O braku strategicznego zarządzania państwem – czyli panta rhei w praktyce

Kluczowe w filozofii Heraklita jest zrozumienie koncepcji zmiany, ciągłej permanentnej przemiany wszystkiego – pantha rei – w przekazie Platona (Κρατύλος): „πάντα χωρεῖ καὶ οὐδὲν μένει καὶ δὶς ἐς τὸν αὐτὸν ποταμὸν οὐκ ἂν ἐμβαίης” [Źródło: tutaj] – wszystko płynie (się zmienia) nic nie pozostaje stałe, a ty (czytelniku) nie możesz dwa razy wstąpić do tego samego strumienia.

Podobnie jest w Polsce, tutaj wszystko płynie, wręcz przepływa między palcami z prędkością wody z armatki strażackiej pod wielkim ciśnieniem, znikają gigantyczne kwoty – było OFE, nie będzie OFE, a zapłaciliśmy olbrzymie koszty za zarządzanie, oczywiście nie ma winnych, o winnych zawczasu nikt nie pomyślał. Zresztą o winnych politycznie nie będziemy się rozpisywać, ponieważ te trzy nazwiska psują humor czytelnikom i piszącemu, tak niestety w przypadku tych panów – wielka szkoda, że nie ma kary śmierci, no ale takie są koszty cywilizowania się jako demokracji. W każdym bądź razie liczy się to, że u nas wszystko płynie, płynie i nie może się zatrzymać, wpada do Bałtyku i koniec – znika.

Naprawdę Polska pod rządami pana Tuska zrobiła wielki krok do przodu – właśnie w znikaniu, zwłaszcza jeżeli chodzi o znikanie osób odpowiedzialnych, o winnych w ogóle nie ma co nawet marzyć .Wszystko znika, zwłaszcza pieniądze z budżetu zadłużonego przez byłego niestety ministra finansów, który fajnie zmienił strukturę zadłużenia, skutecznie uzależniając cały kraj od zagranicznych spekulantów, no i zniknął. Taki sobie człowiek znikąd był ministrem finansów, zniknął i obecnie inny – polityczny, podkreślmy – politycznie „nikt” został mianowany na ten sam stołek. Widocznie buchalteria przestała się już liczyć u pana premiera, na razie jest polecenie gromadzić kasę na kiełbasę wyborczą a po nas choćby potom – wiadomo panta rhei, wszystko się zmieni – nie da się dwa razy wejść do tej samej Wisły – chyba, że ktoś ma szybką łódź i oznaczy wodę farbą. No ale nie ma przyjemności z kąpieli w królowej polskich rzek, a co dopiero jeszcze w babraniu się farbą.

Miała być modernizacja armii? Zaczęto od spuszczenia najlepszego eksperta w kraju i wykastrowania budżetu ministerstwa obrony narodowej o cześć inwestycyjno-modernizacyjną, gdy tymczasem w budżecie zostaną pieniądze! Co więcej nikt się o nie za bardzo nie upomina, gdzie tam życie naszych żołnierzy na misjach, co tam jakieś zagrożenie jako kraju buforowego. Co to kogo w ogóle obchodzi? Przecież zawsze można się upłynnić z Warszawy jak będzie gorąco – do swoich mieszkanek za wielką wodą! Potem wszystko spłynie, a jak trupy spłyną (znowu Wisłą), to można wrócić i próbować się wymądrzać – jak Polacy mają żyć.

Miały być elektrownie jądrowe? Zdaje się pełnomocnik jeszcze dycha, ale ledwo ledwo – bo to temat trudny, ale nie z powodów ekologicznych. Nie ma u nas takich problemów, u nas liczy się węgiel, akurat znienawidzony i uważany za „szatana” przez Unię Europejską, ale co z miejscami pracy i interesami naprawdę bogatych i wpływowych ludzi? Przecież jak te NOx-y i SOx-y, wyprodukowane w naszych elektrowniach wzniosą się z kominów, to potem gdzieś opadną, a jak opadną to wiadomo, że tu padają deszcze (nawet kwaśne) w efekcie nie ma problemu – znowu wszystko panta rhei, do Wisły, może Dniepru? A wtedy to co to nas w ogóle? Prawda? Naprawdę wszystko płynie – po co się modernizować za ciężkie miliardy, narażać na problemy, kłopoty, jeszcze jakiś wypadek by się zdarzył przy naszej niesolidności i skłonności do uproszczeń! Tak, to nie ma problemu, są zgony na raka, ale kto udowodni związek ze spalaniem węgla?

W ogóle w naszej polityce ostatnich lat, tak od momentu wejścia do UE, nie ma niczego pewnego, co rząd, to zmiana. Wszystko się zmienia z wyjątkiem jednej świętej rzeczy na straży której stoi wiecznie koalicyjna partia interesu klasowego mieszkańców wsi. A że ludzie nie mają już szans na lekarza, kolejki do państwowych specjalistów są nawet na rok lub dłużej – co to kogo obchodzi? Obywatel umiera, zgodnie z instrukcją oficjalnych przedstawicieli instytucji pośredniczącej pomiędzy życiem tu a podobno gdzieś indziej, ma być nie kremowany, w związku z tym – spokojnie sobie gnije w grobie – najczęściej ziemnym, a jak już nabierze konsystencji płynnej, to wiadomo panta rhei – wszystko spływa do Wisły. Nie ma z niczym żadnych problemów, kłopotów, do póki – uwaga – po trupy zgłaszają się bliscy do prosektoriów. Jeżeli nie, to zaczynają się problemy, bo musi nas pochować gmina.

W takim fajnym kraju żyjemy, takie ładne krajobrazy, rzeki, góry, morze, lasy, doliny, a jednak się nie da zrobić nie tylko „normalnie”, ale przede wszystkim nie da się już nawet zrobić tak, żeby ludziom chciało się tutaj żyć i rozwijać. Poza tym o jakim życiu my w ogóle mówimy? Życie przemija, każdy dzień jest inny, nie można mieć pretensji do polityków, przecież wiadomo jak tu jest panta rhei. Jakoś tam będzie! Ważne, żeby nie było przymuszania, tego nie lubimy i natychmiast się zbuntujemy… No i weź i bądź tu mądrym, coś zaradź?

2 thoughts on “O braku strategicznego zarządzania państwem – czyli panta rhei w praktyce

  • 13 grudnia 2013 o 11:05
    Permalink

    Chciałoby sie napisać coś poztywnego, budującego, z dumą o czymś mówić i wskazywać. Trudno zlowic okiem i uchem jasny punkt, wszędzie, gdzie nie spojrzysz, poziom “piłki nożnej i trenerów”, oczywiście polskich. Dlatego tez, zapewne – pozostanę “starym malkontentem”.

    Odpowiedz
  • 13 grudnia 2013 o 17:39
    Permalink

    Przykładem braku myślenia strategicznego jest pozbywanie się z otoczenia Premiera państwowotwórczych i decyzyjnych osób, jak np. ostatnio Pana Generała Waldemara Skrzypczaka, wiceministra ON.
    Teraz ci co pozostaną będą mogli kręcić lody jak chcą i z kim chcą.
    Ostatni kontrakt z Thalesem na ok. 400 mln zł, żeby uzbroić długo rdzewiejący kadłub ORP Ślązak – jest tego przykładem.
    Staczamy się w dół.
    Sami kolonizujemy w interesie obcego kapitału, który nawet koralików i perkalu nie musi rozdawać tubylcom.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.