Polityka

Ocena polityki wschodniej przez Magdalenę Ogórek może przełamać politykę rusofobii

 Nowi ludzie w polityce oznaczają szansę na nowe spojrzenie na naszą sytuację, w tym konieczne jest odniesienie się do strategicznych kwestii rzeczywistości jaką zastaną po poprzednikach. Jedną z takich kwestii strategicznych jest podsumowanie – ocena dziedzictwa polityki wschodniej rządów pana Tuska i pani Kopacz – zwanej powszechnie „partactwem wschodnim”, ponieważ doszło do sprowadzenia zagrożenia wojennego na Polskę pośrednio przez jej własny rząd!

W sprawach oceny tejże nieszczęsnej polityki, było wiele sygnałów ze strony dwóch partii parlamentarnych, że potrzebna jest nieco bardziej pragmatyczna ocena sytuacji i inne podejście do zagadnienia. Chodzi przede wszystkim o wyeliminowanie emocji i spoglądanie na sprawy w sposób chłodny oraz z należnego dystansu, tak żeby nikt nas nie łączył z jakąkolwiek ze stron okrutnego konfliktu, ponieważ opowiedzenie się – zawsze przynosi straty. Naprawdę nawet w takiej sytuacji można być przychylnym i nawet okazywać sympatię, bez dawania dowodów wściekłej i ksenofobicznej nienawiści do państwa trzeciego.

To Polskie Stronnictwo Ludowe w większym stopniu oraz w nieco mniejszym, ale liczącym się także Sojusz Lewicy Demokratycznej wypowiadały się stosunkowo pragmatycznie w sprawach Wschodu, w tym w szczególności stosunku do wojny domowej na Ukrainie oraz naszych relacji z Rosją i Białorusią.

Dzisiaj na progu kampanii prezydenckiej, która powoli ale szybkimi krokami wkomponowuje się w naszą rzeczywistość polityczną istnieje poważna szansa, żeby kandydaci tych partii (jeżeli takowy się pojawi w PSL-u) – zajęli wyraziste stanowisko w sprawie oceny polityki wschodniej poprzedników, tj. rządu i prezydenta. Uwaga, żeby być dobrze zrozumianym – mówimy tylko i wyłącznie o ocenie już zrealizowanej polityki, z ewentualnym wnioskowaniem na przyszłość – nikt nie oczekuje, że kandydaci będą bić pokłony w kierunku Kremla! Mówimy o tym, czego obywatele mają prawo oczekiwać – o zwykłym odniesieniu się na poziomie oceny politycznej do zastanej rzeczywistości. Przecież ktoś ją przez ostatnie lata kreował!

Oczywiście, to od osób kandydujących będzie zależał kierunek tej oceny, jednakże należy przyjąć, że z istoty natury – konfliktu politycznego z obecnym prezydentem – będą one krytyczne. Jeżeli przy tym udałoby się wydobyć na światło dzienne odrobinę obiektywizmu w ocenie sprawy, to byłoby możliwe rozpoczęcie zwykłej politycznej dyskusji o przekłamaniach i błędach dotychczasowej polityki w tym zakresie oraz zafałszowaniu rozumienia polskiej racji stanu przez obóz rządzący i popierającego go prezydenta. Musiałoby jednak do tego dojść w mainstreamie i przed kamerami, a dyskusja powinna być pogłębiona – na zderzenia osobistości oraz ekspertów, inaczej to nie ma sensu, gdyż mainstream zrobiłby z pani Ogórek zdrajczynię i oskarżył o skryte wyjadanie barszczu ukraińskiego.

Czy to jest możliwe? Trudno ocenić jak wielkim szokiem byłoby dla społeczeństwa usłyszenie obiektywnych faktów o wydarzeniach na wschodzie, polskiej roli w tym oraz prowokacji jakich się dopuszczono w imieniu Rzeczpospolitej. Wszyscy pamiętają słowa byłego premiera sugerującego, że może nie być szkoły 1 września! To, się nie wzięło z powietrza! Pan Donald Tusk doskonale przecież zorientowany w sytuacji, miał pełną świadomość ryzyka i to, co objawił narodowi, to objawił, prawdopodobnie bardziej nie mógł podzielić się z nami prawdziwą oceną, rzekome powody przemilczmy.

