Ekonomia

Nowa globalna ekonomia a problem globalnego dolara

 To, co Amerykanie zrobili z dolarem przekracza granice rozumienia nawet abstrakcjonistów. Nigdy drukowanie pustego pieniądza w tym kraju nie było tak łatwe jak obecnie. Nawet w okresie wojny secesyjnej nie było takiego bezhołowia, ponieważ inaczej tego, co amerykanie wyczyniają wokoło swojego „Klifu” nazwać nie wypada.

Świat, co najmniej od 2008 roku świadomie, dobrowolnie i nadal z entuzjazmem masowo kupuje Amerykańskie papiery wartościowe, ponieważ nie ma innego wyjścia. Konkretniej – nie ma żadnego innego sposobu inwestowania nadwyżki dolarów, za jakie Amerykanie kupują na świecie potrzebne im surowce i produkty. Co jest przy tym szczególnie ciekawe, alternatywa być może i by była w postaci niezwykle interesujących amerykańskich aktywów w samej Ameryce, ale tamtejszy rząd nie jest głupi i broni dostępu do swojego rynku inwestorom z zewnątrz – jak się da, a ponieważ bez problemu może usunąć każdy (poza rosyjskim) inny rząd na świecie, więc nikt nie kwestionuje jego polityki inwestycyjnej. W efekcie mamy nawarstwiającą się sytuację ekonomicznej bańki amerykańskich obligacji i ciągle obniżającego się oprocentowania z nich, które działaniami tamtejszego banku centralnego (Fed.) Zostało sprowadzone już prawie do wartości ujemnych! Niezwykle ciężko jest robić interesy z imperium!

Taka sytuacja, że cały świat bez końca finansuje amerykański dobrobyt w zamian za papierki (a w istocie zapisy księgowe w systemie elektronicznym) nie może i nie będzie trwać wiecznie, ponieważ kraje posiadające amerykańskie zobowiązania, z czasem nawet nie chcąc – będą musiały sięgnąć do tych rezerw, na pokrycie roszczeń i potrzeb własnych społeczeństw. W wyniku tego nastąpi totalna deprecjacja dolara amerykańskiego, przed którym to scenariuszem obecnie Amerykę broni jedynie wizja rozpadu strefy Euro, stąd ich śmieciowa w swojej istocie waluta ma jeszcze jakąkolwiek wartość.

Oczywiście zupełnie legalnie prezydent USA mógłby wręczyć swoim wierzycielom bilionowe monety platynowe – po jednej za każdy bilion obligacji. Następnie ogłosić denominację i wymianę starego dolara na dolara nowego, czym pogrążyłby własny kraj w dramacie bezrobocia, ale zmniejszyłby ilość gotówki w obiegu proporcjonalnie do przyjętego poświęcenia. Alternatywnie może nakazać swojemu bankowi centralnemu – tolerowanie niewielkiej corocznej inflacji, która jako procent składany w ciągu kilku lat również zje po kawałku zadłużenia.

Jednakże nadal pozostanie problem obcokrajowców posiadających wagony dolarów, obligacji dolarowych lub platynowe monety o niewymienialnych nominałach. Problem ten polega na tym, że ci obcokrajowcy na te amerykańskie pieniądze uczciwie zapracowali, a obecnie chcieliby móc przynajmniej finansować swoje emerytury z odsetek należnych im od Amerykanów. Niestety Amerykanie mają tą cechę, że są inteligentni i nie zamierzają pracować na cudze emerytury – wolą ciągłą ucieczkę do przodu i nowe obligacje. W sumie spłacanie odsetek od długu – kolejnym długiem, czyli innymi obligacjami to byłoby spełnienie amerykańskiego snu o potędze.

Niestety to wszystko nie jest takie łatwe, bo wierzyciele doskonale umieją liczyć pieniądze i dobrze wiedzą, że Amerykanie nie są w stanie bez zmiany stylu życia – myśleć o zwrocie tych pieniędzy, a nawet jeżeli ten zwrot by następował to musi odbywać się w sposób kontrolowany i mieć oparcie w powiększeniu produkcji na świecie (najlepiej dokonywanej rękami samych Amerykanów), albowiem w przeciwnym wypadku – z samego faktu zwiększenia się dolarów – dolarów (a nie dolarów – obligacji) w globalnym obiegu – będzie musiał wyniknąć spadek kursu dolara, a zarazem ogólne osłabienie wszystkiego, ponieważ wszystko na świecie poza Koreą Północną jest z dolarem powiązane.

