Kultura

O jedną iskrę za daleko

rgbstock.com Autor: jana_koll (Jana Kollarova)

Telefon

Siedziałem akurat w domu. Byłem czymś tam zajęty. Mniejsza czym. Jakiś czas temu ni z gruszki, ni z pietruszki ot zgasło sobie światło. Chyba jakaś poważniejsza awaria. Początkowo myślałem, że może przeciążyłem bezpieczniki u siebie albo na klatce schodowej. Ale u mnie było wszystko ok. I w skrzynce rozdzielczej na schodach również. Cóż, pozostaje czekać. Nic już nie poradzę więcej.

Siłą rzeczy zająć musiałem się czymś, co nie potrzebuje prądu. Mam nadzieję, że nie będzie to długa przerwa. I tak zapomniałem o sprawie licząc, ze awaria niezadługo ustąpi.

Na nogi poderwał mnie telefon. Gdzie ja go mam. Aha, miał się ładować, ale z braku prądu po prostu leży podpięty do ładowarki. Szczęściem nie całkiem do zera jeszcze rozładowany. Odebrałem…

– Pali się u ciebie?

– Co?!?

– No, czy pali się gdzieś tam u ciebie?

– U mnie? Nie…

– W telewizji, w wiadomościach właśnie podali, że się pali gdzieś tam u nas…

– U mnie nie, może gdzieś w pobliżu, ale nic nie wiem. Nic tu nie widać. Żadnego dymu, żadnej straży. Ale zaraz wyjdę i sprawdzę.

Szybko się ubrałem i wyszedłem na zewnątrz. Na pierwszy rzut oka niczego nie dostrzegłem. Czyli to nie mój blok ani sąsiednie, najbliższe. Bogu niechaj dzięki będą. Zajrzę zaraz na drugą stronę. Wychodząc zza rodu w oddali, na końcu ulicy zobaczyłem dość liczne zbiegowisko i całą masę wozów strażackich. Idę tam.

Ogrom strat

Pożar na szczęście już opanowany. Niestety, nim to się stało, zdołał strawić sporą część dachu. Poddasze przestało istnieć w tym miejscu. Pożar zaczął się właśnie tam, z tego co mówią ludzie. Mówią zresztą różnie.

Jedna z wersji wspomina na przykład, że zaprószenie. Na strychu. Dzicy lokatorzy. Niby gazu tam nie ma. Niby prąd też ponoć odcięty. Wiec jakoś inaczej ogień musiałby być zaprószonym. Sposobów nie brakuje. Możliwości aż nadto.

Ponoć jak się zorientowali, dali dyla. Policja dorwała ich na przystanku. No bo u nas tutaj to z komunikacją lekko nie jest. Nieczęsto jeździ cokolwiek. Ot, odludzie. Miasta koniec, skraj.

Inni mówią, że nie, że nieprawda. Że się na dziko podpięli do prądu. Tak czy siak wozów strażackich wokół kilka. Kilku strażaków działa na poddaszu co rusz coś zrzucając na ziemię. Dachu w tej części właściwie już nie ma. Jedynie belki stropowe osmalone, opalone, nadwyrężone, do niczego już. Dachówki tłuką, zrzucają. meble rąbią, wyrzucają. Wodę leją nadal tu i ówdzie. Para bucha. Dym snuje się leniwie, bo bezwietrznie. Zmierzcha się.

Wystarczy nieszczęścia chwila

2016.01.04
Poznań

by bezpieczeństwa prysnął czar
by zawalił się znany tobie świat

wystarczy iska
by ogień strawił dom
by runęły ściany
zawalił się dach

wystarczy bezduszny los
byś stracił co cenne
coś nagromadził
co otaczało cię

wystarczy moment
by życie wymknęło się spod kontroli
nawet nie tobie
lecz obok komuś
a już nieszczęście spotyka obu was
a już obojgu wam wali się świat

Adam Gabriel Grzelązka

Ech, nieszczęście

Żeby to tylko dach się spalił, to by jeszcze jako tako uszło. Ale chcąc nie chcąc, aby ratować budynek, strażacy wody żałować nie mogli. Stare to budynki, ponad półwieczne. Drewno stare, suchuteńkie. A i strych niepusty. Rupieci co niemiara. No to i się paliło. Paliło na całego. Iskra dobrze padnięta w pożar się przerodziła bez trudu. A ten stracić zdołał połowę strychu na budynki nim go opanowano i ugaszono. Niestety gaszenie poddaszy ma pewien feler. Taki mianowicie, że pod nim chcąc nie chcąc są jakieś inne mieszkania. Czasem całe piony mieszkań. Inaczej przecież poddasze poddaszem by nie było.

