Obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej

Od czasu do czasu wybucha znana wrzawa w temacie obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej. Coraz liczniejsi oburzeni podnoszą głos przeciwko obecności np. krzyża w Sali posiedzeń Sejmu RP, jak również innym przedmiotom kultu w przestrzeni publicznej.

W wielu miejscach naszego kraju, po prostu nie da się tych symboli nie zauważyć, ponieważ bardzo często zabytkowe budownictwo sakralne i liczne obiekty małej architektury znaczą przestrzeń naszych miast i wsi niepodzielnie od wieków, kiedy to Mieszko I zdecydował się na śmiały krok przyjęcia chrztu i wszystkiego, co z nim jest związane.

Argumentem osób przeciwnych obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej stanowiącym podstawę ich argumentacji jest żądanie prawa do świeckości przestrzeni publicznej – poprzez nie zawłaszczanie jej na rzecz symboliki religijnej. Wedle przeciętnej tego typu opinii – miejsce religii jest w kościołach, których jest wystarczająco dużo i wierzący mogą modlić się w nich, jak również obecność symboliki religijnej należy ograniczyć do tych przestrzeni.

Druga strona z rzadka zabiera głos, uznając obecność symboli religijnych za coś normalnego, przynajmniej w odniesieniu do symboliki religii dominującej w kraju. Krzyże są praktycznie wszędzie, w budynkach publicznych wiszą często na równi z godłem państwa, – czego można z łatwością doświadczyć na pocztach, w szkołach i urzędach. Wierzący katolicy nie zauważają problemu, nie widząc w tym zagadnienia wartego podnoszenia w ramach sporu publicznego. Przez co obecność sacrum w życiu codziennym traci na znaczeniu, albowiem w wielu miejscach jego symboliczna obecność spotyka się z profanacją. Na fali dyskursu intelektualnego pojawił się nawet pomysł powrotu do przedwojennego modelu zniewolenia ciemnego ludu przez system sądowniczy, który kazał przysięgać na biblię – przed krzyżem przy okazji odbierania zeznań.

Dominująca większość wierzących nie rozumie, – w jaki sposób obecność symboliki religijnej w przestrzeni publicznej może razić inne osoby, nawet, jeżeli odrzucają one tradycję i retorykę miłości bliźniego, jakiej materialnym wyrazem jest ta symbolika. W percepcji większości nie mieści się pojęcie odrzucenia krzyża i jego przesłania, zwłaszcza, jeżeli tak wyrażana postawa dotyczy mniejszości. Zdaniem kościołów chrześcijańskich obecność symboli religijnych podkreśla chrześcijańską symbolikę miejsca, poczynając od zjawisk czysto duchowych na zwykłym pocieszeniu człowieka kończąc.

Prawo w zasadzie nie odnosi się do kwestii obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej poza oficjalnymi miejscami kultu, albowiem dotychczas nie było w ogóle takiego problemu. Społeczeństwo, na co dzień rozwiązuje te kwestie w drodze wzajemnych relacji, aczkolwiek było kilka intensywnych sporów publicznych jak słynne nocne zawieszenie krzyża w sali obrad Sejmu, „krzyż na żwirowisku” i inne pośledniejsze na obecności „krzyża na Krakowskim Przedmieściu” kończąc.

Oś sporu polega na tym, że dotychczasową normalność, w której symbole religijne stanowiły naturalną część przestrzeni publicznej – zajmując w niej liczne eksponowane miejsca, zastępuje się świeckim żądaniem wycofania symboliki. Jest to daleko idące odwrócenie dotychczasowego obyczaju i codzienności wielu Polaków. Jeżeli w wyniku nasilających się obecnie procesów dojdzie do wyrugowania symboliki religijnej a w konsekwencji spadku znaczenia religii i wartości, dla których religia stanowi podstawę z życia społecznego, to będzie to zapoczątkowanie całego procesu laicyzacji kraju.

Z drugiej jednak strony, co prawda szanując zdanie większości i jej prawo do otaczania się pożądanymi symbolami w przestrzeni publicznej, powstaje kwestia poszanowania dla uczuć mniejszości. Oczywiście należy przyjąć zdanie, że nie można ulegać dyktatowi agresywnej mniejszości, jednakże a odpowiedniej mierze należy uwzględnić jej zdanie. W praktyce chodzi o jakiś rozsądny kompromis gwarantujący zadowolenie obu stronom, to znaczy obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej, ale nie dominowanie nad otoczeniem. Spełnienie tego postulatu będzie niezwykle trudne, w niektórych przypadkach wręcz niemożliwe, jednakże trzeba próbować pogodzić ogień z wodą, albowiem w przeciwnym wypadku sprawa, która nie powinna dzielić stanie się drażniącym tematem w dyskusjach publicznych, w której każdy może wyrazić swoje zdanie, gdyż nie potrzeba tutaj jakiejś szczególnej kompetencji.