Teoretycznie można sobie wyobrazić, że Amerykanie zamiast ponownie napadać na dowolnie wybrane – najczęściej muzułmańskie kraje postanowiliby zostawić swoją potężną armię w kraju i uwolnione w jakiejś części środki stopniowo przeznaczać na spłatę swoich długów (w tym wewnętrznych). Z pewnością znacznie pomogłoby to tamtejszej i światowej gospodarce, jednakże już od pierwszego dnia będzie następował ogólny – globalny wzrost cen wszystkiego, ponieważ w globalnej konkurencji o produkty pojawi się więcej uwolnionych – globalnych – amerykańskich dolarów.

Sytuacja takiego kraju jak Polska będzie szczególnie trudna, albowiem znowu staniemy przed koniecznością zweryfikowania wartości narodowej waluty – względem dolara – zdolnego kupić wszystko na świecie oraz Euro, za które my będziemy musieli kupować. Tak długo, jak długo uda się nam utrzymać właściwą relację wartości złotówki do wzrastającej wartości tych walut – kraj nadal będzie funkcjonował w oparciu o przyjęty i realizowany paradygmat rozwoju. Jednakże w momencie, kiedy nastąpiłoby tąpnięcie i na rynku pojawiłaby się masa wolnej gotówki – pochodzenia dolarowego, to zarobi tylko ten, kto był pierwszy w tej nowej zabawie – cała reszta uczestników gry przegra, ponieważ straci swoją własność lub wykona pracę w zamian za gwałtownie zwiększającą się ilość pieniędzy wszelakich, jednakże zawsze dolarowego pochodzenia. Oznacza to niebezpieczeństwo inflacji i to na taką skalę jakiej do tej pory nie znał cały świat, a jedynie niektóre kraje miały nieszczęście hiperinflacji (Niemcy, częściowo Polska).

Jedynym sposobem, jaki może nas uratować przed problemem inflacji wynikającej z uwolnienia dolara jest przyjęcie Euro, które przy okazji – znacznie uległoby wzmocnieniu (w sensie politycznym). Nie ma innego sposobu na uratowanie polskiej gospodarki przed skutkami globalnej inflacji, która będzie się przejawiała w ten sposób, że nagle sprzedamy wszystko za określony poziom dochodów, – za który już nie będziemy mogli kupić tego samego, albowiem wartość i potencjał uzyskany ze sprzedaży naszych towarów i pracy – zjedzą kolejne fale globalnego dolara! Tylko Euro będzie miało taki potencjał wymiany i jej wolumen – w obie strony, że będzie w stanie sprostać (z trudem) wyzwaniu rzuconemu przez dolara dla świata. Powyższego rozwoju sytuacji możemy być pewni, albowiem Amerykanie zrobią wszystko, żeby nie musieć na kogoś pracować!

One Comment

  1. To przecież wiadomo od dawna, że CAŁY ŚWIAT zapłaci za kryzys wywołany bańką spekulacyjną w USA. Najbardziej komiczne jest to, że gdyby USA zamierzały zaatakować np. Chiny, to powinny to wcześniej z nimi uzgodnić, ze względu na obligacje rządowe Stanów Zjednoczonych, których właścicielem jest Chińska Republika Ludowa. Bo wojna kosztuje.
    Tak jak usunięcie zagrożenia zadłużeniem wielkich banków w USA (w 2009 roku?) rzędu biliona dolarów odbywa się w ten sposób, że władze federalne POŻYCZAJĄ ten bilion w tych bankach, do których ten BILION pompują, bo są zbyt wielkie, żeby mogły upaść.
    Oczywiście władze ponoszą przy tym KOSZTY kredytu.
    Taki mamy kapitalizm.
    Zyski są PRYWATNE, ae straty są PUBLICZNE …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.