Na obronę potrzeba więcej pieniędzy

Musimy sobie uświadomić oczywisty fakt, że potrzebujemy więcej pieniędzy na obronę. To nie jest kwestia w istocie mizernych około 800 mln, czyli 0,05% PKB na obronę brakujące pomiędzy 1,95% a 2% PKB. Potrzebujemy o wiele więcej pieniędzy, na tyle dużo, żeby móc realizować na raz trzy cele: zwiększenie armii operacyjnej składającej się z profesjonalistów, budowę komponentu Obrony Terytorialnej na bazie ochotników i w strukturze samorządów lokalnych, zakupy nowoczesnego uzbrojenia w ilościach mających znaczenie dla wyposażenia armii operacyjnej tj. adekwatnych ilościowo i satysfakcjonujących jakościowo. Model docelowy musi zakładać przekazywanie uzbrojenia schodzącego z armii operacyjnej do Obrony Terytorialnej. Im więcej będziemy mieli pieniędzy, tym szybszą zapewnimy rotację uzbrojenia – doprowadzając do wysokiego nasycenia uzbrojeniem wysokiej jakości – równolegle odpowiednio szkoląc kadry.

Odnosząc te postulaty do rzeczywistości finansowej, należy postulować zwiększenie budżetu na obronność do około 150 mld PLN, czyli mniej więcej cztero-pięcio krotnie. To mniej więcej połowa naszego budżetu w ogóle.

To nie jest niemożliwe, wymagałoby jedynie innej organizacji państwa i poświęcenia – oczywiście także czasu, bo z dnia na dzień jest to niewykonalne, jednakże w procesie dostosowawczym, który musiałby trwać kilka, maksymalnie 10 lat. Oczywiście z czegoś musielibyśmy zrezygnować, wiele poświęcić – jednak na tym poziomie finansowania moglibyśmy sięgnąć po taki poziom nowoczesności armii, że bylibyśmy w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Kluczem do powodzenia takiego programu musiałoby być inwestowanie pieniędzy we własny przemysł, albo pomoc zagraniczna. Inaczej byłoby niezwykle ciężko, w tym znaczeniu, że bez militaryzacji społeczeństwo by nie wytrzymało wyrzeczeń i doprowadziło do zmiany władzy na inny model. Nasze społeczeństwo nie jest gotowe, żeby za mariaż z Zachodem ponosić takie koszty i to, co najmniej przez jedno pokolenie. Dlatego są tylko dwie możliwości – musielibyśmy otrzymywać stałą pomoc zagraniczną, albo zacząć prowadzić politykę ekspansywną na innych kierunkach niż główne kierunki zagrożeń, żeby móc finansować dodatkowymi dochodami koszty utrzymania armii i potrzeby przemysłu zbrojeniowego.

Okolicznością, która zdecydowanie zmieniłaby układ sił jest broń masowego rażenia, w tym najlepiej broń jądrowa i nowoczesne, skuteczne środki jej przenoszenia. Jej oczywiście nie można ot tak po prostu kupić w sklepie, trzeba ją bardzo umiejętnie wyprodukować, na co potrzeba czasu i bardzo dużo pieniędzy na badania. Poza tym, jeszcze trzeba przetrwać czas do uzyskania wyników, potencjalny nieprzyjaciel nie jest naiwny i z łatwością mógłby „skrócić dystans”, bo przecież nie musi czekać, aż najpierw się zdecydujemy czy w ogóle coś chcemy robić, potem zanim postanowimy, co i w końcu na efekty naszych wyrzeczeń.

Bezpieczeństwo kosztuje i nic się na to nie poradzi, strategią alternatywną do strategii twardej obrony nie jest to, co dzisiaj wyznają nasi „wodzowie”. Strategia opierania się na sojusznikach jest tak słaba jak silne są więzi sojuszników z potencjalnym nieprzyjacielem. Poza tym nikt nie będzie NIGDY chciał umierać za Warszawę, ale zawsze będą wymagać od nas, żebyśmy umierali za innych. Niestety tak jest skonstruowany ten Sojusz, że chroni najsilniejszych. Proszę sobie przypomnieć odległą, ale niesłychanie wiele mówiącą okoliczność – wiele złego można, bowiem powiedzieć na temat naszego uzależnienia od ZSRR w okresie PRL-u, jednakże nasi „towarzysze” nie wymagali od nas wyprawy do Afganistanu! Nikt tego w ówczesnym radzieckim kierownictwie nie oczekiwał! Natomiast Amerykanie przy całej swojej potędze w ogóle od tego zaczęli wszelkie ustalenia – od poszukiwania Sojuszników, czy też inaczej tych, którzy zgodzą się potencjalnie zastąpić ich poległych.

