarka cierpiała na konkurencyjności w stosunku do modernizującego się zachodu i mającego inną koncepcję wschodu. Generalnie przy minimum dobrej woli i bardzo dobrym planowaniu można wykorzystać nadchodzące fundusze unijne do wybudowania jednej lub dwóch elektrowni atomowych dużej mocy. To gratka dla europejskiego przemysłu energetycznego, rząd zupełnie nie potrzebnie martwi się o pieniądze. To jest raczej kwestia pozwoleń i wpuszczenia kapitału w obszary dotychczas uznawane za strategiczne i nie do tknięcia. Naprawdę nie ma żadnych powodów, żebyśmy bali się zachodniego kapitału w energetyce państwa, które sprzedało prawie wszystko temu kapitałowi. Zadaniem dla rządu powinno być raczej takie ustawienie gry na rynku, żeby energia finalnie dla odbiorców nie drożała szybciej niż nie będzie postępować bogacenie się społeczeństwa. Jeżeli nie podejmiemy żadnych działań – nie tylko dyplomatycznych, ale w sferze realnej, to może się okazać że za 10 lat pozostaniemy dalej z problemem „śmierdzących” elektrowni, które będą u kresu wytrzymałości technicznej a nikt nam nie da już na nic pieniędzy, jedynie będą podnoszone wymagania.

Wielką szansą jest rewolucja łupkowa w USA, która może zmienić ceny i inaczej ukierunkować podaż gazu skroplonego, możemy na tym bardzo zyskać dzięki budowanemu gazoportowi – o ile oczywiście nie ulegniemy mirażowi importu jeszcze tańszego węgla, który podkreślmy nie jest „złem” jednakże wymaga polityki zastąpienia, która będzie podstawą rozwoju gospodarczego, a może i odrodzenia przemysłu w Polsce? Niestety ten rząd niczego dobrego tutaj nie zrobi. Widoczne już odpuszczenie programu budowy energetyki jądrowej – to jeden z największych błędów rządu Donalda Tuska. Jednakże nie dlatego, bo tak bardzo pragniemy prądu z atomu – ale dlatego, bo znowu stanowi o wyższości wyboru bezalternatywnego. Co samo w sobie jest szkodliwe dla państwa i źle prognozuje naszej przyszłości. Bo bez zapewnienia dostaw energii po prostu nie będziemy mogli się rozwijać, czy to się komuś podoba czy nie!

Przy czym uwaga – nie można dać się mamić pseudo ekspertom, to nie jest prawda, że stoimy przed wyborem pomiędzy „energią tanią” a „energią zieloną”. Nasz problem polega na tym, że stoimy przed wyborem pomiędzy energią w ogóle lub przerwami w jej dostawach. Rozwój energetyki (wytwarzania i dostaw) energii elektrycznej (i cieplnej w naszych warunkach) musi wyprzedzać rozwój gospodarki! Bez tego wcześniej czy później pojawi się ciemność i chłód!

2 komentarze

  1. Czego by nie zrobił z energetyką – źle.
    Elektrownie jądrowe – to biznes francusko-niemiecki.
    Chcą nam to sprzedać, mimo że w Niemczech sami zamykają swoje elektrownie jądrowe, bo ich na to stać.
    Gaz łupkowy, wiele niewiadomych, ale wiadomo że zarobią mający technologie – Amerykanie.
    Pozostawienie elektrowni węglowych w Polsce, to podstawienie się na ataki wszelakich ZIELONYCH w Europie i świecie, których związki z korporacjami chcącymi sprzedawać nam albo elektrownie jądrowe albo “łupki” są ukryte, ale są. Ktoś je musi przecież finansować, jak naszych polskich, przykuwających się do drzew ekologów.
    Okazuje się, że jak budujący autostradę wniesie stosowną opłatę na konto fundacji ekologicznej – oni się wyplątują z łańcuchów i schodzą z drzew na ziemię …
    Ponowne zejście na ziemię z drzewa.
    Po parudziesięciu tysiącach lat.
    Historia lubi się powtarzać.

    • Bardzo dobre nawiązanie do artykułu. Jak chodzi o ekoterrorystów i Zielonych mam bardzo podobne zdanie. Jak chodzi o homo sapiens to przypomniało mi się stare powiedzenie, już nie pamiętam kogo “po coś schodził na ziemię ty głupie ryło, źle ci było”.

      Nie wiem jakie zdanie na temat przeludnienia planety Ziemia ma Pan baca 37, jeżeli odrębne to ja to szanuję.
      Natomiast ja kilkakrotnie na tym portalu pisałam, że na Błękitnej Kropce jest aż nadto gatunku homo sapiens, przesada w jakiejkolwiek dziedzinie jest szkodliwa.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.