Społeczeństwo

O karze dla biskupa prowadzącego samochód pod wpływem alkoholu

 Jest wstępne rozstrzygnięcie sprawy pewnego oficjalnego przedstawiciela kościoła katolickiego, który prowadząc samochód pod wpływem alkoholu wjechał w jedną ze stołecznych latarni.

Prokuratura po pierwsze zgodziła się na dobrowolne poddanie się karze przez obwinionego, któremu zaproponowała 8 miesięcy ograniczenia wolności i cztery lata zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów. W praktyce, jeżeli sąd się na to zgodzi będzie to rodziło konieczność realizacji prac społecznych na rzecz wskazanej organizacji społecznej lub samorządu lokalnego w określonym wymiarze godzin miesięcznie w ww. okresie. Dodatkowo oczywiście będzie musiał zapłacić mandat i pokryć koszty, jakie spowodował, ale to już kwestia ubezpieczenia.

Rozważmy, co się stało – pijany mężczyzna wjechał samochodem osobowym w latarnie na skrzyżowaniu. Poszkodowany jest jedynie ten mężczyzna, poza nim stwierdzono pewne straty materialne, poniesiono koszty działania służb ratowniczych – na miejscu był radiowóz, ekipa dochodzeniowa, ambulans i inne typowe w takich okolicznościach służby. Z pewnością taki wypadek do przyjemnych nie należy, sprawca nawet, jeżeli wyszedł bez trwałego uszczerbku będzie miał uraz psychiczny. Na szczęście nie spowodował nieszczęścia u innych osób – użytkowników dróg jak i pieszych, pomijając kwestię niszczenia mienia. Liczy się stan faktyczny, w którym najważniejsze jest to, że sprawca godził się na ewentualne skutki swojego postępowania – wiedział, że prowadząc samochód po spożyciu alkoholu może spowodować wypadek i godził się na to. Zlekceważył społeczeństwo, państwo i prawo – postawił się ponad innymi ludźmi lekceważąc ich prawo do bezpiecznego poruszania się po drogach publicznych, sam zdecydował, co wybiera i wybrał – własną wygodę wynikającą z poruszania się samochodem osobowym, zamiast np. komunikacji publicznej lub taksówki. Oznacza to bezwzględnie, że miał zamiar ewentualny, godził się na negatywne skutki swojej lekkomyślności względem innych oczywiście w zakresie nieumyślnym. Takie są fakty – osoba dorosła, o nadzwyczajnych kwalifikacjach społecznych – biskup! Musi wiedzieć, że spożycie alkoholu ogranicza jego zdolność do prowadzenia pojazdu mechanicznego. Nie może być tu prób wytłumaczenia, zrozumienia ani miejsca na litość, – ponieważ ten dorosły człowiek doskonale wiedział, jakie mogą być skutki wypadków komunikacyjnych i jak często powodują je osoby pod wpływem alkoholu. Jeżeli liczył, że „tym razem”, też mu się uda, albowiem, jako osoba prawdopodobnie z problemem alkoholowym był pewien swoich reakcji na alkohol – to tym bardziej świadczy to na jego niekorzyść. Oczywiście nie możemy go posądzać o to, że częściej prowadził auto będąc pod wpływem, liczy się ten smutny przypadek.

Prześledźmy, zatem co mówią przepisy Kodeksu karnego w rozdziale XXI „Przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji”:

  • Artykuł 173 Kodeksu karnego stanowi:, „Kto sprowadza katastrofę w ruchu lądowym (…) zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”
  • Artykuł 178 Kodeksu karnego stanowi: „Skazując sprawcę, który popełnił przestępstwo określone w art. 173 (…) znajdując się w stanie nietrzeźwości (…), sąd orzeka karę pozbawienia wolności przewidzianą za przypisanie sprawcy przestępstwo w wysokości od dolnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę do górnej granicy tego zagrożenia zwiększonego o połowę.”
  • Artykuł 178 a Kodeksu karnego stanowi: „Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości (…), prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym (…), podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Zakwalifikujmy teraz powyższy stan faktyczny do przedstawionych przepisów. Czyn w pełni wypełnia znamiona artykułu 173 kodeksu karnego – w zakresie sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym zagrażającą mieniu w wielkich rozmiarach. Ponieważ działał nieumyślnie podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat. Przy czym zgodnie z art. 178 popełnił przestępstwo określone w art. 173 znajdując się w stanie nietrzeźwości – sąd orzeka wobec niego karę pozbawienia wolności (Uwaga pozbawienia a nie ograniczenia) od 6 miesięcy do 10 lat. Gdyby tylko prowadził samochód jak stanowi art. 178 a, wówczas moglibyśmy mówić o grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Jednakże ten sprawca sprowadził katastrofę – można dyskutować, czy zagrażającą mieniu samorządowemu w wielkich rozmiarach – nie wiemy dokładnie, co rozwalił swoją Toyotą! Ale od tego należy wyjść z oskarżeniem – dopiero sprawca niech wraz z adwokatem podważa wycenę zniszczonego mienia.

