Obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa państwa – „tarcza Komorowskiego”

Faktem jest, że na dzień dzisiejszy jesteśmy w zasadzie bezbronni przed jakimkolwiek poważniejszym atakiem. Wojsko Polskie nie jest w stanie wypełnić swoich obowiązków, nie ma możliwości ochronić państwa przed napaścią, niszcząc siły zbrojne atakującego nas przeciwnika. Oprócz ogólnej słabości posiadanego potencjału przejawiającej w niezdolności do prowadzenia działań wojennych w ogóle, dokłada się słabość technologiczna – w wyniku, której nasze wojsko może być w ogóle niezdolne do prowadzenia walki przeciwko nowoczesnym typom uzbrojenia użytym do napadu na nasz kraj.

Należy przyjąć założenie, że w przypadku konfliktu z jednym z sąsiednich państw będziemy mieć do czynienia z napaścią typu inwazyjnego, której celem będą:

  • szok i przerażenie ludności cywilnej,
  • szybkie zajęcie części terytorium kraju – w tym paraliż infrastruktury,
  • zniszczenie jak największej ilości sprzętu wojskowego,
  • zabicie jak największej ilości siły żywej.

Tego typu cele potencjalny przeciwnik może bardzo łatwo osiągnąć przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii wojskowych, w tym takich, przed którymi wiadomo, że nie mamy środków obronnych. Kluczowym elementem ataku na Polskę będą pociski rakietowe – średniego i dalekiego zasięgu. W grę wchodzą pociski samosterujące i rakiety balistyczne. Oba typy uzbrojenia mogą posłużyć do ataku na cele punktowe i powierzchniowe, z wykorzystaniem głowic konwencjonalnych i niekonwencjonalnych. Na dzień dzisiejszy, co przyzna każdy wojskowy, nie mamy możliwości obronienia się przed użyciem przez przeciwnika pocisków balistycznych i bardzo ograniczone względem pocisków samosterujących.

Nieprzyjaciel zaatakuje infrastrukturę w jej najbardziej krytycznych punktach: elektrownie, linie przesyłowe, mosty, wiadukty, tunele, rurociągi, rozdzielnie gazu, magazyny z paliwem, porty lotnicze i morskie, centra logistyki, skrzyżowania autostrad, zapory i inne, wszędzie tam, gdzie uderzenie spowoduje ograniczenie naszych możliwości przemieszczania się, a także normalnego funkcjonowania państwa.

Atakowanie celów wojskowych to odrębna kwestia, oczywistym celem są lotniska wojskowe, drogowe odcinki umożliwiające lądowanie samolotów, składy paliwa, uzbrojenia i żywności oraz oczywiście wojsko podczas przemieszczania się na pozycje.

Nie można wykluczyć celowych ataków na duże skupiska ludności cywilnej, przy okazji atakowania infrastruktury miejskiej. Szczególnie narażona jest ludność stolicy, której zniszczenie byłoby dla nas najbardziej bolesne ekonomicznie i społecznie, a także stanowiło realne upokorzenie.

Powyższe sformułowanie celów wyznacza pola zainteresowań dla objęcia poszczególnych podsystemów państwa i sił zbrojnych przez system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Tarcza, o której mówił prezydent Komorowski powinna być wystarczająco szeroka, odporna i tania, przy czym jest oczywistym, że nie ma możliwości bronić całego terytorium kraju i wszystkich kategorii celów, jakie zasygnalizowano powyżej. Polska obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa będzie z konieczności przeznaczona do obrony celów selektywnych najistotniejszych z punktu widzenia strategicznego, politycznego i ekonomicznego.

