Polityka

O co chodzi Komorowskiemu z końcem polityki ekspedycyjnej?

 Zdecydowanie odchodzimy od nadgorliwie, nieopatrznie ogłoszonej w 2007 roku polityki ekspedycyjnej. Koniec łatwej polityki łatwego wysyłania żołnierzy polskich na antypody świata.” Te słowa padły wczoraj – 15 sierpnia 2013 roku z ust pana Bronisława Komorowskiego Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w jego oficjalnym przemówieniu. Obok słów o oszczędnościach na wydatkach na obronność był to główny rdzeń tego przemówienia, wygłoszonego dodajmy w obecności: premiera, chyba całego rządu, szefów parlamentu, przedstawicieli partii politycznych, samorządu, administracji publicznej, oczywiście wojska i innych służb mundurowych oraz korpusu dyplomatycznego, który z zasady zaszczyca swoją obecnością tego typu centralne, państwowe uroczystości.

Na twarzach chyba wszystkich zgromadzonych z wyjątkiem pana generała Kozieja, którego marsowe oblicze nie zna emocji – pojawiły się znaki zapytania. O co temu prezydentowi chodzi i w jakim kontekście on to mówi? Przecież można to ogłosić w zaciszu gabinetów, po prostu skutecznie odmawiając sojusznikom udziału w kolejnej awanturze. Obecnie poza Afganistanem i Mali – nie obsługujemy żadnej wojny na całe szczęście, jednakże to nie znaczy że nie pojawią się nowe wyzwania, gdzie NATO chciałoby interweniować i co wtedy? Czy chodziło o sygnał dla świata islamskiego, że zmądrzeliśmy i się wycofujemy? Czy też raczej o powiedzenie sojusznikom, żeby sobie dali spokój z pytaniami o to czy ewentualnie wesprzemy?

Prawdopodobnym adresatem słów prezydenta był kto inny – mianowicie nasi właśni wojskowi, chyba o to mu najbardziej chodziło – o wskazanie, że kończymy z „misyjnością”, tylko musieli w BBN-ie to inaczej, po prostu ładniej nazwać używając słów polityka i ekspedycyjna. Jeżeli o to chodziło, to chwała panu prezydentowi, albowiem żadna z dwóch „misji” tzw. w Iraku i w Afganistanie nie miała żadnego strategicznego sensu dla naszego kraju, bo o ile zyskaliśmy i jednego sojusznika to rozzłościliśmy innych, a hańby irackiej przez lata nie zmyjemy – póki co jesteśmy na etapie uświadamiania sobie co się tam działo i właściwie dlaczego? Polacy okupantami? Niemożliwe! Ale jednak! Nie pomogą w zrozumieniu tego żadne batalistyczne filmy, dokumentujące zabijanie Irakijczyków! Świeża krew powinna milczeć, naprawdę nie mamy powodu do chwały w sensie oczywiście politycznym i ludzkim. Żołnierze byli dzielni, ale tego już nikt nie pamięta. O Afganistanie nie ma sensu się w ogóle wypowiadać, bo naprawdę jeżeli chodzi o pilnowanie drogi przy pomocy bardzo drogiego sprzętu wojskowego to jesteśmy już mistrzami świata – i co z tego? Nie pytamy o korzyści wojskowe – załóżmy, że takie sprawdziany wojska w praktyce miały dla wojskowych jakieś większe znaczenie. Jednakże co ma z ich poświęcenia nasz kraj? Czy politycy, którzy zdecydowali o udziale i tu i tam – nie powinni być rozliczeni przed komisją sejmową?

Nie oszukujmy się, jeżeli prezydent państwa w sumie w sposób dość histeryczny mówi o końcu polityki ekspedycyjnej, to znaczy że w środowiskach decydentów wojskowych są osoby, które w tego typu eskapadach prawdopodobnie upatrują jakichś korzyści. No bo inaczej do kogo by to mówił prezydent? Do premiera może to powiedzieć przez telefon – „Donald, dajmy sobie spokój ja nie podpisze rozkazu”, co jest równoznaczne z tym że nie można użyć żołnierzy za granicami kraju. Jednakże dlaczego Komorowski zrobił to w istocie tak teatralnie? W pewnym sensie być może nawet rozpaczliwie. Przecież wszyscy wiedzą, że pieniędzy generalnie nie ma i to co nie wydamy na misje i tak będzie przejedzone, ponieważ wojsku się zawsze zabiera pieniądze, bo wiadomo że się nie przeciwstawią i nie przyjadą Rosomakami pod KPRM protestować, że chcą więcej pieniędzy na sprzęt!

Tymczasem mamy już „doktrynę Komorowskiego”, polegającą na pilnowaniu własnych granic (!) a nie wyjazdach na misję, to i doczekaliśmy się formalnego jej proklamowania. No bo taką wymowę ma wypowiedź pana prezydenta. Nie będziemy pchać się do awantur, z zasady. Zajmiemy się własnym podwórkiem, obok którego nasi potężni i uzbrojeni po żeby sąsiedzi właśnie planują gigantyczne (coroczne manewry wojskowe), których dobre operacyjne przeprowadzenie kilkaset kilometrów dalej na zachód równa się zajęciu Warszawy.

Wniosek? Tu naprawdę trudno o wniosek, ponieważ mija kolejny rok, a nad głową pana prezydenta widać ciągle te same nieśmiertelne TS-11 Iskra, a wśród defilujących żołnierzy trudno odróżnić oddziały regularnego wojska od grup rekonstrukcyjnych, ponieważ nasze współczesne uzbrojenie jest tak stare, że niewprawne oko nie odróżni co powstało kiedy – przy pełnym profesjonalizmie rekonstruktorów!

Z pewnością potrzebujemy pieniędzy i bardzo mądrych decyzji w sprawie armii. Nie można jednak zakładać, że nie będziemy brać udziału w misjach zagranicznych, gdyż tym sposobem negatywnie determinujemy swoje własne możliwości polityczne. W tym znaczeniu właśnie słowa pana prezydenta są niepotrzebnie emocjonalne, gdyż w polityce nie mówi się słowa „nigdy”, chyba, że ma się przywilej naciśnięcia guzika atomowego. W naszym interesie jest deklarowanie praktycznie nieskończenie elastycznej polityki, a wysłanie kilkudziesięciu żołnierzy gdzieś, gdzie sojusznicy poproszą z opcją do kilku tysięcy w razie potrzeby – musimy wliczać w koszty obecności w NATO i wysługiwanie się zachodnim „sojusznikom”.

A jak ktoś jest prawicowym złośliwcem – nienawidzącym pana prezydenta, może uznać że w jego deklaracji chodziło o to, że nie wyślemy pomocy wojskowej Australii i Nowej Zelandii (antypody) jak ich dominujące mocarstwo w regionie Azji Południowo Wschodniej zaatakuje! Dalekosiężna wizja pana prezydenta pozytywnie w tym przypadku szokuje!

One Comment

  1. Słowa Pana Prezydenta oznaczają m.in. że nie zbudujemy ekspedycyjnego lotniskowca, który miałby zastąpić ORP X.Czernickiego – też z pokładem lotniczym.
    Koniec snów o potędze i marzeń o podbojach …
    Likwidacja ostateczna Ligi Morskiej i Kolonialnej?
    Przecież jej następcą historycznym jest Liga Morska i Rzeczna. A kto do niej należy?
    Sprawdźcie Państwo w Wikipedii.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.