Społeczeństwo

O potrzebie reformy funkcjonowania związków zawodowych w Polsce

 Ciężko jest pisać o tematach tak ważnych dla międzynarodowej sprawy pracowniczej jak rola związków zawodowych w gospodarce kapitalistycznej, nie sięgając do klasyków myśli socjalistycznej i marksistowskiej. Ciężko jest także mówić o faktach, bez odwołania do przeszłości, mającego na celu przypomnienie, czym miałby być związki zawodowe i po co je powołano. Dla jasności wywodu oraz żeby uniknąć oskarżeń o „komunizowanie”, wystarczy powiedzieć, że u zarania idei związkowej legła dysproporcja władzy pomiędzy właścicielami kapitału zatrudniającymi ludzi, a ludźmi pracy pracującymi u właścicieli kapitału. Ci pierwsi ekstremalnie wyzyskiwali tych drugich, a ci drudzy reagowali buntem, strajkiem i przeciwstawieniem się represjom. Związki zawodowe miały stanowić reprezentację klasy pracującej, równoważącą władzę kapitalisty nad zatrudnionymi. Oczywiście to tylko teoria, w praktyce już na początku działania związków zawodowych w USA – ojczyźnie “związkowości”, doszło do opanowania góry działaczy związkowych przez mafię i czynniki powiązane z kapitalistami. W krajach demokracji ludowej, w tym w Polsce, prawo o posiadanie wolnych, samorządnych i niezależnych od władzy ludowej związków zawodowych było podstawą żądań ruchu robotniczego, tak było w Polsce w okresie wielkiej solidarności. Siła tych idei, jako narzędzi umożliwiających obalenie systemu komunistycznego była tak wielka, że nawet pewna brytyjska polityk, zwana żelazną damą, po dosłownym zgnieceniu u siebie w kraju oporu związkowców, w Polsce – ściskała się z robotnikami.

Po upadku komunizmu pozostaliśmy z upadającymi zakładami, którym nikt nie chciał pomóc oraz bardzo silnymi związkami zawodowymi. Związki zawodowe pełnią w naszym kraju rolę mediatora z władzą i matecznika dla różnego rodzaju mniej lub jeszcze mniej zdolnych działaczy – pragnących pałaców władzy i dobrobytu elity. Związki są obecne głównie w dużych firmach państwowych, tam są najsilniejsze. Udało się im ulokować swoje komórki w dużych firmach prywatnych, ale generalnie nie mają wstępu do firm średnich i małych. Powoduje to, że znaczna część społeczeństwa jest pozbawiona prawa do ochrony związkowej, ponieważ w realiach małego i średniego biznesu, jakiekolwiek wspomnienie o prawach pracowniczych równa się natychmiastowemu zwolnieniu z pracy. A na opornych właściciele mają już swoje sposoby, wielu się o tym boleśnie przekonało. Pracownik z pracodawcą nie wygra w Polsce może, co prawda iść do sądu, ale kto ma na to czas? Realna ochrona związków nie działa tam gdzie jest najbardziej potrzebna, tam gdzie jest największy wyzysk i największa niesprawiedliwość – rodząca niezadowolenie i bunt ludzi.

Związki są silne tam gdzie mogą, co przysparza im braku szacunku w społeczeństwie – albowiem broniąc praw pracowniczych, generalnie bronią praw i przywilejów branżowych (w istocie kastowych). Powoduje to, że rządzący po spowodowaniu odpowiedniej atmosfery i podaniu społeczeństwu odpowiednio skrojonej medialnie „pigułki antyzwiązkowej”, bez najmniejszego problemu zdobędą mandat społeczny – potwierdzony przez liczne „sondaże” na stłamszenie buntu i ograniczenie przywilejów związkowych, a nawet zmianę formuły związku zawodowego, jako takiego. Coraz częściej daje się słyszeć w mediach głosy różnych znakomitości o tym, że związki zawodowe wyczerpały swoją formułę w obecnych czasach i jako takie nie powinny istnieć w tej postaci.

Prawdopodobnym katalizatorem do walki establishmentu ze związkami zawodowymi będą manifestacje planowane przez prawicę i związki zawodowe oddane ideom prawicowym. Jeżeli masowe protesty przyjmą nieoczekiwany obieg i poleje się krew, o co w naszych realiach – jak to pokazało 11 listopada nie trudno, to może być to carte blanche dla antyzwiązkowych działań legislacyjnych. Na tym etapie nie warto bawić się w futurologię, opisywana rzeczywistość jest tak bliska, że za niedługo się przekonamy, co i jak się wydarzy.

Istotniejszym problemem jest odpowiedź na pytanie, – jakich związków zawodowych potrzebujemy? Co jest nadzwyczajnie ważne, trzeba je zadać zanim ktoś z możnych się zapyta, czy związki zawodowe są w ogóle potrzebne?