Przewaga napastnika w przypadku ataku rakietowego polega na tym, że dysponując nawet prymitywnym uzbrojeniem w postaci standardowych rakiet balistycznych, ma możliwość zadania pierwszego ciosu. Broniący muszą zgadywać, dopasowując listę priorytetów obronnych do listy celów napastnika. Mobilne systemy obronne stwarzają pewne możliwości przemieszczania się i zaskakiwania nieprzyjaciela obecnością obrony w miejscach, które w danym momencie określił, jako swoje cele. Jednakże, w praktyce zamieszania wojennego jest to niezwykle trudne, poza tym dla broniącego się to zawsze oznacza konieczność wybierania. A to nie jest takie proste, jednakże najpierw trzeba mieć się, czym bronić.

Jeżeli już dokonamy politycznej oceny poszczególnych celów, rozpatrzymy możliwości technologiczne i finansowe, to dopiero wówczas można zacząć projektować system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. W naszych realiach z konieczności powinien to być system skoncentrowany na obronie jednostek wojskowych, głównych baz wojskowych, stolicy oraz dosłownie kilku wybranych celów punktowych w kraju, umożliwiających osłonę bardzo drogiej infrastruktury transportowej i przede wszystkim przemysłowej.

Sama obrona wojsk i stolicy już wyczerpuje wszelkie nasze możliwości finansowe. Zwłaszcza, że to będzie uzbrojenie wystrzelane już w ciągu pierwszych kilku dni konfliktu. Nie będzie czasu na „doprodukowanie rakiet”, albowiem taka jest logika współczesnych konfliktów zbrojnych. Dlatego musimy mieć stosunkowo duży zapas pocisków, utrzymywanych stale w gotowości technicznej do użycia, podatnych na modernizację, czyli konstrukcji modułowej. Jest to ważniejsze niż zdolność do produkcji takich systemów uzbrojenia, albowiem koszty, jakie poniesiemy w wydatkach na przemysł i technologię wytwarzania, raczej się nie zamortyzują sprzedażą zagraniczną, a nasze potrzeby i tak są zbyt małe, żeby zapewnić opłacalność produkcji tylko dla siebie.

Problem polega w myśleniu, albowiem patrząc z drugiej strony, – jeżeli zdecydujemy się tylko i wyłącznie serwisować cudze produkty, to nigdy nie nauczymy się ich produkować samodzielnie, nigdy nie przejdziemy na wyższy poziom technologiczny, a bycie uzależnionym w 100% od importu zawsze jest niebezpieczne, szczególnie w kwestii uzbrojenia.

Dlatego optymalnym modelem budowy takiego systemu jest kooperacja z wielkimi producentami z krajów zachodu, przy przejęciu części produkcji wybranych elementów u nas w kraju, tak żeby wpasować się w ciąg logistyczny właścicieli technologii. Wówczas moglibyśmy produkować specjalne części na własne potrzeby oraz na potrzeby innych krajów. A to oznaczałoby, że całość miałaby szanse na powodzenie ekonomiczne i być może nie musielibyśmy totalnie do tego b biznesu dokładać.

System obrony przeciwlotniczej/przeciwrakietowej składa się z rakiet, wyrzutni, podsystemów rozpoznania i naprowadzania, same rakiety to odrębne wyzwanie, wszystko ma bardzo dużo elektroniki w sobie, wymaga specjalnej integracji oprogramowania – wiele prób, badań, ponoszenia wieloletnich kosztów. W kraju produkujemy jedynie małe rakiety bliskiego zasięgu, mając w tym zakresie nawet znaczne sukcesy. Mając potencjał, należy go zachować i przeznaczyć odpowiednie siły na produkcję najbardziej możliwych do wykonania komponentów w ramach koprodukcji. Na samodzielne opracowanie wszystkiego i zintegrowanie nie mamy po prostu czasu, możliwości i pieniędzy. Nie da się nadrobić kilku dekad zapóźnienia w ciągu paru lat. Jednakże, należy mieć świadomość, że inwestowanie w niepotrzebne technologie, parki maszynowe i licencje, zamiast w gotowe produkty – zmniejsza ilość tych ostatnich.

