Polityka

Obama czy Romney a sprawy Polskie w polityce USA

 Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, który z dwóch najważniejszych kandydatów w obecnych wyborach w USA byłby korzystniejszy z polskiego punktu widzenia jest pozbawione sensu. Wszyscy jej poszukujący są, co najmniej skrajnie naiwni, albowiem w ogóle nie ma czegoś takiego jak przychylność względem Polski, gdyż nie jesteśmy podmiotem w polityce zagranicznej USA. Nierozumienie prostoty wzajemnych stosunków jest trudne do przełożenia na język wielkiej polityki, gdyż po prostu nie ma takiego poziomu. Jakakolwiek wstawka o Polsce w wydaniu jednego z kandydatów – zarzucających drugiemu, że „zapomniał o Polsce” przez przeciętnych mieszkańców USA jest rozpatrywana w kategoriach „polish jokes”, a nie realnym wyznaczeniem polityki.

Władze naszego kraju popełniły historyczny błąd hołubiąc jednego z kandydatów nieomalże niczym pełniącego już obowiązki. Co prawda w tych dniach Polska była na ekranach wszystkich amerykańskich telewizorów, jednakże była bacznie obserwowana przynajmniej przez połowę tamtejszej sceny politycznej, albowiem wszyscy stojący za Obamą dokładnie przyjrzeli się, kto pomaga usunąć ich z wygodnych foteli na Kapitolu i innych wygodnych posad w imperium. Tego się nie zapomina, zwłaszcza jeżeli prezydent kraju przyjmującego kontrkandydata, był wcześniej poznany z gafy względem urzędującego prezydenta. Więc w tym kontekście, tak zdecydowanie lepiej będzie dla nas, jeżeli wybory przegra Obama, albowiem być może unikniemy negatywnych następstw dokonanego wyboru politycznego.

Za czasów ostatniego republikańskiego prezydenta, z otwartą przyłbicą, ramię w ramię z US Army zaatakowaliśmy Irak, po czym weszliśmy do Afganistanu. Nie będziemy tego oceniać czy to było dobrze, czy źle z punktu widzenia geopolityki, jednakże wiemy z pewnością jedno – nie widać żadnych zysków, albowiem te, które ewentualnie miały się pojawić zostały skonsumowane właśnie przez Obamę, dla którego reset stosunków z Rosją okazał się ważniejszy niż jakaś tarcza, w jakiejś Polsce, do której obrony potrzebne były baterie rakiet obrony przeciwlotniczej bez głowic bojowych. Jeżeli przeanalizujemy efekty polityki Obamy, to nie można jej odmówić pewnej logiki, gdyż bez kosztów finansowych i politycznych osiągnął coś ważniejszego niż jakaś tarcza z rzekomą zdolnością do rażenia celów. Po prostu sprzedał Rosjanom coś, czego nie było, to znaczy w zamian za niebudowanie tarczy, której nie potrzebował uzyskał swoje korzyści polityczne w polityce wewnętrznej i globalnej rozgrywce mocarstw. Czy to nie jest genialnie skuteczne? Widać na tym przykładzie, że nadal nie jesteśmy podmiotem? O co więc upominał się Romney? Może po prostu o interesy pewnego koncernu, który miał tarczę w Polsce budować i wyposażyć w ultra drogie rakiety? Z punktu widzenia potęgi amerykańskiej machiny wojskowej nie ma żadnego znaczenia czy elementy tarczy byłyby rozlokowane w Polsce, czy też na niszczycielu rakietowym na Bałtyku i Morzu Czarnym.

Bez względu na wynik tych wyborów, powinniśmy się silniej troszczyć o relacje z USA, zwłaszcza jeżeli wygra Obama, wówczas będziemy musieli nieco nadrobić, dając coś w zamian za kredyt zaufania. Może kupimy więcej pływającego złomu, albo samochodów terenowych, które są za duże na nasze drogi i leśne ścieżki. Mniejsza z tym, to nie ma znaczenia, gdyż ponownie będziemy popełniać te sam błędy w odniesieniu do USA. Podstawą tych błędów jest mylny obraz Polski w oczach Amerykanów. Jeżeli nie skorygujemy naszej percepcji o optykę Amerykańską, to nie czeka nas nic lepszego, niż co najmniej ośmieszenie.

Warto pamiętać, że błąd poznawczy, jaki popełniamy w relacji do USA – patrząc za wielką wodę z miną wiernego małego psiaka jest ten sam, jaki popełnili nasi dziadowie względem Anglii i Francji w 1939 roku. Nie możemy patrzeć na nasze relacje tak jak chcielibyśmy, żeby widzieli je Amerykanie – z naszej bogoojczyźnianej i przepełnionej przeszło 300 – letnim lękiem przed Rosją i Niemcami nieco ambiwalentnej perspektywy.

Wniosek? Pragmatyzm musi przeważać we wszystkich naszych działaniach, zwłaszcza adresowanych względem naszych potężniejszych partnerów. Co więcej, pragmatyzm musi przejawiać się także w sferze naszych oczekiwań. Nie możemy oczekiwać od Amerykanów cudu, zwłaszcza że nam coś dadzą, oczywiście za darmo. Po prostu nie ma nic za darmo.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.