Reasumując, zagadnienie obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej jest wielokrotnie złożone, w jego skład wchodzą kwestie związane z obyczajem, historią, duchowością a zarazem szeroko rozumianym prawem człowieka do wolności, w tym przypadku rozumianej, jako wolność od przebywania w otoczeniu symboli religijnych w przestrzeni publicznej. Zagadnienie to, ze względu na swoją szkodliwość społeczną, jako niepotrzebny problem podsycający emocje należy możliwie szybko uregulować w sposób wyznaczający możliwe szerokie pole kompromisu, tak żeby zarazem sankcjonować obecność przedmiotów kultu w przestrzeni publicznej, ale zarazem zagwarantować poszanowanie zdania i opinii ludzi mających inne spojrzenie na to zagadnienie. Przy odrobienie dobrej woli powinno się udać.

9 myśli na temat “Obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej

  • 30 kwietnia 2015 o 22:19
    Permalink

    Proponuję rozwiązanie sprawdzone, patrz Francja.

    Odpowiedz
  • 27 lutego 2020 o 12:52
    Permalink

    Agnostycy mają na to wyłożone.
    2 patyki nikomu krzywdy nie robią.

    Jest miejsce i na krzyże i na reklamy przy drogach.
    Ludziom, którym to przeszkadza, są ograniczeni umysłowo.

    Odpowiedz
    • 28 lutego 2020 o 20:35
      Permalink

      Mylisz się, bo w tej chwili już nie chodzi zwyczajne krzyże przy drogach w każdej wiosce itd. Ta religijna architektura spełniająca pewne religijne role (np. majowe modlitwy przy figurkach) nigdy nikomu nie przeszkadzała, także w PRL, jak i obecnie. Problemem są fanatycy religijni, którzy nie potrafią uszanować świeckości urzędów administracji publicznej, szkół itp. miejsc, wieszając tam na przymus krzyże bez szacunku dla niewierzących i osób innych wyznań. Za tym kryje się coś groźniejszego, a co należy zastopować, tj. wprowadzanie niejako tylnymi drzwiami dyktatury religijnej, a na to zgody nie ma świadomego zagrożeń z tego płynących społeczeństwa. Każdy agnostyk powinien poczuć się do obowiązku przeciwdziałania wprowadzaniu takiej dyktatury.

      A tak katolicyzm zniszczył naszą słowiańską religię:
      Jan Długosz w swoich rocznikach pod rokiem 965 pisze: „Następnie książę Polski Mieczysław najsurowiej rozporządził za powszechną zgodą wszystkich baronów i szlachty polskiej, aby zniszczono bożyszcza i podobizny fałszywych bogów, bo świątynie oddano płomieniom; ich czciciele skazani byli na utratę majątku i ścięcie głowy. Nie tylko poszczególne obrzędy, uroczystości i święta, w czasie których cześć oddawano bożkom, ale i wszystkich wróżów, zaklinaczy i wieszczów wywołał i wyrugował z kraju, zakazał odprawiania publicznie czy prywatnie wszelkich igrzysk urządzanych na cześć bogów; (…). A ponieważ prawie we wszystkich miastach, miasteczkach i znaczniejszych wsiach Polski zachowywano posągi bogów i bogiń i święte gaje, które niszczono i łamano wolniej, niż opiewał rozkaz księcia Mieczysława, więc później Mieczysław naznaczył na rozbicie i zniszczenie ich we wszystkich stronach Polski dzień 7 marca. Kiedy ten naszedł, każde miasto i każda wieś zmuszone były rozbijać wizerunki swoich bogów, a potłuczone, wobec tłumów obojga płci topić w jeziorach, błotach i bagnach i zarzucać je kamieniami; podczas tego czciciele bogów i bogiń, ci zwłaszcza, dla których były te świętości źródłem zarobku, głęboko żalili się i płakali, nie śmieli jednak zmienić czegokolwiek z obawy przed książęcymi urzędnikami”. Źródło: Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki Sławnego Królestwa Polskiego, Księga 1-2, Wyd. PWN, Warszawa 2012, s. 243-244.

