No to jesteśmy po szczycie i przed szczytem – przyszłość decyduje się dzisiaj

No to jesteśmy po szczycie, w zasadzie można nawet powiedzieć, że „szczytowaliśmy” całkiem udanie, w tym znaczeniu, że pan premier nie wraca na tarczy, co prawda także nie z tarczą, ale ciągnie ją za sobą po ziemi. W istocie nie ustalono niczego, premier Cameron nie wywrócił stołu, premier Tusk nie zabrał zabawek do swojej piaskownicy, prezydent Hollande nie musiał się oburzać. Domino nie zaczęło się obalać – jedna kostka za drugą.

W zasadzie wszyscy są zadowoleni z tego, że nie ustalili niczego. To pierwsza oznaka, że struktura zarządzana w taki sposób jak Unia Europejska nie ma racji bytu w wysoko konkurencyjnym i drapieżnym świecie. Zerowa skuteczność zawsze jest klęską, ale nie w Unii – każdy, kto czyta politykę doskonale rozumie, że mogliśmy osiągnąć efekt głęboko ujemny, – czyli rozpad Unii. Dzisiaj mógł się on zacząć, gdyby nie mistrzowskie zagranie Kanclerz Angeli Merkel, która wykonała majstersztyk – pokazując swojej opinii publicznej i Brytyjczykom, że szanuje ich pieniądze. To bardzo ważny sygnał – nie można wydawać więcej, jeżeli jest gorzej. Jesteśmy biedniejsi, więc w związku z tym logicznie wydajemy mniej. To rozumie każdy Niemiec, Holender, Brytyjczyk. W zasadzie powinien to rozumieć każdy dorosły człowiek, który jest na samoutrzymaniu. Właśnie taki komunikat, dla tak logicznie rozumujących ludzi został dzisiaj wysłany. Nic więcej się nie stało, no może warto odnotować, że polska deklaracja podobno mistrzowsko udawała zdziwienie zachowaniem swojej mentorki.

Kolejna runda negocjacji odbędzie się na początku przyszłego roku już w innej atmosferze. Po pierwsze znika groza brytyjskiego weta i wizja Wielkiej Brytanii nakręcającej się w kierunku wyjścia z Unii. Po drugie – wszyscy mają świadomość, że jest mniej a będzie jeszcze mniej do podziału i trzeba się pogodzić z mniejszymi możliwościami finansowymi. Po trzecie – prawdopodobnie wszyscy zrozumieli już, o co tak naprawdę toczy się gra – w przyszłym roku czeka nas poważny problem z Francją chyba, że w grudniu dogadamy się, co do „unii finansowej” i cała Wspólnota zacznie zyskiwać na wiarygodności. Dlatego też przełożenie dyskusji budżetowej – na okres po zawiązaniu formalnej unii finansowej jest bardzo mądrym krokiem w dobrym kierunku, ponieważ będzie to już budżet w innych warunkach. Można nową pożądaną sytuację określić – początkiem odbudowy zaufania.

W naszym interesie jest bardzo umiejętne odnoszenie się do integracji strefy Euro, przy ciągłym deklarowaniu możliwie najszybszej chęci przystąpienia do niej – nawet z podaniem daty 2016 rok, która jest i tak nie realna głównie z politycznego punktu widzenia, albowiem rząd mógłby iść do wyborów 2015 pod szyldem Euro a następnie mieć tylko rok na dopracowanie jego wprowadzenia. Pomimo trudności, to może okazać się realne przy pewnym spięciu się i wdrożeniu istotnej polityki oszczędnościowej – w cztery lata możemy nadrobić zaległości fiskalne i faktycznie przymierzyć się do spełnienia kryteriów w roku piątym lub szóstym, czyli przyjęcie waluty 2016-2017 jest jak najbardziej realne (połowa kadencji następnego rządu).

Oczywiście kwestia wspólnej waluty wymagałaby konsensusu politycznego ze wszystkimi siłami politycznymi, albo odpowiedniego zwycięstwa opcji proeuropejskiej. Do tego trzeba po prostu przekonać ludzi, pokazując im korzyści z porzucenia złotówki, jednocześnie mówiąc w sposób otwarty o kosztach tego procesu i możliwych problemach. Co jest szczególnie ważne – robilibyśmy to na własne ryzyko, z pełną świadomością, że nie czeka na nas nikt z otwartymi rękami i nie wybaczy nam naszych błędów, jak również nie ma zainteresowania w wiązaniu się ze słabym krajem. Oznacza to, że musimy już nie tylko realizować swoje dążenia historyczne, ale przede wszystkim zaproponować naszym przyjaciołom – nową korzystną wartość dodaną. Mówiąc wprost, musimy zagwarantować, że nie będziemy drugą Grecją, ale odpowiedzialnym finansowo krajem, który będzie zyskującym na znaczeniu filarem Unii.

Będzie to nowa jakość dla naszej polityki, albowiem do tej pory myśleliśmy i myślimy „grantowo” na zasadzie – co i jak wyszarpać, a będziemy musieli myśleć o takim sterowaniu własnym rozwojem, żeby nasz kraj bogacił się jeszcze bardziej efektywnie. Po pewnym czasie staniemy się płatnikami netto, co będzie ukoronowaniem rozwoju.

Alternatywnie można przyjąć strategię – bycia w Unii, ale z boku, podobną do deklarowanej przez Republikę Czeską. W Pradze mówią wprost, że owszem zobowiązali się przyjąć Euro, ale mogą to zrobić jutro lub za 100 lat. W praktyce oznacza to pewien istotny sceptycyzm bogatego społeczeństwa miejskiego, którego polityka może ewoluować w kierunku dalszego wysublimowania, albowiem oni mogą sobie na to po prostu pozwolić, jednakże prawie na pewno nie będzie to dla nich strategia najbardziej efektywna. Jeżeli tylko dojdzie do pozytywnych rozwiązań i odzyskamy zaufanie i wiarę w wielki europejski projekt – to w perspektywie kolejnych 15 lat należy się spodziewać że nawet takie kraje jak Norwegia, czy Szwajcaria a w końcu także Wielka Brytania – przejdą na Euro, albowiem tylko połączenie potencjałów finansowych przy zniwelowaniu kosztów transakcyjnych – będzie gwarantowało na tyle efektywny poziom rozwoju, że kraje te nie będą biednieć względem bogacącej się Azji. Na dłuższą metę żadna samotna wyspa się nie ostanie, albowiem jako „biali z zachodu” będziemy konsumować znacznie mniejszy kawałek globalnego tortu niż obecnie. Na całe szczęście zrozumiał to już także premier Cameron, od dawna rozumie Merkel, być może rozumie i Tusk. Muszą dalej budować domino a nie kombinować co można z niego wyjąć i wszystko jedno co się zawali.

Przyszłość jest w rękach nas samych – mamy kapitał, technologię, zasoby, możliwości – wystarczy odpowiednio wszystkim posterować, a za 10-20 lat wcale nie będziemy oddawać pola. Przyszłość kontynentu zależy od decyzji podejmowanych obecnie. Uświadomienie tego społeczeństwom Unii jest najważniejszym zadaniem dla polityków.

Jedna myśl na temat “No to jesteśmy po szczycie i przed szczytem – przyszłość decyduje się dzisiaj

  • 24 listopada 2012 o 23:09
    Permalink

    To po prostu SZCZYTOWANIE!
    Kobiety to podobno mają …
    A faceci?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.