Jakich zatem związków zawodowych potrzebujemy? Co mają chronić i w jaki sposób? Jak mają być zorganizowane na samym dole działalności związkowej, żeby być jak najbliżej potrzebujących ochrony pracowników? Czy prawo do strajku – w przypadku małych firm, oznaczające natychmiastowe straty dla przedsiębiorcy powinno być zalegalizowane? I jak chronić strajkujących w małych firmach przed nieuchronną zemstą pracodawcy? To są niezwykle trudne pytania, zwłaszcza w tak niesamowicie anty ludzkiej gospodarce jak w Polsce. Podstawą jakiejkolwiek ochrony pracy powinna być zasada równowagi pracodawcy i pracownika w przypadku zaistnienia sporu. Niestety w naszych realiach oznacza to najczęściej pełne upodlenie człowieka poprzez np. zmuszanie nowoprzyjętych do pracy w pierwszym okresie poza umową o pracę i poza systemem ubezpieczenia. Tego typu dysfunkcje można stosunkowo łatwo wyeliminować wprowadzając kontrole stosownych inspekcji, – których pracownicy zatrudnialiby się normalnie na rynku, a w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości – system represji państwowych bezlitośnie, z maksymalną bezdusznością niszczyłby tego typu pracodawców. Z pewnością parę pokazowych przypadków znacząco ograniczyłoby samowolę pracodawców, jednakże jak wpłynęłoby to na rynek pracy nie wiadomo. Oczywiście tego typu rozwiązań kontrolnych można wprowadzić setki, to nie jest problem tylko wola i świadomość państwa – mająca na celu wprowadzenie porządku w systemie zatrudniania i w relacjach pracodawca-pracownik. Jednakże nigdy nie da się wyprzedzić rynku, nie ma szans na ochronę praw pracowniczych w przypadku przedsiębiorstw zatrudniających do kilku pracowników, gdzie wszelkie relacje są bezpośrednie a kontrola pracodawcy opiera się na zatrudnianiu rodziny, znajomych oraz osób z zewnątrz kontrolowanych przez system obserwacyjno-donosicielski. W takich realiach pracuje kilka milionów ludzi w Polsce, jest to prawdopodobnie jeden z najbardziej skrywanych problemów społecznych, – dla którego obecna klasa dzierżąca władzę ekonomiczną i polityczną nie ma rozwiązania.

Biorąc pod uwagę, że nasz kraj nie podpisał Karty Praw Podstawowych, nie możemy mieć pretensji do obecnych władz za to, że tutaj jest jak jest. To przecież rząd Prawa i Sprawiedliwości odmówił przyjęcia karty i związanych z nią przywilejów socjalnych, a nawet całej specyfiki budowy systemu opieki socjalnej w państwie, wg. najlepszych standardów europejskich. Dlatego musimy stworzyć coś na własny użytek, gdzie optymalnym byłby kompromis społeczny, dający pracodawcom przewagę, ale pracownikom godność i chociaż minimum praw podstawowych, których nam IV ta Rzeczpospolita odmówiła.

 System docelowy powinien przewidywać możliwość skutecznej obrony praw pracownika, przynajmniej w zakresie odszkodowawczym, w przypadku wyzysku, niesprawiedliwości i nierównego traktowania przez pracodawcę. Oznaczałoby to w praktyce, konieczność wliczenia do kosztów zatrudnienia, kwot ewentualnego odszkodowania, lub odstępnego. Byłoby bardzo dobrze, żeby pracownik mógł skutecznie żądać od pracodawcy odszkodowania za niewypełnienie warunków kodeksu pracy – nawet stosunkowo długi czas po okresie zwolnienia. Co więcej niezbędnym jest wprowadzenie systemu natychmiastowych obiektywnych kontroli uprawnionych organów, realizowanych zawsze na życzenie pracownika. Nie ma, co polegać na zabezpieczeniach trwałości zatrudnienia, ponieważ to jest praktyczne wiązanie rąk pracownikom i pracodawcom. Zasadą powinien być, co najmniej 3 miesięczny okres wypowiedzenia dla umów na stały czas pracy i adekwatny czas wypowiedzenia dla umów okresowych. Zatrudnianie ludzi bez umowy oraz praca na czarno powinny być obłożone ekstremalnymi karami dla pracodawców i pracowników, przy czym w przypadku ponawiania się u jednego pracodawcy zatrudniania bez umowy, jako faktu stałego, należy zastosować nieuchronność kar więzienia. Obecnie – przy olewającej postawie państwa pracodawcy w stosunkach z pracownikami mają pełną swobodę. W istocie jak w XIX wiecznym kapitalizmie są panami życia i śmierci. Właśnie to, – czyli bezkarność pracodawców, którym przecież nie jest lekko – najbardziej boli rzesze pracujących. Odpowiednia zmiana tych składowych systemu, poprzez zwiększenie pola bezpośredniej interwencji państwa mogłaby wypełnić lukę bezsilności – a w istocie nieadekwatności związków zawodowych.

Jeżeli jako społeczeństwo nie wymusimy na politykach obiektywnej zmiany systemu, to za parę lat nie tylko będziemy funkcjonowali w gospodarce bez jakiegokolwiek prawa do głosu, ale państwo w wyniku zbiegu wydarzeń i okoliczności weźmie w opiekę pracodawców, skutecznie na lata budując system małego ucisku i ciemiężenia pracowników w uświęconych nowym kodeksem pracy relacjach z pracodawcą.

Niewiele nam brakuje do ideału współczesnego niewolnictwa, jako systemy społeczno-gospodarczego. Żyjemy w kraju, w którym większość jest pozbawiona własności i szans na akumulowanie kapitału, podczas gdy mniejszość rentierów jest na krzywej wznoszącej bogacenia się. Rodzi to i będzie rodzić ekstremalne dysproporcje w podziale dochodu narodowego, czyli w praktyce niesprawiedliwość społeczną, która doprowadziła do obudzenia się ludu i walki klas.

Przyszłość i to ta najbliższa może być dla nas bardzo wymagająca, należy jedynie mieć nadzieję na dojrzałość przywódców związkowych, w których interesie jest przecież zachowanie status quo. Tylko, kto zajmie się nami maluczkimi? Bo wiadomo, że nie rząd…

2 komentarze

  1. Związki w Polsce to kpina, odpowiednie wzorce są np. w Szwecji, można z nich skorzystać…

  2. Stach Głąbiński

    W bardzo aktualnym artykule nie wyjaśniono, w jakiej mierze fakty (np. wielkość zatrudnienia “na czarno”, skala represji itp.), na które powołuje się Autor, opierają się na danych statystycznych, a w jakiej zaś są szacowane.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.