Polityka

O przyszłości kraju zadecydują: Tusk i Schetyna oraz Miller i Kwaśniewski

 Nie ma przypadków w przyrodzie, a nawet jeżeli się zdarzają to są totalnie wręcz zupełnie przypadkowe, natomiast nasza polityka jest pełna przypadków i się z nich praktycznie w całości składa jako idealny przykład dysfunkcjonalnej entropii. Z tego rozkładu i chaosu wyłaniają się dwie pary nazwisk – wielkiej czwórki: Donald Tusk i Grzegorz Schetyna oraz Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski.

Od razu odpowiedzmy dlaczego akurat te nazwiska i w takim zestawieniu. Platforma Obywatelska dokona wewnętrznego przetasowania i wyłonienia nowego lidera, następnie sięgnie po władzę, jednakże żeby skutecznie rządzić będzie potrzebowała koalicjanta. Ponieważ w trakcje spowolnienia gospodarczego wzrosną nastroje socjalne – należy spodziewać się wzrostu notowań lewicy socjalnej, to już samo w sobie powinno wystarczyć – po połączeniu potencjałów do zabezpieczenia podstaw dla władzy w Polsce w postaci 231 sejmowych głosów. Innymi słowy czeka nas wspólny rząd PO-„Lewica”, jednakże jego kształt będzie zależał od tego w jaki sposób potoczy się rozgrywka pomiędzy panami Tuskiem i Schetyną oraz panem Millerem i panem Kwaśniewskim.

Jeżeli wyżej wymienieni panowie nie będą w stanie się dogadać w dowolnej docelowej konfiguracji, to istnieje bardzo poważne ryzyko, że kolejny rząd stworzy Prawo i Sprawiedliwość wsparte np. przez PSL lub koalicję mniejszych partii prawicowych – silnie akcentujących stronę socjalną. Dlatego właśnie niezbędne jest porozumienie się liberalnej centro-prawicy z szeroko rozumianą lewicą, która dopiero szuka na siebie formuły.

Prorokowana zmiana w Platformie Obywatelskiej jest po prostu dziejową koniecznością, ponieważ pan premier najzwyczajniej się wypalił, nie jest w stanie już łączyć ludzi – a tym samym wiarygodnie firmować dalszego trwania tej siły politycznej przy władzy. Ten premier już wie, że będzie musiał odejść i zrobi to, tym chętniej na im wyższy stołek będzie mógł się załapać w strukturach międzynarodowych. Z tym nie powinno być problemu, ponieważ na pozbyciu się pana Tuska zależy bardzo wielu osobom, a nic tak nie pomaga jak „kop w górę”. Grzegorz Schetyna obejmie rząd i dokona niesłychanie ważnej wizerunkowej zmiany oraz ocieplenia wizerunku – człowieka, z którym można się dogadać, porozumieć i wszystko – jeżeli jest w interesie państwa – załatwić. Jest murowanym kandydatem na szefa Platformy Obywatelskiej, to jest tylko kwestia czasu i wyklarowania się ścieżki spuszczenia Tuska, nawet jeżeli byłoby to spuszczenie po brzytwie.

Leszek Miller doskonale zdaje sobie sprawę o co toczy się gra – jest dzierżycielem doskonałego logotypu i gwarantowanego 10% poparcia, a to oznacza że w zasadzie w każdym okręgu „weźmie mandat”. To już jest coś, na tej podstawie można budować nie tylko polityczną przyszłość, ale przede wszystkim także udowodnić otoczeniu, że jest się samcem alfa i ma się zawsze rację, nawet jeżeli przeciwnikiem jest Aleksander Kwaśniewski. Problemem Millera jest w tym momencie pycha i pewność siebie, ponieważ może zbyt łatwo przeliczyć szable, a jeżeli zabraknie mu chociaż jednej – nici z koalicji, nie będzie numerem dwa! Będzie musiał się podzielić z ludźmi Kwaśniewskiego! Ewentualnie zabrać swoje zabawki i obrazić się na wszystkich.

Aleksander Kwaśniewski już ma pełną świadomość, że namieszał i to namieszał bardzo mocno. Słusznie stwierdził w wywiadzie dla pani Moniki Olejnik, że nie wierzy w niezależność dziennikarzy. Ponieważ próby przyczepienia mu łatki „alkoholika” były tak paskudnie prymitywne, że nie powstydziłoby się ich nawet UB w swoich najlepszych czasach. Ten człowiek musi bardzo uważać, w tym także liczy się jego bezpieczeństwo osobiste, ponieważ wielu może zależeć na tym, żeby on już nigdy nie powrócił do służby publicznej na rzecz państwa. Natomiast w samej rozgrywce na lewicy, niestety czy mu się to podoba czy nie – musi stoczyć śmiertelny bój wizerunkowy z pełnym pychy Leszkiem Millerem, który po prostu konkuruje z nim o pozycję w podręcznikach historii. Panu Millerowi prawdopodobnie bardzo zależy na tym, żeby pisząc o lewicy w Polsce przełomu wieków wymieniano najpierw jego nazwisko a potem pana Kwaśniewskiego. Problem polega jednak na tym, że obaj panowie na dzień dzisiejszy są równoznaczni i żaden nie musi się przed nikim kłaniać, po prostu muszą zrozumieć, że jedynie działając razem – mogą cokolwiek osiągnąć, cokolwiek liczącego się politycznie na scenie krajowej. W tym celu potrzebny jest wspólny lider, a lider może być tylko jeden. Nie sprawdzi się inicjatywa polityczna mająca dwóch liderów. Warto zwrócić uwagę na tym przykładzie – jak pomimo demokracji nadal w istocie rządzą nami feudalne porządki!

Wynik rozgrywek i konsensusu pomiędzy tymi osobami zrodzi układ rządzący państwem przez kolejne jedną a może i dwie kadencje, przy czym z szansą na prawdziwe zażegnanie niebezpieczeństwa powrotu do władzy Prawa i Sprawiedliwości w formule pana Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ tenże ma już swoje lata i należy się liczyć z jego odejściem z polityki jak również odejściem w ogóle. Nie jest dla nikogo chyba tajemnicą, że właśnie na takim wyniku rozegrania spraw najbardziej zależy salonowi…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.