Soft Power

O potrzebie dialogu publicznego

 Niezwykle trudno jest w naszym kraju doprowadzić do sytuacji, w której byłby możliwy poważny dialog publiczny w sprawach zasadniczych. Nasza bezsilność jest smutnym faktem. Nie da się prowadzić dialogu w którym dwie strony mówią naraz, albo w ogóle nie mówią lub mówią na siebie, ewentualnie mówią w zasadzie o czymś innym. Do tego cały czas zarzucają sobie złe intencje. Ta sytuacja trwa już przynajmniej od początków pierwszego rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Pamiętamy wilcze zęby pana premiera, ale było też straszenie moherowymi beretami, jak również apelowanie o zabranie dowodu babci i innego rodzaju insynuacje, których nie ma po co wspominać. Obecnie nie ma żadnej głębszej refleksji o sprawach państwa, nie prowadzi jej ani opcja rządząca, ani opozycja, ani środowisko naukowe. Być może środowiska biznesowe coś osiągnęły? Przede wszystkim to, że funkcjonują w otoczeniu międzynarodowym i w mniej lub bardziej udany sposób wchodzą w relacje. Ze świata polityki w zasadzie liczą się tylko europosłowie i niektóre samorządy, które były w stanie nawiązać relacje lub są na tyle rozpoznawalne, że mają wypracowaną markę. Jest jeszcze Kościół dominujący, ten to rzeczywiście ma sukcesy. Można nawet powiedzieć że jest naszym najważniejszym reprezentantem i to w istocie mimowolnym. Ponieważ nie reprezentuję większości społeczeństwa w znaczeniu politycznym. Trzeba pamiętać, że w tej instytucji nie ma demokracji. W istniejącej sytuacji nie można się więc dziwić, że nie chcą z nami rozmawiać, a nawet jak rozmawiają, to dzieje się to na zasadzie nauczyciel – uczeń. Na tym polega świat, że ci którzy są silniejsi, dyktują warunki dla tych, którzy nie są silni lub są słabsi. W naszym przypadku obecnie to nawet nie mamy jak nawiązać dialogu. Czy słyszał ktoś jakiś polski głos w debacie europejskiej? Może jednego lub dwóch posłów Parlamentu Europejskiego poza tym niestety zero, naprawdę zero. Chyba, że głupia i prosta krytyka, albo pokazywanie różnic w cenach w czasie kampanii wyborczej. Jest to smutne ale bardzo symptomatyczne, pokazuje co tak naprawdę znaczymy jako zbiorowość.

Niestety Polska i Polacy bardziej kojarzą się z hydraulikami i pielęgniarkami lub dalej złodziejami samochodów, niż z artystami, biznesmenami, intelektualistami, pisarzami, poetami, filozofami, kimkolwiek kto może stworzyć jakąś wartość dodaną interesującą dla globalnej opinii publicznej. To prawdziwy problem świadczący o naszej słabości i jeżeli prawie 40 milionowe państwo nie jest w stanie wytwarzać kultury, technologii, ani nawet udawać że umie słuchać to, co mówią inni. To mamy problem. Ponieważ z punktu widzenia procesów globalizacji jesteśmy tylko konsumentami – dosłownie możemy być montownią śrubek. W wymiarze cywilizacyjnym po prostu się nie liczymy. To smutne, rym bardziej że nie robi się nic, żeby ten stan zmienić.

Władze publiczne muszą być o wiele bardziej aktywne. Nie da się udawać, że rzeczywistość sama wykona coś za nas. Jeżeli chcemy się chociaż trochę liczyć na świecie i chcemy żeby się z nami liczono, musimy być zdolni do kreowania swojej własnej rzeczywistości. Tego również niestety nie da się dzisiaj powiedzieć o naszym kraju, ponieważ elita polityczna w ogóle ze sobą nie rozmawia w znaczeniu demokratycznym. Nie ma dialogu, nie ma kontynuacji państwa w kolejnych kadencjach rządów, nawet zmieniły się cele zarówno w kontekście polityki wschodniej jak i związane z naszą obecnością w Unii Europejskiej. Generalnie to wszystko wygląda jak jakiś chaos, który nie wyraża naszych intencji, celów i sposobów jak będziemy dążyć do ich osiągnięcia. Państwo praktycznie nie zarządza sprawami publicznymi, jeżeli już to tylko nadążnie. Trudno stwierdzić u nas jakieś realne przejawy działania władzy państwowej, powyżej szczebla samorządowego. Państwo nie jest w stanie kreować swojej rzeczywistości, a na pewno jego możliwości oddziaływania kończą się na jego granicach.

Ciężko powiedzieć czy w tym przypadku w ogóle można mówić o suwerenności, ponieważ państwo w którym elity są wewnętrznie skłócone, jest po prostu łatwym celem dla tych wszystkich, którzy mogą skorzystać na jego słabość. Niestety w naszym przypadku ta rzeczywistość już zaczyna pokazywać swoje parszywe oblicze.

Wielkim problemem jest to, że większość mediów – jeżeli weźmiemy pod uwagę zasięg oddziaływania należy do zagranicznych ośrodków wpływu. Powoduje to olbrzymie ograniczenia, w tym w modelowaniu dialogu publicznego jak również w ogóle w przekazie wiadomości. Powiedzieć, że jest mało obiektywny to komplement, poza tym warto mieć na uwadze to, co wchodzi w skład przekazu. Przykładowo proszę zwrócić uwagę, czy w pewnej niemieckiej gazecie w Polsce, w której bardzo często wręcz w standardzie opluwa się polskich polityków równie poważnie traktuje się kwestie niemieckie? Pisze się o tym, co się dzieje na brytyjskim dworze, regularnie straszy się Prezydentem Federacji Rosyjskiej. Jak również, nie oszczędza się Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dlaczego nie są publikowane zdjęcia grymasów twarzy kanclerz Niemiec, lub informacje o tym jak tamtejsze media chciały wyciszyć masowe polowania na białe Kobiety przez inno-kulturową młodzież?

