Polityka

Nowe cele polskiej polityki wschodniej, czyli schowajmy szabelkę do wersalki

 Silimy się na nadzwyczajne prężenie muskułów, udajemy greka zapominając o ofiarach ludobójstwa spowodowanego przez ojców i dziadów ludzi, których uważamy za swoich strategicznych partnerów, kompletnie odpuściliśmy wszelkie kwestie własnościowe – w kontekście niszczejących dóbr kultury i sztuki oraz co jest szczególnie ważne praw majątkowych naszych byłych obywateli. Coś takiego jak repatriacja w ogóle nie istnieje, polskim autochtonom pozwalamy wpisywać do dowodów imiona i nazwiska w jakimś dziwnym nie ludzkim języku, a jedno z najwspanialszych miast dawnej Rzeczpospolitej – było rzekomo ponad 600 lat przez nas okupowane. Tymczasem potrafimy przyjmować w Polsce samorządowców partii jawnie nacjonalistycznej – odwołującej się do tradycji faszystowskich i przyjacielsko rozgrywać z nimi mecz piłkarski.

Błędy naszej polityki wschodniej o ile w ogóle można mówić tutaj o polityce, albowiem raczej powinniśmy posługiwać się sformułowaniem – partactwo wschodnie – są na wszystkich płaszczyznach naszych relacji z państwami za naszą wschodnią granicą. Nawet, jeżeli już walczymy z reżimem w sąsiednim państwie, to robimy to tak idiotycznie nieudolnie, że tamtejsi opozycjoniści idą do więzienia na podstawie dowodów uzyskanych od organów naszego państwa. Na granicach są kolejki a polityka przyznawania wiz najdelikatniej mówiąc jest trudna, nie uniknęliśmy i tutaj afery i skandali.

W ogóle nie doceniamy faktu, że z Berlina nie widać Kijowa, a Białoruś to tylko trochę inna Rosja, bo biała, ale też Rosja – w zasadzie kwestia przyjęcia optyki Berlina jakoś nam umknęła, zaangażowaliśmy się bez krytycznie w „unijną” dyplomację na wschodzie beznamiętnie pajacując pod rękę z ministrem spraw zagranicznych Niemiec, zupełnie nie zważając na fakt, że w relacjach ze wschodem nie można wyznaczać relacji w oparciu o linię przestrzegania czegoś tak abstrakcyjnego jak prawa człowieka, czy też inne niszowe kwestie jak np. prawo do organizowania parad mniejszości seksualnych na ulicach miast. To naprawdę nie są sprawy, którymi żyje się na wschodzie, a stawiając warunki tego kalibru po prostu wyglądamy śmiesznie.

Na płaszczyźnie społecznej relacje w zasadzie nie istnieją, no chyba, że za miernik przyjmiemy napady zorganizowanych pół-formalnych band tzw. kibiców na rosyjskich gości podczas Euro 2012 w Warszawie? Co do tych wydarzeń możemy być pewni, że kiedyś za to zapłacimy. Kontakty kulturalnie kuleją – zdarza się, że nasi czołowi aktorzy grają role w antypolskich agitkach filmowych zlecanych i finansowanych przez ośrodki kojarzone z Kremlem, w Polsce działa, co prawda słynna fundacja Putina, ale bez rozmachu. Wymiana młodzieży praktycznie nie istnieje.

Katastrofą pod Smoleńskiem tylko się ośmieszyliśmy, jako nieudolne państwo, którego piloci nie potrafią nawet wylądować poprawnie samolotem. Odgrzewanie kwestii historycznych wychodzi nam tylko w kontekście patetycznych śmierci, co jest bagatelizowane na wschodzie, albowiem tamtejsze społeczeństwa ucierpiały od swojego reżimu ilościowo więcej. Nasze żale w ich oczach przedstawiają się żałośnie na tle skali innych stalinowskich zbrodni.