Postawienie sprawy w sposób jasny i rzeczywisty – z pewnością podniosłoby temperaturę kampanii wyborczej i toczyłaby się ona na poziomie adekwatnym do potrzeb, wynikających z sytuacji ogólnej w jakiej się znaleźliśmy, wynika właśnie ze skutków tej złej, opartej na rusofobii i posłuszeństwu trzeciemu graczowi polityce.

Trudno jest jedynie ocenić, czy Polacy są gotowi na taki szok? Przecież nawet pokazanie prawdy o wydarzeniach z ostatnich kilku dni na wschodzie Ukrainy, kiedy to pani premier rządu w Polsce Ewa Kopacz ściskała dłonie ludzi w Kijowie, którzy wydają rozkazy swoim strukturom siłowym do strzelania do współobywateli – wywołałoby szok i przerażenie. Wystarczy tylko pokazać trupy kobiet, matek, dzieci, mężczyzn – którzy próbowali w oblężeniu zdobyć coś do jedzenia, ale spadły na nich pociski. Rzeczywiście zgodnie z zapowiedziami ukraińskich urzędników siłowych wybito im zęby, w kilku przypadkach co było widać na zdjęciach – te zęby wybito im razem z oderwaniem głowy i części tułowia – szrapnel z moździerza 120 mm naprawdę potrafi przerobić ciało człowieka na standaryzowane porcje mięsa! To jest właśnie ta wojna, to są obrazy z niej, to jest rzeczywistość, którą władze w Kijowie nazywają eufemistycznie operacją antyterrorystyczną, a naiwne władze w Polsce się pod tym podpisują swoją złą polityką!

Chyba nadszedł czas na to, żeby ktoś w polskiej rzeczywistości politycznej miał odwagę powiedzieć – stop – temu – szaleństwu! Nie możemy przykładać ręki do mordowania, ponieważ ta krew niewinnych woła o pomstę, a tak się składa, że ma ich kto pomścić. Wówczas lepiej byłoby nie być celem. Właśnie tylko o to w obecnej sytuacji popsucia relacji chodzi, o nasz własny interes – nie angażowania się w cudze grzechy! Nie mamy w tym żadnego interesu i jest wielkim oszustwem, mówienie że tam na wschodzie Ukrainy decyduje się dzisiaj nasze bezpieczeństwo i trzeba powstrzymać Moskwę. Powtórzmy – nie ma żadnych obiektywnych dowodów na to, że na Ukrainie walczy chociaż jeden żołnierz Federacji Rosyjskiej, pozostający pod dowództwem wojskowym rosyjskiej armii lub służb specjalnych. Nie ma dowodów na żadne z ukraińskich doniesień – o kolumnach wojskowych wkraczających do Doniecka i innych faktach propagandowych (do których Ukraińcy oczywiście mają pełne prawo, albowiem propaganda to też broń na wojnie). Gdyby bowiem było cokolwiek w postaci nie budzących wątpliwości zdjęć satelitarnych – to one proszę państwa nie schodziłyby z nagłówków wszystkich gazet i ciągle widzielibyśmy je w telewizji, tak jak to było w Bośni, Iraku (pokazywano instalacje jądrowe i broni chemicznej, których nie było), czy Afganistanie. Natomiast dzisiaj z rejonu, gdzie zwrócone są prawdopodobnie prawie wszystkie systemy szpiegowskie Zachodu – NIE MA ANI JEDNEJ WIARYGODNEJ FOTOGRAFII! Potwierdzającej tezy ukraińskiej propagandy, tak ochoczo podchwytywane przez media w Polsce i z malejącym zainteresowaniem na zachodzie.

Rolą osoby kandydującej na stanowisko najwyższego urzędnika w państwie jest troska o prawdę, albowiem Polacy mają prawo do prawdy, mają prawo dowiedzieć się – kogo w ich imieniu popierano i na rzecz jak ohydnej sprawy zszargano dobre imię Rzeczpospolitej! Miejmy nadzieję, że pani Ogórek nie zabraknie odwagi w świadczeniu na rzecz prawdy, czy też chociaż – co byłoby wystarczające – zadawaniu obiektywnych pytań. Przede wszystkim – jaki my mamy interes na wschodzie, żeby tak bardzo narazić się Federacji Rosyjskiej? Czy prowokując, obrażając i szkodząc termonuklearnemu supermocarstwu stajemy się dzięki temu bezpieczniejsi?