Na tym przykładzie można próbować dostrzec to, że w naszym kraju nie ma dialogu nie jest czystym przypadkiem. Zewnętrzne ośrodki wpływu poprzez krajowe delegatury wywierają istotny wpływ na to, co się dzieje. To się będzie nasilać, oni nie odpuszczą. Dlatego trzeba być mądrym przed szkodą i się nawzajem nie wycinać bez powodów lub dla zasady. Nie potrzeba nam już więcej emocji w polityce, w ogóle w życiu społecznym one nie są potrzebne.

7 komentarzy

  1. to kolejny głos na pustyni, zgadzam się z diagnozą że największym złem są niemieckie media, ale jest jeszcze jedna amerykańska terlwzija

  2. W naszych realiach to prawie niemożliwe

  3. Zaszczepiona Polakom w roku 80 wzajemna nienawiść jest podsycana przez kościół, polskojęzyczne media i wpływowe tajne policje obcych mocarstw. W ich interesie. I tak już pozostanie do następnego rozbioru lub bohaterskiego powstania. W tych warunkach o jakimkolwiek dialogu społecznym mowy być nie może. Tym bardziej, że mamy Adriana.

  4. Korzystając z nadarzającej się okazji, napiszę że nurtuje mnie poczucie winy. Włodku – gdzie jesteś?
    Użyłem(jednak) zbyt mocnego porównania (argumentum ad personam) – za co przepraszam…
    MEA CULPA.

  5. Cenne spostrzeżenia. Autor pisze: “czy w tym przypadku w ogóle można mówić o suwerenności, ponieważ państwo w którym elity są wewnętrznie skłócone, jest po prostu łatwym celem dla tych wszystkich, którzy mogą skorzystać”.

    Nikt nie myśli o Państwie jako o dobru wspólnym.

    Autor pisze o tym w zakończeniu: “Dlatego trzeba być mądrym przed szkodą i się nawzajem nie wycinać bez powodów lub dla zasady.”

    A tu są zwalczające się plemiona …

    Jak przed III-cim rozbiorem.

    Rządził wówczas ambasador rosyjski przy współudziale pruskiego.

    Obecną rolę mediów będących własnością niepolskich właścicieli pełniły wówczas pensje obcych dworów dla decydujących magnatów polskich.

    I nie wiem, czy wówczas nie było to tańsze, niż obecne utrzymywanie mediów przez niepolskie korporacje …

    Smutne w tym wszystkim jest to, że obecnie rządzą nami “historycy”, którzy te sprawy powinni znać.

    Polityków propaństwowców jest obecnie w Polsce niewielu, a jeśli są – to nie mogą się przebić przez nurt plemiennej walki, szukających punktów wspólnych i dialogu.

    Znowu się zjednoczymy w kolejnym Polskim Państwie Podziemnym?

    Stawiajmy na takie młode umysły jak minister Strężyńska, czy wiceminister ON – Tomasz Szatkowski lub nowo powołany wiceminister Spraw Zagranicznych.

    Jest nadzieja na lepsze przy nowych postaciach w polskiej polityce.

    Inaczej grozi nam pogrążanie się w Republikę Macondo, sąsiada San Escobar, z magią smoleńską – jako religią państwową.

  6. Zbieramy żniwo styropianowej polityki oraz politycznych ambicji kościoła. Polakom zafundowano imperializm kulturowy połączony z wolnością od myślenia. Jest takie powiedzenie polskie, gdzie dwóch się bije (Polacy), tak trzeci korzysta (kto ????). Smutne jest to, że kościół i politycy podzielili naród, w imię swoich doraźnych partykularnych interesów, z czego zapewne cieszą się nasi wrogowie, najbardziej ci ukryci za gospodarczymi interesami.

  7. Cierpliwosci. Niedlugo bedzie latwiej i politykom i nam zrozumiec walki polityczne; czy bedzie lepiej ekonomicznie, tego nie wiem. Np. szarpanina miedzy Warszawa, Budapesztem i Bruksela pokazuje, ze UE musi dokanac zmian aby prawa i obowiazki byly bardziej klarowne i zrozumiale dla wszystkich panstw czlonkowskich. Na to wszystko nalozyly sie problemy finansowe i ekonomiczne wielu panstw z UE. Wiec trudno sie dziwic, ze Niemcom i Francji przypadlo bardzo trudne zadanie do wykonania; wymaga to czasu. Nie pytaja innych panstw o zdanie bo nie maja o nich wielkiego mniemania. Zreszta ostatnie przepychanki w Brukseli potwierdzaja, ze “gdzie kucharek szesc, tam nie ma co jesc”. A na to wszystko naklada sie cien tego zimnego czekisty Putina; Rosja miala juz dawno pasc na kolana a tu wepchala sie na pierwszego “goscia” przy Chinskim stole. Tylko patrzec jak wypchnie UE z objec USA i sama sie wepchnie w ramiona Trumpa (Innymi slowy Putin i Tramp zrobia “niedzwiedzia”).
    P.S. Powstaje pytanie czy Niemcy dadza pieniadze na to by Polska stala sie mocarstwem (za kilka lat mamy byc zdolni do przeciwstawienia sie Rosji) i panstwem imperialnym (trojmorze)?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.