No i znowu się nie ubezpieczyli…

Straszny dramat się stał, bo spadł w Polsce grad, a ściślej grad spadł na tzw. ziemiach odzyskanych, gdzie napływowa ludność zasiedliła porządne domy z cegły palonej, kryte czerwoną dachówką. Pech chciał, że dachówka już stara, a grad duży no i się nam potłukła. Nasza dzielna słowiańska ludność, myślała tak jak było tak będzie przecież, jeżeli przez 70 lat prawie nie inwestowali nic a nic, a ich dom stał i miał się doskonale, to tak będzie zawsze. Nikt nie myślał o takich szaleństwach jak ubezpieczenie, albo wymiana dachu na blachę ocynk, jeżeli chce się mieć absolutny spokój. Po co, żyło się po prostu jakoś tak, ot zwyczajnie, do kościoła się chodziło, dzieci się miało, kolejne 12 letnie niemieckie samochody no, ale nigdy się nie miało ani potrzeby, ani środków, żeby odczuwać konieczność ubezpieczenia się. No, bo i po co? Bo kto się ubezpiecza? Przecież jest „władza” to niech się martwi, o nasze dachy!

Niestety tak mentalność trwa i ma się w najlepsze, ludzie żyją pokoleniami w pełnej beztrosce, nie odczuwając żadnej potrzeby w jakimkolwiek wyrażaniu poczucia odpowiedzialności za siebie i swoje mienie. Nie liczy się nic, nie liczy się jakiś czarny scenariusz, nie liczą się negatywne przykłady z poprzednich lat, z sąsiedztwa, większość jest przekonana, że co złego to nas nie dotyczy i nas nie spotka. Pech chciał, że to gradobicie wypadło w rocznicę powodzi z 1997 roku, kiedy to wszyscy pamiętamy, jaki polityk jak się wypowiedział i jak cała jego opcja polityczna została przez to przy wyborach ukarana. No, ale tak, po prostu mogli się ubezpieczyć. Tyle i tylko tyle, aż tyle. Nie wymagamy jakiś nadzwyczajnych faktów, starań, składowania dachówek i krokwi na poddaszu! Nie, po prostu, jeżeli kogoś było stać na dom, na jego posiadanie i utrzymywanie to musi być go stać także na opłacenie podstawowego ubezpieczenia, z tytułu ryzyka od powodzi, gradu, deszczu, ognia!

Jak beztroskim i oderwanym od rzeczywistości człowiekiem trzeba być, żeby żyć sobie bez oglądania się na przyszłość licząc na pomoc ogółu. To straszne, to bardzo naiwne, ale powszechne. Powodzianie, rolnicy wszelkiej maści (paprykarze), i inni. Wszyscy mają rzeczywistość w głębokim niepoważaniu. Ryzyko? Niech płacą inni, przecież władza przyjedzie się sfotografować, więc musi dać!

O nie, wystarczy – żadnych wspólnych pieniędzy! Gradobicie to w naszym kraju i klimacie coś tak powszechnego jak sople lodowe zimą! Nie ubezpieczyłeś się! Ponoś konsekwencje! Nie można narażać innych ludzi na ponoszenie kosztów cudzej beztroski.

Jest jednak druga strona medalu, otóż nasze przyzwyczajone do ekstremalnej bierności społeczeństwo, musi niestety być prowadzone za rączkę! Ot pech! Dobrze, zwalmy na „komunę”, wyuczoną bezradność. Władza świadoma skali problemu i ponawiających się zagrożeń nie ma żadnego pomysłu na systemowe rozwiązanie tego problemu.

Wielka szkoda, że z taką chęcią wmawiano Polakom emerytury pod palmami, zmarnowano masę pieniędzy i zadłużono państwo po uszy. Na tak potrzebną inicjatywę jak powszechne ubezpieczenie od ryzyka następstw pogodowych i innych zdarzeń losowych jakoś nie ma zapotrzebowania politycznego. To kpina ze społeczeństwa i igranie z jego realnym bezpieczeństwem.

Ubezpieczenie powinno być powszechne i obligatoryjne, powinien podlegać mu każdy mieszkający na terenie kraju. Można postulować podwójną skalę ubezpieczeniową: 1% dodatkowego podatku dla osób płacących podatek PIT albo stawkę zryczałtowaną w kwocie 365 zł rocznie dla wszystkich innych w tym rolników. Oczywiście osoby w podeszłym wieku, niepełnosprawne, osiągające dochody poniżej wartości pensji minimalnej itd. powinny mieć ulgi w tego typu składce ubezpieczeniowej. Alternatywnie – tradycyjną metodę oparcia składki na wycenie wartości odtworzeniowej nieruchomości, z rozbiciem na poszczególne składniki.

Nie mamy wyjścia, problem sam nie zniknie, musimy gromadzić środki na przykrą ewentualność kolejnej klęski żywiołowej, po której ten kraj może się już nie podnieść. Trzeba pamiętać, że cała siła instytucji ubezpieczeniowych bierze się z powszechności i wielu lat płacenia składek, nic od razu i z dnia na dzień nie rozwiąże niczyich problemów.