Mainstream nie może przemilczeć swojej hańby, chociaż może lepiej, żeby to wszystko zostało wymazane z historii, albowiem naprawdę nie ma się czym szczycić. Być może to zabrzmi strasznie, ale polityka władz w Polsce na Wschodzie, przypomina politykę przedwojennej dyktatury w Polsce, która w warstwie faktycznej mimowolnie równolegle działając z hitlerowskimi Niemcami zawojowała Zaolzie – chodzi tylko o to i aż tylko o to, że dzisiejsza polityka Polska na Wschodzie jest szokująco krótkowzroczna! Potrzebujemy w Polsce poważnego politycznego głosu, który się tej polityce przeciwstawi – pokazując światu i zarazem nam samym, że nie jesteśmy wściekłymi rusofobami, którzy nie wiedzą dlaczego nienawidzą Rosji, ale bardzo lubią Rosjan – jeżeli zapytać każdego z osobna!

Sprawa leży w dłoniach pani Ogórek i lidera SLD, dlatego tutaj nie będzie cudów, gdyż Tenże – wielki polityk lewicy, prawdopodobnie liczy na to że może mieć zdolność koalicyjną z partiami tworzącymi obecny reżim w Polsce. Z tego względu raczej będą się bali przed jasnym postawieniem sprawy i powiedzeniem ludziom prawdy. Wielka szkoda, ponieważ w ten sposób ten pan, mógłby zmazać hańbę okłamania Polaków przy okazji ataku na Irak i okupacji tego kraju.

Polacy mają prawo do prawdy! Żeby nie było „kiedyś”, że „nikt nie wiedział”! Ocena polityki wschodniej przez Magdalenę Ogórek może przełamać politykę rusofobii i przyczynić się do konstruktywnego dialogu na temat polskiej racji stanu na wschodzie.

5 komentarzy

  1. Problem pani O.to problem jej Partii która stała się partią liberalną,antyrosyjską,proamerykańską;bez klasowych korzeni-tak trzymać to znajdziemy się w d……

  2. Wierny_czytelnik

    W naszych realiach nikt się nie odważy na takie działanie, zbytniego cykora mają wszyscy na świeczniku. Proszę pamiętać, że pani Ogórek to nie jest Ikonowicz, którego system wsadził do ciupy, tylko osoba promowana przez lidera lewicowego establishmentu. W tym znaczeniu pani O. zawsze miała łatwiej i jest częścią systemu. Nie będzie działać wbrew niemu i go nie rozmontuje.

  3. inicjator_wzrostu

    W zasadzie gdyby poszła na całość i nie bała mówić własnym głosem – to czemu nie. Ale jest zaplątana w układy.
    Rządzą nami niepoważne zgrywusy.Jeśli jest to jeszcze przedsiębiorca, z wykształcenia historyk – to wiadomo o kim mowa.
    Ten “z wykształcenia historyk” popełnił gafę niegodną sprawowanego urzędu państwowego.
    To co powiedział KTO WYZWOLIŁ Oświęcim jest niegodne jego wykształcenia, świadczy o braku wiedzy o wojsku, Armii Czerwonej i przebiegu II wojny światowej.
    Tak może pisać na blogu jakiś niedokształciuch, a nie w MINISTER na urzędzie.
    Kompromitacja.
    Minister Ławrow to skrzętnie wykorzysta, a Polsce pozostanie wstyd.
    Urzędujący minister nie może zapominać, że reprezentuje Polskę.
    Publicystykę radiową to może uprawiać jak już nim przestanie być.
    To nawet więcej niż wstyd – to obciach …

  4. Mainstreamowe media manipulują opinią publiczną w sposób ordynarny. Dziś od rana słyszę, że obóz oświęcimski wyzwolili żołnierze 1 Frontu Ukraińskiego. Ma to ciemnemu ludowi sugerować, że to Ukraińcy wyzwolili Oświęcim, a nie Armia Radziecka. Poszedł tym tropem Schetyna, ale na szczęście dostał po uszach. A prawda jest taka, że ten front nazywał się ukraiński bo działał na kierunku ukraińskim. Oj biada Polaczkom za tę ich chorobliwą rusofobię!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.