Nie można się też dziwić, że nasze relacje gospodarcze z krajami na wschodzie to amalgamat porażek, wycofywania się, ulegania presji i służalczego płacenia zawyżonych rachunków za media energetyczne. Kreml mistrzowsko rozegrał kwestię gazociągu bałtyckiego, podobnie odstąpił od eksportu ropy przez terminal w Gdańsku, tracimy na znaczeniu ostatnie wielkie łączniki z gospodarkami wschodu, a nadal jesteśmy od tamtejszych dostaw uzależnieni. Próbę strategicznego zagrania w inwestycję na Litwie – skutecznie zablokowano, znacznie ograniczając zyskowność z naszej inwestycji. Nasz eksport towarowy na wschodnie rynki zależy od systemu pozwoleń, kontraktacji i zakazów, które nie ma, co ukrywać – służą do wykonywania akcji politycznych tamtejszych władz, ale i bez tych problemów już wejście na tamtejsze rynki jest wyzwaniem samym w sobie, w zasadzie niemożliwym dla naszych nawet dużych firm. Dlatego jako marki eksportowe na wschodzie nie istniejemy, wszystko, co się dzieje pozytywnego to pod szyldami zachodnich marek.

Równolegle wściekle bronimy swojego rynku przez inwestycjami ze wschodu, o ile jeszcze potrafiliśmy wpuścić kapitał z Ukrainy w kilka większych przedsięwzięć, to już pieniądze z Moskwy naszemu rządowi najwyraźniej nie leżą. Zablokowaliśmy przejęcie dużej firmy azotowej, nie wpuszczamy ich inwestorów na rynek bankowy, unikamy prywatyzacji rafinerii, żeby przypadkiem nie kupili jej potężni i bogaci Rosjanie.

Efekty? Leżymy i kwiczymy. Berlin doskonale realizuje politykę zbliżenia z Moskwą, nie zwracając żadnej uwagi na nasz kraj i jego interesy, albowiem jesteśmy oceniani de facto, jako ich podwykonawca. Lansowanie polityki praw człowieka wobec Ukrainy i Białorusi doprowadziło do absolutnego upadku naszej polityki wschodniej podczas zeszłorocznego szczytu partnerstwa wschodniego, brak najwyższych przedstawicieli Białorusi traktowaliśmy w kategoriach walki ze złem, podczas gdy największe niemieckie firmy petrochemiczne – pielgrzymują do Mińska w celu inwestowania w tamtejszy sektor ciężkiej chemii, a policja niemiecka szkoliła białoruskich funkcjonariuszy. No, ale my musimy być formalnie i rzeczywiście wobec Białorusinów srodzy i nieprzejednani, nawet, jeżeli wspierani przez nas opozycjoniści siedzą w łagrze przez głupotę i brak koordynacji naszych urzędników.

Wreszcie lekcja roku 2008 z Gruzji – widzieliśmy, doświadczyliśmy, pomachaliśmy idiotycznie szabelkami – w efekcie procesów „westernizacji” i przegranej wojny wybory w tym kraju wygrał właśnie rosyjski magnat finansowy, a prezydent „z USA” pójdzie w odstawkę. Pełna totalna klęska i przykład jak nie można robić polityki zagranicznej krzykiem i tupotem, – dlatego choćby ze względu na swoją ówczesną szkodliwą działalność pokazaną w Tbilisi tragicznie zmarły prezydent nie zasługuje na żadne publiczne pomniki, albowiem mógł wciągnąć nasze państwo i całe NATO w awanturę wojenną, lub np. doprowadzić do jednostronnego zerwania wszelkich kontaktów z nami przez Rosję – a skąd wówczas wzięlibyśmy gaz na zimę? Nikt nie brał tego pod uwagę, że Rosjanie mogą się na nas po prostu „wypiąć” – mówiąc, wprost – że i tak „g.” im możemy zrobić? Zastanówcie się państwo – czy chcielibyście marznąć zimą lub nawet ginąć za prawo naszego prezydenta do machania do tłumów w jakimś odległym państwie, którego prezydent dał się sprowokować Rosji i ją zaatakował? Złą politykę, nieuwzględniającą realiów trzeba nazywać po imieniu, nawet, jeżeli dotyczy osób tragicznie zmarłych, albowiem za tamten błąd naszego niestety prezydenta jeszcze zapłacimy, gdyż Kreml nie wybacza i nie zapomina. Nigdy.