Naszym największym, ale niestety nie jedynym problemem jest to, że w tym Sojuszu, w którym jesteśmy – nikomu nie chce się walczyć. Wszyscy przyzwyczaili się do ładnych przyjęć, balów, luksusowych siedzib, regulaminów, komfortu klimatyzacji i raczej pytań dziennikarzy niż myślenia w jakichkolwiek kategoriach o wrogu.

Kryzys w państwach Sojuszu, wynika z kryzysu wartości i zupełnego odejścia od fundamentów, na których opierała się kiedyś potęga całego Zachodu. Tego już dzisiaj nie ma, ostatni prawdziwi wojownicy NATO właśnie mają wymieniane pielucho majtki w domach opieki na północnym wschodzie USA i północnym zachodzie Unii. To, co mamy dzisiaj to „power-point soldiers”, czyli żołnierze myślący o swojej służbie bardziej w kategoriach przygotowania „ładnej” prezentacji w najbardziej popularnym programie dominującego dostawcy oprogramowania biurowego na świecie niż o piachu w zębach, przemoczonych spodniach na siedzeniu, plecaku wpijającym się w ramiona i konieczności przetrwania kolejnej nocy. Oczywiście wiadomo, że dzisiaj walczy się nowoczesnym uzbrojeniem, które potrzebuje odpowiedniego sterowania i często doktoratu z mat-fiz. Jednakże żołnierz, który nie umie maszerować – ginie, a wraz z nim marzenia o niepodległości, problemu budżetowe i wszystko inne.

Wybór należy do nas. Dzisiaj, tutaj i teraz. Wybierzmy najlepiej jak się da.

4 thoughts on “Na obronę potrzeba więcej pieniędzy

  • 28 września 2014 o 10:47
    Permalink

    Panie Autorze! Jak zawsze przy felietonach w których Pan sugeruje zwiększenie wydatków na wojsko pozwalam się z Panem nie zgodzić!

    Może by Pan podsumował wydatki jakie zostały wyrzucone w błoto? Wydajemy na wojsko – nie wiem czy za mało czy za dużo – ale tyle na ile nas stać…

    Natomiast to co wydajemy jest WYRZUCANE!!!!!

    Pierwsze z brzegu przykłady:

    Program IRYDA

    Okręt GAWRON

    Rezygnacja ze współpracy z FR w sprawie przedłużania licencji a co za tym idzie brak mozliwości modernizacji naszych czołgów, przy otrzymaniu niezłych czołgów z demobilu niemieckiego sąsiada ale które sa stale remontowane i ich wartość bojowa jest niewielka

    Zakup jednorazowych samolotów F16 zamiast Grippenów które mieliśmy produkować w Polsce (samoloty do startu i lądowania z polowych lotnisk a nie tylko z 2 jak F16).

    Brak uzbrojenia do F16. Zakup planowany rakiet do nich – ostatnio sygnalizowany – w cenie 2x większej niż płaci Finlandia jest najlepszym przykładem rozrzutności wojska.

    Likwidacja i sprzedaż Świdnika i związana z tym rezygnacja z rozwijani swojej produkcji helikopterów na rzecz składanek z Włoch i UE zawodnych i będacych o jedną generację za naszymi helikopterami…

    A najważniejsze – w związku z ostatnimi aferami czyli “zaginięciem” 2 tysięcy “materacy” oraz sprzedażą “złomu” który podobno jednak działa = 153 “Strzał” = 3×50 sztuk plus 3×1 sztuka do każdej partii “na wypróbowanie” (to jest taki standard u handlarzy bronią – więc stąd 153 sztuki a nie inna ilość) – należy przeprowadzić z dnia na dzień operacje inwentaryzacji w tym samym momencie WE WSZYSTKICH jednostkach WP…

    Bo może te F16 to już latają na Ukrainie? Podobnie jak nagle zezłomowane GRADy? I te “materace”???? I gdzieś “remontowane” czołgi od Wuja Helmuta?