Nie można pobłażać pijakom – potencjalnym zabójcom za kółkiem. Sygnał, jaki poszedł do opinii publicznej po tym wypadku będzie skandaliczny, nie zrozumieją go ludzie, którym sąd zabiera prawo jazdy – źródło utrzymania rodziny, wlepia wielotysięczne grzywny, albo nawet skazuje na więzienie. Tutaj mamy przykład uprzywilejowanego przedstawiciela elity, który godził się na zagrożenie, które powodował i w zamian za to w istocie pogłaskanie po główce przez prokuratora? To wstyd i po prostu żenujące, właśnie ze względów społecznych i nie ma, co ukrywać mocny stan nietrzeźwości należy tego człowieka odpowiednio potraktować – osadzić w izbie nietrzeźwych – doprowadzić przed prokuratora, oskarżyć i postawić przed sądem, gdzie niech się broni – w zakresie popełnionego czynu i jego potencjalnych skutków. Jeżeli jest traktowany tak jak obecnie to po prostu skandal, albowiem władza wyraźnie idzie na rękę organizacji kościelnej wyjątkowo łagodnie o ile nie w sposób niezrozumiały – nadzwyczajnie traktując jej wysokiego funkcjonariusza. Taki człowiek nie zasługuje na bycie poważanym członkiem naszego społeczeństwa – jest pijakiem i potencjalnym zabójcą, który ma w d. prawo innych osób do życia wsiadając za kierownice swojego samochodu. Przeciętny obywatel na pewno nie byłby tak atłasowo potraktowany o ile w ogóle prokurator zgodziłby się na jakieś dobrowolne poddanie się karze, które w takim przypadku nie powinno mieć miejsca – albowiem, co innego prowadzić samochód, wówczas można szukać okoliczności łagodzących, czy też dać człowiekowi szansę na zmierzenie się z własną głupotą – właśnie poprzez wniosek o poddanie się karze i łagodne środki karne. Natomiast tutaj stało się – sprawca „przedzwonił” w latarnię – a to przecież mógł być pieszy, kobieta z wózkiem, małe dziecko z plecakiem, starsza pani z pieskiem, inwalida o kulach, czy też mężczyzna wracający z pracy do swojej rodziny. Ten przestępca mógł złamać komuś życie, uczynić go niepełnosprawnym, w efekcie pozbawić możliwości zarobkowania itp.

Co da nam gwarancję, że biskup – pijak nie wsiądzie ponownie do innego luksusowego samochodu i nie będzie po pijaku rozbijał się po Warszawie? Nie oszukujmy się – jest szkoda musi być kara. Nieporozumieniem dla polskiego wymiaru sprawiedliwości będzie zatwierdzenie tego wniosku prokuratury, no chyba, że są jakieś okoliczności łagodzące, o których nie wiemy – np. biskup powoła się na wpływ czynników nadprzyrodzonych o negatywnej proweniencji, a sąd weźmie to pod uwagę…

Ten człowiek zasłużył swoim czynem na karę bezwzględnego więzienia! Jednakże sam jest ofiarą własnej słabości i pychy! Pamiętaj czytelniku – pomiędzy jego zderzakiem a latarnią czy też słupem mogła być twoja żona, córka – matka, lub czytelniczko twój mąż. Czy możemy tolerować brak kar dla pijanych sprawców wypadków, kolizji i innych zdarzeń drogowych? A miało być zero tolerancji… no, ale widocznie nie dotyczy to elity naszego społeczeństwa, ona prawdopodobnie ma swoją prokuraturę, swoją policję… szkoda słów.

2 komentarze

  1. Niewątpliwie autor rozważań ma rację i tu nie można i nie da się ich podważyć. Kwestie związane z bezpieczeństwem na drodze w ruchu drogowym są istotne tym bardziej, że skutki mogłyby być potencjalnie dużo gorsze w przypadku gdyby drogę pojazdu przecięli idący/stojący/jadący ludzie.
    Chciałbym w swojej wypowiedzi poruszyć inny aspekt owego, medialnego również,wydarzenia. Ksiądz biskup jako osoba publiczna, po dojściu do równowagi fizycznej zachował się w sposób wysoce niekonwencjonalny i niespotykany. Oto po refleksji przyznał się bez zbędnych kombinacji myślowych, przeprosił i oddał się do dyspozycji Papieża. Moje uznanie dla zachowania Biskupa wynika z faktu, że jest to jedyny znany mi przypadek w Polsce takowego postępku po popełnieniu czynu natury kryminalnej przez osobę publiczną. W wielu nagłaśnianych przez media przypadkach, ludzie popełniający różne brzydkie postępki rękoma i nogami trzymali się stołków i kreowali się na ofiary, a to stojącej latarni, drzewa czy też jakiegoś innego obiektu, który znalazł się na “trasie ich jazdy”.

    Ciekawi mnie, kto następny bedący osobą publiczną zachowa się podobnie, gdy przypadek sprawi, że jakieś drzewo zechce przemieścić się na drogę i zmusi do kryminalnego zachowania się.
    Dla jasności mojej wypowiedzi chcę zastrzec rzecz następującą: moja wypowiedź nie wynika z jakiejkolwiek sympatii lub antypatii do księdza biskupa, a jest wynikiem pewnych obserwacji i przemyśleń. Można zastanawiać się, na ile prezentowana postawa Księdza biskupa jest swego rodzaju zabiegiem PR czy też sposobem na zmniejszenie kary, ale jest to chyba jak dotąd jedyny mi znany przykład takiego zachowania po mało chwalebnym zdarzeniu.
    Pozdrawiam Autora i Czytelników.

  2. Odczepcie się od poczciwego Biskupa!
    Przecież to normalny człowiek jest.
    A jak jest normalny – to musi się napić.
    Chyba że wierzycie w Nadprzyrodzoność Jego Eminencji, że niby powinny Anioły powinny nadlecieć i mu DOPOMÓC w NADPRZYRODZONY sposób.
    Dla mnie ten przypadek oznacza NORMALNIENIE Kościoła w Polsce.
    Jak mu nie odpuścicie, to jeszcze Męczennikiem zostanie, a wtedy tylko dodatkowe koszty, pomniki, kanonizacje.
    Dajmy sobie z tym spokój.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.