Sytuacja na wschodzie – konsolidowanym przez Władimira Putina będzie zmierzać w kierunku odbudowy mocarstwowej pozycji Rosji, dla której celem jest bycie równorzędnym partnerem dla zachodu – z możliwością formalnego sojuszu gospodarczo-militarnego, aby móc skutecznie oddziaływać na Daleki Wschód, broniąc istniejącego status quo. Nie przeszkodzi w tym żaden rurociąg, gazociąg, żadne kontakty z państwami kaspijskimi, czy też nawet wydobycie gazu łupkowego. Na wszystko znajdą się sposoby, żeby uniemożliwić tworzenie scenariuszy alternatywnych dla propozycji rosyjskich. W kontekście UE Rosja zawsze będzie stać z boku, ale z czasem będzie chciała skorzystać z dobrodziejstw wspólnego rynku, zachowując jednak własną autonomię.

Dlatego czy to się nam podoba czy nie, powinniśmy pogodzić się z faktem, że ani Rosji nie zmienimy, ani nie „podbijemy”, a sukcesem będzie, jeżeli pociągi jadące z Moskwy na zachód będą się zatrzymywać normalnie w Warszawie.

W stosunku do Rosji sytuacja jest tak negatywna, że naprawdę najlepiej rozmawiać z Moskwą przez Brukselę, sami nie powinniśmy już niczego przeprowadzać, albowiem w najlepszym wypadku odniesiemy taki sukces jak Waldemar Pawlak, który jak wiemy nie siedzi w więzieniu w odróżnieniu od ukraińskiej premier Julii Tymoszenko. Zdając się na Brukselę zyskujemy dwoje kwestie – po pierwsze wiążemy odrobinę Berlin, bo przynajmniej będzie musiał to jakoś uwzględnić, a nie udawać, że po drodze nie ma Warszawy, a po drugie – unikniemy okazji do kolejnych upokorzeń.

W stosunku do Białorusi – trudno udawać miłość i wydawać doktoraty przedstawicielom tamtejszych władz na naszych uczelniach. Wystarczy, żeby mogli normalnie do nas przyjeżdżać, trzymać tu swoje pieniądze i robić zakupy. POLSKI MINISTER SPRAW ZAGRANICZNYCH – KIMKOLWIEK BY NIE BYŁ MUSI SOBIE ZAKONOTOWAĆ W PERCEPCJI, – ŻE BIAŁORUŚ, JAKA ZŁA BY NIE BYŁA – ZAWSZE STANOWI PEWIEN MINIMALNY BUFOR ODDALAJĄCY NAS ODROBINĘ OD SYBERII!  Chyba nie da się tego wyraźniej powiedzieć, po prostu na płaszczyźnie relacji sąsiedzkich – bez względu na tamtejsze władze i to, co one robią z własnym społeczeństwem – musimy mieć z nimi jak najlepsze – normalne stosunki, przy czym nie musimy się kochać, albowiem nie o miłość, ale o trwanie Białorusi tu chodzi. Nic nie szkodzi, jeżeli będziemy do tego wspierać opozycję. Polityka finansowania ich studentów u nas jest słuszna, zwłaszcza, jeżeli zdecydują się pozostać po studiach w Warszawie. Naszym nadrzędnym celem – nawet, jeżeli mielibyśmy, co roku przesyłać na Białoruś kilka wagonów pieniędzy – musi być utrzymywanie odrębności tamtejszych struktur państwowych, elit, aparatu siłowego – od Rosji. Nikt nie jest lepszą gwarancją niepodległości Białorusi niż wola tamtejszego narodu i jego elit. Jeżeli udzielimy im odrobiny wsparcia, będą wiedzieć, – że zawsze, – jeżeli tylko będą opowiadali się za Białorusią, jako samodzielnym, niepodległym i niezależnym państwem, to mogą liczyć na naszą pomoc i wsparcie, bez jakiejkolwiek ingerencji i wtykania nosa w nie swoje sprawy. Nie ma dla nas nic ważniejszego na tym kierunku, a z czasem być może rozwinie się współpraca gospodarcza z prawdziwego zdarzenia, bez idiotycznych filtrów ideologicznych.

