O pożytkach z poezji płynących I

Pytania

Czy poezja potrzebną jest w życiu kogokolwiek? Czy poezja być musi? A może tylko może? Czy poetą się bywa czy jest? Czy poetą się zostaje, czy to poezja poetę sobie wybiera? Ile wierszy trzeba napisać, aby poetą się stać? Kiedy wiersz jest, a kiedy jedynie wierszyk, wyrób wierszo-podobny? Jak poetą zostać? jak poetą się stać? Jak poetą być? Jak poetą wzrastać? Pytania, pytania, pytania… A odpowiedzi? Wciąż niezadowalające. Albo brak. Albo niezwyraźniałe. Albo nieadekwatne. Albo przeterminowane.

Poezja lubi budzić pytania. A jeśli już pyta, a pyta przy tym prawdziwie, a pyta przy tym dogłębnie, pytania te niełatwymi będąc, nie zawsze odpowiedzi odnajdują. A już na pewno nie od razu, nie powierzchownie, nie aby bądź, nie aby zbyć, nie aby byle jak, nie na odwal się i nie pytaj już wreszcie.

Pytania te zresztą mają tę naturę, że zawsze powracać będą. Pytania te bowiem nigdy nie zadowolą się jedną jedyną odpowiedzią. Odpowiedź tę wciąż trzeba w sobie odnajdywać. Odpowiedź tę wciąż trzeba sobie stawiać za wyzwanie i ją nieustannie aktualizować do zmieniających się czasów i potrzeb. Pytania te nie przemijają. Odpowiedzi stare już nie wystarczają, trzeba im na nowo w oczy spojrzeć. Z odwagą. Z zaciekawieniem. Z wyzwaniem na ustach. Z sercem rozpalonym potrzebą odpowiedzi.

Przejść wobec tych pytań obojętnie to utracić coś cennego. To zaprzepaścić jakąś niesłychaną szansę. To utracić ciekawość świata. To zmarnieć na duszy. To pozwolić obumrzeć w sobie nadziei. To uciec przed wyzwaniem. To stchórzyć przed trudnościami.

Pisać chciałbym o tem

2010-06-12 Poznań

jak bardzo mnie kochasz
jak czule jak gorąco jak namiętnie
jak słodkie są twe usta
jak lśnią twe oczy

pióro me nieposłuszne
o tym pisać nie chce
czego w sercu nie ma
chciałbym pisać
nie mam jednak o czym

to nie miłość nas jeszcze łączy
to jej brak coraz głębiej dzieli
przepaść tak przepastna
szczelina uczyć między nami
nie widać już drugiego brzegu
nie słychać już wołania serca
nie czuć tęsknoty powiewu
już się nie pragniemy

Adam Gabriel Grzelązka

Poezja być przecież nie musi. Jedynie może

Początki poezji w moim życiu to dzieciństwo. W moich czasach tak to się robiło. To bajki pisane wierszem, a czytane mi przez babcię. Niewiele z tego pamiętam. Nic w zasadzie poza faktem, że czytane mi były. I że to czytanie babcine wielce lubiłem, za nim tęskniłem i o nie wieczorami się dopraszałem. Teraz tak nie jest. Niestety. Teraz włącza się telewizor dziecku i ma się je z głowy. I jak tu dzieciak ma się rozkochać w czytaniu? Jak zapoznać ze wspaniałą krainą poezji? Bez szans już na starcie… Ograbiony za młodu. Skazany na odmóżdżenie. Skazany na poetycki analfabetyzm.

Nie mieliśmy w domu telewizora. I bardzo dobrze. Dzięki jego brakowi, wieczory trzeba było sobie jakoś samemu książką zapełniać. Co prawda telewizor był u taty, ale on, alkoholik aktywny po kres swych dni, często był i pił i oglądać nie było szansy niczego. Więc książka. A wśród nich wiersze. Poezje z krainy baśni. Tuwim, Brzechwa, Konopnicka. I sam nie wiem co jeszcze. W każdym razie świat wyobraźni. Świat słowa. Baśnie i historie z życia opowiadane przez babcię. Książki czytane mi do snu. Bez tego nie wyobrażam sobie pójścia spać.

A teraz? A współcześnie? Kto ma czas, by dziecku czytać? Kto w ogóle na taki pomysł jeszcze wpada? I tak ograbiamy własne dzieci z bogactwa książek, z bogactwa wyobraźni rozpalonej dobrą a pożyteczną bajką. Mało tego – odmóżdżany nasze dzieciaki głupimi animacjami, które niczego dobrego z naszymi dzieciakami nie robią, a jedynie szkodzą im i je niszczą. Nie żebym był przeciwko bajkom – lubię bajki, nadal mimo lat już takich, że ho ho i bajek nie powinienem chyba oglądać, bo ponoć już nie wypada. Ale jeśli bajka dobra, jeśli dobra piękna i mądra historia – to czemu nie. Ale jednak to nie to, co bajkę przeczytać czy choćby wysłuchać. Oglądanie bardzo zubaża. Oglądanie bajki nie rozwija. Jest bierne. Jest leniwe.

Gdym jednak sam sztukę czytania był i opanował, poezja zniknęła z kręgu zainteresowań moich. Zadomowiła się tam na dobre proza. Karol May, opowieści Centkiewiczów, Wernic, powieści Szklarskiego – te o Tomku i te o Indianach. Nie było tu miejsca na poezję. Zniknęła. Ale książka pozostała. Już na zawsze. Zawsze byłem w czołówce tych, co książki czytali w latach szkolnych. I bynajmniej tego nigdy nie żałowałem. Czasu na książki zmarnowanego. W mich czasach dzieciństwa szkołą nie wysysała wszystkich sił i dawała ten przywilej, ze po odrobieniu lekcji (chyba że ich nie odrobiłem), dawała czasu całkiem sporo dla mnie samego. Sporo tego czasu na czytanie właśnie przeznaczałem.