Jeżeli zatem założymy, że potrzebujemy bronić się intensywnie przez kilka dni, utrzymując potencjał odstraszania przeciwnika – należy wyposażyć kilkanaście – dwadzieścia kilka baterii rakietowych (po 5 wyrzutni w każdej) w sprzęt typu Patriot Advanced Capability-3 (PAC-3) oraz utrzymywać rezerwę rakiet w ilości około 3000 sztuk. Taka ilość powinna nam zapewnić bezpieczeństwo przeciwlotnicze i przeciwrakietowe na około 7 – 9 dni bardzo intensywnych walk. Koszt całości to około 12 – 15 mld USD, przy rozłożeniu finansowania na 10 lat jest jak najbardziej do udźwignięcia. W ramach odpowiedniej umowy, część z tych pieniędzy moglibyśmy zostawić u siebie, produkcja takich rzeczy jak sam korpus rakiety, elementy mechaniczne, wyrzutnie, materiał wybuchowy i część elektroniki może być banalnie spolonizowana. Podobnie postąpili pod koniec lat 80 tych Niemcy, gdzie głównym wykonawcą podsystemów do niemieckich PAC-2 był Siemens a podwozi dostarczył MAN. Natomiast nie można wyważać drzwi i trzeba się pogodzić z koniecznością zakupu najbardziej kosztownych elementów systemu.

W ten sposób, stosunkowo szybko moglibyśmy wejść w posiadanie dużej ilości sprzętu, umożliwiającej skuteczną obronę przeciwlotniczą i wystarczającą przeciwrakietową w kilku wybranych punktach strategicznych kraju oraz dla wszystkich najważniejszych jednostek bojowych, w tym kluczowych lotnisk. Proces ten, co jest najważniejsze nie wymaga filozofii jedynie decyzji politycznych i finansowych, a pierwsze baterie możemy mieć w linii za 2-3 lata. Oczywiście można rozważyć zakup sprzętu używanego, ale to już zupełnie inna problematyka, której nie można wykluczyć, albowiem nawet poniemieckie PAC-2 spowodowałyby bardzo znaczny wzrost naszego potencjału obronnego.

Politycy muszą poinformować społeczeństwo, na czym polega współczesna obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa, przede wszystkim powiedzieć prawdę, że nie ma możliwości obrony całego terytorium – wszędzie, co oznacza, że w razie konfliktu będą ofiary, w tym cywilne. Nie da się zapewnić dostaw prądu, gazu, wody – wszystkim potrzebującym, to przerasta nasze możliwości. Dlatego należy opracować odpowiednie procedury zapewniające spokój społeczny i uniknięcie paniki podczas walk i szybką odbudowę potencjału umożliwiającego ludziom powrót do zwyczajnych nawyków.

Wnioski z tej uproszczonej analizy są banalne – nie ma się, co napinać na tworzenie czegoś samemu, czego nie będziemy w stanie sprzedać za granicą. W naszym interesie jest szybkie wejście w posiadanie sprawdzonych i działających systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, które zapewnią nam bezpieczeństwo na 2-3 dekady. Warto przy tym wykorzystać szanse dla własnego przemysłu zbrojeniowego oraz wszelkie podwójne zastosowania. Kooperacja i współpraca zawsze oznacza mniejsze ryzyko niż samodzielność, ale nie daje niezależności. W naszych realiach i tak nie zapewnimy sobie tym rodzajem uzbrojenia niepodległości, więc nie można go traktować, jako elementu najważniejszego, którym może być tylko i wyłącznie broń masowego rażenia i środki jej przenoszenia.