W stosunku do Ukrainy sytuacja jest o wiele bardziej złożona. Gospodarczo sami nadal nie jesteśmy zdolni być dla nich interesującym partnerem. Bez wsparcia Unii, a tego nie ma i nie będzie, albowiem Berlin widzi tylko Moskwę – nic im konkretnego nie zaoferujemy. Dlatego nie można się dziwić, że patrzą na nas jak na coś częściowo śmiesznego i z politowaniem. Nasi politycy poskakali na Majdanie, powtykali palce i stopy między futryny a drzwi, nawet dali się sfilmować mocno niedysponowani, ale to wszystko nie ma znaczenia. Marketingiem pomarańczowej szmatki nie da się niczego trwałego osiągnąć, zwłaszcza tam gdzie decydują prawdziwe interesy, a na Ukrainie takowe się odbywają. Głównym celem naszej polityki względem tego kraju powinna być optymalizacja kontaktów gospodarczych. Import – eksport, jeżeli nie da się inwestować – trudno, ale handlować można. Trzeba do tego odpowiednich gwarancji i pewnego wsparcia władz niwelującego ryzyko systemowe. Korzyści z takiego stanu rzeczy mogą mieć oba nasze kraje. Ze względów technicznych trzeba dążyć do otworzenia tam większej ilości placówek dyplomatycznych i całej sieci powiązanych z nimi ośrodków kultury i wspierających wzajemne kontakty. Ukraińcy muszą widzieć, że współpraca z Polską przynosi im korzyści, a u nas zawsze są mile widziani i mogą „swobodnie oddychać”. Politykę historyczną na tym kierunku należy jedynie sygnalizować, jeżeli bowiem przez 600 lat nie udało się nam “zapanować” nad tym krajem, to na pewno teraz nam się też nie uda, – więc wszelkie żale możemy sobie darować. Koncentrujmy się na wzajemnym bogaceniu się, tak żeby obie strony korzystały. Z czasem taki model pokaże, że korzyści ze współpracy z zachodem są realne i namacalne, a wschód to jak zawsze i tylko to co zwykle.

Podsumowując – musimy bardzo wiele zmienić, jeżeli chodzi o główne kierunki naszej polityki wschodniej. Wyzwania, przed jakimi stoimy są olbrzymie, gramy o potwornie wysoką stawkę, tu nie ma żartów, nie można sobie pozwolić na porażki ani na idealizowanie w imię jakichś nieokreślonych wartości. Zawsze liczy się kasa, a do tego spokój. Do zabezpieczenia tego potrzebna jest rozsądna polityka wspierająca istniejący na wschodzie status quo, co będzie też na rękę Niemiec i Brukseli. Więc nawet, jeżeli wyjdzie na jaw, że realizujemy jakąś politykę samodzielnie, to być może zostaniemy za to nawet pochwaleni. Jednakże najważniejsze kwestie – jak energia – nauczeni podwójną porażką – z rurociągiem i kontraktami na dostawy drogiego gazu powinniśmy przeprowadzać przez Brukselę, nawet, jeżeli oznaczałoby to dla nas konieczność przełknięcia gorzkiej pigułki i schowanie szabelki do wersalki!