      Odpowiedz
      • 29 lutego 2020 o 08:05
        Permalink

        Popieram stanowisko @Anonim9000, ‘jakiś znikomy ułamek procenta” nie ma żadnych
        podstaw do narzucania swojej fanaberii agnostycko-ateistycznej (TO już było – i źle kończyło się) zdecydowanej
        większości Narodu. Polska w temacie, nigdy nie pójdzie drogą zbolszewizowanego
        tworu znanego jako eurokołchoz. Podpisał: osoba ‘nie bardzo” wierząca….

        Odpowiedz
        • 29 lutego 2020 o 09:02
          Permalink

          Wiesz @krzyku58, tobie to przydałaby się taka kwarantanna umysłowa w dyktaturze religijnej, np. w Indonezji, Pakistanie, czy Iranie! 🙂 Tam miałbyś szansę myśleć tylko tak jak ci nakazują Imamowie i kanony, a za wszelkie odstępstwa otrzymałbyś chłostę. Sądzę, że tylko taka chłosta publiczna mogłaby ci przywrócić racjonalne myślenie i rozwiązać twoje splątane neurony.:-)
          Co prawda, jako zabytki jeszcze przy niektórych Kościołach są kuny, więc można by cię ewentualnie zakuć w te kuny z karteczką informacyjną zawieszoną na szyi i wystawić w niedzielę na pośmiewisko modlących się katolickich mas, jako osobę “nie bardzo” wierzącą. Myślę, że znaleźliby się tacy, którzy by ci splunęli w twarz dla dobra Kościoła i nad-jordańskiej dżumy.
          https://pl.wikipedia.org/wiki/Kuna_(narz%C4%99dzie_kary)
          https://demotywatory.pl/4973589/Kolejny-sukces-feministek-walczacych-o-to-aby-kobiety-mogly

          Ja wyobraź sobie, jako ateistyczna mniejszość, mam w domu symbole religijne katolickie po moich dziadkach i rodzicach. Nie przeszkadzają mi one i nie zdejmuję ich. Na tym polega pamięć kulturowa i szacunek do wierzących, dla przodków. I myślę, że tak postępuje większość katolików w Polsce czując się chrześcijanami, a nie fanatykami katolicyzmu inspirowanymi przez kler.
          Ale nie ma mojej zgody na to, aby fanatycy religijni nie szanowali świeckości państwa i jego instytucji, nie szanowali innych poglądów ustanawiając własną dyktaturę i prawa wyzbyte humanizmu.

          Odpowiedz
          • 29 lutego 2020 o 13:54
            Permalink

            …tobie to przydałaby się taka kwarantanna umysłowa w dyktaturze religijnej, np. w Indonezji, Pakistanie, czy Iranie!
            Miecławie objawiasz typowe dla lewicy (ateistycznej, ale chyba każdej) zaczadzenie umysłu, zwane
            tez niekiedy dyplomatycznie a’reburs – pomroczność jasna. 🙂
            Linkowałem tyle materiałów że w Iranie jest ZDROWO, czyli normalnie – czego nie mogę napisać o jewrokołchozie, USA czy innej Bolszewii np. skandynawskiej. Ty poniał?

            “Ja wyobraź sobie, jako ateistyczna mniejszość…”
            Ja, natomiast wręcz przeciwnie “nie obwieszam się”…. 🙂 jakieś delikatne, symboliczne
            elementy…. i eto wsio! Chwati’t! 🙂
            NO i jestem niebywale krytyczny pod adres KK, i nie tylko… widzę, obserwuję i nie mogę
            wyjść z podziwu dla rysującej się “pięknej katastrofy”…. tak, tak i wcale mnie TO nie cieszy, wręcz
            przeciwnie!!
            —————————
            Русской крови будет по ноздри конские: Россию и Турцию подталкивают к войне – отец Андрей Ткачев https://www.youtube.com/watch?v=y6-9MuahFvY&t=12s

          • 29 lutego 2020 o 17:17
            Permalink

            No cóż, nie jako “zaczadzony lewak” – ale jako zwolennik lewicy społecznej i narodowej opartej na wartościach kosmocentrycznych i niezależnej etyce – stwierdzam, że faktycznie czeka nas upadek, ale za sprawą fanatyków religijnych z jednej strony oraz zachodniej kultury głupoty bez wartości z drugiej strony.

            Masz tu przykład namiastki planowanej kontrrewolucji kulturowej przez fanatyków religijnych, bo ta zachodnia się już dokonała i praktycznie z polskich racjonalnych umysłów niewiele pozostało.

