Ekonomia

Obietnice bez pokrycia a wymogi rzeczywistości

 Wedle dostępnych szacunków różnych ekonomistów, wdrożenie dwóch właśnie ogłaszanych pomysłów przez rząd tj. 500+ oraz podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 8000 zł – będzie kosztować około 44 mld zł, co przełoży się na około 5,3% deficytu finansów publicznych. W konsekwencji Unia Europejska przywróci procedurę nadmiernego deficytu oraz wstrzyma znaczną część funduszów unijnych.

Chyba, że zdarzy się cud i rząd pokaże skąd ma przyrost na około 2% PKB, który może jako swobodną nadwyżkę wydać na te dwa nowe, a zarazem niesłychanie istotne elementy naszej gospodarki? Oczywiste jest bowiem to, że one nie obejdą się bez skutków dla naszej gospodarki i dla naszej codzienności. W szczególności liczy się zwiększenie kwoty wolnej o podatku, to dodatkowe pieniądze w rękach każdego obywatela, które będą miały istotne znaczenie dla wielu Polaków w ich codziennym życiu. Jeżeli łącznie to będzie – razem z programem 500+ na około 44 mld zł, to szykuje się nam niesłychanie silny zespół bodźców mikroekonomicznych, które po zagregowaniu będą miały bardzo duże znaczenie.

Czy to się przełoży na inflację – trudno powiedzieć w pierwszym roku, nasz popyt konsumpcyjny jest fundamentem wzrostu gospodarczego. Jeżeli nagle zwiększymy jego bazę o około 44 mld zł rocznie – to musi mieć wpływ na rynek, ponieważ takich bodźców nie ma w realnej gospodarce poza funduszami unijnymi, ale one działają inaczej niż zdezagregowany popyt konsumpcyjny na samym dole gospodarki.

Dlatego istnieje szansa, że te pieniądze mogłyby na tyle pobudzić wzrost gospodarczy, żeby prognoza wzrostu deficytu nie zdążyła się spełnić. Trudno ocenić jak nałożą się cykle, ale na pewno deficyt będzie poprzedzał jakikolwiek wzrost. Dopiero jak ten nastąpi, może – podkreślmy – może – ale nie musi – przyczynić się do pokrycia deficytu. Oczywiście to czysta teoria, realia będą takie że jak tylko zdarzyłby się nam deficyt na poziomie 5% PKB, to natychmiast mielibyśmy korektę wartości waluty narodowej. To przełoży się na dostosowywanie się całej naszej gospodarki, która jak wiemy ekstremalnie silnie jest uzależniona od tego co się dzieje na świecie, a w szczególności w Strefie Euro. Nie jest powiedziane jak się zachowa rynek pracy, ze względu na generalny brak rąk do pracy, bo Ukraińcy nie są w stanie wejść we wszystkie nisze – może się zachowywać acyklicznie, tj., zapotrzebowanie na pracę może być stałe. Kwestią osobną będzie poziom wynagrodzeń, ten będzie rósł głównie w branżach wymagających kwalifikacji i unikatowych umiejętności.

Z rządu docierają informację o tym, że ten zamierza dokonać zmian w budżecie, nie wiemy jak i po co, prawdopodobnie chodzi o zwiększenie deficytu. Możemy się tylko domyślać po co? Z perspektywy małych szaraczków to i tak nie ma większego znaczenia, do póki nie zacznie się przekładać na oczekiwania podmiotów na rynku. Gdyby kasa miała iść na jednorazowe świadczenie waloryzacyjne (jednorazowa kasa dla emerytów i rencistów), to także będzie silny bodziec oddolny dla gospodarki, ponieważ tej grupie społecznej generalnie się nie przelewa i to co otrzymują prawie w całości wydają na bieżące koszty życia. Na ile to zdewastuje system – zobaczymy, na pewno to nie jest dobrze, że rząd zamierza pożyczać, żeby rozdawać!

Lada moment pojawią się problemy z finansowaniem wkładów własnych do funduszy unijnych. Samorządy już od pewnego czasu sygnalizują, że mogą być problemy z pieniędzmi na inwestycje, a w tym przypadku mnożnik jest tak duży, że szkoda jest aby zmarnować szanse. Innymi słowy, to inwestycje samorządów oraz największe inwestycje infrastrukturalne, powinny być w samym centrum uwagi rządu, albowiem to przez nie istnieje szansa realnego napędzenia gospodarki. Można to zrobić efektywnie, efektywniej albo tak jak robiono przez ostatnie lata. Zdaje się, że to rządzący podnosili jak byli w opozycji, że mamy w Polsce najdroższe w kosztach budowy autostrady na świecie. Mają właśnie wspaniałą szansę zmienić ten stan rzeczy, pod warunkiem, że w ogóle znajdą finansowanie na niektóre z najbardziej potrzebnych.