5 komentarzy do “Obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa państwa – „tarcza Komorowskiego”

  • 9 września 2012 o 16:15
    Permalink

    Proponuję:
    Dla ludności CYWILNEJ – szczeliny przeciwlotnicze jako TANI i KRAJOWY skuteczny środek obrony przeciwlotniczej;
    Dla wojska – komenda LOTNIK KRYJ SIĘ!
    Z uwagi na niewielką ilość posiadanego wojska (ok. 97 tysięcy), potencjalny przeciwnik będzie miał duże problemy żeby go zwalczyć. No bo to jak szukanie igły w stogu siana.
    I tu widać słuszną linię naszej posolidarnościowej władzy.
    Propozycje autora o konieczności obrony NA KILKA DNI są słuszne. Tylko co dalej, jak te kilka dni minie?
    Tylko Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza może nas uratować …

    Odpowiedz
  • 9 września 2012 o 22:07
    Permalink

    Nasz piękny kraj nie potrafi zaprojektować i wyprodukować nawet JEDNEGO tranzystora, takiego najprostszego, germanowego, w technologii stopowej z lat 60. O czym my mówimy.

    Odpowiedz
    • 28 października 2012 o 19:33
      Permalink

      muszę zaprotestować.Polacy potrafią bardzo dużo np.Stadion Narodowy zbudowało niemieckie konsorpcjum polskimi podwykonawcami(którym do dzisiaj nie zapłaciło).
      Nasi polscy inżynierowie są cenionymi pracownikami w europejskich firmach. Ja sam pracuję jako project manager w austrjackiej firmie (jednej z trzech na świecie) i nie jestem szykanowany za pochodzenie ale cenią moją wiedzę.
      Niestety 20 lat rządów tzw.demokracji skutecznie pozbawiło kraj potencjału naukowo-technicznego poprzez totalną wyprzedaż wszystkiego co stanowiło jakąkolwiek wartość. W chwili obecnej likwiduje się np.Instytut Techniki Budowlanej(prywatyzacja czyli oddanie za bezcen jakiejś zachodniej korporacji).

      Odpowiedz
  • 10 września 2012 o 11:28
    Permalink

    PAC-2 spowoduje wzrost potenacjalu obronnego podobny do wzrostu jaki nastapil po zakupie fregat z demobilu od jedynie slusznego sojusznika. Nie ma co nawolywac do zakupu starego sprzetu, na ktorego renowacje i utrzymanie wyda sie pozniej krociowe kwoty, kosztem dobicia wlasnego przemyslu zbrojeniowego.
    Sami wszystkiego nie zbudujemy, co do tego nie ma watpliwosci. Ale to nie jest argument, aby wszystko kupic uszczesliwiajac zagranice. Kooperacja jak najbardziej, uzaleznianie sie od dostawcow w zadnym wypadku. Jesli nastapi polonizacja systemow PAC-3 powiedzmy w podobnej ilosci, jak udalo sie to Niemcom przy PAC-2 to mozemy negocjowac, inaczej to znowu bedzie propaganda sukcesu.
    Podwozia moglby dostarczac chociazby Jelcz (juz i tak to robi do innych systemow), systemy celownicze PCO, systemy radarowe tez mozna, a to nie jest pelna lista tego co polskie firmy potrafia wyprodukowac i czas to asertywnie powiedziec.
    Szczegol techniczny, DOLi nie ma po co niszczyc. F-16 na nich nie wyladuje, wiec dla naszego najbardziej propagandowo rozdmuchanego zakupu sa bezuzyteczne.

    Odpowiedz
  • 10 września 2012 o 15:05
    Permalink

    “Nieprzyjaciel zaatakuje infrastrukturę w jej najbardziej krytycznych punktach: elektrownie, linie przesyłowe, mosty, wiadukty, tunele, rurociągi, rozdzielnie gazu, magazyny z paliwem, porty lotnicze i morskie, centra logistyki, skrzyżowania autostrad, zapory i inne” to cytat z opisu ataku NATO na Jugosławię? Brakuje tylko ambasad, szpitali i cerkwi. Warto dodać ze Jugosławia broniła się przez 75 dni a nie kilka dni.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.