Ogień został zaprószony. Pojawiła się straż. Przystąpili do gaszenia. nic nie poradzą, ze woda spływa. A spływa do mieszkań, w których się co prawda nie pali, ale które miały tę przypadłość, że znalazły się pod stropem. No i zalali najpierw te, co tuż pod poddaszem. Ale woda się nie zatrzymała. Spłynęła do kolejnych mieszkań. Na szczęście budynek był ledwo dwupiętrowy, więc potem już tylko została wodzie do zalania piwnica. Pociecha to żadna. Szczególnie dla czterech rodzin, którym z racji pożaru mieszkania wodą zniszczono doszczętnie.

Ludzi na szczęście ocalono. nikt nie zginął. Nie spłonął. Nie zaczadził się. To najważniejsze. Stracić lepiej wszystko, dorobek całego życia, dobytek, mieszkanie, lecz przy tym życie ocalić.

Minęły miesiące od owego pożaru co go tu żem opisał. Dach naprawiono. Najpierw doszczętnie rozebrano i zrzucono nadpalone belki. Potem wzniesiono całkiem nową konstrukcję dachu. Na niej położono nowiuteńkie dachówki. Teraz budynek po części ma dach nowy, po części zaś stary. Szczęściem ponoć był ubezpieczony. Inaczej wielkie to byłoby nieszczęście i koszt, aby budynek ocalić. Może nawet nigdy by się to stać nie mogło i popadłby w ruinę nie tylko w części spalonej, ale i w dalszej, w całości.

Co z podpalaczami się dalej stało, nie wiem. Nie śledziłem po prawdzie dalszych ich losów w prasie i mediach, gdzie pewnie coś tam o nich wspomniano. Pogorzelców z mieszkań zalanych przesiedlono gdzieś indziej. Póki co nie wszyscy powrócili. Część mieszkań stoi pusta. Ktoś jednak mieszka. ktoś powrócił mimo zakazu dość nawet szybko. W końcu to ich mieszkanie. Jakoś dają radę. otrzymali jakieś wsparcie, niewielkie ale zawsze. Także i w mojej parafii ksiądz w niedzielę zarządził zbiórkę i zebrano jakąś godziwą sumkę. Każdy grosz jest ważny. każdy gest pomocy.

Przy okazji okazało się, że część naszych hydrantów jest niesprawna. Awarie usunięto, wszystkie posprawdzano i udrożniono. Nawet naprawiona została studzienka pod moim blokiem, która od lat zalewała nam piwnice i której nikt naprawić nie chciał, bo każdy uważał, że to nie jego działka. Pożar ostatecznie położył kres kłótniom i konflikt został pozytywnie zażegnany. Kolejna korzyść byłą taka, żeśmy w kamienicy wymienili okablowanie budynku. Co kto ma w mieszkaniu, to inna sprawa. Niektórzy, jak ja, mają już instalacje nową. inni nadal nie. Ale przynajmniej piony i piwnice mamy w nowych kablach. bezpieczniej. I w końcu nie wywala prądu przy przeciążeniu.

Zbliża się wiosna. Zima się kończy. Była na szczęście łagodna. Pogoda sprzyjała remontowi. Nie padało, co najwyżej nieco popadywało, dzięki czemu deszcze nie rujnował odsłoniętych mieszkań bez dachu. O pożarze zapomniano. oby się nie pojawił w którejś z innych starych kamienic w okolicy. a kilka ich jeszcze tu jest. I nie wszystkie są odremontowane. Bo nie wszystkich na to zwyczajnie nie stać.

Poznań, 2015.10.18
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. Nawiązując do autora “Wystarczy nieszczęścia chwila” by zawalił się dach, by runęły ściany i tu się wszystko zgadza, czy da się zapobiec (?) moim zdaniem raczej nie taka już ludzi natura.

  2. Ciekawy opis.

    Tak się dzieje i następuje zmiana w życiu wielu ludzi.

    Żal mi pogorzelców.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.