    Odpowiedz
    • 28 września 2014 o 21:06
      Permalink

      Pozwole się z oboma panami nie zgodzić prócz dokładnie jednej kwestii dotyczącej wyrzucania pieniędzy. Przychyliłbym się równierz do inwentaryzacji i to nie tylko materiałowej ale i osobowej. Niby 100tys. żołnierzy a operacyjnych ciut ponad 10tys. Leśne dziadki zza biurek dawno winny rekreować się na emeryturze a nie zajmować odsiadymaniem za biurkiem od awansu do awansu za nic. Jaki to bowiem pułkuwnik jest co pułku nie widział. Tak z praktycznym podejściem panowie proponuję mniej doradztwa bo w materii wiecie tyle co w folderach napiszą i na wystawach pokażą. Ja zaś z perspektywy dowódcy mogę jedynie powiedzieć tyle że najgorzej nie jest ba całkiem nieźle czasami tylko ludzi brak i to takich z określonymi cechami bo sam romantyczny patriotyzm i sny o potędze to trochę za mało i często nie to co potrzebne jest w źołnierzu. A pewnych cech na żadnym szkoleniu się nie nabędzie.

      Odpowiedz
  • 28 września 2014 o 12:11
    Permalink

    Żeby wydawać na cokolwiek publiczne pieniądze, należy zadać sobie pytanie: W JAKIM CELU?

    Cel propagandowo wydaje się oczywisty, ale nasuwają się dalsze pytania.
    Na obronę Polski,- ale przed kim?
    czy ma to być zdolność obronna samodzielna, czy w sojuszu?
    Jaki zakładamy charakter przyszłej wojny z nieznanym przeciwnikiem?
    Jeśli ma to być tzw. wojna hybrydowa, to należy inaczej do niej przygotować SPOŁECZEŃSTWO i siły zbrojne, bo tu czołgami i rakietami przeciwlotniczymi nic nie obronimy. Chociaż wymienione środki też należy posiadać.
    Bez odpowiedzi na te i inne pytania – nie ma co wydawać pieniędzy, np. w imię jakichś tam ambicji emerytowanych admirałów.
    Musimy przeczekać ten rok, do najbliższych wyborów parlamentarnych.
    Po drodze umocni się sprawa wojny z Kalifatem Islamskim.
    Wszystko zależy od naszego Wielkiego Sojusznika.
    USA i Niemcy wyraźnie wskazują pozaeuropejskie zagrożenia, odpuszczając bałagan na Ukrainie.
    To nie ich interesy i nie ich kłopoty.
    najlepiej walczyć z dala od władnych granic.
    Zarobi lobby zbrojeniowe i wielkie koncerny.
    A my bedziemy musieli się do tego dostosować.

    Odpowiedz
    • 28 września 2014 o 21:17
      Permalink

      Pytanie dobre. A co do obronności to mam nieco więcej wiedzy i doświadczenia. Właśnie to pytanie jest kierunkowskazem w poruszaniu się w pomiędzy życzeniowymi pomysłami wielu szpecjalistów. Wjakim celu posiadać broń nuklerarnä, w jakim celu powiększać liczbę żołnierzy, w jakim celu posiadać ten czy tamten typ uzbrojenia. Siły zbrojne to nie subklutura gadżeciarzy jak można by po medialnym tańcu sądzić. Owszem często wykonują takie czy inne działania społecznie niepopierane ale sami tego nie wymyślajä. To są rozkazy o cywilnej władzy. Polecam ustawę. Obecna zaplanowana i modernizowana doktryna obronna opiera się zawsze na tym co mamy nie na czymś co sobie jakiś cywil uroi. Pytanie w jakim celu skierowane do cywili jest całkiem zasadne i podpisuję się pod nim.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.