Bycie w opozycji jest bardzo wygodne, można obiecać wszystko nie przejmując się szczególnie finansowaniem. Jak się jest już w ławach rządowych, to życie przestaje być takie proste – a w realiach naszego permanentnego zadłużenia, w ogóle nie ma mowy o jakichś szerokich manewrach gospodarczych. Zobaczymy na co odważą się rządzący, w naszym interesie jest żeby powstrzymali swoje plany i je istotnie zweryfikowali. Takich rewolucyjnych koncepcji – o wielkim znaczeniu dla finansów publicznych nie wprowadza się z dnia na dzień, gdyby podejść do tego chociażby tylko z minimalną ostrożnością, to każdy z tych projektów – jak np. leki za darmo dla ludzi pow. 75 roku życia, 500 + i zwiększenie kwoty wolnej od podatku, a następnie cofnięcie „reformy” emerytalnej „67” można i powinno się wprowadzać co najmniej co roku. To znaczy po pierwszym roku rządów leki – bo to w sumie najprostsze, mamy cały rok na przygotowanie się. Po drugim roku pracujemy nad 500+ równolegle przez trzy lata wdrażamy – podwyższenie progu podatkowego, co roku o np. 1000 – 1500 zł w ostatnim roku rządów wprowadzamy naprawę reformy emerytalnej. Dzięki temu rząd ma co robić, a to są naprawdę poważne sprawy, których nie powinno się przeprowadzać bez przygotowania. Samo rozłożenie na raty zmian w prawie podatkowych byłoby bardzo dużą ulgą dla budżetu. Całość takiego ujęcia, rzeczywiście stworzyłaby szansę, że mogłyby zacząć działać procesy mnożnikowe i być może nasz PKB rósłby przez jakiś czas powyżej 5% rocznie, a to byłby niewątpliwy sukces rządzących. To jest możliwe do osiągnięcia, można przynajmniej tak mądrze ustawić sprawy, żeby próbować to osiągnąć.

6 komentarzy

  1. Henryk Sawka

    PIS psuje finanse publiczne, to się rzuca na gospodarkę – giełda pikuje zaraz będzie korekta na złotym!!!

  2. Na temat wszelkiej maści ekonomistów wypowiadałam się i to negatywnie, oczywiście są wyjątki wśród ekonomistów jednak ci nie mają posłuchu politykierów. Szkoda, że ci ekonomiści nie wypowiadali się jak PO zadłużała Polskę, wówczas byli dyskretni. Należy wziąć przykład z Węgier, gdy te nałożyły podatek na banki, banki straszyły, że opuszczą Węgry w odpowiedzi usłyszały “to pakujcie się” no i żaden bank nie wyniósł się z Węgier. Podobnie jest z marketami i montowniami, które wykorzystują w Polsce tanią siłę roboczą. Wpłaty do funduszy unijnych? w czasach PO też nie były dokonywane regularnie. Samorządy jak przestaną budować aqua parki nad jeziorami i parki we wsiach, wycinając drzewa to ich budżet się zrównoważy. Pieniądze należy wydawać z głową.

  3. Uciekną w inflację i “dadzą radę”.

    Owoce rozwalenia gospodarki i zbiednienia milionów zbiorą ich następcy, gdy EURO będzie po 15 zł.

    Oczywiście czarnorynkowo, u cinkciarzy, bo legalnie (ale nie do kupienia) – będzie taniej, jakieś 7,88 zł za Euro.

    Wraca PRL.

    Posiadanie dewiz stanie się nielegalne, bo niegodne Prawdziwego Polaka.

    Prawdziwy Polak powinien mieć tylko polskie pieniądze, z podobiznami Lecha Kaczyńskiego (1000 zł), Jana Pawła II (500 zł), Piłsudskiego (200 zł), Mieszka I (100 zł), Kazimierza wielkiego (50 zł), Świętego Wojciecha (20 zł) i Św. Stanisława ze Szczepanowa (10 zł).

    Amen.

  4. Kufel z piwem

    Macie właśnie w Sejmie nową rzeczywistość w działaniu wręcz w natarciu

  5. Lech Szydło

    Oni nas okradną

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.