4 thoughts on “No i znowu się nie ubezpieczyli…

  • 7 lipca 2012 o 00:21
    Permalink

    Teoria teorią, a praktyka?
    Corocznie zostawiam PZU ok. 2000zł “podatków” bo muszę. Jestem realistą – niczego nie oczekuję. Naprawdę to chciałbym ubezpieczyć swoje bydło. Ale nie od powodzi (mieszkam na 800 mnpm), tylko od jakiejś epidemii czy zarazy. Takiej możliwości nie mam, byłem u kilku ubezpieczycieli. Proponowali mi jedynie obowiązkowe ubezpieczenia pól. Czyli oni wezmą połowę kasy ode mnie, a drugą połowę od państwa – czyli też ode mnie. W zamian – nic. Wolę już zapłacić karę za brak ubezpieczenia, bo wychodzi taniej, a asekuracja na wypadek realnej klęski taka sama – czyli żadna.
    To z czym mamy do czynienia to atrapa systemu ubezpieczeniowego.

    Temat wart osobnego rozważenia: Komuniści próbowali kilkadziesiąt lat budować w naszym kraju UTOPIĘ, i jakoś im nie wyszło. Po wyzwoleniu w 1989 w ciągu dwudziestolecia udało się bez szumnych zapowiedzi i propagandy skutecznie zbudować w Polsce ATRAPIĘ: atrapa ubezpieczeń, atrapa samorządności, atrapa wolnych wyborów, atrapa sprawiedliwości, atrapa państwa, atrapa … itd.
    Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie, jak w cywilizowanym świecie. Ale ten, kto musi przyjrzeć się czemukolwiek z bliska i w praniu szybko dostrzega, ze to jedynie pozór, PR, blichtr, pic na wodę…
    W postpoltycznej rzeczywistości taka atrapia ma niezłe szanse pofunkcjonować jeszcze parę lat. Co później?

    Odpowiedz
    • 7 lipca 2012 o 05:26
      Permalink

      Witam

      jeżeli tak jest jak Pan twierdzi, a podejrzewam że tak właśnie jest to znaczy, że w naszym kraju dzieje się o wiele gorzej niż sobie wyobrażamy. Pana teoria “atrap” doskonale współgra ze stosunkowo powszechną teorią “pozorności” tego państwa.
      pozdrawiam

      Odpowiedz
    • 7 lipca 2012 o 11:45
      Permalink

      … niezła synteza status quo z tą “atrapią”, zwłaszcza z tym “pozorem, PR, blichtrem, picem na wodę…”

      Mała uwaga w sprawie “imponderabiliów”:

      – to MY, en masse, organizujemy sobie tę rzeczywistość, a nie ONI…
      – to MY windujemy – pośrednio i bezpośrednio – miernoty do władzy…
      – to MY, w naszym mniemaniu, olewamy ICH, podczas gdy de facto, to ONI olewają nas i… doją z “systemu” ile wlezie, dla zaspokojenia swych osobistych i “partyjnych” korzyści, koneksji i wpływów… za nic mają, jakkolwiek rozumiane, dobro wspólne czy publiczne czyli takie dobra, które “nie są użytkowane tylko przez jedną osobę, ale przez wiele osób i które są finansowane przez państwo, poprzez budżet państwa czy budżet samorządu”…

      Nie ma rozwiązania – demokracja premiuje przeciętność, bylejakość, populizm i głupotę… i karmi się podkładaniem świń, oszczerstwami, przekupstwem, kolportowaniem półprawd… i wyradza się, jak uczy wieloletnie doświadczenie, w sobiepaństwo – republikę kolesi…

      “Wybory – nie dla idiotów. Ale, niestety, bez idiotów nie ma demokracji”.

      Odpowiedz
    • 9 lipca 2012 o 15:01
      Permalink

      Do tej pory budowany obecnie system nazywalem WYDMUSZKA, ale ATRAPIA brzmi ciekawiej.
      W samej kwestii poziomu tak zwanych uslug finansowych w Polsce niestety ma Pan absolutna racje, calkowita porazka.
      To kolejny przyklad na nasladownictwo zachodu, tyle tylko ze jakies 10 lat za zachodem.
      Hipoteke na zachodzie mozna brac na staly procent (dodam ze przyzwoity w stosunku do obowiazujacej stopy EURIBOR), w Polsce banki oferuja zmienna stope EURIBOR plus marza banku, czyli cale ryzyko dla klienta.
      Ubezpieczyciele w kraju nad Wisla uwielbiaja albo odmawiac wyplaty odszkodowan, albo zanizac ich wycene, czyli ochrona tak jak Pan pisze, zadna.
      Nie wiem jakim cudem sprzedawca Pana wypuscil do domu bez proby zaoferowania Panu produktu, ktorego Pan potrzebuje, a wciskajac przyslowiowy kit.
      Jak jest klient to sie robi to czego klient pragnie, a nie jak za ustroju slusznie minionego “nie ma”.
      W UK bydlo nawet od ryzyka nieplodnosci mozna ubezpieczyc, o BSE i tym podobnych nie wspominajac.
      No ale strategie budowy gospodarki opartej na innowacji na papierze wygladaja naprawde imponujaco.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.