13 komentarzy

  1. odnoszę wrażenie ze obecna polityka zagraniczna Polski jest zarażona doktryną Piłsudskiego; trwać pośrodku niechętnych sąsiadów ile sie da, a jak już sie nie da to podpalić świat, bez zawracania sobie głowy konsekwencjami.
    Buta, duma, nie poparte niczym ( 3 dywizje obrony terytorialnej plus troche wojsk kolonialnych oraz brak jakichkolwiek rezerw ), brak ciągłości i rozumu w polityce zagranicznej, nawet wobec takiej drobnicy jak Litwa.
    Jednym słowem prowizorka, typowo polska. A najsmutniejsze jest że żadnych zmian nie będzie.To sie zemści i to niedługo, coraz częściej można – biorąc pod uwagę także sytuacje wewnętrzną i kondycje gospodarczą państwa – porównać do stanu z 1772 roku.
    Każda próba przeorientowania (dotyczy to każdej dziedziny i każdego kierunku gospodarki i polityki, ponieważ kuleje lub leży wszystko ) państwa spotka sie z oporem z zewnątrz jak i ze strony własnych pożytecznych idiotów. Bo obecny stan agonalny jest wszystkim na rekę

    Pytanie; kiedy nastąpi odpowiednik Konferderacji Targowickiej, jak długo i jak mocno będzie bolało i gdzie mocarstwa wytyczą granice pomiędzy Wschodem i Zachodem.
    Bo na dłuższą metę nikt nie bedzie tolerowac przeszkody w handlu, integracji a chwilami punktu zapalnego. Ekspansja Chin, Bliski Wschód, złoża na biegunach, to są priorytety na długie lata a każda przeszkoda zostanie zlikwidowana i to szybko. Kto tego dokona: Niemcy i Rosja rzucą monetą…
    nie, sami nic nie zrobią. Polacy mają wystarczającą siłę i talent do autodestrukcji, wystarczy pokazać kilka zdjęć, rozpowszechnić absurdalna plotkę, dać kilka euro i poczekać…

    Środkowo-wschodnia Europa ( eufemizm ) już od dawna nie jest pępkiem świata, szkoda że polscy politycy od 22 lat tego nie są w stanie pojąć

    Pozostaje liczyć na jakiś cud…

  2. Ja tylko nie rozumiem jednego w zalosnych dzialaniach MSZ. Bialorus jest bardziej przewidywalna, a dodatkowo co moze szokujace dla otumianionych propaganda Polakow nie jest wrogo do Polski nastawiona w przeciwienstwie do zachodnich Ukraincow. Ukraincy z zachodu kraju tak samo nie znosza Polakow jak i Rosjan. Dodatkowo wskazniki PKB tez mowia swoje – Polska PKB per capita 20k USD, Bialorus PKB per capita 15k USD (i to bez pomocy unijnej), Ukraina PKB per capita 7k USD.
    Ukraine modelowo politycznie kochamy, a na Bialorusi macimy i paradoksalnie wpychamy Lukaszenke w objecia Rosji mimo, iz polityke Lukaszenki mozna posadzic o polityke rownej odleglosci od Rosji i Zachodu (na tyle na ile jest to mozliwe), czyli niewiele sie nie rozni od tego co robi Janukowycz. No po prostu tego nie pojmuje. Mam gleboko w powazaniu ideologiczne zapedy MSZ pod sterami obecnego ministra, bo niestety ale rachunek za to ewentualnie zaplaci polskie spoleczenstwo, w koncu zima nadchodzi i grzac trzeba bedzie.