Szkoła nie rozkochała mnie w poezji. Tej części lekcji polskiego nie lubiłem. Nudziły mnie, nie pociągały, nie zachwycały. Pożytków z tych lekcji poezji polskiej i światowej bynajmniej żadnych nie uświadczyłem za stratę czasu wszystko to, co z poezją związane mając.

Czekam na słowa

2009-10-10 Poznań

nimi ujmę sobie bólu
przekuję go we wspomnienie
które zblednie w słońca czasu

czekam na słowa

które dadzą jasność
co kiecy jak dlaczego
gdzie wtedy będę nie wiem jeszcze

czekam na słowa

którymi wypowiem
pragnienie i dar
miłość – miłość – miłość

czekam na słowa

w przestrzeni ciszy i milczenia
próbuję stanąć między czasem a czasem
spojrzeć na Twe dłonie Panie

czekam na słowa

od Ciebie
dla mnie…

Adam Gabriel Grzelązka

Poezji dlaczego nie lubią ludzie

Nie każdy poezję lubi sam z siebie. Nie każdy się w niej rozkochuje za własną przyczyną. Tak jak nie każdego ciągnie do muzyki czy do rzeźby albo malarstwa. Każdego jednak można przysposobić do jej recepcji. Do jej rozpoznawania i nawyku z nią obcowania. Tego nawyku i tej umiejętności winna uczyć szkoła. Ale nie zawsze jej się to udaje. Bywa, że osiąga efekt dokładnie przeciwny. Że zohydza, że odpycha, że czyni ludzi analfabetami świat sztuki. Schamia się człowiek miast dokulturalniać.

Wielu ludziom pozostaje to na stałe. Myślę, że dwojakie tego mogą być przyczyny. Po pierwsze: nieumiejętnie prowadzone lekcje literatury do wszelkiego z nią kontaktów zerwania doprowadzić mogą. Potrafią źle prowadzone zajęcia zniechęcić, poezję w szczególności zobrzydzić. A kto raz zniechęcon zostanie, temu ciężko się przełamać i na nowo poezję do serca swego dopuścić. Na nowo się w niej rozkochać. Będzie taki unikał jej, jakom i ja był unikał.

To wariant najgorszy z możliwych. Na szczęście niepowszechny. Najczęściej jest zwyczajnie, tak po prostu. No bo jakie lekcje lubimy w szkole najbardziej? Te które nas jakąś pasją rozpalają. Te, które nas rozbudzają, przyciągają, oczarowują. Ech, nauczyciel z pasją… Ze świecą szukać. Za wielu nie znajdziesz niestety. A szkoda. Nie ma bowiem złych uczniów. Są jedynie tacy, którzy do nauki zapału nie czują. Nie poczuli tego bakcyla w sobie. No to sobiem ponarzekał na nauczycieli. Są i tacy z pasją, wspaniali pedagodzy z powołania, którzy serce w swą wkładają pracę. Na szczęście są tacy nadal.

Łatwo ucznia w szkole do nauki zniechęcić. A tym bardziej poezja. O poezji mówi się źle. O poezji mówi się lekceważąco. O poetach wcale albo z półuśmieszkiem. Po części i sami poeci temu winni są. No bo jak piszę się byle jak, byle co i byle komu – to potem za byle co poezję poety ludzie mają.

Na dodatek poezja jest niemodna. Jest fe. Jest błe. Bo porusza się na płaszczyźnie uczuć. A o tym się nie mówi w pewnym wieku. Uczuć się nie okazuje. Bo nie umie. Bo się człowiek ich wstydzi. Bo sobie z nimi nie radzi. A poezja niebezpieczna. Bo łzę można przy niej uronić. A to nie wypada. Bo ujrzą koledzy i wyśmieją i dopiero będzie.

Maluję słowa

2009-06-07 AŚN – Poznań

kolorami wspomnień
zapachem uśmiechu twych oczu
łzami tęskniącego serca

maluję świat
przypomnieniami
miłość rozpalam
błękit odkrywam
by na nim nigdy nie gasł
żar spragnionego południa

maluję słowa
byś mogła
zobaczyć
jak bardzo kocham

dotykiem dłoni
uśmiechem po kryjomu
spojrzeniem z ukosa nieśmiałym
maluję w sobie ciebie całą

Adam Gabriel Grzelązka

Jednak koniec końców kiedyś przecież dorastamy. A jak dorośniemy, to już sami za siebie, za swoje życie, a wiec i zainteresowania i pasje jesteśmy odpowiedzialni. I tylko od nas wówczas zależy, czy do poezji powrócić zechcemy, czy po nią choć czasem sięgniemy. Nie można, nie wolno, nie należy wszystkiego na szkołę zwalać. Po dużej części nasz poetycki analfabetyzm jest skutkiem naszego duchowego lenistwa. Samiśmy sobie winni, że dorastając szansy sobie drugiej nie dajemy. A może dorastać nie chcemy? Bo nam tak dobrze. Bo braku nie czujemy tego, co naszym się nigdy stać nie zdołało. Owoc to dla nas nieznany. Wiemy, ze jest, aleśmy go nie kosztowali, albo kosztowali z gorzkością co najwyżej – teraz wiec nic ku niemu nas. Samiśmy się ograniczyli zubażając wnętrze swoje poprzez na poezji świat zamknięcie oczu swych.

Poznań, 25.02.2013
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Pobierz odnośnik: http://wp.me/p1RMxj-2cz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.