Polityka

O czym powie premier Tusk w nowym exposè?

 Czeka nas nowe otwarcie rządu, z nim może być związana wymiana zderzaków, premier będzie miał ostatnią poważną szansę na zmobilizowanie społeczeństwa i jego elit na rzecz reformowania kraju. Czy z tej szansy będzie chciał skorzystać? Przekonamy się już wkrótce, zbyt wielu możliwości postępowania jednak nie ma. Może przyjąć postawę „chciałbym reformować, ale nie da się – trzeba trwać”; albo „nie ma przyzwolenia społecznego na reformy – musimy stosować strategię salami”; ewentualnie: „musimy się reformować, bo będzie jeszcze gorzej”. W każdym przypadku on wygrywa, albowiem jest potrzebny, jako gwarant stabilności całego układu politycznego. Scenariusz złożenia mandatów i związane z tym wcześniejsze wybory, w praktyce oznaczającym dezercję i odrzucenie odpowiedzialności za państwo, poza tym kłopoty.

Pierwszy scenariusz rozmydlenia odpowiedzialności w imię, że „się po prostu nie da, ale by się chciało” jest najbardziej prawdopodobny, ponieważ nic nie kosztuje premiera zarówno do wewnątrz własnego obozu, jak również, jako rządu względem społeczeństwa. W ten sposób można nadal markować aktywność i udawać działania reformatorskie, a przynajmniej być w gotowości do ich wprowadzenia. To nic innego niż sytuacja z ostatnich wyborów, które Platforma Obywatelska wygrała nie mając żadnego szerszego planu reform, zmian lub przekształceń. Obecnie problem polega na zmianie sytuacji, która zmusza premiera do działania, albowiem budżet się nie domknie. Nie da się dwie kadencje zarządzać krajem, udając, że nie ma żadnych problemów wymagających rozwiązania, zwłaszcza taki krajem jak nasz gdzie z pozoru banalna afera z piramidą finansową odsłania niemoc państwa i ku przerażeniu władzy burzy porządek społeczny, albowiem nawet najwięksi ślepcy zaczynają widzieć rzeczywistość taką, jaka ona jest, a nie tak jakby chciały tego mainstreamowi media. W tym kontekście należy podejrzewać, że premier musi zapowiedzieć jakieś działania, ale asekurancko – warunkowo, świadom niemocy własnej i całej struktury państwa.

Drugi scenariusz, narzekania na brak przyzwolenia społecznego na szersze i bardziej radykalne reformy, co uzasadnia jedyną akceptowalną strategię – salami jest niezwykle kuszący dla premiera. Z jednej strony wszyscy wiedzą, że ma związane ręce i niewiele może, albowiem bunt społeczny jest bardzo blisko, gdyż ludzie nie mają rezerw umożliwiających jakiekolwiek wegetowanie. Strata pracy dla wielu dzisiaj to już nie tylko śmierć cywilna, ale przede wszystkim ryzyko śmierci biologicznej. W tym kontekście premier ma czystą drogę do udowodnienia, że robi, co może w istniejących realiach przyzwolenia publicznego. Tym samym daje ważny sygnał, że szanuje przyzwyczajenia Polaków, nawet kosztem własnej wizji przekształcania kraju. Problem polega głównie na tym, że w tym scenariuszy – rządzący będą mogli być nawet zadowoleni i wypinać piersi do orderów, no, bo przecież zrobili wszystko, co było możliwe w istniejących realiach. Jest to bardzo bezpieczny scenariusz dla pana Tuska, musi jedynie znaleźć winnego, który idealnie nadawałby się, jako kozioł ofiarny, najlepiej w wariancie wyborczego kozła ofiarnego. W tym kontekście heca wokoło PSL jest zrozumiała, a nawet pożądana.

Trzecią możliwością jest kontynuowanie straszenia społeczeństwa, przez co jak można się domyślać, rządowym specjalistom od manipulacji społecznej chodzi o osiągnięcie podwyższonego stanu mobilizacji w społeczeństwie. W ten sposób, społeczeństwo samo (jak zwykle) zamortyzuje skutki kryzysu, przy którym rząd ograniczy się, co najwyżej do ostrzeżeń. Jednakże nie jest dobrze z kondycją naszej gospodarki, jeżeli rząd przerywa propagandę sukcesu „zielonej wyspy”, przestawiając wajchę o 180 stopni! Jeżeli premier chce poprzez strach wymusić na ludziach skłonność do dalszych wyrzeczeń, musi dać równolegle z powodem do obaw – nadzieję. Jednakże cóż mógłby obiecać naszemu wynędzniałemu społeczeństwu? Powrót do sytuacji sprzed kryzysu, który tak właściwie dopiero ma nastąpić? Przecież dla wielu to równie tragiczna alternatywa, albowiem znacząca część społeczeństwa żyje na tak wąskim pasku egzystencji, że różnicy pomiędzy okresem prosperity a kryzysu w zasadzie nie odczuje, a przynajmniej nie ma szans odczuć.

W ostateczności możliwy jest scenariusz eklektyczny, łączący w sobie powyższe warianty, albowiem sytuacja jest niezwykle dynamiczna, w przynajmniej, jako taka musi być wykazywana w oficjalnych mediach. Bez względu jednak na treść przesłania liczy się fakt, że sporo czasu już zmarnowaliśmy.

One Comment

  1. Najlepiej żeby milczał i zszedł ze sceny. Stop Tuskowi

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.