    • bo to działania wręcz paranoidalne i przyniosa Polsce wiele szkody.
      Białorusinów i Polaków tam mieszkających należy wspierać subtelnie i przede wszystkim ekonomicznie, unikać wszelkich napięć politycznych, w końcu to zupełnie inny system niż demokracja w naszym rozumieniu. W nieco bardziej cywilizowanym niz nasze państwie byłaby wielka awantura i dymisje za te nieszczęsne PITy
      Najwyraźniej mamy harcerzyka na stanowisku szefa kluczowego ministerstwa, który wszystkich za wschodnią granicą traktuje pogardliwie. A nad swoim resortem najzwyczajniej nie panuje.
      I nie rozumie że Łukaszenka bedzie tam władać tak długo jak na to Putin pozwoli.

      Z Ukrainą to zupełnie inna sprawa, polscy politycy poparli swego czasu pomarańczową rewolucję, a ta z kolei okazała się być złodziejską awanturą ( wiele bym dał zeby Waldi skończył jak Julia ale to inna historia). A nic tak ludzi nie boli jak przegrana w wyniku wygranej rewolucji.
      Polska nie powinna była wówczas popierać żadnego obozu politycznego. Ukraina prorosyjska / proeuropejska i tak jest i będzie naszym sąsiadem, zasobnym i o ogromnym potencjale.
      No i mamy kolejnego wroga zamiast państwa obojętnie-życzliwie nastawionego i chętnego do współpracy w każdej dziedzinie.
      Na szczęście zwykli Ukraińcy nie dyszą nienawiścia do Polaków, przynajmniej sie z tym nie spotkałem.

      • Całkowita zgoda co do Białorusi, ekonomiczne wsparcie ale bez gledzenia o demokracji bo żaden z tego pożytek i wywierania politycznej presji bo oprócz szkody niczego to nie przynosi pozytywnego. Co do Ukrainy to częściowo ma Pan racje. Ukraincy ze wschodu generalnie do Polakow nic nie maja, natomiast bardziej chodziło mi o to iż Ukraińcy z Zachodu własna państwowosc, suwerenność czy niepodległość definiują, jako niezależność zarowno od Polaków, jak i od Rosjan, czyli w opozycji do obydwu tych opcji. Bardzo podobne to zachowanie do Litwinów (raczej Zmudzinow) choć nie tak ostentacyjne. Nie należy o tym zapominać w fazie obecnej politycznej milosci.

  3. a propos Litwinów ? Żmudzinów:
    tak jak jest mi znana sytuacja na Białorusi czy na Ukrainie to zupełnie sie gubię w niuansach litewskich, wiedza historyczna naświetla je ale dość mętnie.

    Jeśli można to poprosze o rozwinięcie tematu, skąd u nich taka zapiekłość

    pozdrawiam serdecznie

    • UCZULAM PANÓW ŻE JAKIEKOLWIEK NAMAWIANIE DO NIENAWIŚCI LUB PONIŻANIE Z POWODÓW NARODOWOŚCIOWYCH NIE BĘDZIE TOLEROWANE NA TYM FORUM. REDAKCJA

      • w żadnym wypadku nie będzie niczego o czym Szanowna Redakcja wspomina. Chodzi wyłącznie o próbę zrozumienia i wyjasnienia czyjegoś zachowania ( konkretnie Litwinów wobec Polaków oraz wzajemnie ), i analizę czy można było uniknąć błedów, oraz co zrobić by naprawić wzajemne stosunki pomiedzy naszymi narodami. Poniewaz warto, choćby z racji wspólnej historii, kultury oraz ludzi

    • Częściowo Litwinów rozumiem, bo to najnormalniej w świecie jest mały kraj, który trochę wiec przereagowuje w niektórych aspektach, chociażby językowych. Bronią sie przed tym co sie dzieje na Łotwie czyli obecności dużych grup obcych i słabo zintegrowanych. O ile na Łotwie to słabe zintegrowane można zauważyć, o tyle na Litwie moim zdaniem jest to trochę reakcja przesadzona.
      Przytyk do Zmudzinow wynikał z tego, ze język litewski jest językiem baltyckim, podobnie jak dialekt zmudzki. Z językiem ruskim, czyli tym używanym w Wielkim Ksiestwie Litewskim nie ma wiele wspolnego. Z języka ruskiego wywodzi sie jezyk białoruski.
      Najwyraźniej zostałem opacznie zrozumiany z tym ponizaniem na tle narodowosciowym, o nawoływaniu do nienawiści juz nie wspomnę.

