O premierze, który uwierzył, że jest Kanclerzem

Zmiany w rządzie, w tym takie zachowania jak ministra Boniego, świadczą o tym że mamy do czynienia z żenującym procesem. Jak urzędujący minister może twierdzić, że trzeba zmienić cały rząd? Zresztą nie on jeden! Tak słabego, tak porażonego niemocą premiera Polska jeszcze nie miała. Rząd jest silny autorytetem swoich ministrów, jego możliwości wynikają z ich możliwości politycznych i umiejętności merytorycznych a przede wszystkim z umiejętności dobierania sobie doradców.

W naszym przypadku na stare śmieci Polski resortowej, gdzie rzeczywiście prawica nie chciała wiedzieć co robiła przysłowiowa lewica, ewentualnie jedna drugą chciała przejąć lub utopić w łyżce wody, żeby nie mieć konkurencji do budżetowego tortu – nałożyła się prawdziwie bizantyjska nowa tradycja przypodobania się wodzowi, który o wszystkim decyduje i wszystko od niego zależy.

Premier Donald Tusk prawdopodobnie uwierzył, że jest Kanclerzem i wszystko od niego zależy, żeby było smutniej – rzeczywiście sprowadził rządy w Polsce do zasady rządów kanclerskich, gdzie jest praktycznie omnipotentnym rozdającym wszystko – z lekkim ograniczeniem na rzecz żyrandola i koalicjanta. Niestety jednak nad Wisłą nie da się tak rządzić, ponieważ u nas jeszcze panuje zasada feudalna – wasal mojego wasala nie jest moim wasalem. O ile więc w Niemczech wszyscy słuchają pani Kanclerz bo wiedzą w administracji i podmiotach zależnych od państwa, że w pełni od jej woli zależą, o tyle w Polsce – premierzy bywają! Premierów się po prostu przeczekuje, a w rządy strzela teczkami i się je obala. Tusk się przed tym mistrzowsko zabezpieczył, jednakże o ile może znieść ryzyka szczegółowe, to nic nie poradzi na ryzyko systemowe jakie jest związane ze słupkami poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości, a te są nieubłagane. Dlatego też urzędnicza hydra, często nepotycznych i „korupcjopodobnych” powiązań podnosi łeb, uważnie obserwując ze swoich jam, norek i zakamarków czy premier jest jeszcze na tyle silny, że może kąsać. Zarazem za każdym razem – nie pomagając, nie poczuwając się i nie uczestnicząc w dziele reformowania kraju – tyle na ile jest w stanie. Nie jest łatwo rządzić naszą administracją, czasami jest to wręcz niemożliwe i to ona rządzi politykami.

Zmiany wprowadzone przez Tuska nie wskazują na rewolucję, nie ma tutaj mowy o żadnym partycypacyjnym sterowaniu państwem, dopuszczeniu szerszej formuły politycznej – poszerzeniu pola dialogu, wyczuleniu wrażliwości np. na sprawy socjalne itd. To dalej parszywy neoliberalny rząd w Polsce, w którym wszyscy zależą od super-kanclerza i w każdej chwili mogą stracić stanowisko, jeżeli tylko on tego sobie zażyczy, w tym właśnie kontekście to Donald Tusk, do spółki z panami Pawlakiem i obecnie Piechocińskim ponoszą pełną odpowiedzialność za ten bałagan i to bezhołowie z jakim mamy w Polsce obecnie do czynienia. Prawdopodobnie tego się już nie da zmienić, jeżeli nie zmieni się kierujących, z tą świadomością że przyjdzie nam zwalczać dżumę – cholerą, czyli będzie gorzej. Jednakże nawet po najdłuższej nocy – w końcu kiedyś zawsze wychodzi słońce.

Tymczasem dajmy kredyt zaufania, uwierzmy w to, że ten rząd będzie rządem, który wprowadzi Polskę w nowe fundusze unijne i zdecydowanie nada nowy kierunek rozwoju państwu polskiemu. Chciejmy w to wierzyć, że będzie to rząd wyzwań, postępu, rozwoju, trudnych decyzji, kompromisu społecznego, dialogu – w tym koniecznie ze związkami zawodowymi itd. Dajmy rządowi kredyt zaufania, nawet nie dlatego bo nie mamy innego wyjścia, póki pan Tusk z panem Piechocińskim uzbierają 231 „szabel” w Sejmie. Chodzi przede wszystkim o przyzwoitość, otóż bowiem w ten sposób Donald Tusk przyznaje się do porażki, naprawia ją – tak jak potrafi, zmienia układ i cały czas ponosząc odpowiedzialność – chce pokazać, że ma dobre intencje i że dąży ku skokowi cywilizacyjnemu z nowym impetem. Uwierzmy mu w to, bo trzeba wierzyć w dobre intencje i w to, że Polskę stać na coś więcej niż zapewnienie, przynajmniej większości społeczeństwa – ciepłej wody w kranach.

Rozliczymy premiera w wyborach, wówczas wszyscy negatywnie oceniający jego reformy oraz brak reform będą mogli oddać swój głos np. na lidera opozycji lub tam dokładnie gdzie mają ochotę, wówczas zobaczymy jak Polacy ocenili rząd pana Tuska i jego drugą kadencję, z rządem 2.0. Tymczasem jednak niech będzie naszym nie do końca udanym Kanclerzem, póki jeszcze może.

Tekst rosyjski [tutaj]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.