            „Zatrudnianie lewicowych i liberalnych naukowców już teraz stanowi ryzyko i wyzwanie. W przyszłości zaprojektowanej przez Ordo Iuris niezależna od doktryny kościoła nauka zostanie ograniczona do mniejszościowej, eksportowej opinii. Większość będzie zawsze po stronie polskiego kościoła i jego zwolenników, którzy w imię „pluralizmu” i „wolności” otrzymają status naukowców. To ta większość otrzyma najlepsze ścieżki finansowania, a nauka przestanie być racjonalnym, oświeceniowym procesem dochodzenia do prawdy. Zamiast tego stanie się zakładnikiem religijnych domysłów powstających na użytek bieżącego, prawicowego ogłupiania.

            W warunkach religijnej hegemonii równouprawnienie klerykalnej doktryny i zrównanie jej z nauką doprowadzi do dominacji tej pierwszej. „Wolność słowa” obejmie m.in poglądy w myśl których obywatele niebędący heteroseksualnymi katolikami to ludzie drugiej kategorii. Na polskich uniwersytetach już teraz rozwijają się koła naukowe zakładane przez Ordo Iuris, a poglądy skrajnej prawicy i religijnego fundamentalizmu stale przenikają przez mury uczelni. PiS potrzebuje własnych naukowców dokładnie tak samo, jak własnych sędziów.

            Nie jest to przy tym w żaden sposób proces naturalny – świat nauki mimo dominacji prawicy nadal w dużej mierze opiera się bezpośrednim, politycznym naciskom. Uniwersytet żyje bowiem z dążenia do prawdy, ze zdolności do krytycznego myślenia i jest w duchu racjonalny. Metodami demokratycznymi nie da się zrobić z naukowców głosicieli prawdy objawionej, ani nawet skłonić ich do tego, by uznali religijne dogmaty za jedno z wielu równoprawnych stanowisk. Jednocześnie PiS nie wie, co to racjonalizm i nie potrafi przetworzyć swej doktryny na pełnoprawny światopogląd naukowy. Tworzenie „stref wolnych od LGBT” naprawdę nie mieści się w obrębie żadnej koncepcji naukowej… Tak więc uznano, że naukę należy skopać i odgórnie zmienić. I nazwać to „ochroną wolności”.

            Wolność dla ciemnogrodu
            Dzieje się to wszystko – jak często w Polsce – w oparach absurdu. Jarosław Gowin i jego ekipa cierpią bowiem na wybitną sprzeczność wynikającą z faktu, że z jednej strony bardzo chcą być Zachodem i nowoczesnymi ekspertami ocenianymi przez zachodnie gremia, ale z drugiej strony panicznie boją się też tego samego Zachodu, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich chrześcijańsko-konserwatywny, antyekologiczny i homofobiczny światopogląd, i rodowód to absolutny margines i powód do uprawnionego wstydu. To nic innego, jak ideologia spoza świata nauki, prędzej przynależąca do realiów rodem z Arabii Saudyjskiej i zjazdów płaskoziemców niż do jakiejkolwiek poważnej refleksji i debaty.

            „Narastająca agresja ideologiczna”, z którą walczyć chce Jarosław Gowin to w związku z tym nic innego, jak… sama nauka i jej autonomia od prawicowego ciemnogrodu.
            Bo nauka to nie polityczny jarmark. To zestaw falsyfikowalnych teorii. To dowody i określona metodologia badań naukowych. Naukowe nie są natomiast religijne dogmaty, propagandowe wartościowanie, czy powoływanie się na nadprzyrodzone moce lub jakiekolwiek „normalności”. Polityczny bazar „wolności” – o który deklaratywnie zabiega Jarosław Gowin – to nic innego, jak wyrugowanie refleksji naukowej i sprowadzenie jej do roli równoprawnego konkurenta dla poglądów wygłaszanych przez Ojca Rydzyka. A później jego dominacja.

            To także jeszcze większe zagrożenie dla polskiej myśli naukowej i realne ryzyko pogrążenia narodowej kultury. Już wkrótce obudzimy się w kraju, gdzie nieliczni, prawdziwi naukowcy będą tworzyć wyłącznie po angielsku i na eksport. A tymczasem tworzona w języku polskim produkcja „naukowa” będzie zarezerwowana dla wybranych księży, przyjaciół rządowych poglądów i zalegalizowanych przez ministerialną komisję prawdy rodzimych homofobów. Gwarantuję, że dla nich znajdą się etaty, granty i środki na pisanie… nawet po polsku! I to będzie właśnie nasza „wolność” – wolność do bycia atolem europejskiego ciemnogrodu.” Źródło: https://strajk.eu/ordo-iuris-i-przewrot-rydzykanski-w-polskiej-nauce/