      • PZ Sytuacja na Lotwie jest hańbiąca dla calej Unii. 1/3 obywateli nie ma obywatelstwa, nie ma praw wyborczych jakby to byl jakis afrykański bantustan. Rosjanie nie przyjechali w 1945 roku na miejsce Łotyszy, przyjechali na tereny opustoszałe po Niemcach z dawnej Kurlandii. Obecnie to juz 4 pokolenie kompletnie zintegrowane z Lotwa ale nie z reżimem Łotewskim. Znam Lotwe dobrze, językiem businesu jest rosyjski, wszędzie nawet w rządowych urzędach. Po krótkiej wymianie kurtuazyjnych zdań po Łotewsku wszyscy przechodzą na rosyjski. I w tym jest ogromna przewaga Lotwy nad Litwa, wymiana handlowa z Rosja jest łatwiejsza. Litwini nie uczą sie języków sąsiadów.

      • @pilot

        Nie podejmuje sie oceny dzialan Lotyszy, natomiast przyznanie paszportu urzedowo dla ludnosci rosyjskiej oznacza dalsza marginalizacje zarowno jezyka lotewskiego, jak rowniez ekonomiczna Lotyszy. W dalszej perspektywie moze sie to skonczyc jezykiem lotewskim jako ciekawostka turystyczna podobna do jezyka walijskiego, lub dlugoterminowo podzielenim losu Jacwingow. Generalnie kraje nadbaltyckie musza poradzic sobie z tym, ze Rosja moze sobie pozwolic na nieobecnosc w tych krajach, natomiast zaden z nich nie moze sobie pozwolic na nieobecnosc w Rosji – i sa to slowa premiera Estonii o ile dobrze pamietam. Tymczasem Polska swiadomnie rezygnuje z obecnosci ekonomicznej w tych krajach, chociazby ostatnia decyzja o wycofaniu z budowy elektrowni w Ostrolece, co pod znakiem zapytania stawia caly most energetyczny z Litwa. Nie miejmy zludzen, iz z wielka checia zastapi to atomowka budowana w okolicach Krolewca. Niestety jest to calkowita kleska obecnej polityki wschodniej i modelowy przejaw glupoty Ministerstwa Szkod Zagranicznych.

  4. Doskonaly artykul. Wypada jednak wytlumaczyc zachowanie Sikorskiego bo to on nadaje kierunek dla MSZ. W kregach MSZtu mowi sie ze to Ministerstwo Spraw Zagranicznych czyli nie polskich. Wiec dla kogo on pracuje?

    • Faktycznie artykuł jest intrygujący, można się zaciekawić dlaczego jakiś anonimowy autor – na jakimś niszowym forum wie i widzi sprawy, które dla ministra spraw zagranicznej i całego rządu są zakryte ?
      Możliwe odpowiedzi:
      1) Autor jest mesjaszem – zbawcą Polski i Polaków
      2) Politycy są niekompetentni
      3) Autor to w istocie Radosław Sikorski, który jest świadom że niewiele może oficjalnie więc realizuje się na forum
      4) Autor to nieletni syn Radosława Sikorskiego, który mści się na ojcu że ten swojego czasu mu przed kamerami naubliżał (dwója, lufa, zero)
      5) Rząd nie jest na serio – ma tylko koncesję na wyciskanie z nas kasy, ale nam tego z oczywistych powodów nie może powiedzieć.

      Którą odpowiedź stawiacie?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.