            Wyguglaj na gazeta.pl
            “Prawniczki przeanalizowały działania Ordo Iuris. Wydały raport o ich manipulacjach i planach kontrrewolucji
            W czwartek podczas konferencji prasowej w Sejmie przedstawiona została publikacja prawna, której celem jest identyfikacja strategii działania organizacji Ordo Iuris, które dąży do zniesienia obowiązujących w Polsce zasad świeckiego praw.
            (…)
            Podjęłyśmy się zadania odsłonięcia mechanizmów manipulacji, jakich dopuszcza się Ordo Iuris w działaniach, które mają urzeczywistnić projekt wypracowany na szczeblu ponadnarodowym
            – piszą autorki we wstępie. Rzeczony projekt ponadnarodowy został opisany w raporcie Europejskiego Forum Parlamentarnego ds. Ludności i Rozwoju. Raport nosił tytuł “Przywracanie naturalnego porządku – wizja ekstremistów religijnych nakłaniająca społeczeństwa europejskie do odrzucenia praw człowieka w zakresie seksualności i reprodukcji” i opisywał, że w 2013 roku powstała nieformalna grupa, której członkowie deklarują, że ich celem jest odwrócenie “zdobyczy kulturowej rewolucji” lat 60. XX wieku, a więc m.in. równouprawnienia kobiet, równego traktowania mniejszości, dostęp do antykoncepcji czy legalizację związków jednopłciowych.
            Niepokoi nas jednak jeden konkretny cel, jaki zdaje się stawiać przed sobą środowisko osób skupione wokół Ordo Iuris. Jest nim doprowadzenie do takich zmian w świeckim prawie polskim, aby odzwierciedlało ono restrykcyjnie i fundamentalistycznie interpretowane zasady religii chrześcijańskiej. Niepokoją działania Ordo Iuris zmierzające do kontrrewolucji kulturowo-religijnej w Polsce
            – czytamy w publikacji.
            Manipulacje językiem, wybiórcze interpretacje prawa”

            Kontrrewolucja kulturowo-religijna. Czy Polsce grozi prawo podporządkowane ideologii chrześcijańskich fundamentalistów?_wersja pełna
            https://www.wielkakoalicja.pl/wp-content/uploads/2020/02/Publikacja-kontrrewolucja_ca%C5%82o%C5%9B%C4%87.pdf

            Kontrrewolucja kulturowo-religijna. Czy Polsce grozi prawo podporządkowane ideologii chrześcijańskich fundamentalistów?_wersja skrócona
            https://www.wielkakoalicja.pl/wp-content/uploads/2020/02/Publikacja-kontrrewolucja_skr%C3%B3t.pdf

          • 29 lutego 2020 o 21:09
            Permalink

            Miecławie, na Boga/ów nie możesz ‘krótko i zwięzłowato” ot, po prostu – streszczać się
            Tymczasem smotriu po raz kolejny serial “Фурцева”, (zebrał różne oceny) parę lat już minęło, od dnia premiery a pamięć
            bywa zawodna, oglądam jakby po raz pierwszy ( oczywiście ‘z kluczem”) i nie mam czasu ni weny na ripostę. 🙂 nie będę pisał sążniste epistoły ni przytaczał bogate w treści linki (w internetach jest wszystko, wystarczy – schylić się, i nieco zmarszczyć czoło…) 🙂 więc nie ma potrzeby wyważać drzwi do lasu, skoro można wejść ot “tak sobie”…

            Ty mi TU podsyłasz jeczejki eurobolszewickie w rodzaju Ordo “costam”, czy inną lewacką komunę kościółkową a ja tobie postać – https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Pawe%C5%82_Lenga, czy postać ks. M. Woźnickiego ….
            Więc -paka…

          • 1 marca 2020 o 00:42
            Permalink

            @krzyk58.

            No ja cię nie poznaję ostatnio? Jak to już nie wierzysz w jedynie słuszną religię i jej instytucję? A jeszcze do niedawna takie boje w jej obronie prowadziłeś ze mną? Na dodatek piszesz, że jesteś “nie bardzo wierzący” – skąd tak diametralna zmiana? Podmienili cię na tym stołku trolla, czy co? 🙂
            A już zaliczenie Ordo Iuris do jaczejki eurobolszewickiej? @krzyku58 – to się już leczy takie herezje, bo obrażasz pan bolszewików. 🙂

            A co do tego biskupa i takich czy innych księży, nawet światlejszych, to oni wszyscy są po jednych pieniądzach, jak to się mówi. Wsio rawno. Każdy z nich niszczy duchowość człowieka i jego rozwój intelektualny służąc wiadomo komu ostatecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.